|
Bóg, Honor, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - od 1999 jako biuletyn Konserwatysta Małopolski ISSN 1773-3946
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Król Artus. Między życzeniem a prawdą. Prof. Wolf: mit okrągłego stołu.
Die Geschichte steht im Mittelpunkt einer Studie über die Entwicklung des Artus-Mythos seit dem frühen Mittelalter, die Jürgen Wolf, Professor für Ältere Deutsche Philologie an der Technischen Universität Berlin, jetzt vorgelegt hat. Ein Schelm, wer Richards Umgang mit der Geschichte an den Maßstäben wissenschaftlicher Redlichkeit messen wollte. Es ging dem König darum, seiner Herrschaft eine unangreifbare Legitimation zu verschaffen. Und was passte da besser als das Gebein dieses berühmtesten aller englischen Könige? Artus hatte wirklich gelebt; das Grab mit der Inschrift war geeignet, alle Zweifler verstummen zu lassen. König Artus und die Ritter seiner Tafelrunde - wahr oder erfunden? Viel klüger als die Zeitgenossen des Richard Löwenherz seien wir heute auch nicht, stellt Wolf als Fazit seiner Studie fest. Allerdings greifen die pseudohistorischen Phantasien heutzutage nicht mehr ganz so weit aus, wie jene im hohen Mittelalter. Im frühen 12. Jahrhundert behauptete der Geschichtsschreiber Geoffrey of Monmouth, Nachkommen der alten Trojaner hätten auf dem Umweg über Rom nach Britannien gefunden und an der Themse ihr neues Troja gegründet. Kein Wunder, dass sich am Königshof das Bedürfnis regte, etwas materiell Greifbares präsentieren zu können. Aber natürlich wäre es zu kurz gegriffen, betont Wolf, wollte man die Faszination, die Artus und seine Tafelrunde heute wie im Mittelalter ausüben, auf solche Interessen reduzieren. Im Artushof finden vor allem jugendliche Leserinnen und Leser bis heute ihr ideales Selbstbild widergespiegelt, und die spannend erzählten Geschichten bereiten auch ganz einfach Vergnügen. "Wenn ich euch eine Geschichte vom Hof des Königs Artus erzählen will, da macht ihr die Ohren auf und lauscht begierig", ließ Caesarius von Heisterbach in den 1220er Jahren einen Abt klagen, "aber wenn ich euch von Gott reden will, dann schlaft ihr!" Auch heute noch wollen viele Leser oder Zuschauer wissen, wie es "wirklich" gewesen ist, und das war schon im Mittelalter nicht anders. Die Geschichtsepen etwa des französischen "Klassikers" Chrétien de Troyes im späten 12. Jahrhundert wurden heftig kritisiert, weil manche Leser darin zu viel Dichtung und zu wenig Geschichte zu finden meinten. Natürlich versicherten die Bearbeiter immer wieder gern, ihre Fassung sei nun endgültig die "richtige". Kein Mensch könne "vernünftigerweise leugnen, dass es einen König dieses Landes namens Artus gegeben hat", schrieb um 1470 Thomas Malory in "Artus' Tod", einer enzyklopädischen Zusammenfassung des gesamten Sagenkreises. Schließlich sei in Glastonbury sein Grabmal zu sehen, in Westminster ein Abdruck seines Siegels, in Winchester die Runde Tafel "und vieles andere mehr". Moderne Wissenschaftler, berichtet Wolf, haben solche Behauptungen penibel überprüft. So ergaben dendrochronologische Untersuchungen, dass das Holz der Tafelrunde nicht im 5. oder 6., sondern erst im 13. Jahrhundert geschlagen wurde - vermutlich im Auftrag von König Heinrich III., der seine eigene Herrschaft durch das sichtbare Relikt des Mythos stützen wollte. Skeptische Zweifel, wie sie auch im Mittelalter immer wieder vorgebracht wurden. Aber ein Großteil der Leser ließ sich damals wie heute nicht irritieren. 1493 vermerkte die "Schedelsche Weltchronik", die große Geschichtsenzyklopädie des deutschen Spätmittelalters, in aller Selbstverständlichkeit, Artus sei "der Britannier König gewesen". Heute würde man das, was der Geschichtsschreiber Hartmann Schedel da bot, "Infotainment" nennen, eine Mischung von Information und Entertainment. Oft ging oder geht es nicht nur um Information, sondern auch um praktische Orientierung. Wahrscheinlich, meint der TU-Professor, machte sich bereits Heinrich VII. Tudor, als er 1485 die Herrschaft usurpierte, eine alte Prophezeiung aus dem Sagenkreis um Artus zu nutze: Der König werde dereinst wiederkommen und erneut den Thron besteigen. Gerade damals hatte die Inschrift auf dem Bleikreuz, das Richard Löwenherz "gefunden" hatte, bei den zeitgenössischen Literaten, zum Beispiel Malory, eine leicht erweiterte Version erhalten, mit der sich auch Veränderungen legitimieren ließen. Statt "Hier liegt der berühmte König Artus" hieß es nun "Hier liegt Artus, einst und zukünftig König" - eine magisch klingende Formel, die bei Lesern und Filmzuschauern bis heute ihre Zauberkraft behauptet. Josef Tutsch Weitere Informationen erteilt Ihnen gern: Prof. Dr. Jürgen Wolf, TU Ber-lin, Institut für Literaturwissenschaft, Tel.: 030/314-23202, E-Mail: juergen.wolf.1@tu-berlin.de http://idw-online.de/pages/de/news351752
środa, 29 października 2008
Die Sterne sind seit dem Ende der Monachie 1918 verschollen/ Te gwiazdy zaginęły z końcem monarchii w 1918 r.
Sie finden dies und vieles mehr in den Shops des KHM und im Online-Shop unter www.khm.at.
wtorek, 01 lipca 2008
Nie do ekshumacji Sikorskiego, lecz do sponsorowania Grochowalskiego Festiwalu Rubinsteina
![]() ![]() Wojciech Grochowalski Szanowni Państwo Piszę z pewnym niepokojeniem o rozgrzebywaniu znów sytuacji tragicznej śmierci ś.p. gen. Władysława Sikorskiego, o robieniu z tej tragedii medialnego szumu... o robieniu z Polaków morderców! Kilka lat temu rządni sensacji ludzie forsowali opinie, że Generała zastrzelono, teraz wielu z nich wypowiada pogląd, że jednak Generał został uduszony... przez swoich! Jestem autorem i wydawcą książek historycznych, także wydawcą w Łodzi czasopisma "Kultura i Biznes", w którym drukowałem w numerze 30 z 2006 roku artykuł-relację p. mec. Andrzeja Kamienieckiego (mieszkającego dziś w Poznaniu), naocznego świadka oględzin zwłok Generała w 1943 roku i w 1993 roku. Pan Kamieniecki należał do czteroosobowej komisji oglądającej i sprawdzającej – jak to określono – zawartość trumny. Pan Kamieniecki jest prawnikiem, oficerem kawalerii II RP, w czasie II wojny był dyplomatą, wicekonsulem polskim w Londynie, później doradcą prawnym gen. Andersa, przyjaźnił się z szefem wojskowej Polskiej Misji Morskiej w Gibraltarze, Ludwikiem Łubieńskim (artylerzysta, oficer WP), który był obecny przy Naczelnym Wodzu podczas jego wizyty tragicznego dnia; p. Kamieniecki rozmawiał z p. Łubieńskim o tej wizycie i wypadku. Wiadomo już dziś, że jacyś młodzi ludzie kręcą film o śmierci Generała i robią to w ścisłej współpracy z p. Baliszewskim, kwerendę materiałów robią od lat - ale nikt nie pytał pana mecenasa Kamienieckiego o jego zdanie w kwestii śmierci i sytuacji z pogrzebami Sikorskiego – mam nadzieję, że czytali chociaż przywołany wyżej artykuł w moim czasopiśmie. Pan Andrzej Kamieniecki uważa, że śmierć Generała była najprawdopodobniej tragicznym wypadkiem, że według jego wiedzy nie było żadnej strzelaniny w pałacu gubernatora ani na pokładzie samolotu, że podczas obdukcji zwłok nie stwierdzili rany postrzałowej głowy, nie odnotował brązowego koloru twarzy denata (jak to sugeruje dziś p. Baliszewski), twierdził, że w tamtej sytuacji nie można było zrobić sekcji zwłok, gdyż byłoby to dowodem wielkiej nieufności wobec koalicjanta. Według wielu opinii na Gibraltarze działała kontrabanda, co bardzo psuło (i nadal psuje!) Brytyjczykom reputację i wojenną opinię... Czy to jest powód do utajnienia akt wojennych? Zapewne okaże się za jakiś czas. Bardzo niepokoi mnie ta obecna sytuacja ‘sprytnie nakręcana’ w TVN przy pomocy „Tygodnika Powszechnego” - przeradzająca się niestety w awanturę. Zamieszanie wywoływane jest przez rządnych sensacji ludzi, oskarżających Polaków o mord swojego Wodza Naczelnego w czasie wojny! W zamieszanie wplątuje się niestety Prezydenta Państwa, bo jak mówiono w TVN, ‘prokuratorzy odmówili wszczęcia śledztwa w sprawie tego mordu wojennego, więc zaczęto szukać poparcia w sprawie ekshumacji zwłok Generała u prezydenta państwa i abp. Dziwisza’. Jeden z bohaterów dzisiejszego zamieszania, wspominany pan Baliszewski oskarżył już nie tylko Polskę, ale i Anglię o śmierć Sikorskiego, nazwał ją mordem wojennym co stwierdził publicznie 28 VI 2008 w TVN24. Stwierdził tam, że Sikorskiego zabili Brytyjczycy rękoma Polaków, że Sikorski został zamordowany, zginął w zamachu. Przypomnijmy, że Anglicy byli naszymi sojusznikami w II wojnie światowej, a Sikorski był lojalnym ich współpracownikiem. Bardzo ciężkie są te publiczne oskarżenia pod adresem Polaków i Anglików, bez sądu, bez żadnych podstaw w dokumentach. Cięższe tym bardziej, że wypadek był na terenie brytyjskim a archiwa brytyjskie są jeszcze w tej sprawie zamknięte. Wygłaszanie więc publicznie poglądów o morderstwie, o mordzie wojennym, jest awanturnictwem, już nie na skalę polską a międzynarodową! A włączony do sprawy i szukający sensacji i czytelników "Tygodnik Powszechny"... cóż, kiedyś było to może ciekawe czasopismo, teraz robi się dziwnie skandaliczne. Wiem, że szukanie sensacji w śmierci gen. Sikorskiego może być frapujące dla mediów , ale jest wiele przypadków tragicznych śmierci Polaków (nie tylko w czasie II wojny światowej) równie interesujących i dużo łatwiejszych do opisania, choćby mordy Polaków na Wschodzie. A trzeba tu przypomnieć, że istotnie data śmierci Generała mieści się w zbiegu wielu tragicznych dat dla Polski w czasie II wojny światowej. Przypomnieć należy choćby aresztowanie 30 czerwca 1943 gen. Grota-Roweckiego, rzezie Polaków na Wołyniu zapoczątkowane 10 lipca, wywózki i nasilenie akcji przeciw Polakom na Litwie, Białorusi, Ukrainie i wiele innych tragicznych wypadków. W imię kultury, jakiegoś ustalonego porządku, szacunku dla ludzkich zwłok, dla pamięci o wielkich Polakach, w imię porządku międzynarodowego, sugerowałbym większą powściągliwość nie tylko w mediach, ale i wśród historyków i urzędników państwowych – ciszej nad ta trumną! Nawet gdyby doszło dziś do tej ekshumacji, teraz według mnie niewiele albo nic ona nie wyjaśni. Liczmy więc także na powściągliwość Kościoła i nie dopuszczenie do kolejnego niepokojenia i naruszania zwłok Generała, przeglądania Jego szczątków, prześwietlanie czaszki etc. W przyszłości, jeżeli ewentualnie znajdą się dowody ew. mordu, gdy będą podstawy sądowe oraz gdy akta sprawy zostaną odtajnione, taka sytuacja może zaistnieć - teraz nie powinna. Z poważaniem Wojciech Grochowalski wydawca, Łódź 30 VI 2008. http://pkn.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?337136 http://konserwa.blox.pl/2005/12/dr-Kazimierz-Michal-Ujazdowski.html
niedziela, 13 kwietnia 2008
Henryk Pająk: Z kanalią mi nie po drodze
_______________________________________________________________ Z kanalią mi nie po drodze. W stopce redakcyjnej tygodnika "Tylko Polska" znajdowały się do niedawna nazwiska kilkunastu autorów stale współpracujących z tym tygodnikiem, w tym moje. Byli tam m.in. ś.p. profesor Edward Prus, profesor Ivo Cyprian Pogonowski i inni. Wśród nich Marek Glogoczowski. Przed pół rokiem zaczęły się ukazywać w internecie paszkwile przeciwko mnie, autorstwa tegoż Marka Głogoczowskiego ("Głogoczowskiego" ?). Czego tam nie było: agenturalną działalność na rzecz CIA!, Służby Bezpieczeństwa, praca w charakterze politruka LWP, etc. Pisał to wbrew jakiejkolwiek logice faktów, dat, okoliczności mojej biografii, a wszystko to według zasady typowego agenta wpływu, któremu powierzono zadanie dyskredytowania wyznaczonej do "odstrzału" niewygodnej osoby. Dla kogo niewygodnej ? Wyjaśniam: dla tych, których demaskuje w swoich książkach. W związku z tym zredagowałem odpowiedź temu skunksowi z zamiarem zamieszczenia jej w "Tylko Polsce". Publikacji dałem tytuł jak w nagłówku: "Z kanalią mi nie po drodze". I właśnie w tym samym czasie redakcja "Tylko Polski" zrezygnowała z publikowania w swojej stopce nazwisk publicystów stale współpracujących z tygodnikiem. Zanim jednak cały ten skład współpracowników zniknął z tygodnika, przedtem już przestano zamieszczać nazwisko Marka Głogoczowskiego. Zatelefonowałem do redaktora Leszka Bubla z pytaniem, dlaczego zniknęło nazwisko Głogoczowskiego, nie informując go jednak, że zredagowałem pasztet przeciwko temu koszerowi (?). Usłyszałem, że przestał zamieszczać wypociny Głogoczowskiego, bo były tak pokrętne, że musiał przedtem je po trzy razy czytać przed zamieszczeniem, aby wyłowić sens tego bełkotu. W ten sposób redakcja zdjęła mi z celownika Głogoczowskiego, a zwłaszcza tytuł przygotowanej już riposty: " Z kanalią mi nie po drodze". Publikacja wymagała przeredagowania, lecz na to nie miałem już czasu, bowiem kończyłem pisanie książki "Kundlizm znów wygrał”, zajmowałem się kolportażem poprzedniej "Prosto w ślepia", nadto rozchorowałem się w miesiącach styczeń - luty. Po tym wprowadzeniu, przechodzę do meritum. Internetowe wycieczki Głogoczowskiego przeciwko mnie wzmogły się gwałtownie, a tak naprawdę to zostały sprowokowane treścią mojej jeszcze poprzedniej książki: "Rosja we krwi i nafcie 1995-2005", wydanej wiosną 2007 roku. Oparłem ja na bogatej literaturze przedmiotu pisarzy rosyjskich, w której Rosjanie wreszcie odważnie (bo odwaga tam staniała ?), po 1990 roku, wykazują na niezliczonych faktach, iż zbrodnie bolszewickie, ludobójstwo na narodzie rosyjskim było dziełem Żydów chazarskich (aszkenazyjskich) po ich zwycięstwie w rewolucji żydobolszewickiej w 1917 roku. Przyniosła ona śmierć ponad stu milionom Rosjan i przedstawicielom innych narodów podbitych przez Żydobolszewię. Głogoczowskiego rozwścieczyła przerażająca wizja Lwa Trockiego, co Rosję i Rosjan czeka po ich rychłym zwycięstwie w Rosji. Publikuje ją, a ja to przedrukowałem w swojej pracy, rosyjski pisarz A Symanowicz w książce "Wspomnienia". Oto los, jaki Trocki wyznaczył przed rewolucją Rosji i Rosjanom: "Powinnyśmy ją (Rosję - H.P.) zamienić w pustynię zasiedlona białymi Negrami, którym damy taką tyranię, jaka nigdy nie śniła się najgorszym despotom wschodu (...). Tyrania ta nie będzie prawicowa tylko lewicowa, i nie biała tylko czerwona, lub przelejemy takie rzeki krwi, przed którymi wzdrygną się i zbledną wszystkie klęski kapitalistycznych wojen (...). Najwięksi bankierzy zachodu będą współpracować z nami. Jeżeli my wygramy rewolucję, to na jej cmentarnych szczątkach ustalimy władzę syjonizmu i staniemy się taką potęgą, przed którą cały świat padnie na kolana. My pokażemy, co znaczy pełna władza. Drogą terroru, krwawych łaźni doprowadzimy rosyjską inteligencję do całkowitego otępienia, do zidiocenia, do życiowego upodlenia (...). Synowie mistrzów z Odessy i Orszy, Homla i Winnicy: o, jak wielikolepno, jak radośnie potrafią oni nienawidzić co rosyjskie: z jakim pasliażdieniem oni unicestwią rosyjską inteligencję - oficerów, inżynierów, nauczycieli, duchownych, generałów, akademików, pisarzy !" Głogoczowskiego rozjuszyło chyba wiele innych cytatów i zdarzeń, które odsłaniają makabryczne zezwierzęcenie żydobolszewickich ludobójców, m. in. tajny program szefa CIA A. Dullesa, o identycznej jak w zapowiedziach Trockiego degrengolady narodu rosyjskiego po drugiej wojnie światowej. Nie po myśli mu była moja odezwa do Rosjan zamieszczona na końcu książki, a zatytułowana: "Do przyjaciół Moskali", która swego czasu opublikowała "Tylko Polska". W odezwie tej, jako warunek pojednania Polaków z narodem rosyjskim, proponuje ogłoszenie przez oficjalne kręgi rządowe Rosji proklamacji, w której stwierdza, że zbrodnie bolszewickie były zbrodniami Żydów rosyjskich wspomaganych przez zachodnioeuropejskich, we wspólnym ich marszu do Rządu Światowego po trupach narodów. M.G. ruszył do boju. Pisał do wybranych internautów: " - A cały ten bełkot Henryka Pająka (za znienawidzonej przez niego bolszewi był to oficer polityczny Ludowego Wojska Polskiego) to przecież najzwyklejsza patologia osoby, która “z definicji" współpracowała z SB, obecnie, by zarobić na życie, musi to samo robić dla CIA". W innym miejscu Głogoczowski pisał, że Henryk Pająk - z kontekstu wynika jasno, że to ja - wykładałem jako politruk w szkole wojskowej, wysłuchiwał tych wykładów jego kolega, więc jak im nie wierzyć !. Pomijając już kosmiczne kretyństwo, jakim jest przypisywana mi współpraca z CIA, powinien był palnąć się w pusty łeb, jeżeli doczytał (w co raczej wątpię) do tych fragmentów i obszernych cytatów, w których omawiam wspomniany program dezintegracji narodu rosyjskiego przez CIA, potem przez dolarowe dywizje G. Sorosa, a w "nadbudowie ideologicznej", przez masonerię, żydomasonerię spod znaku Bnai-Brith. Muszę niestety wykazać, że nie byłem i nie jestem przysłowiowym wielbłądem. Mój życiorys zawarłem w swoich książkach, m. in. w "Dyktaturze nietykalnych" (Żydów), gdzie dokładnie opisuję moje studia polonistyczne w Lublinie, pracę w Liceum Ogólnokształcącym im. Stanisława Staszica w Lublinie, pracę w lubelskim dziennikarstwie, twórczość literacka tamtych czasów, książki dokumentalne, m. in. o ludobójstwie UPA na Wołyniu, wreszcie prezesowanie w lubelskim oddziale ZLP. W książce pod redakcją naukową Krzysztofa Szwagrzyka: "Aparat Bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza", wydanej przez warszawski oddział IPN w 2005 roku, na stronie 530 jest wymieniony funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa Henryk Pająk, syn Walentego (mój ojciec miał imię Wacław), zatrudniony w UB w Strzelinie (woj. wrocławskie) w okresie od 15 września 1947 do 1949. W tym samym czasie miałem dziesięć lat, urodzony 15 lutego 1937 roku. Co więcej, 6 mają 1947 roku zostałem ciężko ranny od wybuchu niemieckiego niewypału. przez cztery miesiące leżałem "kamieniem" w szpitalach w Kielcach, potem w Krakowie, na skutek pooperacyjnych komplikacji w oku i nodze. W rezultacie, musiałem powtarzać czwartą klasę szkoły podstawowej w rodzinnym Skarżysku. W wydanej przez Polską Akademię Nauk - Instytut Języka Polskiego "Słowniku nazwisk współcześnie w Polsce używanych" (Kraków 1993, tom VII s.159), autor Kazimierz Rymut ustalił 15.322 osoby o nazwisku Pająk. Tak więc nosiciele tego nazwiska doganiają popularnością Kowalskich i Nowaków. A oto kilka reakcji internautów na plwociny wybryzgane pod moim adresem przez M.G. Pomijam nazwiska, gdyż nie w tym rzecz, ale teksty znajdują się w internecie. T.Sz. - 15 kwietnia 2007: "Czy "Sowa" nie powinna zbanować tego świra ? Przez jakiś czas myślałem, że Głogoczowski to agent komuny - że to ideowy zachodni lewak, do komunizmu zresztą sam się przyznaje. Zaczynam dochodzić do wniosku, że w jego przypadku nie jest potrzebne użycie pistoletu ale kuracja psychiatryczna. Oczywiście nie wykluczam tego pierwszego" J.G. : "Święte słowa i bez owijania w bawełnę Pan napisal. Dr M. Głogoczowski jest dokładnie osobnikiem, który wymaga nie tylko rozpracowania psychiatrycznego, ale wywiadowczego. W kwestii killerskiej się nie wypowiadam, bo nawet w wojsku nie byłem. Na pewno jest agentem wpływu, który ma na celu burzyć mądrość Polaków (...) Jego parciany mix elektrycznej anty-filozofii, stanowi piorunującą nie-myśl zdegenerowanego człowieka fin de siecl’u (...) W kwestii adresu "Do przyjaciół Moskali", to podpisuję się obydwoma rękami pod tekstem Pana Henryka Pająka ! Jeśli w interesie Polskiej Racji Stanu nie przemawiają politycy, to muszą to robić mądrzy i odważni pisarze, motywowani Prawdą Dziejową, interesem Chrześcijaństwa i Słowiańszczyzny" Na koniec kilka moich uwag i faktów o znacznie szerszym kontekście. Obecnie trwa światowa krucjata na rzecz przenoszenia odpowiedzialności za zbrodnie żydobolszewickie w Rosji z Żydów na Rosjan, na "społeczeństwo rosyjskie". To kampania strategicznie równoległa z tą, jaka już od kilku dziesięcioleci przenosi niemiecką odpowiedzialność za ludobójstwo na Żydach z Niemców na Polaków, którzy rzekomo masowo mordowali Żydów wspólnie z tajemniczymi "nazistami". W awangardzie tej roboty widzimy J.T. Grossa z jego plugawą antypolską broszurą pod tytułem "Sąsiedzi", a teraz książka "Strach", nota bene tytułowym plagiatem mojej książki sprzed lat dziesięciu: "Strach być Polakiem". Najnowsza okazja do przenoszenia zbrodni żydobolszewickich na naród rosyjski, były wypowiedzi rosyjskojęzycznych agentów wpływu grasujących w Rosji pod parasolem "międzynarodowej opinii publicznej", po projekcji filmu Wajdy "Katyń" w Moskwie, projekcji tylko dla wybranych orłów "demokratyzacji" Rosji. Jednym z takich orłów jest słynny Siergiej Kowaliow, duchem i dusza wyraźnie tkwiący w nadwołżańskiej Chazarii z VII - VIII wieku, dyżurny etatowy "dysydent", "autorytet moralny". Powiedział on do kamer "polskiej" TelAwizji, że za Katyń ponosi odpowiedzialność "całe społeczeństwo rosyjskie". Nie Beria, nie Stalin, nie sterujący Stalinem "z tylnego siedzenia" Chazar Kaganowicz, m. in. organizator słynnego głodu na Ukrainie, gdzie zagłodzono około sześciu milionów Rusinów za rozbicie przez Swiatosława państwa chazarskiego i późniejsze pogromy Żydów, m. in. w Kiszyniowie, o który Żydzi zachodni bezczelnie oskarżali po pierwszej wojnie światowej Polaków i Polskę, która u progu XIX wieku jeszcze nie powstała z martwych. W identycznych sformułowaniach przenosiła wtedy odpowiedzialność za żydowski mord w Katyniu na "społeczeństwo rosyjskie" Żydówka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Inny Żyd - K. Siemionow obecny na wspomnianym pokazie "Katynia" dla wybranych Żydów, przeniósł w podobnych frazesach odpowiedzialność za mord katyński z Żydów z WKP(b) i NKWD na "społeczeństwo rosyjskie". W pokazie filmu uczestniczyło tylko 150 osob. Dopiero po wielu miesiącach, po kabaretowych Oscarach, które nic Wajdzie za ten film nie dały, odbyła się w Moskwie oficjalna prezentacja tego filmu dla oficjeli rzadowych. Tenże Kowaliow powiedział obłudnie: "POLACY !, PRZEBACZCIE NAM !" Nie wyjaśnił tylko, komu dokładnie mamy przebaczyć WAM - czy Rosjanom ? Bo jeżeli Rosjanom, to Polacy nie mają czego im wybaczać. To nie oni zaprojektowali mord katyński. To nie oni podpisali zgodę na tę zbrodnię, tylko Politbiuro, a w nim żydowska Rada Mędrców aszkenazyjskich, na czele z Berią i Łazarem Kaganowiczem. To nie Rosjanie wymordowali Polaków w Katyniu, Bykowni, Charkowie, Miednoje. Pod pomnikiem katyńskim ufundowanym ze składek Polonii nowojorskiej w dzielnicy Jersey City vis a vis nieistniejących już wież WTC, zburzonych przez służby specjalne Mossadu i amerykańskie siły wojskowe - którego fotografie zamieściłem na tylnej stronie okładki mojej książki "Dyktatura nietykalnych" (Żydów), w kwietniu i wrześniu każdego roku miejscowi działacze polonijni organizują uroczystość upamiętniająca ten mord. Tak było 8 września 2007 roku. Przemawiającą z tej okazji polska nauczycielka dzieci tamtejszej Polonii, nazwała morderców i zleceniodawców tego mordu "bolszewikami". Na to wpadł jej w słowa obecny tam polskojęzyczny konsul Krzysztof Kasprzyk ("Kasprzyk" ?) prostując, że polskich oficerów nie wymordowali w Katyniu bolszewicy tylko Rosjanie !!! "Kończ was, wstydu oszczędź"!. Kończę więc, ale nie mogę pominąć wypowiedzi białoruskiego deputowanego Siergieja Konstantina na IX Wszechsłowiańskim Zjeździe w Mińsku w lipcu 2005 roku, wiedząc, że kilka podobnych zjazdów Marek Głogoczowski pilnie "zaliczył", nie wiemy tylko w jakiej roli, w jakiej funkcji. Oto co powiedział Konstantin: "Nie można nie dostrzegać, nie uświadamiać sobie i nie czuć, jak określone siły na świecie zmierzają wszelkimi sposobami do zniszczenia narodów słowiańskich, w ramach tej niewypowiedzianej oficjalnie, ale w rzeczywistości toczącej się wojny. Zabrano Serbii Kosowo i Metohę. Dzielona jest Macedonia. Są próby dzielenia Rosji i Ukrainy w ramach Unii Europejskiej. Możliwe jest oddzielenie od Czech Sudetów, od Polski Śląska. Zorganizowano gebbelsowskie, informacyjne podkopywanie Białorusi i jej lidera Łukaszenki. Wrogie siły rozumieją, że jeśli Słowianie nie zostaną zniszczeni, nie będą one mogły ustanowić nowego panowania na świecie. Nie możemy się zgodzić z tym, ażeby 100 - 200 europejskich polityków, finansowanych przez tajne centra finansowe, zarządzało światem w swoich interesach, wbrew interesom Słowian". "Świra" M. Głogoczowskiego informuję, że ta wypowiedź białoruskiego deputowanego umieściłem na tyle okładki mojej książki "Kundlizm znów wygrał". Zatem do dzieła, Głogoczowski ! Protektorzy "świra" zostali w tej wypowiedzi bezlitośnie "oszkalowani”!. Henryk PająkGość: Irbis, 155.158.41.127
2009/02/23 15:29:57
To
co pisze p. H.P. (dla mnie on jest takim polskim Davidem Icke - ktory
takze naraził sie bardzo nie tylko Iluminatom ale nawet żydom ktorym
przeciez jest także ; chciano go kilkakrotnie zabic ale sie nie udało
ale Iluminaci zniszczyli tego czlowieka doszczetnie... ) - jest bardzo
odważne i trudne .. Niemożliwym jest pisać o tych sprawach nie
narazajac sie na ataki i szkalowania ... Nie jestem specjalistą w tej
dzidzinie, ale wiem (wyczuwam) że intencje p. H.P są czyste i uczciwe.
A tacy zawsze kolą w oczy drugim. Poza tym informacje zawarte w ksiazce
"Bestie naszych czasów" są niestety prawdziwe (a wlasciwie
potwierdzeniem tego co juz czytgalem u innych autorw np.p. D.Icke) tyle
ze nawet pan H.P. nie napsial jeszcze wszystkiego .. albo z ostroznosci
albo z niewiedzy ... Wiaodmosci zawarte w tej ksiazce (Bestie .. ) są
dla laika przesadzone i fantastyczne a nawet nawiedzone .. Ale moge
zapewnic ze tak niejest . TOSIE NAPRAWDE dzieje .. a i tak jescze pan
H.P nie napsiał wszystkiego .. Toż to temat tak zawiły ze moznaby z
tego zrobic 5-letnie studia a i ak nie soosiob rozwikłac tę gigantyczną
koszmarną sieć pajęczą w ktorey hyba nawet ONI sie gubią ... Jednakże w
zwiazku z tym mam kilkap ytań, b. ogolnych ..
1. Dlaczego (jaki jest powod) tak sie na tę Polskę (w koncy kraik niewielki) wszyscy uwzięli ? 2. Illuminaci władają planeta - a kto włada NIMI ? ..... 3. Myślę że plan Iluminatow z Rzadem Swiatowym sie nie uda ... bo oni sami trzęsą kuprami ze strachu .. powybudowali sobie schorny podziemne ... aby tam uciec w razie czego ; ale jesli pan H.P. wie to dlaczego - skoro wiadomo kto stoi za kurtyną i pociagas za sznurki - nikt ich nie usunie ? Pozdrawiam. http://konserwa.blox.pl/2008/04/Henryk-Pajak-Z-kanalia-mi-nie-po-drodze.html#ListaKomentarzy
sobota, 22 grudnia 2007
Hymn liberałów antypolskich: Będziemy żarli, będziemy srać w najwytworniejszych klozetach, von Marek Głogoczowski
HYMN POLSKICH LIBERAŁÓW „BYLE DO ŻŁOBA” dedykowany Januszowi Korwinowi-Mikke*
Nie straszny dla nas Jezus i Marks Refren: Będziemy żarli, będziemy srać Rozkradniem wszystko co tylko się da Świątynią naszą będzie nam bank Refren: Będziemy żarli, będziemy srać Płatne żołdactwo będzie nas strzec W imię wolności zniszczymy kraj Refren: Będziemy żarli, będziemy srać Więc żegnaj Polsko, iluzjo mas Byle do żłoba, byle w ten Raj
écrit à Chamonix le 15 août 1992 (z broszury „Jak Janosik prywatyzował Bank Światowy”, Kraków 1992)
wtorek, 20 marca 2007
dr Marek Glogoczowski, PL, and adds his talk on the same topic, delivered at "Mut zur Ethik" congress at Feldkirch (Austria).
http://senat.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?2 Congratulations for the book on Homo americanus by our friend Tom Sunic!ARE AMERICANS REALLY “BLESSED BY GOD”? The more literature on this topic we will have, the more probable will be some improvement in the ever more sinister state of Our (?) Americanized Globe, writes Marek Glogoczowski, and adds his talk on the same topic, delivered at "Mut zur Ethik" congress at Feldkirch (Austria). A Piagetian approach to the “L” and “R” types of (post) Christian concepts of New World Order. dr Marek Glogoczowski, PL ( mglogo@poczta. The full text of a speech delivered at XVI “Mut zur Ethik” Congress at Feldkirch, Austria, on Aug. 31 – Sept. 2, 2006. (Passages in parentheses were omitted during its pronouncement, for the sake of brevity.) http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum/message/983 http://groups.google.de/group/sowa-frankfurt/browse_thread/thread/d1b3efbad29180e
wtorek, 30 stycznia 2007
PORTRETY SWIET(N)YCH UDAWACZY: CASUS AURELIUSZA AUGUSTYNA
Były działacz "Solidarności" z Wrocławia, mieszkający obecnie w Lund (piękne miejsce) w Szwecji, poznany przeze mnie kilka lat temu w Zakopanem Krzysztof Cierpisz napisał w jednym ze swoich emaili, adresowanych do co najmniej pięćdziesięciu korespondentów, coś bardzo interesującego: (Lund, 2007 01 22) Szanowni Panstwo, Dyskusje nt JPII - jego roli, wplywu na Kosciol Swiety i Swiat - nalezy rozpoczac natychmiast . To ze wzgledu na to, ze z tym papiezem mamy sytuacje podobna do tej z Leninem. Pamietam gdzies lata 70 -te, kiedy nagle przeczytalem . ze wlasnie wydano 2 nowe tomy dziel Lenina. Mowiac Krotko 50 lat po swojej smierci Lenin wciaz tworzyl. Porownujac zas JPII do Wolodi nie mam na mysli tego, ze jego sekretarz Dziwisz zlamal wole Zmarlego I przywlaszczyl zapiski, ktore wg testametu powinien byl spalic (...). Uwazam , ze pamietniki te beda instrumentem niszczenia Kosciola Swietego. Ze wzgledu na ich charakter . tym narzdziem - Kosciol Swiety bedzie poddany probie zmienienia Go w kosciol - jako jeden z wielu. Co chyba nawet bylo marzeniem JPII. (...) Przypuszczam, ze w/w ogrom luznych notatek , ktore nie zostaly spalone, beda dodatkowym instrumentem manipulacji - a kto wie moze mechanizmem przeniesienia bledow mlodosci Lolaka w strefe bledow Osoby Papieza. W ten sposob, ukaznie Osoby formalnie swietej - jako tych warunkow nie spelniajacych - podwazyc moze fundematy Kosciola Swietego. Tym bardziej , ze moze to dotyczyc zarowno Lolka Wojtyly jak I tez JPII jako Calosci I ciaglosci ( co podkreslam). No cóż, chyba tak źle, jak to prorokuje pan Krzysztof, nie będzie. Jan Paweł II bardzo bowiem dobrze wykonał swą, trwającą przez całe ćwierć wieku, apostolską misję. Nic dodać i nic tutaj ująć, a jego "błędy młodości Lolka" Kosciol Swiet(n)y mu przecież wybaczy. Jako zawodowy filozof, który z konieczności po wielokroć "wałkował" na zajęciach ze studentami świetną twórczość świętego Augustyna (356 - 430 n.e.), zobowiązany jestem do przypomnienia, że Aureliusz Augustyn, podobnie jak "nasz" Karol W., miał młodość całkiem "nieświętą" (m.in., panienki, hulanki, nieślubne dziecię, etc.), ale pomimo to Świętym został. Co więcej, został tak zwanym "Ojcem Kościoła", niezwykle cenionym przez Kościół Łaciński, który grecką nazwę "katolickiego", czyli powszechnego, sobie przywłaszczył. Ponieważ zaś ciągle się publicznie w Polsce rozpacza, jakimi to "agentami zwalczającej Kościół" SB-cji byli obecni biskupi, to warto ludziom małej wiary przypomnieć, że jeszcze świętszy od Aureliusza Augustyna, Święty Paweł w młodości też był agentem ówczesnej izraelskiej bezpieki. Jak podają "Dzieje apostolskie" robił on wszystko, aby zniszczyć znienawidzoną przez Sanhydryn sektę założoną przez Nazarejczyka. Jak się nie dało tego zrobić "groźbami i mordem" (9, 1-2), to oczywiście próbowano przez dywersję od wewnątrz, tak jak to zawodowo robią SB-cy we wszystkich "świetnych" krajach świata, zwłaszcza tych, które wywodzą swą "bożą naturę" od opisanych w Biblii praktyk Świętego Świętych Izraela. Jak zatem rodzą się w Kościele Bożym ci Świetni Święci, których subito santo JP II za swej kadencji wyświęcił aż chyba z dwustu lub nawet więcej? Dokładnie tak samo jak w starożytności, tu Całość i Ciągłość tradycji Świętego Kościoła Zachodu świetnie się zachowała. Otóż na przykład Aureliusz Augustyn, którego znam tylko przez jego literacką spuściznę, był przede wszystkim doskonale wyćwiczonym w chwytach erytystycznych rzymskim retorem, a zatem z definicji ŚWIETNYM UDAWACZEM i właśnie dlatego został Świętym Kościoła. Dokładnie tak jak WYBORNYM POZORANTEM, czyli UDAWACZEM BYŁ ŚWIĘTY PAWEŁ, na którego "Listach" św. Augustyn w swych naukach moralnych się wzorował. Ten to Szaweł z Tarsu, by uwierzytelnić się wśród członków znienawidzonej przezeń heretyckiej wspólnoty (komuny!), udawał nawet, że miał kontakt słuchowy (ale nie wzrokowy, a więc to był zwykły omam) z samym Jezusem Chrystusem na drodze do Damaszku! No i ten znakomity udawacz z Tarsu zaczął nauczać - co Aureliusz Augustyn świetnie rozpropagował - że uświęcona krwią ukrzyżowanego Chrystusa, zagarnięta poganom przez chrześcijan Ziemia, stanie się Świętą. Tę "uświęcającą ziemię" ambicję Ludu bożego już blisko dwa wieki temu podsumował w USA jakiś wódz systematycznie podówczas wyniszczanego, przez pobożnych chrześcijan, indiańskiego plemienia: "ONI NAWET WŁASNEGO BOGA ZAMORDOWALI, ABY TYLKO SIĘ IM SZCZĘŚCIŁO W BIZNESACH". A zatem poniżej, opracowany na nowo przy okazji przygotowywania książki "'MŁOT NA ROZUM' LIBERALNEJ DEMOKRACJI", esej na temat świetnej twórczości świętego Augustyna: Rozdział 6 Koncepcja Amnezis, czyli "ducha zapomnienia" św. Augustyna i jej wpływ na nauki o życiu dzisiaj [...]
http://groups.google.de/group/sowa-frankfurt/browse_thread/thread/321dcc1d4e21e245
niedziela, 24 września 2006
sobota, 15 lipca 2006
Po co Polakom dzisiaj jakiś Związek Zawodowy Literatów?
I.A. Szamir i M.G. nad potokiem Bystrym w Tatrach; Sytuacja „robiącego dobrze” pisarza dzisiaj dr Marek Głogoczowski 11 lipca br. w uroczym ogródku „Café Piano” w Zakopanem, odbyło się zebranie liczącej pięć osób Grupy Inicjatywnej projektowanego Oddziału Małopolskiego Związku Literatów Polskich. Spotkanie to zaszczycił, przebywający z wizytą w naszym kraju, prawosławny pisarz z Jaffy, Izrael Adam Szamir. który w swych „antysystemowych” książkach (Flowers of Galilee, oraz PaRDeS – tę ostatnią staramy się wydać w Polsce), głosi idee otwarcie wrogiego (pan)syjonizmowi alterglobalizmu. W jego koncepcji ten pożądany, sprawiedliwszy od obecnego, ustrój świata polegałby na egzotycznym dla Polaków sojuszu „antymamonistycznego” prawosławia z islamem. W trakcie rozmowy z naszym gościem – prowadzonej, jak przystało na alterglobalistów, w języku rosyjskim – na temat sytuacji pisarzy w krajach byłej demokracji ludowej, dowiedzieliśmy się, iż w Rosji, w środowiskach literackich mówi się, iż „Za sowietskoj własti było sto tysięcy zawodowych pisarzy, zaś obecnie Rosja ma zawodowych pisarzy tylko dwóch, takich którzy dobrze robią minetę”. Ta uwaga wzbudziła wesołość doświadczonych życiem krakowsko-zakopiańskich literatów, jako iż bez zbędnych słów wszyscy się domyśliliśmy, kto jest tym „Niewidzialnym Panem” Rosji, któremu to „Panu” pisarze, chcący dobrze przystosować się do otrzymanej wolności, „robią dobrze”. Powyższe zdanie gościa z „walczącego o swój byt” Izraela mogłoby być mottem dla mej wypowiedzi na temat przyczyn, dla których w Małopolsce próbuje się powołać już drugi „niezależny” Oddział, tracącego coraz bardziej swą rację bytu, ZLP. Otóż podobne do tego w Krakowie „rozdwojenie” naszego Związku Literatów nastąpiło w ciągu ostatniego roku także w Poznaniu oraz w Łodzi, co jest rodzajem signum temporis obecnego okresu, kiedy to wszystkie oddziedziczone po PRL struktury uznane zostały za prawie przestępcze – co dotyczy oczywiście także powstałego w okresie stalinizmu Związku Literatów (1). „Gwoździem do trumny” Oddziału Krakowskiego było publiczne wystąpienie, już prawie dwa lata temu, prezesa Konrada Strzelewicza z protestem przeciw pochowaniu, w kościele oo. Paulinów na Skałce, zmarłego podówczas Czesława Miłosza, jednego z czterech polskich „noblistów” w zakresie literatury. Otóż ja w roku 1970 miałem możność chodzić na wykłady w zakresie literatury słowiańskiej, prowadzone na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, przez naszego przyszłego noblistę. Wtedy to nie „czułem” w ogóle jego anty-polskich uprzedzeń. Natomiast Miłosz zawsze podkreślał (także w języku angielskim), że nie lubi polskiego „bogoojczyźnianego” katolicyzmu, co zresztą było cechą całej lewicowej formacji jego pokolenia Polaków (w tym i spolonizowanych „Litwinów”, z którymi się on utożsamiał). Z tego powodu i ja złożyłem podpis pod „trefnym” protestem w sprawie umieszczenia prochów Miłosza na Skałce. Co więcej, dopiero bardzo niedawno przejrzałem opublikowaną w 2005 roku książeczkę profesora polonistyki Jana Majdy z Uniwersytetu Jagiellońskiego p.t. „Antypolskie oblicze Czesława Miłosza”, w której znalazłem ciekawe cytaty z książki „Prywatne obowiązki” naszego noblisty. Jeden z tych cytatów rzeczywiście mnie poraził: „POLAK MUSI BYĆ ŚWINIĄ, PONIEWAŻ SIĘ POLAKIEM URODZIŁ” (s. 36). Gdy bowiem zestawimy ten pogląd Czesława Miłosza, z poglądem wychwalanego przez tegoż Miłosza, szwedzkiego myśliciela religijnego Swedeborga, że „TO WIDZISZ KIM JESTEŚ”, to od razu możemy się domyślić, jakiego to gatunku osobnika zgodzili się pochować, w swym kościele na Skałce, bogoojczyźniani księża Paulini... Według mnie ‘antypolskość’ Miłosza, która według prof. Majdy nasiliła się dopiero po tegoż Miłosza „zdradzie” ideałów PRL w 1951 roku, to był w miarę normalny „odruch przystosowawczy”, konieczny do zrobienia przezeń kariery uniwersyteckiej w USA: kluczem do tej kariery stała się opublikowana wtedy książka „Umysł zniewolony”, traktująca o pozostałych w Polsce Ludowej członkach ZLP. Także i inni pisarze, pragnący „zrobić dobrze” Niewidzialnemu „Panu” USA, postępowali podobnie: były węgiersko-niemiecki komunista, Arthur Koestler wspomina w swej „Autobiografii”, jak szybko CIA rozpropagowała jego paszkwil antykomunistyczny „Ciemność w południe”, która to „chałtura” uczyniła zeń pisarza światowej sławy; dla pisarzy pochodzących z Polski, takimi „przepustkami” do światowego sukcesu stały się książki celowo oczerniające nasz kraj, by przypomnieć tutaj „Malowanego ptaka” Jerzego Kosińskiego czy „Sąsiadów” Tomasza Grossa. (W tej to ostatniej „chałturze historycznej”, mój były kolega z Klubu Wysokogórskiego w Warszawie w 1968 roku, potrafił zmieścić w zwykłej chłopskiej stodole w Jedwabnem aż 1600 Żydów – czyli 16 osób na metr kwadratowy – wraz z czczonym przez nich popiersiem Lenina!) Bez wątpienia Polska dzisiaj znajduje się pod gigantyczną presją kulturową nie tyle Zjednoczonej Europy, na której terytorium znajduje się kilkadziesiąt baz amerykańskich, ale właśnie wciąż rozpychających się na świecie Stanów Zjednoczonych. Prowadzone od lat 16 programy „prywatyzacyjne” naszego (?) kraju są repliką programów „globalizacji”, jakie zostały przygotowane – i to w detalach – w odpowiednich „kulturotwórczych” instytucjach Waszyngtonu, Bretton Woods, Chicago oraz Londynu. Stąd przecież przyjechał do Polski obecny minister obrony (USA) w Polsce, pan Radek Sikorski, mąż znanej dziennikarki Anne Appelbaum, pracującej dla „Washington Post”. Ta dziennikarka, jako pisarz ewidentnie „robiący dobrze” Niewidzialnemu Władcy Świata, została niedawno wyróżniona nagrodą Pullitzera za książkę odwracającą uwagę czytelników od faktu, że USA dzisiaj to największy „Gułag” naszej planety, z prawie 3 milionową populacją więźniów, stanowiącą czwartą część populacji wszystkich więźniów na całym świecie! I.A.S. w towarzystwie radnej z Gdańska Elżbiety G. oraz „trefnego” prezesa OK ZLP Konrada Strzelewicza w Cafe Piano w Zakopanem. I tutaj przechodzę do meritum sprawy. Po co Polakom dzisiaj jakiś Związek Zawodowy Literatów? Czy zadaniem literatury w obecnych czasach jest, jak to miało miejsce przez cały wiek XIX, „rozjaśnianie rzeczywistości” w głowach mieszkańców krajów, do których adresowane jest słowo pisane, czy też dokładnie na odwrót, zadaniem „intelektualistów” dzisiaj stało się zaciemnianie i kamuflaż stanu faktycznego, w którym rozeznanie się, na „zdrowy rozum”, jest banalnie proste. Otóż na „zdrowy rozum” to myśmy 4 czerwca 1989 roku, masowo głosując na „Solidarność”, po prostu zakończyli autonomiczną historię Polski. Samuel Huntinton, czołowy ideolog amerykańskiego „zderzenia cywilizacji” celnie zauważył, że naród, aby móc egzystować, musi mieć ku temu podstawy ekonomiczne. Polska zaś, poprzez entuzjastyczne zaakceptowanie przez jej „inteligencję” w 1990 roku „Planu Balcerowicza”, przygotowanego przez „tandem” BŚ i MFW, po prostu podcięła sobie ekonomiczne podstawy samodzielnego bytu. Skutki tego „narodowego samobójstwa z miłości do USA” świetnie widać. Młodzież polska, wskutek planowej dezindustrializacji naszego kraju, musi zeń masowo emigrować, moi byli studenci z Pomorskiej Akademii Pedagogicznej zrobili ankietę, z której wynikło, że aż 30 z 40 magistrów geografii, którzy ukończyli studia w 2002 roku, zarabia na życie obecnie – głównie w barach i supermarketach – w Anglii oraz w USA. Jak się nic nie zmieni, to Polsce – jak i innym krajom Europy Wschodniej – grozi depopulacja podobna do tej jakiej dokonali w połowie wieku XIX Anglicy w kolonizowanej podówczas przez nich Irlandii. Wskutek sztucznego głodu, zorganizowanego na tej celtyckiej, katolickiej wyspie przez „postępowy” Rząd Brytyjski, z 6 milionów mieszkańców pozostało tylko trzy miliony nie znających już języka Irów (Ariów) ludzi, reszta emigrowała „z głodu”, głównie do Stanów Zjednoczonych, gdzie Irlandczycy się zasłużyli jako wojsko likwidujące resztki ludności autochtonicznej USA. Podobny „plan de-polonizacji” został zaakceptowany przez kolejne ekipy rządzące od 1989 roku Polską, zamiast „sztucznego głodu” mamy obecnie „sztuczny brak miejsc pracy” i ludność masowo musi emigrować do „sponsorujących” polskie reformy krajów, głównie zresztą anglosaskich. Zdziesiątkowane (prawie dosłownie) Polskie Wojsko Najemne bierze dziś udział w „rozrzedzaniu” ludności autochtonicznej strategicznego dla geopolityki USA Iraku. I tutaj moja ostatnia uwaga, jako inicjatora „Małopolskiego Oddziału” ZLP. Na zebraniu Zarządu Głównego ZLP, w którym uczestniczyłem w dniu 19 czerwca w Warszawie, jeden z jego ambitnych – oczywiście w „robieniu dobrze” – wice-prezesów, dr Jacek Kajtoch z Krakowa przedstawił wniosek, by ZLP w żadnym wypadku nie angażował się w politykę. Innymi słowy, by nasz Związek Literatów programowo odwracał głowę od wszystkich istotnych spraw gigantycznego „polis” jakim jest nasza, coraz bardziej zamerykanizowana, Polska. Na całe szczęście ten wniosek, domagający się „samokastracji” pisarzy polskich na żądanie Niewidzialnego Pana Zachodu, nie uzyskał aprobaty członków Zarządu. Wyraźnie zaś „antysystemowa” działalność pisarska naszego kolegi z Jaffy, Izraela Adama Szamira może dla nas być wskazówką, że da się – pomimo żądań „Pana Świata” – iść na przekór dyrektywom globalizacji dzisiaj. Czyli iść na przekór nakazowi „odnarodowienia się narodów” dla „boga”, jakim jest żydo-anglosaska (w swej znakomitej większości) oligarchia finansowa tandemu USA+Izrael, przez pisarza Iana Buckley’a nazwanego w skrócie USrael. Na zakończenie tego sprawozdania, by podbudować trochę „ducha społecznego” Polaków, pragnąłbym powiadomić ewentualnych czytelników, że w trakcie naszego spotkania dowiedzieliśmy się od Izraela Adama, że sławne kibuce, którymi to socjalistycznymi miejscami pracy Izrael się szczycił przez pierwsze dziesięciolecia swego istnienia, praktycznie już nie istnieją. Do tych „żydowskich kołchozów”, których mieszkańcy żyli na poziomie materialnym porównywalnym z analogicznymi, bardzo bogatymi kolektywnymi gospodarstwami rolnymi w nie istniejącej już Czechosłowacji, przybyli (zapewne z USA) „misjonarze” liberalizmu i przekonali żydowskich naiwnych „kołchoźników”, że żyć się im będzie jeszcze lepiej, jak się sprywatyzują. Dalszy ciąg wyglądał podobnie jak w Polsce przed kilkunastu laty: znakomita większość „kibucników” poszła z torbami, zaś ich co bardziej „przedsiębiorczy” dyrektorzy zostali milionerami. A zatem i Izrael stanął przed rzeczywistością podziału społeczeństwa na super-biednych i na tych, super bogatych. Stanął zatem dokładnie wobec takiej samej sytuacji społecznej jaka, według badań prof. Izabeli Jaruzelskiej z Uniwersytetu Warszawskiego, już kiedyś istniała na tych terenach, w okresie gdy działał tam Jezus z Nazaretu. (1) O tym przestępczym, w przeszłości, charakterze Oddziału Krakowskiego ZLP może świadczyć fakt, że aż 53 jego członków podpisało się w 1953 roku pod listem aprobującym wyrok śmierci na kilku, kolaborujących z CIA, krakowskich księży. Znamienną jest tutaj sprawa sprawa, że dwojgu dotąd żyjących sygnatariuszom tego haniebnego listu – mianowicie Sławomirowi Mrożkowi i Wisławie Szymborskiej – nadano, już w antykomunistycznej Polsce, honorowe obywatelstwo Miasta Krakowa. ----- Original Message ----- From: Marek Glogoczowski Sent: Saturday, July 15, 2006 11:32 AMSubject: Fw: Sytuacja "robiącego dobrze" pisarza dzisiaj
wtorek, 04 lipca 2006
proszę o NIE ZNIEMCZANIE nazwisk i nazw dotyczących Dolnego Śląska - zwłaszcza jeśli chodzi o okres średniowieczny!!!
Die katholische Kirchen Breslaus / kościoły katolickie Wrocławia1. Die Kathedrale zum hl. Johannes Bapt. , wnukowie św. Jadwigi Boleslaus II (+1278) i Heinrich III (1266) wspierali budowę rozpoczętą w 1244 2. Die Kreuzkirche, Heinrich IV von Schlesien stiftete am 11.1. 1288; hat zwei Geschosse 3. St. -Michaelis-Kirche, 1139 von Peter Wlast / Włostowic do opactwa Benedyktynów 4. Die St. -Adalbert-Kirche , an der Stelle einer schon im 11 Jhh. errichteten Kapelle erbaute der Bruder des Peter Wlast eine Kirche, die von Bischof Siroslaus (1112-1120) eingeweit wurde. Kaplica św. Czesława (zbudowana 1715-1118) przetrwała nienaruszona oblężenie sowieckie w 1945, podczas gdy cały kościół św. Wojciecha został w poważnym stopniu zniszczony 5. St. Maria auf dem Sande, 1149 zakon Augustynów do Wrocławia sprowadziła Maria, żona Piotra Włostowica /Peter Wlast, a jej syn Świętosław/Swentoslaus zbudował dla nich kościół i klasztor. http://yes.blox.pl/2006/03/SILESIA-NEWSLETTER-36-fr-den-Monat-Mrz-2006.html ----- Original Message ----- From: Grzegorz Grabski Sent: Monday, July 03, 2006 12:20 PM Subject: Re: [sowa] Szanowny Panie! Z dużą ciekawością czytam nadchodzące do mnie od Pana wiadomości - jako zaczerpniecie świeżego oddechu po zindoktrynizowanych różowo-czerwono-nie powiem co (bo ściany mają uszy, he he!!!) "polskich portalach" typu "wirtualna Polska", czy "Onet". Czy zgadzam się ze wszystkimi poglądami - to juz jest inna sprawa, mamy przecież demokrację, może kiedyś coś o tym napiszę (uważam np, że gdyby przyjąc jako prawdziwe wszystkie enuncjacje na temat żydowskiego pochodzenia - mielibyśmy Naród składający się - zdaniem niektórych - z 90% Żydów!!!). Jednak na gorąco mam jedną uwagę wynikła z dzisiejszej lektury: Uprzejmie proszę o NIE ZNIEMCZANIE nazwisk i nazw dotyczących Dolnego Śląska - zwłaszcza jeśli chodzi o okres średniowieczny!!! Oczywiście później mieliśmy różne koleje losu, natomiast podawanie zniemczonych imion PIASTÓW DOLNOŚLĄSKICH (Bolesław, Henryk!!!) jest wg mnie nadużyciem historycznym. Nie wiem skąd się to wzięło, ani kto jest adresatem tegoż, uważam, że ZWŁASZCZA na portalu adresowanym do polonii niemieckiej takie ekscesy nie powinny mieć miejsca!!! Może jestem przewrażliwiony, co wynika z moich genów (patrz: Rapsodia Świdnicka Władysława jana Grabskiego, czy album "300 miast wróciło do Polski"), niemniej proszę o odpowiedź: Przypadek, niedopatrzenie, czy działalność celowa? Z poważaniem Grzegorz Jan Grabski http://konserwa.blox.pl/2006/07/Grzegorz-Grabski-nieobyczajnie-do-Czlowieka.html
poniedziałek, 03 lipca 2006
Grzegorz Grabski nieobyczajnie do Czlowieka Powszechnie Znanego
----- Original Message ----- From: Grzegorz Grabski Cc: Prawica.net ; trwanie Sent: Monday, July 03, 2006 1:52 PM Subject: Re: [sowa] "Kazanie" na temat wartosci prawnej Deutero-Testamentu Wie pan, co różni prawdziwego filozofa od tłumu sputnikowatych cadyków i fałszywych proroków? JASNOŚĆ PRZEKAZU!!!! "Jajakobyły" polonista ABSOLUTNIE tego u Pana nie widzę!!! Pana wykład ilustrowany powyrywanymi z kontekstu cytatami (jeszcze dodatkowo interpretowanymi) sytuuje się gdzieś pośrodku pomiędzy talmudycznymi wysiłkami teologicznymi, a bełkotem świadków Jehowy, którzy znają Pismo jedynie wyrywkowo - interpretując je według własnego widzimisię!!! Stawianie kapłaństwa na straży amerykańskiej mamony jest po prostu śmieszne - stawia Pan masonerię i Kościół na tym samym biegunie, a według mnie jest to filozoficzne nadużycie służące celom politycznym! Widzę, że w zawoalowany sposób usiłuje Pan zwalczać Kościół Katolicki - tylko jeszcze nie odkryłem, czy wpisuje się tu Pan w nurt obecny w środkach przekazu - w imię właśnie "społeczeństwa otwartego", he he, czy też robi to Pan dla służb specjalnych (wszystko jedno których - dawne SB, WSI, judeo-uop), które zawsze chciały unieszkodliwić Kościół, traktując go jako konkurencję (tak!!!). Ostatnim takim przykładem była neopogańska, słowianofilska "Zadruga" (z niejakim Feldonem na czele) - usiłująca wskrzesić mit starosłowiańskich bogów! Chyba, że chce Pan ośmieszyć prawicę - co na szczęście się tak prymitywnymi myślowo, pseudonaukawymi tekstami nie uda!!! Być może jest Pan tylko instrumentem w czyimś ręku - w takim razie przepraszam za posądzenie o makiawelizm!!! Na zakończenioe nasuwa mi się poważna myśl: jeśli Pan jest w istocie alpinistą, to proponowałbym przy wykonywaniu tak poważnych wspinaczek KORZYSTAĆ Z TLENU, bo niedotlenienie mózgu może powodować pseudoiluminacje, które są nieodwracalne!!! Grzegorz Jan Grabski
Neoplatoński, hierarchiczny schemat przekazu informacji w warunkach współczesnego Społeczeństwa Otwartego
Sent: Monday, July 03, 2006 9:42 AM Subject: "Kazanie" na temat wartosci prawnej Deutero-Testamentu Poniżej przekazuję treść "kazania", jakie wygłosiłem na konferencji "Filozofia wychowania a wizje przyszłości", w dniu 23 czerwca br., zorganizowanej przez Pomorską Akademię Pedagogiczną w Słupsku. Addendum i Przypisy zostały dodane po tym znamiennym, dla Zeitgeist, czyli Ducha Czasów, wydarzeniu.
Najlepsze pozdrowienia, z okazji rozpoczynających się wakacji, które "wyzwolona do wolności" polska mlodzież będzie musiała odpracować w hipermarketach oraz barach (i burdelach?) umiłowanych przez "boga Izraela" Anglii oraz USA...
Neoplatoński, hierarchiczny schemat przekazu informacji w warunkach współczesnego Społeczeństwa Otwartego Esej na temat wartości prawnej Deutero-Testamentu dr Marek Głogoczowski www.marek.glogoczowski.zaprasza.net / mglogo@poczta.fm Prowadząc zajęcia z zakresu filozofii starożytnej, nie trudno mi było zauważyć, że Plotinus, ostatni pogański filozof z Aleksandrii, zbudował swój hierarchiczny system hipostaz niematerialnego Absolutu poprzez adaptację poglądów nie tyle Platona, ile pochodzącego z tej samej Aleksandrii, wcześniejszego od Plotyna o dwa wieki, proto-chrześcijańskiego, żydowskiego filozofa Filona. Ten Filon Judeaus dokonał dość udanej syntezy mitu o stworzeniu świata, zawartego w platońskim „Timaiosie”, z opisem stworzenia świata w 7 dni, dobrze nam znanym z kart Pisma Świętego. Jan Legowicz w swej „Filozofii starożytnej” posumował poglądy Filona Aleksandryjskiego w następujący sposób. Filon buduje swą kosmologię na całkowitym rozdzieleniu boga i świata “Świat, w znaczeniu materii, to biegunowe przeciwieństwo Boga, tu pełnia bytu, tam prawie nie-byt; spiętrzenie sprzecznych ze sobą elementów. … Przez logos materia jako chaotyczna i bezkształtna “pustka” otrzymuje formę i zarazem treść, czyli z jakościowego “nie bytu” staje się czymś. (1). Według wzorującego się nie tylko na Filonie, ale i na stoikach Plotyna, oddziaływanie „logosu” (‘słowa’) na będącą ‘prawie nie-bytem’ materię, nie jest bezpośrednie, logos swym promieniowaniem kształtuje najpierw „duszę świata”, ze swej nazwy podobną do tej postulowanej przez stoików i dopiero ta „dusza zbiorowa” oddziałuje na indywidualne ludzkie dusze. Poprzez działanie tych „uduchowionych duchem świata” ludzi, naturalny stan tego świata, przez nas określany jako Przyroda, dla wykształconego na lekturze Septuaginta Filona będąca ‘prawie nie-bytem’, pogrążoną w chaosie materią, zostaje przekształcony w „coś” zgodne z „planem” jaki wobec świata ma Absolut, przez tego myśliciela utożsamiony z Jedynym Bogiem, oczywiście bogiem Izraela. Patrząc na ten schemat od strony epistemologii genetycznej, taki „kaskadowy” schemat jednokierunkowego przekazu informacji (jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli), jest upozorowanym na platonizm, bardzo konkretnym projektem kontroli świata przez kastę ludzi, którym uda się zawładnąć „logosem”, czyli SŁOWEM społecznego dyskursu. Tak wyglądała rzeczywistość starożytnych krajów o ustroju teokratycznym i tak to wygląda i dzisiaj. Na to, że obecnie, podobnie jak przed tysiącami lat, jesteśmy świadkami „odgórnego” przekazu wewnątrzspołecznej informacji, zwróciła mi uwagę charakterystyczna ilustracja, jaką widziałem w jednej z gazet arabskich. Otóż na „niebie”, nad dość prymitywnie nakreślonym poniżej „światem zwykłych ludzi”, unosiła się Księga (el Kitab), którą dla muzułmanów jest oczywiście Koran. I oświetleni logosem (Słowem) tego Koranu muzułmanie od prawie półtora tysiąca lat próbują przekształcić pogańską, bezbożną według nich Ziemię w „coś”, co zostało zaplanowane w ich Księdze. Zarówno muzułmański Koran, jak i „nasza” judeochrześcijańska Biblia, nie są jedynymi „słowami” („logosem”) kształtującym życie milionów wiernych Pismu na naszej Planecie. We wrześniu i w październiku 2000 roku na ulice Belgradu, w istniejącej jeszcze podówczas Jugosławii, wyległy tysiące młodych ludzi, skandując z uniesieniem „My Svet!” (My jesteśmy Światem!). Bardzo wyraźnie dało się wtedy odczuć, że nad umysłami tej młodej i prężnej (zwłaszcza w awanturach ulicznych) inteligencji, niepodzielnie zapanował najnowszy Duch Świata, zwany „duchem globalizacji”, domagający się od młodych udziału w „dekonstrukcji” ‘prawie niczego’, czyli ustroju socjalistycznego w zainfekowanym tym „(za)duchem wolności” kraju. W co zaś mają się przekształcić te „wyzwolone do wolności” kraje, bliższych szczegółów możemy się doczytać w „Księgach Świętych” przyniesionych ze sobą przez inspiratorów kolejnych „kolorowych rewolucji” – nie tylko tej w Belgradzie, ale i tej w Tbilisi, w Kijowie a nawet i tej nie udanej w Mińsku, w marcu bieżącego roku. Osoby specjalizujące się w zakresie filozofii politycznej doskonale wiedzą, ze
Osoby specjalizujące się w zakresie filozofii politycznej doskonale wiedzą, ze kolejne etapy rozwoju heglowskiego Zeitgeistu, Ducha Czasów nie rodzą się z „niczego”. Nad ich opracowaniem, a następnie promocją wśród garnącej się do przywództwa duchowego w każdym narodzie inteligencji, pracują całe sztaby anglojęzycznych specjalistów, w Krakowie we wrześniu 2005 roku w Pałacu Decjusza byłem nawet świadkiem jak się szkoli „młode kadry” dla dokonania tych kolorowych „non violent revolutions”, mających przynieść totalne uzależnienie, kolonizowanych przez USA narodów, od Ducha Globalizacji. Nawet w konserwatywnie na pozór nastawionym Watykanie ten post-modernistyczny Zeitgeist made in USA najwyraźniej zaczął być utożsamiany z Duchem Świętym. Jeśli chodzi o Logos – czyli Słowo – którego „emanacja” stwarza obecnego Ducha Końca Czasów (jak tę prześladującą go zjawę nazwa pisarz Henryk Pająk), to dysponujemy zbiorem kilkunastu dzieł, napisanych głównie przez anglosaskich, lub asymilowanych w Anglii, autorów. Oczywiście studia nad tym modernistycznym „Duchem Świata” winno się zaczynać się od osiemnastowiecznych dzieł Adama Smitha „O bogactwie narodów”, Monteskiusza „O duchu praw” i Malthusa „O populacji”. Z tych „zarodzi” myśli liberalnej wyrosły bardziej wysublimowane jej „kwiaty” w postaci „O powstaniu gatunków” Darwina, o „Europejskiej korporacji’ Augusta Comte, aż do super-modernistycznych i post-modernistycznych prac Teodora Hertzla, Karla Poppera, von Hayeka, Jacquesa Derridy i George Sorosa. Obecnie to kolektywne „Słowo Ducha Końca Czasów”, mówiąc w sposób gnostycki, Staje się Ciałem i Planuje Zamieszkać Między Nami. By nie być gołosłownym, przytoczę najnowsze osiągnięcia z zakresu „wychowania dla przyszłości” młodzieży w Polsce. Otóż A. F. von Hayek w swym „logosie” sprzed lat 60-ciu wyraźnie napisał iż, cytuję „ZNIESIENIE SUWERENNOŚCI PAŃSTWOWEJ ... JEST KONIECZNYM I LOGICZNYM ZWIEŃCZENIEM PROGRAMU LIBERALNEGO” (2). A zatem, zgodnie z wytycznymi Zeitgeistu przygotowanego nam w London School of Economics, od szesnastu już lat przestaliśmy wychowywać młodzież w jakimkolwiek poczuciu patriotyzmu. W tym okresie, poza papieżem oraz Małyszem, nie dano Polakom żadnych możliwości kultywowania uczuć nie tylko pro-narodowych, ale i pro-społecznych. Z tego powodu właśnie, natchniona obecnym wydaniem liberalnego „ducha świętego”, przygotowana do tego przez swych nauczycieli młodzież „anty-polska” demonstruje przeciw (całkiem młodemu skądinąd), zacofanemu ministrowi edukacji, który ze swą „wszechpolskością” spóźnił się w czasie o lat gdzieś siedemdziesiąt. Proponowane przez LPR – według mnie spóźnione o co najmniej dekadę – próby odbudowy wśród młodych poczucia patriotyzmu, są ewidentną zawadą dla „radosnej przyszłości” tych młodych, samo-eksportowanych obecnie już nie w setkach tysięcy ale w milionach, do „dobrowolnych robot”, głownie w krajach anglosaskich. Robót dokładnie w tych krajach, w których nam przygotowano „reformy oczyszczające” Polskę z zacofanych ponoć przemysłów oraz instytutów naukowych, a obecnie „oczyszczające” nasz kraj także z wykształconej, naszym kosztem, młodzieży. Jeśli zaczniemy patrzeć, na obecne ‘przemiany ustrojowe’, z perspektywy doświadczeń historycznych dominujących obecnie kulturowo krajów anglosaskich, to wyraźnie widać, że pod osłoną sloganów „o wolnej woli”, „o wolnym rynku”, czy też „o wolności sumienia, słowa oraz zrzeszeń”, te kraje dość systematycznie zmierzają do budowy światowego społeczeństwa kastowego, zaprojektowanego w antycznym „logosie” pod nazwą Stary Testament. Nie jest to żadna przesada. Już w późnych latach 1970 Ronald Reagan w swych wystąpieniach prezydenckich mówił o „mieście na wzgórzu” – czyli Nowym Jeruzalem – którego światło („logos”) opromienia misyjną działalność w świecie Stanów Zjednoczonych. Na ten temat znany angielski publicysta, Clifford Longley opublikował w roku 2002 książkę pod tytułem „Naród Wybrany – wielka idea która kształtuje Anglię i Amerykę” (3). Ja sam pisałem, już ponad 5 lat temu, że realizowane obecnie idee globalizacji ukryte są w podstawowych pismach („logosie”) zarówno Starego jak i Nowego „Przymierza z Bogiem” (4). Zaś mój kolega z Izraela, Izrael Szamir twierdzi, że „wizją przyszłości” dla całego świata jest sytuacja kulturowo-ekonomiczna w Izraelu/Palestynie dzisiaj: na szczytach wzgórz mamy tam wille z basenami dla ‘wybrańców”, zaś poniżej, za murem tego „ogrodu rajskiego”, mamy wynędzniałych, lokalnych chłopów, których bydło zdycha z braku wody (5). W platońskim micie o stworzeniu świata, bóg-demiurg patrzył w nieśmiertelne idee piękna dobra i prawdy i starał się zbudować świat możliwie jak najpiękniejszy, a zatem z definicji dobry, a przede wszystkim prawdziwy, nie sztuczny i nie oszukańczy. Ten platoński demiurg w ogóle nie miał zatem potrzeby by troszczyć się o to, że stworzeni przezeń Piękni Ludzie o nim zapomną i od niego odejdą, bo tylko idioci i osoby upośledzone nie chcą spędzać swego życia w możliwie jak najpiękniejszym otoczeniu. Jeśli zaś chodzi o „absolut”, którego ‘logosem’ („słowem od boga”) jest pismo Starego i Nowego Testamentu, to już w swym Pierwszym Przykazaniu Dekalogu nasz hebrajski bóg/”absolut” straszy „Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną. ... Bo ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem Zazdrosnym, który ... karze do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy Mnie nienawidzą” (II Moj. 20, 3-5). A zatem „nasz” judeo-chrześcijański „absolut” na pewno nie jest piękny, skoro tak się o utratę swych wpływów lęka. A jak nie jest piękny to i nie jest dobry, pomimo zaklęć jego kapłanów, iż rzeczy mają się odwrotnie. Ten hebrajski „absolut” po prostu nie jest prawdziwy, tylko sztuczny i podrabiany. A zatem i jego „logos”, czyli te „nasze” (w cudzysłowiu) Oba Testamenty (w skrócie DT – Deutero Testament, „Podwójny Testament”) też są nie piękne, gdyż są one w znacznym stopniu sfałszowane, o czym już w starożytności szeptali (przypomniani przez Augustyna) manichejczycy, a po nich, już bardzo głośno mówili, mahometanie. Zatem i „duch świata”, Zeitgeist pracowicie wyprodukowany (manufactured – jak lubi pisać krytyk amerykańskiego establishmentu Noam Chomsky), w tych wszystkich Fundacjach Batorego, „Domach Wolności” (Freedom House) i innych OBWE, wylęgłych w oparach „Nowego Jeruzalem”, czyli USA, już na angielską milę tchnie swą sztucznością, kabotynizmem i rozumowaniem godnym mikrocefali. Brzydki i sztuczny, post-modernistyczny „duch świata Zachodu”, swym ‘tchnieniem’ milionów gazet i milionów teleekranów, tworzy dusze indywidualne coraz bardziej BRZYDKICH I ZAKŁAMANYCH LUDZI. Ci zaś brzydcy i zakłamani ludzie, swą codzienną pracą budują nam coraz bardziej BRZYDKI, ZAKŁAMANY I SZTUCZNY ŚWIAT, zmieniając z natury Piękną Przyrodę – która dla Filona z Aleksandrii była „prawie niczym” – w „coś co ma wartość”, czyli w umiłowane przez ludzi nowoczesnych pieniądze, przez pierwszych chrześcijan kojarzone ze złem samym w sobie. Addendum: Stworzyciel Brzydoty i Jego „Opere dei”
Odsłonięta, już w Pierwszym Przykazaniu judeo-chrześcijańskiego Dekalogu (II Moj. 20, 3-5), twarz „Boga Zazdrosnego”, zezwala na podanie szczegółów mechanizmu, w jaki ten „logos Deutero-Testamentu” (DT – czyli po prostu Biblii) musi doprowadzić, w sposób logiczny, do totalnej korupcji oraz dewastacji dosłownie wszystkiego, czego dosięgnie to „tchnienie podwójnego boga Izraela”. Po pierwsze „bóg”, który się tak bardzo musi troszczyć, aby nie zbiegli odeń jego wyznawcy, jest specyficznym bytem, który walczy o przetrwanie swego władztwa. Odróżnia się on zatem zasadniczo od prawdziwych bogów którzy, będąc bytami doskonałymi, są zupełnie obojętni na to, czy je ktoś czci, czy też nie: zarówno dla idealisty Platona, jak i dla materialisty Epikura, bogów ustanowiono po to, aby byli oni pozytywnymi wzorcami dla ludzkich zachowań. Odejście bowiem ludzi od bogów takich jak Atena (bogini sztuk i mądrości), Asklepios (bóg zdrowia), Apollo (bóg harmonii i piękna), czy nawet egipski byk Apis (bóg siły i męskości), automatycznie skazywało tych odstępców na pogrążenie się w artystycznym partactwie i głupocie, w chorobach i brzydocie życia, czyniąc z nich podszytych strachem impotentów, zwykłych się zachowywać w sposób haniebny w każdej, wymagającej odrobinę odwagi, życiowej sytuacji. Po drugie, jeśli „Pan Izraela” aktywnie walczy o swą dominację, to i imitujący go lud też zaczyna się zatracać w sławnej „walce o swój byt”, której przykładów obficie dostarcza Stary Testament – tak, iż z czasem ta „walka o przetrwanie” dla iluminowanych Biblią Narodów Wybranych stała się drugą („deutero”) naturą. Tymczasem na świecie, przed pojawieniem się na nim dwu (deutero)znacznych postaci Abrahama, Jakuba a w końcu i Mojżesza, walki o byt po prostu nie było! Jakże by bowiem platoński Demiurg, Dobry Stwórca Świata, mógł stworzyć taką psychofizyczną obrzydliwość, jaką są istoty ciągle drżące ze strachu o swe przetrwanie! Przecież trawa rośnie nie w wyniku jej walki o byt, tylko pod wpływem ciepła promieni słońca i odpowiedniej ilości wilgoci. Także jelenie zwykły skubać tę trawę nie na wyścigi ze swymi pobratymcami, ale stadnie, pomagając sobie w trudnych sytuacjach. Podobnie zresztą jak wilki, które zwykły polować na te jelenie nie w sposób indywidualny (jak to sobie wyobrażał, w „O powstaniu gatunków”, Karol Darwin), ale zespołowo, dzieląc się swą zdobyczą nawet z odległymi im gatunkowo lisami oraz krukami. Te dane z zakresu poza-darwinowskiego przyrodoznawstwa wskazują, iż wszechobecna w Biblii walka „każdego z każdym”, Jakuba z Ezawem, Józefa z resztą swych braci, Dawida z Saulem a następnie z Absalomem, jest wytworem starożytnej bliskowschodniej lumpen-kultury. Bliskowschodniej KULTURY PODŁOŚCI, której „promieniowanie” zaczęło się rozprzestrzeniać na całej Ziemi dopiero wraz z chrześcijaństwem i masowym czytelnictwem Pisma Świętego. I tutaj dochodzimy do trzeciej, bardzo ważnej obserwacji. Otóż promieniujący z tekstu Dekalogu Logos – czyli pierwsza pierwsza hipostaza – biblijnego „niby-Absolutu”, wyraźnie przypomina Głos Tyrana, przywódcy ukrywającej swą osobowość mafii, który grozi najgorszymi sankcjami tym członkom swej „rodziny”, którzy ważą się odeń odstąpić (II Moj. 20, 3-5). O tym, że ustrój starożytnego Izraela miał cechy mafijne, autor słyszał od zmarłego niedawno prof. Andrzeja Wiercińskiego, znanego antropologa z Uniwersytetu Warszawskiego. Także i precyzyjne określenie, w języku angielskim godfather („bóg-ojciec”, na polski tłumaczone eufemistycznie jako „ojciec chrzestny”) wskazuje na rodzaj „Pana”, w imieniu którego Anglosasi już od trzystu lat usiłują kolonizować świat cały. By jednak wpisany (przez kogo?) w Ewangelię Jana program budowy „Jednej (Światowej) Owczarni i Jednego Pasterza” (10, 16), łudzącego swe „owce” mirażem wciąż nowych, żyznych pastwisk Ziemi Obiecanej, mógł być zrealizowany, wszystkie inne kulty (dosł. z łaciny cultus – uprawa) muszą zostać wykarczowane i zniwelowane, zgodnie ze znanymi programami „ujednolicenia kultur”, jakich obficie dostarcza zarówno Nowy jak i poprzedzający go, Stary Testament. (Patrz np. V Moj. 12. 2-3; prorok niwelizmu zwany deutero-Izajaszem [40, 4] nawet domaga się, w imieniu swego „Pana”: „Każda dolina niech będzie podniesiona, a każda góra i pagórek obniżone, co nierówne niech będzie wyrównane, a strome zbocza niech się staną doliną” – czyli w przyszłości ma powstać istny „raj” dla alpinistów!). Unifikacja kultur, inaczej mówiąc wychwalana przez Podwójny Testament (DT) MONOKULTURA ducha,
Unifikacja kultur, inaczej mówiąc wychwalana przez Podwójny Testament (DT) MONOKULTURA ducha, automatycznie powoduje, że przesiąknięci takim niewyszukanym biblijnym „duchem świętym” ludzie swą działalnością zamieniają, uprzednio bogaty kulturowo (i zoologicznie) świat, w monokulturę dosłownie wszystkiego, począwszy od monokultury zbóż, drobiu oraz bydła rzeźnego, poprzez mono-kulturę konsumpcji AGD, aż do monokultury „demokracji à la USA”, za którą ukryty jest ustrój mafijny wzorowany na ustroju zbójecko-kupieckiej Kartaginy oraz antycznego Izraela. By zaś „miasto na wzgórzu”, czyli Nowe Jeruzalem, mogło jaśnieć jako „latarnia” (ang. beacon) wiodącą ludzkość w kierunku jałowej i gładkiej jak asfalt pustyni, płodna kultura wszystkich innych polis – a przede wszystkim kultura chełpiących się swą mądrością antycznych Aten – musi zostać wykarczowana z serc obywateli naszej, zdominowanej przez Żydo-Anglosasów „Euroatlantyckiej” Rzeszy. (Przypomnijmy, iż to właśnie czczony przez izraelitów założyciel rodu Jakub, swą pracowitością doprowadził do zamiany w pustynię terenów, które podstępnie przechwycił od swojego brata Ezawa; następnie kolejny „bohater” Izraela Mojżesz wyprowadził swój lud na pustynię, na której wszyscy uchodźcy z Egiptu, łącznie z Mojżeszem, poumierali.) W Nowym Testamencie sprawę rzekomej „absolutnej wyższości”, boga-ojca (‘godfather’) Izraela nad wszystkimi możliwymi mędrcami świata, rozgłosił apostoł faryzeizmu (był członkiem tej sekty) Paweł, sprytnie wykorzystując do tego celu słowa proroka ‘pierwszego Izajasza’, piętnującego obłudę oraz spiski... właśnie takich, jak rzeczony Szaweł/Paweł, kapłanów swego kraju (6): „Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas (faryzeuszy – przyp. M.G.), którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą. Napisano bowiem: „Wniwecz obrócę mądrość mądrych, a roztropność roztropnych odtrącę”. Gdzie jest mądry? Gdzie uczony? Czyż Bóg (faryzeuszy – przyp. M.G.) nie odwrócił w głupstwo mądrości świata (antycznego)?” (I Kor. 1, 18 – 19, Izaj. 29, 13- 15.) Za „tych, którzy giną” Paweł w swym zaślepieniu uznał pogańskich filozofów ateńskich, którzy naukę jego wyśmiali, jako że dla nich ewidentnym było, iż „ponieważ wszyscy ludzie są śmiertelni, więc nie ma nikogo, kto „w ciele” będzie żyć wiecznie.” Co więcej, ci czczący Rozum filozofowie w ogóle nie odczuwali potrzeby swego zbawienia, gdyż „zbawienie po śmierci” jest przecież do niczego nie potrzebne ludziom, którzy pięknie spędzili swe życie – czyż nie tak? Hańby chrześcijan, którzy bezmyślnie uwierzyli w filo-kryminalne – bo „czyniące w duszach ciemność” – Słowo (logos) obłudnika Pawła, nikt nigdy im nie wybaczy, gdyż uwierzywszy w powyżej przytoczoną, „centralną bzdurę paulinizmu”, chrześcijanie złamali zasady postępowania w życiu, wskazane im przez Jezusa z Nazaretu. Ten nauczyciel (rabbi), przez pobożnych żydów utożsamiany z diabłem o nazwie Lucyfer, czyli „przynoszący światło”, głosił bowiem bardzo „antyaugustyńską” herezję poznawczą: „Świecą ciała jest oko. Jeśli tedy oko twoje jest zdrowe, całe ciało twoje jasnym będzie. A jeśliby oko twoje było chore, całe ciało twoje ciemnym będzie. Jeśli tedy światło, które jest w tobie, jest ciemnością, sama ciemność jakąż będzie? (Mat. 6, 22-23) Skąd zatem wzięła się ta Ciemna Moc Krzyża, którą zaślepieni, bezmyślnie wierzący w swe zbawienie chrześcijanie, dopuszczali się najpotworniejszych czynów, począwszy od rzezi kilkudziesięciu tysięcy muzułmanów w Jerozolimie, po jej zdobyciu przez Krzyżowców, aż do niedawnego, haniebnego współudziału Kościoła Katolickiego, w podboju Europy Wschodniej przez obłąkanych „duchem świata Pieniądza” Żydo-Anglosasów? Tutaj, na zakończenie tego krótkiego addendum na temat brzydoty „logosu Deutero-Testamentu”, pozwolę sobie wskazać, jak kapłaństwo zarówno Starego jak i Nowego Izraela, w sposób bardzo skuteczny od prawie trzech tysięcy lat, specjalizuje się w „stwarzaniu Mocy z (prawie) Niczego”, a ściślej z odpowiednio umęczonego, łagodnego i głupiego zwierzęcia, przez durnych chrześcijan czczonego jako ‘”baranek boży, który gładzi grzechy świata”. zachowana na początku Starego Testamentu, Druga Księga Królów zawiera następujący opis „metod wojennych” jakie stosowały plemiona semickie, wśród których „wychowywał się” antyczny Izrael: „Gdy (Moabici) podeszli pod obóz izraelski, Izraelici zerwali się i uderzyli na Moabitów, tak że ci pierzchnęli przed nimi. ... Król Moabu zobaczył, że musi w tej walce ulec ... wtedy wziął swego syna pierworodnego, który miał objąć po nim panowanie i złożył go na całopalenie na murze (tak, aby ten holocaust był widoczny zarówno dla wojsk własnych jak i nacierających – M.G.). Wskutek tego powstało wielkie wzburzenie przeciw Izraelitom, tak iż musieli od oblężenia odstąpić i powrócić do swej ziemi.” (3, 24 -27). Czytając obecnie ten obrzydliwy opis trudno nam sobie wyobrazić, dlaczego starożytne plemiona Bliskiego Wschodu tak bardzo się bały lokalnych ‘Królów’ i ‘Panów’ (czytaj, lokalnych super-gangsterów, po hebrajsku określanych terminem Moloch), którzy dla demonstracji „danej im od boga” Mocy, decydowali się publicznie smażyć na wolnym ogniu swych ukochanych, pierworodnych synów. (Patrz przykład Abrama/Abrahama, obficie przez jego „boga/ojca chrzestnego” wynagrodzonego, za tą gotowość dokonania zbrodni dla „Pana”.) Taką metodę „stwarzania z niczego (creatio ex nihilo) Mocy”, za pomocą ohydnego synobójstwa, przez wiele wieków stosowali imitujący Moabitów Izraelici, II Księga Królów wspomina, iż robili to królowie Achaz, Manassess oraz inni (16, 3; 21, 6). Co więcej, w dolinie Gehenna koło Jerozolimy (czyli w pobliżu „miasta na wzgórzu”, tak uwielbianego przez prezydentów-gangsterów USA), był zainstalowany specjalny piec do palenia żywcem dzieci w celu „odkupienia grzechów” ich rodziców. Te barbarzyńskie obrzędy – praktykowane także przez komercyjnie bardzo ambitnych Fenicjan, zwłaszcza tych z Kartaginy – z czasem zostały zarzucone, a „Świętą Gehennę” zamieniono w wysypisko śmieci. Pamięć po tych „dających moc z brzydoty” całopaleniach w Izraelu się dobrze zachowała, w Jerozolimskiej Świątyni przez następne setki lat wykrwawiano i palono „za grzechy” corocznie ponad tysiąc baranów, kozłów i nawet krów oraz wołów. Z czasem prorok zwany deutero-Izajasz, jako podstawową, „bezwysiłkową” metodę walki (kapłaństwa) Izraela o panowanie nad światem, zaproponował właśnie kaźń (holocaust) niewinnego i prawdomównego Sługi Bożego, którego ranami obłudni i okrutni „inwestorzy” – czyli godfathers, „ojcowie chrzestni” Izraela – zostaną uleczeni! (Izaj. 53, 3 – 12.) I właśnie Apostoł Paweł, który według Uczonych w Piśmie protestantów (7) w swe „Listy” wmontował
I właśnie Apostoł Paweł, który według Uczonych w Piśmie protestantów (7) w swe „Listy” wmontował wszystkie istotne nauki Mojżesza, z obrzydliwości ukrzyżowania na Golgocie – które to miejsce kaźni dla chrześcijan stało się z czasem równie drogocenne jak Auschwitz/Oświęcim jest drogocennym dzisiaj dla Żydów – uczynił „zaczyn” Nowej Wiary Izraela dla pogan (8) zwanych Edomitami, potomkami Ezawa. Ta zaś wiara w Ciemną Moc Krzyża, w wiekach następnych zaowocowała niekończącą się jak dotąd serią chrześcijańskich „nowożydowskich” rozbojów, włączając w to ten ostatni, amerykańsko-angielsko-polski rozbój w Iraku. Dlaczego tak się zachowują kolejne „emanacje” Ducha Narodu Wybranego? Po prostu, zgodnie z odkryciem natury Boga Jedynego, dokonanym przez tego sławnego deutero-Izajasza: „Wszystkie narody są niczym u niego, uważa je za pustą nicość.” I tę, postulowaną przez Stworzyciela Brzydoty, „nicość narodów” kapłani „ojca chrzestnego” zarówno żydów jak i chrześcijan winni zagospodarować: „A wy będziecie kapłanami Pana (tzn. Molocha, ‘Ojca chrzestnego’ Izraela) ... bogactwem narodów będziecie się odżywiać, w ich sławę się ubierać” (Izaj. 40, 17; 61, 6). Patrząc na to antyczne Świadectwo (Testament) Projektu Wszechświatowego Pasożytnictwa, trudno nie zgodzić się z bezbożnym, nowożytnym epikurejczykiem Karolem Marksem, że tylko odejście od „logosu” boga Izraela może nas uratować przed imponującą wprost głupotą, komercyjnym bezsensem i wciąż narastającą brzydotą codziennego życia w „wypchanych” Pismem Świętym, ‘zamerykanizowanych’ krajach. Przypisy:From: Marek Glogoczowski 1. Jan Legowicz, Historia filozofii starożytnej Grecji i Rzymu, PWN, Warszawa 1975, str. 80-81. 2. Friedrich August von Hayek, Indywidualizm i porządek ekonomiczny, Znak, Kraków 1998 str. 294. 3. Clifford Longley, Chosen People – the big idea that shapes England and America, Hodder & Stoughton, London 2002. 4. Marek Glogoczowski “L’origine de la globalisation”, publikowane w języku polskim jako „Biblia i globalizm” [w] Ojczyzna, nr 2/2002, oraz w rozszerzonej wersji w języku włoskim pt. „Genesi biblica della rivoluzione iperborghese” [w] EUROASIA – rivista degli studi geopolitici. no 3, Parma, Italia, 2005. 5. Israel Shamir Flowers of Gallilee, Dandelion Books, Tempe, Arizona, 2004. 6. Warto tutaj zauważyć, że tzw. deutero-Izajasz przytoczone powyżej słowa ‘pierwszego Izajasza’ przedstawia już w ich “proto-paulińskiej” interpretacji, przypisując umiejętność „zamiany w głupstwo mądrości mędrców” prorokom Izraela, a w szczególności sobie, bystro przy tym dostrzegając nadejście bożego pomazańca w osobie perskiego władcy Cyrusa Wielkiego. Ten to miły Izraelowi satrapa, bez jakiejkolwiek potrzeby odegrania roli ‘umęczonego sługi’, zbawił Izrael i odbudował jego zburzone miasta! (Izaj. 44, 25) 7. Anthony Grigor-Scott, Minister of Gospel z Australii, przesłał nam w październiku 2003 taką oto egzegezę Nowego Testamentu: „Ewangelie to są tylko dziennikarskie reportaże o tym, co czterech ewangelistów widziało i słyszało pod koniec hebrajskiego okresu Przymierza (dispensation), podczas gdy Dzieje Apostolskie są relacją z działalności Ducha Świętego w życiu pierwszych apostołów oraz prymitywnego kościoła. Ale to był Paweł, któremu Nowe Przymierze zostało przekazane, oraz kilku innych, którzy otoczyli jego objawienie swymi pismami i proroctwami. ... Wszystko, czego naucza Paweł jest solidnie oparte na Mojżeszu. Wszystko. A jak się czyta Galacjan to można odkryć, że Paweł jest prorokiem i co mu Bóg objawił jest TAK MÓWI PAN” (www.biblebelievers.org.au) 8. O tym, że święty Paweł był czcicielem jednocześnie Erosa, symbolizowanego przez Jezusa z Nazaretu, któremu poświęcił swój hymn do Miłości, oraz boga (bogini) Zemsty i Odpłaty Eris, odpowiadającej swym duchem Zazdrości mojżeszowemu Jahwe, dowiadujemy się z jego własnych świadectw, powtarzanych po wielokroć w Dziejach Apostolskich. Na przykład postawiony przed prokuratorem imieniem Felix, nasz ‘deutero-apostoł’ – czyli podwójny agent – z naciskiem stwierdził, iż „To jednak wyznaję tobie, że służę ojczystemu bogu zgodnie z tą drogą, którą oni nazywają sektą (faryzeuszy), wierząc we wszystko co jest napisane w zakonie i u proroków” (Dz. 24, 14). Ponieważ zaś, jak twierdził mój rabbi Jezus z Nazaretu, „nie da się służyć dwóm Panom”, więc ewentualnemu czytelnikowi pozostawiam osąd, którego z tych Panów (Erosa czy też Eris/Jahwe?) Szaweł/Paweł miłował, a którego miał w ukrytej nienawiści. Odpowiedź na to pytanie jest jednocześnie odpowiedzią na pytanie o istotę „posłannictwa”, żyjącego z procentu od Objawienia Pawła, chrześcijańskiego kleru... . ---- Original Message ----- http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum/message/749 Sent: Monday, July 03, 2006 9:42 AM Subject: "Kazanie" na temat wartosci prawnej Deutero-Testamentu Najlepsze pozdrowienia, z okazji rozpoczynających się wakacji, które "wyzwolona do wolności" polska mlodzież będzie musiała odpracować w hipermarketach oraz barach (i burdelach?) umiłowanych przez "boga Izraela" Anglii oraz USA...
Marek Glogoczowski www.marek.glogoczowski.zaprasza.net
wtorek, 06 czerwca 2006
Mafia i Gamorra - jak brat z siostrą: Robert i Krzysztof Kostro
czy żyd Kostro, który za poprzedniego Ujazdowskiego wyprowadził z Ministerstwa Kultury - jako szef gabinetu politycznego ministra kasę na europalia do Braukseli dla tego samego żyda Kostro, mianowanego przez Ujazdowskiego na komisarza brukselskiego europaliów - - A gdzie jest kasa? Do grupy instytucji nieformalnych, w obszarze których następują częstsze zmiany, należą obyczaje i zwyczaje, które kierują zachowaniem ludzi i współtworzą więzi, nazywane kapitałem społecznym. Kapitał społeczny jest spoiwem, które łączy instytucje w taki sposób, że tworzą razem funkcjonalną całość. Definiuje się go jako umiejętność współpracy międzyludzkiej w obrębie grup i organizacji w celu realizacji wspólnych interesów. Więzi społeczne powodują, że wspólnota wyznaje wspólne poglądy, przekonania, wartości, cnoty. Najczęściej rozważanym czynnikiem jest tu zaufanie; jego rola, podobnie jak kapitału społecznego, polega na obniżaniu kosztów transakcyjnych, wpływaniu na ekonomiczną konkurencyjność i ograniczaniu niepewności, jaka istnieje w życiu społecznym i działalności gospodarczej. Zazwyczaj zaufanie zwiększa sprawność gospodarowania, a społeczeństwo pozyskuje dzięki niemu warunki dla szybkiego rozwoju. Nie zawsze jednak ten wpływ jest pozytywny, co zależy od „jakości” tradycji i czynników kulturowych, które tworzą kapitał społeczny. Np. pielęgnowanie relacji opartych na więzach krwi prowadzi do powstania zbyt silnych powiązań rodzinnych, co hamuje rozwój bezosobowych więzi społecznych i wartości uniwersalnych, które są niezbędne dla powstania nowoczesnych organizacji gospodarczych. Przykładem mogą tu być diaspory chińskie w różnych państwach zachodnich, które żyją w zamknięciu, kierują się własnymi kodeksami, odrębnymi dla swoich, a innymi wobec obcych. Posługujemy się tu również pojęciem układów sieciowych, przez które należy rozumieć całą siatkę powiązań, istniejącą wewnątrz raczej zamkniętych i niezbyt licznych grup. W społeczeństwach rozwiniętych układy sieciowe istnieją jako pozakontraktowe relacje w biznesie oparte na pokrewieństwie, więzach towarzyskich, znajomościach zawartych na gruncie społeczności lokalnej, grupy zawodowej itp.; nie są związane pisemną umową, lecz z nieformalnym porozumieniem ufających sobie nawzajem stron. W skrajnej postaci układy sieciowe mogą prowadzić do pojawienia się zjawisk patologicznych, np. protekcji, kumoterstwa, wyłonienia się grup interesów lub struktur mafijnych. Rozmowa z dr. Krzysztofem Kostro z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN.
czwartek, 26 stycznia 2006
biskupi: Glemp i Dziwisz kwiatkiem do kożucha judaizacji Kościoła Rzymskiego Katolickiego
----- Original Message ----- From: SOWA To: O.Jan Mikrut CSsR ; sowa-frankfurt@yahoogroups.de ; kulturzentrum@yahoogroups.de ; kulturzentrum1@yahoogroups.de ; kulturzentrum_@yahoogroups.de Sent: Wednesday, January 25, 2006 6:33 PM Subject: [sowa] + Kiedy mamy zadzwonić do Radia Maryja, żeby zapytać o przyczynę tak niemiłosiernej reakcji Ojca Jana? Nikt i żadna Ustawa nie zabrania przecież informowania o kapusiach, którzy sami się ujawniają. Bo przecież nie jest przyczyną wzburzenia Ojca Jana fakt, że komuś innemu zamieszczano teksty w prasie katolickiej, kiedy jeszcze pomysłu na Radio Maryja nie bylo? A Michałkiewicz - jaki jest, każdy widzi. / znakiem + katolicy zwykli wyrażać pozdrowienie Chrystusowe; młodzi o wielu imponderabiliach zapominają, w zaślepieniu szczęśliwi. ------------------- Pretekstem do rozmowy może być np. informacja prasowa, że biskupi: Glemp i Dziwisz nawołują do zapalenia w piątek świec szabasowych w oknach polskich katolików, co jest niewątpliwie kolejnym kwiatkiem do kożucha judaizacji Kościoła Rzymskiego Katolickiego. - Albo: dlaczego połowa Polaków (51 proc.) ocenia negatywnie pracę Sejmu, a 61 procent ma złe zdanie, albo nie ma dobrego zdania o działalności prezydenta Kaczyńskiego? Z badań CBOS wynika, że dobrze ocenia działalność Lecha Kaczyńskiego niespełna dwie piąte ankietowanych (39 proc.). To znacznie mniej niż w przypadku Aleksandra Kwaśniewskiego, zarówno na początku jego 10-letniej prezydentury, jak i na końcu. Również w pierwszych ocenach Lecha Wałęsy, jako prezydenta (w styczniu 1991 roku), opinii pozytywnych było znacznie więcej (60 proc.), a negatywnych mniej (10 proc.). http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3129664.html - bo na temat procentowego udziału towarzyszy pochodzenia żydowskiego w tajnych strukturach władzy w Polsce (UB i SB) nie ma co dyskutować: IPN zapowiada publikację trzytomowego wydawnictwa z nazwiskami i pochodzeniem narodowym kadry aparatu bezpieczeństwa PRL. http://www.opoka.org.pl/aktualnosci/iar.php?id=28679&action=show
Magda z Frankfurtu Z Bogiem. http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum_/message/519 o dostojników Kościoła omotanych przez siły zła
----- Original Message ----- From: SOWA To: kulturzentrum@yahoogroups.de ; kulturzentrum1@yahoogroups.de ; kulturzentrum_@yahoogroups.de ; sowa-frankfurt@yahoogroups.de Sent: Tuesday, January 24, 2006 9:50 PM Subject: [sowa] Weltsozialforum in Caracas vom 24.-29. Januar 2005; MARTY Cartblanche; PARP 2006; ofiarom ludobójstwa w Turcji w 1915 roku; Ubeckie gadanie w Radiu Maryja; + ad. 7. Rafał Siekiernicki, PRP, 136. Powołanie bezbożników (ateistów): Al. Kwaśniewskiego i W. Jaruzelskiego na świadków świętości Jana Pawła II. jest ciosem wymierzonym w święty Kościół powszechny; módlmy się: o ulgę w cierpieniu dla ludzi i dostojników Kościoła omotanych przez siły zła, o cnotę powściągliwości dla ludzi bez skrupułów, o światło mądrości dla świata. Szczęść Boże abp. Glemp przy szabasowych świecach
dr Zbigniew Hałat ![]() Felieton: Spróbuj pomyśleć Przebogata mowa polska zawiera wiele zapożyczeń, których nie sposób zastąpić rdzennymi odpowiednikami. Dotyczy to nawet tak podstawowego pojęcia jak zaprzeczenie prawdy. Prawda to piękne słowo, miłe duszy i sercu. W logice dwuwartościowej prawda jest jedną z dwóch wartości logicznych, Drugą jest fałsz. Zaprzeczenie prawdy jednak wcale nie wyczerpuje wszystkich znaczeń obcego wyrazu fałsz.Trzytomowy Słownik Języka Polskiego pod redakcją naukową prof. Mieczysława Szymczaka tak definiuje wyraz fałsz: niezgodność z prawdą, nieszczerość, obłuda, kłamstwo. [czytaj][słuchaj][zapisz] Stąd przymiotnik - fałszywy, w takim rozumieniu jak: Niezgodny z prawdą, błędny, niewłaściwy. Fałszywe zeznanie, oskarżenie. Fałszywy donos, alarm. Fałszywe wnioski. Fałszywy krok, czyli nierozważne posunięcie, pociągające za sobą przykre następstwa. Fałszywy to też: obłudny, nieszczery, przewrotny; świadczący o czyjejś obłudzie, nieszczerości, przewrotności. Fałszywy człowiek, sprzymierzeniec. Fałszywi przyjaciele. Fałszywy uśmiech, pocałunek. Fałszywa grzeczność. Fałszywy wstyd. Fałszywa skromność, duma, ambicja. W innym znaczeniu fałszywy to: udający kogoś, podszywający się pod kogoś, pozorny. Fałszywy książę, prorok. Fałszywy świadek, czyli świadek celowo składający zeznania niezgodne z prawdą. Fałszywie - to niezgodnie z prawdą, kłamliwie, błędnie. Zeznawać, donosić fałszywie. Tłumaczyć, rozumieć coś fałszywie. Obłudnie, nieszczerze: uśmiechać się fałszywie. Fałszywość - niezgodność z prawdą, bycie fałszywym. Dowieść fałszywości zdania. Fałszywiec to człowiek fałszywy, obłudny, nieszczery, zaś fałszerz, to ten, kto fałszuje, podrabia coś, trudni się fałszerstwem. Fałszować to sporządzać imitację czegoś, podrabiać coś podając za oryginał, a w przenośni - przedstawiać coś niezgodnie z prawdą, zniekształcać. Fałszować prawdę, fakty, historię, rzeczywistość, czyjeś myśli. Fałszować to także obniżać wartość produktów spożywczych, zachowując pozorną ich jakość. Z Panem Bogiem dr Zbigniew Hałat Szczęść Boże, to miłe, że Rządowe Radio Maryja nie prowadzi już więcej naukowych dysput politycznych z udziałem m.in. prof. Brody z Krakowa, w których prostacko przerywano Laureatom Nobla i Politykom szeroko znanym z tego, że nie zalicza się chyba publicznie do Stricta Observantia. To miłe, że Rządowe Radio Maryja nie atakuje w taki sam bezczelny sposób kardynała Glempa, który wprowadza w polskich, katolickich domach nowy zwyczaj zapalania świec szabasowych począwszy od piątku 27 stycznia 2006 r., a Kaczyński Brothers nie gromi z radiowej ambony za to, że nie wyprowadzają wojsk polskich z państw pozostających w zasięgu 200 atomowych rakiet Israela, z: Iraku, Libanu i Afganistanu. To miłe, że naukowiec o wybitnie słowiańskim imieniu Zbigniew sięga wreszcie po trzytomowy słownik Języka Polskiego, żeby wyjaśnić katolikom w Polsce, co to jest obłuda. Za dawnych czasów, kiedy nie było jeszcze trzytomowego słownika, Radia Maryja i Rządowej Telewizji TRWAM, polskie dzieci - dla odróżniania w życiu obłudy od prawdy - uczono kołtuńskiego, antyfaryzejskiego wierszyka: faryzeusz chleba nie rusz g... żryj, żryj, żryj Mniej miła da polskiego ucha jest zniekształcona, zafałszowana pisownia słowa: CHAŁAT, przez H, ( sugerujące używanie spółgłoski h, jak w ukraińskim Boh); Chałat - wg. tego samego trzytomowego słownika to szeroka wierzchnia odzież przypominająca długi płaszcz, noszona przez niektóre narody Wschodu, "Starozakonni Żydzi w czarnych chałatach" (Tom 1, s. 248. ,wydanie drugie). Słownik wyrazów obcych (wydanie nowe) sytuuje chałat między : chałką a chałturą, chała - to szabasowa bułka żydowska. Potocznie - podaje ten słownik - chałat to okrycie zbyt obszerne, podniszczone (s.167). Natomiast słownik "Historia i kultura Żydów polskich" mówi, że hałat to to samo, codzienne ubranie wierzchnie, które nazywane jest kapote w języku jidisz ( w arabskim chalit), formą i krojem przypominające staropolski żupan szlachecki, wzorowany na strojach tureckich. Nazwisko felietonisty zachęcającego Spróbuj pomyśleć w Rządowym Radio Maryja winno się jednk wymawiać tak między z Bogiem a prawdą, jak Bóg, który z prasłowiańskiego języka dotarł do współczesnej polszczyzny tracąc po drodze twardy jer (coś jak połowę samogłoski) i zastępując konsonantę h przez g. A fałszywiec - w naukowej polszczyźnie potocznej - to zwykły faryzeusz. * *
wtorek, 10 stycznia 2006
Minister Ujazdowski; komunistyczny szpieg Andrzej BYRT nie działał w pojedynkę
Przypisy: http://oswiata.blox.pl/2006/05/Stefan-Kosiewski-OSWIATA-we-Frankfurcie-1992-2002.html Polnisches Kulturzentrum - Frankfurt am Main Sz.Pan Dr. Kazimierz Michał Ujazdowski Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Wielce Szanowny Panie Ministrze, komunistyczny szpieg Andrzej BYRT zatrudniony na posadzie Ambasadora RP w Berlinie nie działał w pojedynkę; oddana na jego usługi siatka szpiegowska aktywna m.in. na terenie Konsulatu Generalnego RP w Kolonii doprowadziła do zaprzestania nauczania języka polskiego w 3 szkołach we Frankfurcie nad Menem, społecznie realizowanego przez polonijne stowarzyszenie Polnischer Schulverein OSWIATA in Frankfurt am Main e.V. , a w Polsce wpływy agenta BYRTA zablokowały przyrzeczone wsparcie finansowe Ministerstwa Kultury dla działań Stowarzyszenia Europejskiego PONS GAULI (vide: zał.) oraz uniemożliwiły przyznanie zapowiedzianych odznaczeń resortowych dla działaczy i nauczycielek Polskiego Ośrodka Kultury we Frankfurcie nad Menem. Informując Pana Ministra o przestępstwach urzędniczych dokonanych przez Andrzeja BYRTA wnoszę o naprawienie szkód wyrządzonych przez opisaną powyżej antypolską działalność. Załączona dokumentacja winna służyć Prokuraturze do wszczęcia postępowania w sprawie. Z wyrzami szacunku łączę życzenia sukcesów w pracy w 2006 roku. Stefan Kosiewski, Prezes Zarządu Czeladź, 7.01.2006
poniedziałek, 19 grudnia 2005
piątek, 04 listopada 2005
02.11.2005 ONZ
Printausgabe vom 02.11.2005 UN bestimmen 27. Januar zum Holocaust-Tag New York. Die Vereinten Nationen haben den 27. Januar offiziell zum Holocaust-Gedenktag ausgerufen. In Deutschland und anderen Ländern wird dieser Tag der Befreiung des Konzentrationslagers Auschwitz heute schon begangen. Die Vollversammlung nahm eine Resolution an, in der alle Mitgliedstaaten aufgerufen werden, an diesem Tag an den Judenmord zu erinnern. Der Präsident der Vollversammlung, Eliasson, sagte, die Erinnerung an den Schrecken des Holocaust müsse einhergehen mit dem ernsthaften Bestreben, neue Verbrechen gegen die Menschlichkeit zu verhindern. Narody Zjednoczony uchwaliły, że 27 stycznia - dzień wyzwolenia obozu Auschwitz - obchodzony będzie jako światowy dzień pamiąci o zagładzie narodu żydowskiego. Przedmowa do drugiego wydania Od pierwszego wydania Historii jednego życia minęło dziesięć lat. Liczne listy czytelników za życia i po śmierci Autora, zapytania i prośby o ponowne ukazanie się książki spowodowały starania o drugie jej wydanie. Oddaję do rąk czytelnika książkę w formie nie zmienionej, z niewielkimi tylko poprawkami dokonanymi własnoręcznie przez Autora. Książka w tej postaci — swego rodzaju dokument minionej epoki — niech spełnia nadal nakreślone jej przez Autora zadania. Hanna Hirszfeldowa
...woda z popękanych od gorąca rur. Łzy kamieniały im w oczach. Mężowie jadąc do obozów pracy wiedzieli, że ich żony i dzieci są wysyłane na śmierć. Młodzież umierała marząc o broni, której kupić nie mogła, dławiąc łzy bezsilnego gniewu. Czy przecierpiał ktoś kiedykolwiek większy ból? Stara legenda głosi, iż przed tronem Boga stoi czara. Są w niej łzy Żydów. Gdy czara wypełni się, Bóg przebaczy wybranemu niegdyś narodowi jego ciężkie winy. Skończą się wówczas jego cierpienia i tułaczy żywot. Czyż mogły te łzy ostatnie nie wypełnić czary? Czyż mają te cierpienia być daremne? Z krwi, która opłynęła mury. może powstać odrodzenie. Naród tułaczy, który żadnej ziemi nie ukochał naprawdę jak własnej ojczyzny, może odnajdzie wreszcie po wiekach swą Ziemię Obiecaną". Opisuję ostatnie walki Żydów według dokumentów opublikowanych przez wydawnictwo konspiracyjne. Działo się to w kwietniu 1943 roku. Mieszkałem wówczas w Miłośnie. Z daleka słyszałem wystrzały armatnie, odgłosy bomb i widziałem łunę pożarów. To ginęła resztka Żydów. Tych, co nie chcieli iść na rzeź jak bierna masa skazańców, lecz woleli zginąć śmiercią żołnierza. Czułem ich ból: nie ból bohatera, co ginie z myślą, że będzie zaczątkiem nowego życia. Lecz ból bezimiennej śmierci, której nie dostrzega ten, dla którego się ginie. Dlaczego nie przybywa jakiś samolot, by przynieść im wieść od ich narodu? Choć nie pomoże, ale powie: „Patrzymy na waszą śmierć. Patrzymy z bólem i dumą. I przysięgamy, że żyć będziecie w pamięci pokoleń. Że z waszej śmierci uczynimy hasło przyszłego czynu. I chęci trwania. I że tej śmierci nie przebaczymy nigdy". I myślę, dlaczego Żydzi na świecie pozwalają ginąć swoim braciom bez męskiej pociechy, i że z ich śmierci powstanie legenda, która zapewni im nieśmiertelność w pamięci i miłość przyszłych pokoleń. Dlaczego nie słyszy się odgłosów protestu na świecie? Co robią Żydzi w chwili, gdy mordują resztki ich umęczonego narodu? 402 |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
| |||||||||||||||||||