Wraz z ukazaniem się nowego, polskiego wydania Listu, Paix
Liturgique
uzyskało w pełni międzynarodowy charakter. W ślad za pierwszą wersją
obcojęzyczną – włoską, opublikowaną latem 2009 roku – pojawiły się
wydania
niemieckie, hiszpańskie, angielskie, portugalskie, a w minionym miesiącu
wreszcie także i polskie. Ten rozwój Listu Paix Liturgique stanowi
odpowiedź na
zachętę, jaką stało się Motu Proprio Summorum Pontificum dane Kościołowi
przez
Ojca Świętego Benedykta XVI w lipcu 2007 roku. Jest ono zaproszeniem do
upowszechniania celebracji mszy tradycyjnej, zwanej odtąd „formą
nadzwyczajną
rytu rzymskiego”. Tymczasem fakt, że stowarzyszenie Paix Liturgique
dobrze jest
znane w kraju, z którego się wywodzi, czyli we Francji, nie znaczy, że
wszędzie
poza nią rzecz ma się podobnie. Chcielibyśmy umożliwić naszym nowym
czytelnikom
pełniej zrozumieć, na czym polega wyjątkowość Paix Liturgique, dlatego
też
oddajemy dziś głos jego prezesowi, Christianowi Marquant.
Po utworzeniu Mouvement de la jeunesse catholique de France
(MJCF – Ruch
Młodzieży Katolickiej Francji) w 1967 roku, potem Oremusa w 1990 roku,
na
początku lat 2000 Christian Marquant zakłada Paix Liturgique.
Działalność tego
stowarzyszenia, polegająca na wspieraniu wprowadzania w życie
rozporządzeń
papieskich sprzyjających mszy tradycyjnej, początkowo ograniczała się
jedynie do
diecezji Nanterre (w regionie paryskim), stopniowo jednak ogarnęła całą
Francję.
Czym jest Paix Liturgique dziś?
CM : Ogromnie się rozwinęliśmy od czasu akcji Oremusa w latach
90-tych, a
potem pojawienia się Paix Liturgique w trakcie kampanii w diecezji
Nanterre
prowadzonej na rzecz realizacji postanowień Motu Proprio Ecclesia Dei,
które w
1988 roku ukazało się wolą Jana Pawła II [1]. W każdym razie dotyczy to
metody i
wykorzystywanych środków, jako że dzięki pojawieniu się Internetu, z
grupki
wiernych zdanych na użycie rujnujących klasycznych środków, jak masowa
wysyłka
korespondencji, wydawanie przeglądów, itd. – przekształciliśmy się w
szeroki
zespół korespondentów oraz redaktorów i rozsyłamy teraz jeden list
tygodniowo z
informacjami w formie elektronicznej. Podstawowa motywacja i cel naszych
działań
nie zmieniły się jednak – pragniemy uczestniczyć w budowaniu zgody i
jedności w
Kościele.
Nasza działalność koncentrowała się przede wszystkim na Francji
i tam
początkowo się rozwijała, aż ogarnęła cały kraj, a od momentu ukazania
się Motu
Proprio Summorum Pontificum także cały świat katolicki. List stanowi
dziś
centralny środek naszego oddziaływania. Należy zaznaczyć, że wersja
francuskojęzyczna dociera do ponad 350 000 osób, a inne wersje językowe
do około
200 000 osób.
Tym niemniej nie zatraciliśmy smaku uczestniczenia w realnych
wydarzeniach.
Można by rzec, że po prostu „wygładziliśmy” swój sposób działania,
dostosowując
się do złagodzonej atmosfery, która zapanowała wraz z otwarciem
pontyfikatu
Benedykta XVI. Dlatego w duchu pokojowym wychodzimy na przykład przed
mszą
świętą na spotkanie wiernym oraz księżom: od marca 2009 roku rozdaliśmy
we
Francji 550 000 egzemplarzy ulotek nawołujących do poparcia dla Ojca
Świętego.
Wspomniał pan o wielojęzycznej wersji Listu Paix Liturgique,
czy może pan
rozwinąć ten temat? Skąd takie międzynarodowe otwarcie?
CM : U podstaw Paix Liturgique znajduje się przekonanie, że
tradycja
katolicka nie jest indiańskim rezerwatem. Zrehabilitowanie tradycji
liturgicznej
Kościoła nie jest wyłącznie sprawą bractwa Świętego Piusa X, wyłącznie
„tradycjonalistów”, ani też jedynie katolików francuskich, a właśnie
całej
społeczności katolickiej. Wspaniale wyłożył tę kwestię Kardynał
Cañizares,
prefekt Kongregacji Kultu Bożego, w przedmowie napisanej do książki ks.
Nicola
Buxa „Reforma Benedykta XVI”. Jej francuskie tłumaczenie ukazało się
ostatnio
nakładem wydawnictwa Tempora.
„Reforma reformy”, potwierdzona wolą Biskupa Rzymu, jest sprawą
wszystkich.
Dlatego wydało nam się przydatne rozpropagować nasz list najpierw w
Internecie –
w ten sposób wyjść poza ciasny krąg sympatyków i przyjaciół – potem zaś
udostępnić go katolikom z całego świata.
Przez minionych sześć miesięcy pracowaliśmy więc nad
uzupełnieniem naszego
zespołu i udoskonaleniem bazy danych, tak aby umożliwić comiesięczne
wydawanie
listu w języku angielskim, portugalskim, hiszpańskim, niemieckim i
włoskim.
Dzięki temu zyskaliśmy szerszy ogląd sytuacji i możemy wnioskować, że
sprawa
liturgii ma niewątpliwie powszechne znaczenie w Kościele. Nie stanowi
problemu
wyłącznie francusko-francuskiego. W Hong-Kongu, na Filipinach, w
Nigerii, w
Brazylii czy Meksyku, podobnie w Polsce czy Wielkiej Brytanii, wierni,
księża,
zakonnice i prałaci każdego dnia trudzą się na rzecz odkrywania skarbu
Kościoła,
jakim jest msza tradycyjna.
Otóż to. Jak postrzega pan aktualną sytuację?
CM : Tego się po prostu nie spodziewano: po raz pierwszy od
czasu zmian
brutalnie narzuconych w imię „ducha soborowego” wydaje się, że zgoda
ponad
upodobaniami liturgicznymi jednych i drugich jest możliwa. Papież zniósł
bowiem
ostatnią przeszkodę – rzeczywistą czy też tę, której się tylko
dopatrywano – na
drodze do afirmacji jedności wszystkich katolików wokół Ojca Świętego.
W tak sprzyjającym klimacie zadanie jedności zależy więc teraz
od osobistego
zaangażowania każdego ochrzczonego: oczywiście wiernych, których rolę w
Kościele
podkreślił Sobór Watykański II, ale też biskupów i kapłanów, na których,
jako na
Pasterzach, odpowiedzialność za nią spoczywa w całej pełni.
W przypadku każdego z nas chodzi ostatecznie tylko o to, by
zadać sobie
pytanie, czy naprawdę chcemy dochować wierności osobistemu uczestnictwu w
wierze
w Jezusa Chrystusa.
O Paix Liturgique można było usłyszeć dzięki przeprowadzanym przez nie
sondażom...
CM : Pomysł przeprowadzenia badania opinii publicznej wyniknął z
lekceważenia, jakie płynęło pod naszym adresem: „was nie ma”, „pomyliliście
epoki”, „u nas nie ma problemu liturgicznego”, „spóźniliście się na pociąg
odnowy”, itd. Nie tylko stwierdzenia te wydały nam się od początku przesadzone,
co więcej, z biegiem lat okazały się całkowicie bezpodstawne: liczba wiernych
mających upodobanie w starej mszy stale rośnie, młodzi ludzie coraz bardziej się
nią interesują.
Mam szczególny przywilej obserwować sytuację od ponad 40 lat i od czasu
narodzin, nazajutrz po soborze, znaczącego ruchu francuskiego „Silencieux de
l'Église” (Cisi Kościoła), było mi dane dostrzec, że ci, których przyciąga
liturgia tradycyjna, nie stanowią wyłącznie „grupki starców i nostalgicznych
jednostek”, ale właśnie całkiem sporą część katolickich wiernych. Przekonani, że
tak jest, a rzeczywistość tę potwierdzały świadectwa gromadzone dzień za dniem,
poszukiwaliśmy narzędzia, by dać owej prawdzie jakiś wyraz. Jak wykazać, że nie
jest ani uczciwe, ani rozsądne ograniczanie pojęcia katolików związanych z
liturgią łacińską i gregoriańską wyłącznie do grupy wiernych Bractwa Świętego
Piusa X? Co do nich zresztą, uważano, że „w najlepszym razie” stanowią zaledwie
i nie więcej niż 1% wiernych.
Idąc za przykładem tego, co na początku lat 80-tych zrobił w Niemczech
ówczesny prezes Una Voce, Éric de Saventhem, wpadliśmy na pomysł przeprowadzenia
we Francji w 2001 roku sondażu poprzez zlecenie go jednemu z największych
ośrodków badania opinii publicznej w kraju. Wyniki badania instytutu Ipsos
przekroczyły nasze najśmielsze oczekiwania! Otóż w czasach, gdy powszechnie
twierdzono, że msza według mszału Jana XXIII jest zakazana, ponad 20%
praktykujących katolików przyznawało, że pragnie praktykować wiarę w duchu
liturgii tradycyjnej...
Jak dotąd przeprowadziliśmy jeszcze dwa podobne sondaże we Francji i jeden
także we Włoszech, we wrześniu 2009 roku, z niezwykłym wynikiem. Pokazał on, że
dwóch na trzech praktykujących włoskich katolików jest gotowych uczestniczyć w
starej mszy. Zaczęliśmy też organizować badania w diecezjach, na razie w Wersalu
i Paryżu, a niedawno podjęliśmy kroki do przeprowadzenia takiego sondażu wśród
katolików niemieckich...
Stopniowo uzyskujemy w ten sposób dość wierny obraz rzeczywistości: od
chwili, gdy w 2007 roku padły piękne słowa Ojca Świętego, wydaje się, że
przynajmniej jeden na trzech katolików uczestniczących w niedzielnej mszy
świętej w parafii, wziął udział we mszy celebrowanej w formie
nadzwyczajnej...
A jednak liczni Pasterze wyraźnie nie spieszą się z uznaniem tych faktów i
wprowadzeniem w życie jedności katolików?
CM : Niestety. Znaczna część kleru, co więcej – episkopat, owładnięte są
nadal dość żywą ideologią! Ogólnie patrząc w dalszym ciągu stosunek do kwestii
jedności bazuje na logice wyłączności: wszyscy ci, którzy wykazują jakiekolwiek
przywiązanie do liczącej dwa tysiące lat tradycji Kościoła, czy w kwestii
doktryny, czy liturgii, są ignorowani tudzież traktowani nieufnie.
To już naprawdę najwyższy czas, by ustało zaślepienie i aby nasi biskupi
zdali sobie sprawę, iż bardzo liczni wierni życzą sobie takiej praktyki wiary,
jaką umożliwia forma nadzwyczajna rytu rzymskiego. Nawet, jeśli dla niektórych
świadomość tego jest trudna i bolesna, to jednak w punkcie wyjścia – niezbędna.
Po ukazaniu się pierwszych Listów „międzynarodowych”, było widoczne, że na
wszystkich pięciu kontynentach spotkać można biskupów, dla których: „nie
istnieje problem liturgiczny”, „nie ma próśb o wprowadzenie w życie Motu
Proprio”, „liturgia tradycyjna interesuje wyłącznie niewielki odsetek wiernych”,
czy też jeszcze „Motu Proprio służy wyłącznie uregulowaniu problemu Bractwa
Świętego Piusa X”… Takie widzenie sprawy co najmniej mija się z
rzeczywistością.
Uczciwe przyjrzenie się faktom, rozmowy z ludźmi i badania opinii wskazują
jedno: na przestrzeni 40 lat słyszalny był głos jedynie niewielkiej liczby
wiernych. Gdy przez lata żelaznego milczenia przeciwstawiali się oni nadużyciom
i pseudo-zakazowi mszy tradycyjnej, ogromna większość osób przywiązanych do
liturgii tradycyjnej milczała w duchu Cichych Kościoła. Byli tacy, którzy
przestali chodzić na mszę, jednak pozostałe osoby w dalszym ciągu uczęszczały do
parafii w diecezji, pomimo że nadwerężało to ich wrażliwość w dziedzinie
liturgii i nauczania.
Tak jak kwestia nauczania została częściowo uporządkowana wraz z publikacją
Katechizmu Kościoła Katolickiego, tak i problem liturgii mógł zostać rozwiązany
przy ogłoszeniu Motu Proprio Summorum Pontificum. Niestety nie został. To pewne,
że nie wszyscy biskupi sprzeciwiają się Motu Proprio, daleko nam do tego! Tym
niemniej istnieje silny opór. Nawet ci najbardziej przychylni, zamiast po prostu
wprowadzić w życie Motu Proprio z 2007 roku (odprawianie mszy św. w obu formach
obrządku we wszystkich parafiach, w szczególności w rozległych parafiach
śródmieścia), skłonni są sięgać wyłącznie po Motu Proprio z 1988 roku
(indywidualna zgoda na mszę tradycyjną, poza porządkiem mszy świętych
parafialnych).
Czego powinniśmy zatem oczekiwać od naszych biskupów?
CM : To bardzo proste: aby porzucili chęć posiadania racji wbrew Papieżowi i
uznali wreszcie potrzeby tych wiernych, którzy zachowali przywiązanie do
tradycyjnej Wiary i praktyki. Póki będą oni uważani za chrześcijan drugiej
kategorii, patrz po prostu za „problem”, jedność Kościoła, którą wyznają
biskupi, pozostanie tylko pustą deklaracją pełną hipokryzji.
Pierwszym krokiem, możliwym do realizacji od zaraz, byłoby sprawienie, żeby
wszystkie już istniejące msze odprawiane w formie nadzwyczajnej rytu rzymskiego,
rzeczywiście i w pełni odpowiadały oczekiwaniom wiernych. Co to oznacza? Po
prostu msze odprawiane byłyby co niedzielę, regularnie i w przyjaznych
godzinach. Nadzwyczajna forma mszy nie znaczy „nadzwyczajne warunki” celebracji,
jak to niejednokrotnie ma miejsce.
Następnie trzeba by, żeby nasi pasterze – w pierwszej kolejności księża,
albowiem właśnie im MP powierza odpowiedzialność za stan rzeczy, bez potrzeby
wnioskowania u biskupa – odpowiadali uczciwie i w rozsądnym terminie na
kierowane do nich prośby, bez stosowania uników czy gry na zwłokę…
Szacunku, uwagi i życzliwości – oto czego oczekujemy od naszych księży i
biskupów. Zważywszy, że te właśnie zasady nieustannie głoszą, nie tracimy
nadziei, iż doczekamy wreszcie ich owoców w naszych parafiach.
[1] Dzięki Opatrzności kampania ta ostatecznie zwieńczona została sukcesem,
bowiem 3 msze niedzielne w łączności z Rzymem są od tamtej pory odprawiane we
wspomnianej diecezji (podczas gdy w diecezji sąsiedniej, Saint-Denis, nie ma ani
jednej takiej mszy).
Der liturgische Friede, ein weltweites Erfordernis
Mit seiner neuen polnischen Ausgabe hat der „Brief für den liturgischen
Frieden“ („Lettre de Paix Liturgique“) nun eine breite Internationalität
erlangt. Der ersten fremdsprachigen Ausgabe in Italienisch, publiziert im Sommer
2009, sind dann Ausgaben in Deutsch, Spanisch, Englisch und Portugiesisch und,
seit dem letzten Monat, nun auch in Polnisch gefolgt. Diese Entwicklung unseres
Rundbriefes entspricht der zunehmenden Verbreitung der Zelebration der
traditionellen Messe, nun „außerordentliche Form des römischen Ritus“ genannt,
wie sie das Motu Proprio „Summorum Pontificum“ des Heiligen Vaters Benedikt XVI.
vom Juli 2007 der ganzen Kirche nahelegt. Die Vereinigung „Paix Liturgique“ ist
in ihrem Ursprungsland Frankreich bestens bekannt, was jedoch noch nicht überall
im Ausland der Fall ist. Um unseren neuen Lesern zu erklären, was die
Besonderheit von „Paix Liturgique“ ausmacht, geben wir heute unserem Präsidenten
Christian Marquant das Wort.
Der Gründer des „Mouvement de la
jeunesse catholique de France (MJCF)“ (1967) und von „Oremus“ (1990) hat am
Anfang des 21. Jahrhunderts „Paix Liturgique“ ins Leben gerufen. Zu Beginn auf
die Diözese von Nanterre (in der Region von Paris) begrenzt, hat sich die
Tätigkeit von „Paix Liturgique“, die darin besteht, die Anwendung der
bischöflichen Anordnungen zugunsten der traditionellen Messe zu unterstützen,
nach und nach auf ganz Frankreich ausgebreitet.
PL: Christian
Marquant, was bedeutet „Paix Liturgique“ heute?
CM: Vom Beginn der
Tätigkeit von „Oremus“ in den 90er Jahren, als die Kampagne zur Umsetzung des
Motu Proprio „Ecclesia Dei“ von Papst Johannes-Paul II. vom Jahre 1988 [1] in
der Diözese Nanterre begann, bis zum Erscheinen von „Paix Liturgique“, haben wir
uns sehr entwickelt, besonders hinsichtlich der Methoden der Verbreitung. Durch
die Nutzung des Internets sind wir von einer Gruppe von Gläubigen, die dazu
verurteilt waren, klassische und kostspielige Mittel zu verwenden (Versand von
zahlreichen Briefen, Herausgabe von Zeitschriften, etc…), zu einem großen Team
von Korrespondenten und Redakteuren geworden, die wöchentlich einen
elektronischen Brief verbreiten. Aber eigentlich ist es immer der Wunsch, zur
Versöhnung und zur Einheit der Kirche beizutragen, der uns
beseelt.
Während zu Beginn unsere Sorge einer Ausbreitung auf ganz
Frankreich galt, entfaltet unser Brief seit dem „Motu Proprio Summorum
Pontificum“ seine Wirkung in der ganzen katholischen Welt. Wir erreichen heute
mehr als 350 000 Personen mit seiner französischen Version und ungefähr 200 000
Personen durch die verschiedenen internationalen Versionen.
Wir haben den
Sinn für die Realität und das Bewußtsein unseres Ursprungs nicht verloren, aber
konnten unsere Gangart verfeinern, indem wir uns dem ruhigeren Klima angepaßt
haben, das seit dem Pontifikat von Papst Benedikt XVI. ausschlaggebend ist. So
sind wir zum Beispiel an verschiedenen Orten vor der hl. Messe auf die Gläubigen
und den Klerus zugegangen und haben seit März 2009 in Frankreich 550.000
Exemplare eines Faltblattes zur Unterstützung des Heiligen Vaters
verteilt.
PL: Sie haben die internationale Version des „Lettre de Paix
Liturgique“ erwähnt, können Sie uns etwas darüber sagen? Wie kommt es zu dieser
Internationalisierung?
CM: Seit Beginn von „Paix Liturgique“ gibt es
die Überzeugung, daß die katholische Tradition kein Indianerreservat ist. Die
Rehabilitation der liturgischen Tradition der Kirche ist weder alleinige Sache
der Piusbruderschaft, noch der sogenannten Tradis, noch einzig der katholischen
Franzosen, sondern sehr wohl aller Katholiken. Das hat Kardinal Cañizares,
Präfekt der Kongregation des Göttlichen Kultes, im Vorwort zum Buch von Mgr.
Nicola Bux, "Die Reform von Benedikt XVI." wunderbar dargelegt. Die Übersetzung
ins Französische ist kürzlich beim Verlag Tempora erschienen.
Da die
„Reform der Reform“, die vom Papst gewünscht wird, uns alle etwas angeht, schien
es uns nützlich, vorerst unseren Brief im Internet zu entwickeln, um ihn erstens
aus dem begrenzten Kreis unserer Freunde und Sympathisanten herauszuholen und
zweitens allen Katholiken auf der ganzen Welt zugänglich zu machen. Seit sechs
Monaten haben wir nun bis zur Erschöpfung unseres Teams daran gearbeitet, unsere
Datenbank zu vervollständigen, um monatliche Ausgaben in Englisch,
Portugiesisch, Spanisch, Deutsch und Italienisch anbieten zu können. Das erlaubt
uns, unsere Sicht zu erweitern und festzustellen, daß die Liturgiefrage sehr
wohl eine universelle Angelegenheit der Kirche ist und nicht nur ein
französisches Problem. In Hongkong, den Philippinen, in Nigeria, Brasilien oder
Mexiko, sowie Polen oder Großbritannien, sind Gläubige, Priester, Ordensleute
und Prälaten täglich für die Wiederentdeckung dieses Schatzes der Kirche, der
traditionellen Messe, tätig (...).
PL: Trotzdem zeigen sich zahlreiche Pfarrer nur wenig eifrig,
diese Realität zu akzeptieren und die Einheit der Katholiken zu
verwirklichen?
CM: Leider ist die Ideologie in einem großen Teil des
Klerus und noch mehr im Episkopat sehr verbreitet! Man fährt weltweit fort,
diese Frage der Einheit in einer Logik des Ausschlusses zur Sprache zu bringen:
alle, die irgendwie an der zweitausendjährigen Tradition der Kirche festhalten,
sei dies theologisch oder liturgisch, werden ignoriert oder mit Argwohn
betrachtet.
Es ist höchste Zeit, daß diese Blindheit verschwindet und daß
unsere Bischöfe davon Kenntnis nehmen, daß zahlreiche Gläubige, ihren Glauben im
Rhythmus der außerordentlichen Form des römischen Ritus zu leben wünschen. So
schwer und schmerzhaft diese Erkenntnis für einige unter ihnen auch sein mag,
diese Bedingung ist unerläßlich. Seit wir unsere „internationalen Briefe“
herausgeben, haben wir feststellen können, daß auf allen fünf Kontinenten
Bischöfe zu finden sind, für die „es keine liturgischen Probleme gibt“, „es
keine Anfragen zur Anwendung des Motu Proprio gibt“, „die traditionelle Messe
nur eine ganz kleine Anzahl von Gläubigen interessiert“ oder auch „das Motu
Proprio lediglich dazu dient, die Probleme mit der Bruderschaft Sankt Pius X. zu
regeln“... Diese Sicht der Angelegenheit ist zumindest
undifferenziert.
Die ehrliche Beobachtung der Wirklichkeit, der Dialog
auf diesem Gebiet und die Meinungsumfragen zeigen: während seit 40 Jahren nur
eine ganz kleine Anzahl von Gläubigen ihrer Stimme gegen den Mißbrauch der
Liturgie und die Pseudoverbote der traditionellen Messe Gehör verschafft haben,
hat die überwältigende Mehrheit derjenigen, die der traditionellen Liturgie
anhängen, in der Stille der Kirche gewirkt und geschwiegen. Einige haben
entmutigt und irritiert aufgehört, zur Messe zu gehen, aber andere haben
weiterhin ihre Pfarrei besucht, selbst wenn das ihr katechetisches und
liturgisches Empfinden nicht selten verletzt hat.
Wenn mit der
Publikation des Katechismus der Katholischen Kirche die Fragen der Katechese zum
Teil geregelt worden sind, hätte die liturgische Frage mit der Publikation des
Motu Proprio gelöst werden können. Unglücklicherweise ist das noch nicht der
Fall. Sicher wird man nicht allen Bischöfen einen Geist der Auflehnung gegen das
Motu Proprio unterstellen dürfen. Dennoch ist die Abwehr stark, und selbst eher
wohlgesinnte Hirten haben die Tendenz, statt das Motu Proprio von 2007 ganz
einfach anzuwenden (Zelebration der einen oder anderen Form des Ritus in den
Pfarreien, speziell in den großen Pfarreien des Stadtzentrums), nun erst das
Motu Proprio von 1988 allmählich einzuführen (punktuelle Genehmigung von nicht
pfarrlichen Messen).
PL: Was sollen wir also von unseren Bischöfen
erwarten?
CM: Ganz einfach, daß sie aufhören gegen den Papst Recht
haben zu wollen und endlich annehmen, daß die seelsorglichen Bedürfnisse
derjenigen Gläubigen, die dem Glauben und der traditionellen Praxis treu
bleiben, anzuerkennen sind. Solange diese Gläubigen als solche zweiter Klasse
oder sogar als „Problem“ angesehen werden, wird die kirchliche Einheit, der die
Bischöfe eine so hohe Bedeutung beimessen, eine Absichtserklärung voller
Heuchelei bleiben.
Ein erster Schritt, der sofort in Angriff genommen
werden kann, wäre, daß alle bereits stattfindenden Zelebrationen der
außerordentlichen Form des Römischen Ritus wirklich und großzügig an die
Realität der Gläubigen angepaßt würden. Was soll das heißen? Ganz einfach, daß
die Zelebrationen sonntäglich und regelmäßig stattfinden und zu
familienfreundlichen Zeiten. Außerordentliche Form der Messe heißt ja nicht „zu
möglichst außergewöhnlichen Bedingungen“, wie es unglücklicherweise häufig der
Fall ist.
Außerdem sollten unsere Hirten – unsere Pfarrer in erster
Linie, da ihnen das Motu Proprio die Verantwortung anvertraut, ohne daß sie eine
Bittschrift an den Bischof richten müssen – pflichttreu und in einer
vernünftigen Zeitspanne den Anfragen entsprechen, die an sie gerichtet werden,
ohne Wenn und Aber. Respekt, Gehör und Wohlwollen, das ist es, worum wir unsere
Pfarrer und Bischöfe bitten. Da dies Prinzipien sind, die sie selbst beständig
im Munde führen, verlieren wir nicht die Hoffnung, nun endlich auch die Früchte
dieser hehren Prinzipien nun auch in unseren Pfarreien zu sehen.
[1]
Kampagne, die schließlich durch die Vorsehung gekrönt wurde, indem nun drei
Sonntagsmessen in Einheit mit Rom in dieser Diözese zelebriert werden(, während
es nach wie vor keine einzige in der benachbarten Diözese von Saint-Denis
gibt).
Rosnąca dostępność książki ks. Nicoli Buxa zatytułowanej Reforma Benedykta
XVI [1] jest okazją do przeniesienia naszej uwagi ze spraw dotyczących
realizacji zaleceń Motu Proprio « Summorum Pontificum », na kwestię „reformy
reformy” zainicjowanej przez Biskupa Rzymu w dziedzinie liturgii oraz na
relację, która stopniowo winna się konstytuować między dwiema formami rytu
rzymskiego.
Pierwsza intencja Motu Proprio « Summorum Pontificum »
jest jasna: stworzenie warunków pozwalających na odprawianie mszy tradycyjnej we
wszystkich tych parafiach, w których istnieje na nią zapotrzebowanie. O MP
dopiero wówczes można będzie powiedzieć, że rzeczywiście zostało wprowadzone w
życie, gdy w katedrze warszawskiej, poznańskiej czy łódzkiej ujrzymy mszę
niedzielną odprawianą w rycie zwyczajnym o godzinie 10, w nadzwyczajnym o
godzinie 11, lub odwrotnie. Jednym słowem: w kwestii wprowadzenia w życie MP
tkwimy dziś nadal w punkcie wyjścia.
A – Projekt „reformy
reformy”
Druga intencja MP, choć nie nazwana wprost, jest nie mniej
oczywista zarówno w świetle wcześniejszych pism kardynała Ratzingera na ten
temat, jak i życzenia sformułowanego w tekście z 2007 roku: życzenia „wzajemnego
ubogacania się” obu rytów, które odtąd współistnieją oficjalnie. Ubogacanie:
wszyscy wiedzą, że w sposób najbardziej oczywisty „bogatą” formą jest ta, której
dziedzictwo sięga dziesięciu wieków nieprzerwanej tradycji (a nawet siedemnastu
stuleci, jeśliby wziąć pod uwagę zasadniczą jej część – Kanon) a której wartość
doktrynalna i rytualna jest co najmniej porównywalna do wartości innych wielkich
liturgii katolickich. W swoim dziele ks. Nicola Bux pisze: „Studium porównawcze
dowodzi, że w swej formie przedsoborowej liturgia rzymska była dużo bliższa
liturgii wschodniej niż obecna litrugia”. Dlatego też nikt poważnie nie myśli
zaprzeczać, iż formą, która powinna zostać ubogacona/przekształcona w pierwszym
rzędzie, jest liturgia naprędce skonstruowana przed czterdziestu laty, gdyż, jak
podkreśla Nicola Bux : „Trzeba przyznać, że mszy Pawła VI daleko jest pod
względem zawartości do tego, co zawiera mszał św. Piusa V”.
Tak właśnie
zrodził się zwyczaj nazywania „reformą reformy” projektu
ubogacenia/przekształcenia reformy Pawła VI, w celu uczynienia jej bardziej
tradycyjną co do treści i co do formy. O ile przesadą byłoby twierdzenie, że
reforma reformy leży jedynie w sferze pobożnych życzeń, o tyle też trzeba mieć
świadomość, że znajduje się ona – trochę jak forma nadzwyczajna – dopiero w swym
początkowym stadium.
Odnośnie tego mającego nastąpić procesu nasuwają się
dwie uwagi wstępne:
1. Reforma reformy, jak wskazuje samo wyrażenie,
dotyczy wyłącznie reformy Pawła VI. W żadnej mierze nie zakłada ona, możliwego
„równoległego”, przekształcenia formy tradycyjnej rytu. Obu tych form nijak nie
da się porównać pod względem odniesienia do tradycji, ani też pod względem ich
struktury rytualnej. Manipulowanie przy rycie tradycyjnym byłoby prawdziwym
samobójstwem, na którym stracilibyśmy wszyscy – w ten sposób reformie reformy
przetrącony zostałby kręgosłup – i zresztą pomysł ten kardynał Ratzinger
przezornie i otwarcie swego czasu odrzucił.[2]
2. Ponadto, celem reformy
reformy nie jest za pomocą serii reform z użyciem praw i dekretów ustanowienie
trzeciego mszału, jako pośredniego rozwiązania między mszałem trydenckim a nowym
mszałem (który zresztą bardziej stanowi jakiś nieokreślony zbiór, różnorodny i
podlegający zmianom, niż 'mszał' w tradycyjnym znaczeniu). Wczoraj kardynał
Ratzinger, dziś papież Benedykt XVI, wzdraga się przed uruchomieniem mechanizmu
autorytarnych i ustawicznych reform, podobnego temu – tyle, że w odwrotnym
kierunku – czym było wprowadzenie reformy Pawła VI. Chodzi raczej o
zapoczątkowanie procesu stopniowego zbliżania i orientowania mszału Pawła VI w
stronę mszału tradycyjnego, czemu zresztą nie stoi na przeszkodzie charakter
nowej liturgii łatwo poddającej się dowolnemu modelowaniu: paradoksalnie, jej
nienormatywny charakter pozwala przeniknąć w nią normie tradycyjnej, której tam
brakuje. Można się skąd innąd zastanawiać, czy u zwieńczenia tego procesu jej
znaczenie będzie wykraczało poza funkcję wprowadzenia w liturgię
tradycyjną?
B - Książka Nicoli Buxa
Istotne znaczenie
publikacji tej książki wynika przede wszystkim z wagi osoby autora. Ks. Nicola
Bux, profesor liturgiki i sakramentologii w Instytucie Teologii
Ekumeniczno-Patrystycznej w Bari, we Włoszech jest konsultantem Kongregacji
Nauki Wiary i Kongregacji do spraw Świętych jak też Urzędu Papieskich Celebracji
Liturgicznych, doradcą magazynu Communio, autorem licznych publikacji
(nota bene: Il Signore dei Misteri. Eucaristia e relativismo, Cantagalli,
2005) oraz licznych artykułów (A soixante ans de l'encyclique Mediator Dei de
Pie XII, débattre sereinement sur la liturgie, Osservatore Romano, 18 listopad
2007). Jest on również jednym z najbardziej wpływowych zwolenników reformy Pawła
VI.
Można by w kontekście jego osoby zacytować wiele nazwisk, jak o.
Alcuin Reid OSB (The Organic Development of the Liturgy, Saint Michael's
Abbey Press, Londyn, 2004), ks. Michael Lang (Se Tourner vers le
Seigneur, Ad Solem, 2006), ks. Nicola Giampietro (publikacja pamiętników
kardynała Antonellego, Apoc 2004), ks. bp Athanasius Schneider (Dominus Est -
Riflessioni di un Vescovo dell'Asia Centrale sulla sacra Comunione, Libreria
editrice vaticana, 2008), o. Aidan Nichols OP (Liturgie et modernité, Ad
Solem, 1998), czy też ks. Mauro Gagliardi (Liturgia, Fonte di Vita,
Fede&Cultura, 2009). Nie wolno tutaj zapomnieć o inicjatywach promowanych
przez księdza Manelli oraz Franciszkanów Niepokalanej, i oczywiście o codziennej
działalności znamienitych prałatów, jak arcybiskup Ranjith, arcybiskup Burke,
kardynał Cañizares, etc.
I tak, w zależności od wydania, książkę ks. Buxa
opatrzono trzema różnymi redakcjami wstępu; do wydania włoskiego wstępem
napisanym przez słynnego dziennikarza włoskiego, Vittorio Messoriego (tego,
który zrealizował wywiad z kardynałem Ratzingerem pt. Raport o stanie
wiary), do wydania francuskiego – przez ks. Marca Aillet, biskupa Bayonne, a
do wydania hiszpańskiego – przez Prefekta Kongregacji Kultu Bożego, kardynała
Cañizaresa we własnej osobie.
Według Nicoli Buxa kryzys, który dotknął
liturgię rzymską wynika z faktu, że przestała się ona koncentrować na Bogu i
oddawaniu Mu czci, a skupia się na człowieku i na wspólnocie. „Na początku jest
uwielbienie, a więc Bóg (…). Kościół ma swoje źródło w uwielbieniu, w misji
chwalenia Boga”, jak o tym pisał Józef Ratzinger (L’ecclesiologia della
Constituzione «Lumen gentium» w: „Il concilio Vaticano II. Recezione e attualità
alla luce del Giubileo”, Cinisello Balsamo 2004, str. 132). Kryzys liturgii
rodzi się w chwili, gdy przestaje ona być aktem uwielbienia, gdy zostaje
zredukowana do celebracji w partykularnej wspólnocie, w której kapłani i biskupi
miast być szafarzami, to znaczy sługami, stają się „liderami”. Dlatego właśnie
dziś „ludzie wymagają stale większego szacunku, po to, by zagwarantowana została
osobista przestrzeń ciszy z uwagi na wewnętrzne uczestnictwo wiary w świętych
tajemnicach”.
Trzeba więc ponownie nauczyć kler, rozdarty w kwestiach
sprawowania praktyk i świadomości spraw kultu, że liturgia jest rzeczą świętą i
boską, że zstępuje z góry jak z niebieskiego Jeruzalem w księdze Apokalipsy. „W
tym kontekście trzeba by się poważnie zastanowić, dlaczego, wbrew pozorom,
językom narodowym nie udało się ostatecznie uczynić liturgii bardziej
zrozumiałą”. Stosowne byłoby ponowne przyuczenie kapłana do sprawowania świętych
misteriów in persona Christi w Kościele, jako że jest on ich szafarzem, nie zaś
tym, kim się stał – animatorem zgromadzenia, zamkniętego i skupionego na
sobie.
C – Projekt reformy reformy: oddziaływanie raczej poprzez
przykład niż drogą rozwiązań prawnych
Pomimo powagi oceny sytuacji
dokonanej szczególnie przez ks. Buxa i generalnie przez „ludzi papieża”, ściśle
zbieżnej z myślą Ojca Świętego w tej dziedzinie, ani on, ani oni nie chcą praw
czy dekretów, które na sposób właściwy dokumentom z czasów Bugniniego,
stanowiłyby próbę przebudowania wszystkiego w sposób autorytarny. Pomimo że w
sprawach liturgii Kościół głęboko dziś niedomaga, preferują zastosowanie
łagodnych środków, czyli dawanie przykładu: na pierwszym miejscu stoi przykład
Biskupa Rzymu, następnie biskupów, którzy za osobą papieża również zechcą dać
przykład.
Tak oto Benedykt XVI mobilizuje, mnożąc korekty, które owszem
mogą wydać się zupełnie detaliczne, jednak liturgia z wielu takich właśnie
detali jest złożona. Można tu zacytować choćby niezwykle godny sposób
sprawowania liturgii pontyfikalnej; piękno ornatów z zakrystii Świętego Piotra,
których używa na nowo ceremoniarz papieski ks. Prałat Guido Marini; ustawienie
przy ołtarzu wielkich kandelabrów, które zacierają teatralny efekt celebrowania
„twarzą do wiernych”; a nade wszystko, podawanie komunii w pozycji klęczącej i
na język.
Kolej na biskupów, by czynili podobnie w czasie publicznego
celebrowania liturgii. Wiadomo również, że kardynał Carlo Caffarra, arcybiskup
Bolonii, jeden z mocniejszych filarów liturgicznych episkopatu Włoch, ogłosił w
ostatnim czasie drogą wydanego rozporządzenia z 27 kwietnia 2009 roku, że „mając
na uwadze częstotliwość sygnalizowanych przypadków niegodnego zachowania podczas
przyjmowania Komunii świętej”, podejmuje decyzję „iż począwszy od dnia
dzisiejszego w kościele metropolitalnym S. Pietro, w bazylice S. Petronio oraz w
sanktuarium B.V. de San Luca w Bolonii, wierni otrzymywać będą Hostię Świętą
wyłącznie z rąk kapłana, bezpośrednio na język”.
Ze swej strony ks. bp
Schneider i podobnie Don Mauro Gagliardi [3] proszą, by wyraźnie przypominać, iż
„zwyczajnym” sposobem przyjmowania komunii jest komunia do ust i że komunia na
rękę jest zaledwie formą „tolerowaną”, nawet jeśli przez jakiś dłuższy czas
występuje bardziej powszechnie. Ta ich zachęta ma istotne znaczenie dla
odradzania się wiary w rzeczywistą obecność. Respekt dla tego, co boskie i
święte wyraża się w znakach szacunku, mówi dalej ks. Bux.
Ponadto inne
jeszcze wątki stale powracają w wypowiedziach zwolenników reformy reformy, można
tu zacytować:
1. Zachętę do ograniczania liczby koncelebransów, a nawet
ilości mszy koncelebrowanych: „gdy te [liturgie koncelebrowane] stają się zbyt
częste, funkcja pośrednicząca każdego z kapłanów nie jest jako taka wyraźnie
widoczna”.
2. Stopniowe dążenie do ograniczenia mnożących się części
zmiennych mszy (pod uwagę brane są tutaj modlitwy eucharystyczne, niektóre
dogmatycznie wątpliwe).
3. Wprowadzenie na powrót niektórych elementów
formy nadzwyczajnej, które wzmagają poczucie sakrum i postawę uwielbienia, jak
gesty przyklęknięcia, całowania ołtarza, starożytny wielokrotny gest znaku
krzyża na Kanonie: „Sakrum wyraża się również w znaku krzyża i geście
przyklękania” (N. Bux).
4. I wiele innych spraw, jak przypomnienie, że
pocałunek pokoju jest gestem sakralnym nie zaś wyrazem mieszczańskiej
uprzejmości; masowy powrót do zastosowania języka łacińskiego w liturgii,
itd.
Wreszcie i przede wszystkim kwestia, jak nie ustawać w zachętach
wobec kapłana, by celebracja odbywała się w kierunku do Pana (ołtarza),
przynajmniej podczas ofertorium i modlitwy eucharystycznej. „Najbardziej
widoczną zmianą wprowadzoną przez reformę liturgii, pisze ks. Bux, była zmiana
polegająca na zwróceniu kapłana w stronę wiernych”. W świetle tych słów można
więc słusznie mniemać, że reforma reformy realnie wejdzie w życie, gdy papież i
biskupi zaczną wszyscy celebrować ad Dominum.
D – Szczytowy punkt
projektu reformy reformy
W swojej książce Nicola Bux stwierdza, że
kluczowym elementem nowej liturgii, w kształcie, w jakim wyszła ona z
„laboratoriów” Bugniniego – autora reformy liturgicznej – jest dostosowanie do
świata. W tym też względzie jego pogląd najbardziej się radykalizuje, podobnie
zresztą jak pogląd zwolenników reformy reformy: istotą liturgii katolickiej jest
być „niczym nieustająca krytyka adresowana przez Kościół do świata, który ze
swej strony stale próbuje skłonić Go, by do niego przynależał”. A zatem, nie
można zapominać, iż rewolucja nie jest reformą: „Nie wolno rozumieć reformy jako
próby rekonstrukcji służącej gustom jakiejś określonej epoki”.
Stąd też
ks. Bux cytuje i opatruje obfitym komentarzem Krótką analizę krytyczną Novus
Ordo Missae, opublikowaną na zakończenie Soboru przez kardynałów Ottaviani i
Bacci. „Ubolewali, jak przypomina przyłączając się do zdania dwu włoskich
kardynałów, nad brakiem zwyczajnego celu mszy, znaczy ofiary przebłagalnej."
Trzeba być w istocie ślepym, by nie zauważyć, że na skutek wprowadzenia nowego
rytu do mszy następuje w niej de facto rodzaj immanentyzacji orędzia
chrześcijańskiego: dogmat o ofierze przebłagalnej, uwielbienie rzeczywistej
obecności Chrystusa, specyfika hierarchicznego kapłaństwa i ogólnie charakter
sakralny celebracji eucharystycznej nie są w niej równie wyczuwalne, jak to ma
miejsce w rycie tradycyjnym. Dlatego ponownie nabierają dziś mocy starania, by
do nowego mszału powróciły modlitwy wyrażające najlepiej sens ofiarny mszy,
czyli jej znaczenie jako ofiarowanie (por. manifest, jakim była w tej dziedzinie
książka o. Paula Tirota, benedyktyna : Histoire des prières d'offertoire dans
la liturgie romaine du VIIe au XVIe siècle, Edizione Litugiche,
1985).
O ile więc istnieje jakakolwiek rzecz, co do której mimo wszystko
wolno się spodziewać, że zyska wyraz prawny przyczyniający się do rozwoju
projektu reformy reformy, jest nią niewątpliwie właśnie to: możliwość
wprowadzenia do celebracji w rycie zwyczajnym modlitw z tradycyjnego Ofertorium
rzymskiego.
W sumie, gdyby plan taki rzeczywiście ujrzał światło dzienne,
można by w końcowym efekcie uzyskać sytuację przeciwną do sytuacji z lat 1965 i
1969: owemu okresowi brutalnych transformacji, gdy wszelkie zmiany miały
charakter „postępowy”, mógłby dziś odpowiedzieć echem czas łagodnej ewolucji, w
którym wszelkie zmiany zmierzałyby ku resakralizacji.
Takie wprowadzenie
w życie reformy reformy byłoby tym razem naprawdę reformatorskie, w tradycyjnym,
i bardzo wymagającym!, rozumieniu słowa „reforma”. Odbywałaby się ona na
zasadzie „kontaminacji” kultu, by posłużyć się terminologią historyków,
stosowaną wtedy, gdy mowa o wpływie jednej liturgii na inną: chodziłoby tutaj o
„krzyżowanie” nowej liturgii z liturgią tradycyjną.
Właściwie można by
nawet twierdzić, że w dłuższej perspektywie forma nadzwyczajna jest jedyną
szansą ocalenia formy zwyczajnej, właśnie poprzez działania wpływające na
zmniejszenie jej zwyczajności. Mogłaby się wtedy stać etapem przejściowym, drogą
prowadzącą do liturgii nadzwyczajnej. Tak czy inaczej, w żaden sposób nie
konkurowałaby z formą nadzwyczajną, przeciwnie, stworzyłaby środowisko o wiele
bardziej przyjazne jej upowszechnianiu się i umacnianiu jako formy oficjalnej
oraz punktu odniesienia.
[1]. W oczekiwaniu na wersję angielską,
książka ks. Buxa jest dostępna w oryginalnej wersji językowej u włoskiego
wydawcy Piemme.
[2]. W 2001 r., w trakcie dni liturgicznych w
Fontgombault, kardynał Ratzinger zapewnił, iż nie ma mowy, niewątpliwie jeszcze
długo, by cokolwiek zmienić się miało w mszale trydenckim, zasadniczo dlatego,
że jego istnienie i obecne życie mogą posłużyć jako katalizator ewolucji nowego
mszału. „Linia” ta jest dziś wyraźnie reprezentowana przez Kongregację Kultu
Bożego oraz Komisję Ecclesia Dei, gdzie istnieje na przykład pogląd, że
wprowadzenie nowego lekcjonarza w rycie tradycyjnym jest niemożliwe. Jedyną
możliwą do rozważenia zmianą byłoby, według rzymskich liturgistów, wprowadzenie
kilku nowych prefacji.
[3]. Wywiad udzielony dla zenit.org w dniu
21 grudnia 2009 r.