Edward Makowiecki: Trwa akcja usprawiedliwiających matactw generała Jaruzelskiego.

Szanowna Pani Moniko
Doszedłem do
wniosku, że szybciej napiszę niż znajdę w zapiskach plików.
Mimo, że już
w maju 1981 r. na podstawie wielu oznak przewidziałem wprowadzenie stanu
wojennego i wyprowadzenie LWP przeciwko Polakom, co publicznie ujawniając
napytałem sobie kłopotów zmieniajacych moje życie, mimo kalkulowania, że
cywilno-wojskowa junta gen. Jaruzelskiego taki stan wprowadzić może właśnie
w okresie przedświatecznym, mnie ten fakt zaskoczył.
Do maja 1981 r. byłem
pewnym następcą dowódcy pułku z już podpisanym kolejnym przedterminowym
mianowaniem na stopień podpułkownika i ustalonym harmonogramem odbycia
praktyki dowódczej w podobnym pułku inżynieryjno budowlanym.
Publiczne
wystapienie w obecności około 300 oficerów WOW w Lublinie z ostrzeżeniem
czym dla LWP będzie konfrontacja z Polakami zapoczatkowało wyniszczanie
mnie przez politruków i totalny nadzór przez WSW.
Pełniąc obowiązki zcy dcy
ds produkcyjnych i wcześniej niejednokrotnie zastępując dcę pułku od tego
momentu byłem odstawiany od przygotowań jakie w ślad za planami wprowadzenia
stanu wojennego czyniono w pułku. Mogłem wiedzieć wiele bo w tym pułku
wyrosłem i byłem bardzo zżyty z kadrą. W tego typu jednostkach były takie
przypadki, że młodszy stopniem i wiekiem oficer mógł być przełożonym
starszych i ja od wielu lat takim przełożonym byłem, a że tych starszych
szanowałem stąd i miałem uznanie.
Uznałem , że wprowadzenie takiego stanu
stworzy ogromne problemy mnie i moim podwładnym ponoszacym odpowiedzialność
za ogromny majatek zgromadzony na naszych placach budów od Spliny-Jawor w
Bieszczadach aż po Czerwony Bór pod Łomżą i po swojemu zajmowałem się
przygotowaniem budów do pozostawienia w stanie nieczynności.
W dniu 13
grudnia 1981 r. wróciłem bardzo późno z dalekiej budowy nie wstępując do
koszar i po obiado-kolacji położyłem się spać. Sypiam zwykle mało ale śpię
snem kamiennym, a wtedy po wymarznięciu, po nachodzeniu się po świerzym
powietrzu zasnąłem tak mocno, że żona przestraszona telefonem z koszar nie
mogła mnie obudzić. Powtarzała w koło wojna, wojna bo takie hasło rzucił
Kolega pełniący w tym dniu za mnie służbę oficera kontrolnego pułku z apelem
abym natychmiast przychodził i to mi nie
pasowało bo w przypadku alarmów
wysyłano po członków dowództwa samochód, a
mieszkam na drugim końcu
miasta. Wykonałem telefon na dyżurkę i usłyszawszy gwar, okrzyki zrozumiałem,
że faktycznie coś się dzieje, a Kolega jeszcze raz powtórzył, że mam przyjść
bo aut już nie ma. Po drodze przechodziłem tunelem przez stację PKP/PKS i
tutaj zobaczyłem jak robotnicy wielkich zakładów wracają autobusami i
pociagami, a ze stacji inni upychają ich po kilku do auta i odjeżdżają w
kierunku zakładów. Ten widok i zasłyszane wrogie okrzyki już tylko
potwierdziły moje przypuszczenia jaka to nastaje wojna.
Kiedy wszedłem do
pomieszczenia specjalnego przygotowanego jako miejsce kierowania było w nim
kilku oficerów i pierwszym, który się do mnie odezwał był b. sekretarz PZPR
pułku wyniesiony na stanowisko szefa sztabu. Wyciągnął w moim kierunku rękę w
geście jakby trzymał pistolet i zginajac palec jakby zwalniał spust z
uśmiechem powiedział : będziemy strzelać co skwitowałem wybuchem: ty idioto
będziesz rano strzelał do syna na ulicy, do teścia kolejarza.
Stojący w
głębi pokoju dca zbladł i wyszedł do sąsiedniego pomieszczenia, a kiedy tam
wszedłem za Nim aby się zameldować zobaczyłem jak siedzi ze spuszczoną głową
w dłoniach i zrozumiałem o czym myśli bo bedąc ponad 6 lat zcą tego oficera
wiedziałem też wiele o Jego rodzinie. Wiedziałem, że jeden syn,
podporucznik po WAT służy w Kielcach, a drugi syn studiuje w WSMW w Gdyni (
w stanie wojennym czytał dzienniki TVP jako podchorąży ). Moje spięcie z
szefem sztabu i jak się dowiedziałem później zniknięcie kwatermistrza pułku
z planami wydania zapasów dla wysyłanych zgodnie z
opracowanymi planami
żołnierzy w teren dla obstawy wybranych obiektów powodujące bałagan
podłamały tego starszego już oficera .
Przez kilka godzin pozostawałem w
bezczynności patrząc na zmagania tych co to tygodniami przygotowywali plany,
na miotanie się mojego dcy i na odprawianie w teren do już okupowanych
zakładów , kwaterujących w internacie jednostki komisarzy w tych zakładach
rezydującyh od kilku miesięcy, a w tym momencie bladych i roztrzęsionych. To
właśnie dla takich musiały być nasze samochody i przez takich nie było
samochodu aby zabrać mnie do koszar. Kiedy doprowadzony do ostateczności
krętactwami sierżantów kryjących upojonego kwatermistrza ( przybył do koszar
ale nie był w stanie ustać na nogach) dowódca zobaczył jak wyposażani są
żołnierze w obecności szefa sztab
i politruka powierzył mi pełnienie
obowiązków kwatermistrza. Obaj jak na komendę odważyli się ostrzegać dcę
jakimś bełkotem o odsunięciu mnie przez wyższych przełożonych ale zostali
przygaszeni ( dca zapłacił później za to odpowiednią cenę - szef sztabu, a
nie ja został na wiele lat dcą, politruk za wiceministra ON Komorowskiego
został pełnym pułkownikiem , szefem wydziału kultury WP III RP). Ta nowa
funkcja wiązała się z wyjazdami do wszystkich grup żołnierzy rozrzuconych od
Suchej Góry pod Krosnem, Soliny-Jaworu aż po Warszawę, do uzgodnień sposobów
żywienia kadry wojska niejednokrotnie z kadrą MO, ZOMO w kasynach
itp.
Dało mi to ogromne możliwości obserwacji bałaganu i totalnego
marnotrastwa, skrajnej głupoty politruków oraz nieudaczników-lizusów
wojskowych i podłości nie tylko ZOMOWców ROMOWców , Milicjantów ale nade
wszystko sprzedajnych sługusów tych służb.
Moja podpadka nie była jeszcze
wtedy nagłośniona i stąd różni oficerowie tamtych służb , a nawet wojskowi w
terenie znający mnie jako wyróżnianego wielokrotnie oficera pełniący różne,
czasem tajne i podłe zadania podchodzili do mnie otwarcie, a ci podpici
dawali się podpuszczać i odkrywali wszystko ( wcześniej kierowałem robotami
budowlanymi w Arłamowie, miejscu >>odosobnienia<< Wałęsy i tam
miałem oficerów znajomych). W Wigilię jako kwatermistrz objeżdżałem
zgrupowania rozwożąc zapakowane w szare torby jakieś owoce, słodycze i
ciasto, spotykałem tych brudnych
zziębniętych żołnierzy i patrzyłem na Ich
rozterki. Już po świętach na jednym z takich zgrupowań ulokowanych w budynku
administracji CPN Żurawica gdzie byli rozlokowani żołnierze i pracowali
ludzie, kobiety wejściem poderwałem dyżurnego.
Zobaczyłem idącego w moim
kierunku krokiem defiladowym żołnierza i stojacą kobietę trzymajacą talerz z
kanapką i herbatą, której w tym momencie zaczęły ciurkiem płynąć łzy.
Nie
odebrałem nawet meldunku pytając dlaczego płacze, a ta Pani odpowiedziała;
mój syn jest w wojsku i on tam marznie, jest głodny tak zalękniony jak ci
tutaj, ja niosłam temu dyżurnemu tą kanapkę i herbatę, a płaczę bo niech pan
popatrzy jakie tutaj leżą ulotki. Podała mi ulotkę na której była narysowana
budka wartownicza i wartownik, a
wyżej napis nie wierz nikomu bo może być
twoim wrogiem. Powiedziałem tej Pani przepraszam i zawróciłem, wsiadłem w
auto, a po przybyciu do jednostki temu politrukowi, który mnie wyniszczał, a
za Komorowskiego poszedł w generały prawie naplułem w gębę.
Trwa akcja
usprawiedliwiających matactw generała Jaruzelskiego. On się pogubił i nie
zawsze kontroluje co mówi, a między wierszami mówi wiele.
Mówi np, że
największym zmartwieniem junty było to aby robotnicy nie wyszli na ulice z
zakładów. Aby tak nie było to tajni sługusi SB i WSW dzisiaj chodzacy w
chwale jako
organizatorzy strajków i okupacji wraz z komisarzami byli
organizatorami akcji ściągnięcia ludzi do zakładów. Widziana przeze mnie
na stacji akcja powrotu do zakładów była inspirowana i organizowana przez
takich sługusów. Kiedy ZOMO, ORMO, ROMO i wszelkie inne bandy waliły do
drzwi ludzi porządnych ( czasem i do tajniaków dla ich
planowego
uwiarygodnienia) w miejscach werbunku wolno było robotnikom
wszystko.
Pozdrawiam
ppłk o złośliwie i przestępczo nie ustalonym
statusie Edward Makowiecki
----- Original Message -----
From: makowiecki edward
Sent: Saturday, December 19, 2009 9:22 PM
Subject: Re: A holiday video for Bohdan Szewczyk