Bóg, Honor, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - od 1999 jako biuletyn Konserwatysta Małopolski ISSN 1773-3946
niedziela, 23 sierpnia 2009
Biskup Limburga/ Bischof von Limburg Dr. Franz-Peter Tebartz van Elst in Frankfurt am Main am 23.August 2009
Bischof  Dr. Franz-Peter Tebartz van Elst wideo
3:46
Bischf von Limburg Dr. Franz-Peter Tebartz van Elst in Frankfurt am Main am 23.August 2009
Od Der Bischof

niedziela, 02 sierpnia 2009
Zydzi powinni zostawić nas w spokoju

bp. Fellay.jpg
Bischof Fellay bei den Priesterweihen in Ecône. © Bild: dici.org
Klarowne słowa na temat mieszania się w ostatnim czasie: " Nie wiem, czy żydzi modlą się za nas, ale chciałbym powiedzieć, że to jest ich problem".

(kreuz.net) Nie wyznaczono jeszcze daty rozpoczęcia dialogu Bractwa św. Piusa X. z Watykanem: "Ale wnioskujemy, że  będzie to październik".

Tak powiedział dzisiaj (piątek, 31 lipca 2009) przełożony lefebrystów bp Bernard Fellay w wywiadzie udzielonym włoskiej agencji informycyjnej ‘apcom’.


Tekst wypowiedzi biskupa został 0patrzony fotografiami, które zmierzają do przedstawienia go w negatywnym świetle.


Ekscelencja Fellay zamierza pojechać na rozpoczęcie dialogu do Rzymu: "Komisja złożona z trzech do czterech osób została już powołana. Nie możemy jednak podać nazwisk, żeby uniknąć wszelkiego rodzaju nacisków".

Jasne, klarowne słowa znajduje Eksc. Fellay także na temat żydowskiego mieszania się do wewnętrznych spraw Kościoła: "Przeszkadza mi, kiedy widzę żydów troszczących się o wewnętrze sprawy Kościoła Katolickiego".   

Dodaje: "To nie jest ich religia. Powinni nas zostawić w spokoju. Jeżeli chcemy się modlić za żydami, to modlimy się za żydami, jak tylko chcemy".

"Nie wiem, czy żydzi modlą się za nami, ale chciałbym powiedzieć, że to jest ich problem".


Biskup nie przemilcza faktu, że Papież i Watykan zostali poddani naciskom zorganizowanego żydostwa.


Jest to dla niego "szczególnie delikatny i gorący" temat: "Musimy wyjść z tego niedobrego klimatu".
Doszło do nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, który nie powinien mieć miejsca.  W tym sensie należy rozumieć zagniewanie żydów.

W stosunku Kościoła do Bractwa nie może Eksc. Fellay jeszcze dostrzec żadnych większych  zmian: "Zmieniło się to, iż najnowsze Motu Proprio ‘Ecclesiae Unitatem’ skoncentrowało naszą uwagę na zagadnieniach nauczania.


O to Bractwo prosiło już w 2000 roku.

Bractwo reprezentuje zdaniem Eksc. Fellaya od dawna "jasną pozycję".  Jest także gotowe ją zachować.


Aktualną działalność Bractwa  łączy z "podstawowymi zasadami". "Chodzi o okoliczności, w których Kościół znajduje się obecnie a które my nazywamy niebezpieczeństwem".

http://www.kreuz.net/article.9587.html

środa, 01 lipca 2009
Nawiedzenie 2 lipca, w dniu dojrzewania poziomek w lesie; masoneria soborowa walcząc z Tradycją Katolicką przesunęła święto


Katolicy tradycyjnie, tzn. zawsze, od ustanowienia przed wiekami tego święta, przypominają o Nawiedzeniu Najświętszej Maryi Panny 2 lipca, w dniu dojrzewania poziomek w lesie; masoneria soborowa walcząc z tradycją katolicką dokonała przesunięcia tego święta na inny dzień
http://www.fotka.pl/albumy/sowa/2,Katolicy
Katolicy świętują Nawiedzenie 2 lipca, a masoneria soborowa naruszyła Tradycję w Kościele, przestawiła to święto na inny dzień


Katolicy od zawsze świętują Nawiedzenie 2 lipca, a masoneria soborowa naruszyła Tradycję w Kościele, przestawiła to święto na inny dzień

http://www.fotka.pl/albumy/sowa/2,Katolicy/26936605,nawiedzenie_2_lipca,

wtorek, 19 maja 2009
"Polonia en la Cristiandad 966-1966" Publishing House "Ediciones del Aguila Coronada" Wydawnictwo Orła Koronowanego
Books published by me under my own Publishing House "Ediciones del Aguila Coronada"
15 maja o 12:27 · Skomentuj · · Udostępnij

Sowa Magazyn Europejski
Sowa Magazyn Europejski "Polonia en la Cristiandad 966-1966" - Ks. Walerian Meysztowicz - 1987 - Traducción del original en francés por Krystyna Kopytynska
"Polonia 1966 -1987" - Ks. Michal Poradowski
"Las ideas Sociales de Solidarnosc 1980 -1987" - Mgr. Witold Roman Kopytynski
El libro contiene tres secciones, cada una por los autores mencionados
http://www.facebook.com/profile.php?id=1235614229&ref=mf
wtorek, 17 marca 2009
Jan Podgórski, Roman Catholic Faithfull, Prezes Oddziału w Chicago: W obronie Papieża Benedykta XVI
Od PKN

                        LIST OTWARTY

  

                                     DO WSZYSTKICH LUDZI DOBREJ WOLI

                                  W obronie Papieża Benedykta XVI

            „Po owocach ich rozpoznajcie ich… Kto nie zgromadza ze Mną, ten rozprasza”  znane słowa Chrystusa są szczególnie aktualne w naszych czasach, kiedy namnożyło się fałszywych proroków, którzy oficjalnie deklarują się Jego uczniami, ale swoimi czynami świadczą, że są Jego nieprzyjaciółmi i zmierzają do zniszczenia Jego Kościoła. Ostatnio światowego rozgłosu nabrała sprawa formalnego zdjęcia ekskomuniki z czterech biskupów, konsekrowanych 30 czerwca 1988 roku przez arcybpa Marcela Lefebvre i Antonio de Castro Mayera.

Mówimy „formalnego” zdjęcia ekskomuniki, ponieważ okoliczności konsekracji tych czterech biskupów były takie, że z tego powodu nie zaistniała ekskomunika. Ekskomunikę ogłosiły w dniu 1 lipca 1988 roku siły dywersyjne w Watykanie, ponieważ cała działalność arcybpa Lefebvre i założonego przez niego Stowarzyszenia św. Piusa X uderzała w antykatolickie  zmiany, jakie wprowadzano pod pretekstem uchwał soborowych, których nigdy nie było. 

Przyczyną nagłośnienia i sprzeciwu wobec zdjęcia tej pozornej ekskomuniki są dwie rzeczy: 1/ Oznacza to przywrócenie tych biskupów i całego Stowarzyszenia do pełnej łączności ze Stolicą Apostolską oraz oficjalną rehabilitację ludzi broniących odważnie prawdziwej Wiary Katolickiej. 2/ Zdjęcie ekskomuniki zbiegło się z wypowiedzią jednego z czterech biskupów Richarda Williamsona, który w wywiadzie dla prasy w Szwajcarii wyraził się niezgodnie z lansowanym dogmatem o żydowskim holocauście.

Obydwie sprawy wywołały istny huragan ataków na Papieża. Są to ataki od ludzi z wewnątrz Kościoła i od ludzi z zewnątrz Kościoła. Tylko jest pytanie, kto i dla jakich powodów atakuje Benedykta XVI?  Udokumentowane fakty z najnowszych dziejów katolicyzmu pokazują jasno, że Kościół Katolicki został przefiltrowany przez tysiące agentów masonerii i komunizmu. To ci agenci, przebrani za kardynałów, biskupów, wpływowych księży i aktywnych katolików świeckich, wprowadzają i utrwalają  zmiany kościelne, które zmierzają do „rozmiękczenia” katolicyzmu od wewnątrz, a w końcu do usunięcia Chrystusa i Jego nauki z życia ludzkiego. To właśnie ci ukryci w Kościele agenci podnieśli wielki krzyk przeciwko zdjęciu ekskomuniki z członków Stowarzyszenia św. Piusa X z czterema biskupami na czele.


Atakujący Papieża z zewnątrz to są Żydzi ukształtowani na przewrotnych zasadach Talmudu.

To oni narzucają światu stworzony przez nich dogmat o holocauście Żydów, zabraniając na siłę historycznych badań na temat, jaka była liczba pomordowanych Żydów i kto był głównym inspiratorem, organizatorem i wykonawcą planu wymordowania europejskiej biedoty żydowskiej, którą światowe przywództwo talmudycznych Żydów uznało za przeszkodę na drodze do zdobycia władzy nad całym światem.

Mordowanie niewinnych ludzi jest ludobójstwem potępionym przez wszystkich normalnych ludzi. Ale wiek XX zapisał się holocaustem nie tylko Żydów. Narody pod władzą talmudystów w komuniźmie mają swój holocaust, którego głównymi sprawcami byli Żydzi talmudyści. To oni w samej Rosji wymordowali kilkadziesiąt milionów chrześcijan. Dlaczego przywództwo żydowskie przemilcza holocaust chrześcijan? Dlaczego ofiary holocaustu chrześcijan nie otrzymały żadnego odszkodowania materialnego? A co talmudyści chcą uzyskać, atakując Papieża za zdjęcie ekskomuniki z biskupa Williamsona?

Zdjęcie ekskomuniki dotyczy sprawy czysto kościelnej i nie ma nic wspólnego z holocaustem Żydów. Przez ataki na Benedykta XVI z powodu zdjęcia ekskomuniki przywódcy żydowscy wyraźnie chcą użyć autorytetu Papieża do potwierdzenia sfabrykowanego przez nich dogmatu o holocauście Żydów.

Masowe mordy, dokonane w XX wieku na wielu narodach, są ludobójstwem, o którym trzeba zawsze pamiętać i zawsze je potępić. Ale dla ludzi mających otwarte oczy jasne jest, że te same siły, które dokonały masowych mordów w obozach zagłady, w więzieniach i w egzekucjach na otwartym polu, od lat dokonują holocaustu na wielu narodach przez planowe zatrucie żywności, przez szkodliwe lekarstwa i przez narzucaną demoralizację moralną pod pretekstem ujednolicania świata.

Te ludobójcze siły wymordowały miliony i miliony ludzi w przeszłości, a przygotowują zbrodnicze wyniszczenie miliardów ludzi w najbliższej przyszłości (patrz: dr. John Coleman – „Conspirators’ Hierarchy”, s.162-166). Zatruta chemią i planowo zmieniana genetycznie żywność powoduje, że w piątym pokoleniu ludzie staną się całkowicie niepłodni, nie mówiąc o masowych chorobach.

Takie same ludobójcze siły ujawniły się już przy Mojżeszu, kiedy otrzymywał Dekalog od Pana Boga; takie same siły zabiły Chrystusa. Obecnie takie same siły uruchomiły olbrzymią machinę wyniszczenia ludzkości, a w Kościele dokonały olbrzymiego zniszczenia katolicyzmu od wewnątrz, podnosząc wielki krzyk przeciwko Benedyktowi XVI, który usiłuje przywrócić prawdziwie katolickie formy Kultu Boga. Są to ślepe siły zła.

 Ich głównym narzędziem w usuwaniu Boga i Jego przykazań z życia ludzkiego są wielkie media, przez które na miejsce zasad Dekalogu wprowadzają ludobójczą „poprawność polityczną”, obowiązującą w „cywilizacji śmierci”, w której ostatecznie wszyscy przeznaczeni są do zniszczenia. Siły zła mają to do siebie, że najpierw niszczą innych, a w końcu zniszczą i tych, którzy są na ich usługach.

Nadeszły dni największych w dziejach zmagań sił zła z siłami dobra. Papież jest najwyższym w świecie autorytetem moralnym, który reprezentuje siły dobra w tej wielkiej próbie ludzkości. Niech wszyscy katolicy na świecie - każdy według swoich możliwości - okażą czynne poparcie dla Papieża Benedykta XVI w tym huraganie ataków na niego. Postawa wobec ataków na Papieża wykaże, którzy duchowni, którzy działacze katoliccy, są prawdziwymi wyznawcami Chrystusa.

Zwracamy się też do wszystkich ludzi dobrej woli, aby również okazywali poparcie dla Papieża, który staje w obronie wszystkich pokrzywdzonych i zagrożonych przez zorganizowane siły zła. Poparcie dla Papieża jest wkładem w obronę „cywilizacji życia”, która jest budowana przez wszystkich ludzi uznających życiodajne niezmienne prawa natury, ustanowione przez Boga-Stwórcę świata.

            Roman Catholic Faithfull, Prezes Oddziału w Chicago

Chicago, 14 marzec 2009r.                                                            Jan Podgórski

Rób kopie I wysyłaj do wszystkich urzędów kościelnych i świeckich!
http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum/message/2070
niedziela, 15 marca 2009
Ks. Dariusz J. Olewiński: W obronie mszy św. i tradycji katolickiej. 10. Nie tylko Lefebvre

(...)
Wspomniane Bractwo Kapłańskie Św. Piotra (Fraternitas Sacer-dotalis Sancti Petri) założone zostało 18 lipca 1988 r. przez kilku księ­ży, którzy, pragnąc poświęcić się w łączności z Ojcem świętym kulty­wowaniu klasycznej liturgii, teologii i duchowości katolickiej, odłączyli się od abpa Lefebvre'a z powodu podjęcia przez niego święceń bisku­pich. Już w trzy miesiące później (18 października 1988 r.) - ta ry-chlość wydaje się być zupełnym ewenementem w historii Kościoła -zostało ono przez Stolicę Apostolską uznane jako, według pojęć prawa kanonicznego, stowarzyszenie życia apostolskiego (societas vilae apo-stolicae)[41] na prawie papieskim.[42] Według danych z grudnia 1995 r. Bractwo liczyło 65 księży, 13 diakonów. 64 alumnów i 36 kandydatów; ma dwa seminaria: w Niemczech (Wigratzbad w diecezji Augsburg) i w Stanach Zjednoczonych (Elmhurst w diecezji Scranton).[43] W czerwcu 1996 r. liczba kapłanów wzrosła do 78, a przyjęto ponad 30 nowych kandydatów. Obecnie najwięcej powołań pochodzi z Francji i ze Sta­nów Zjednoczonych. Najwięcej zaproszeń do pracy duszpasterskiej Bractwo otrzymuje z Ameryki Płn., skąd już kilkunastu biskupów po­prosiło o przysłanie księży. Już teraz w Stanach Zjednoczonych co nie­dzielę uczestniczy w Mszach św. obrządku klasycznego od 50 do 75 tysięcy wiernych, choć zainteresowanie jest o wiele większe, a zarówno kapłani jak wierni muszą pokonywać często setki kilometrów w drodze do swych kościołów.[44] Bractwo działa także w wielu diecezjach Fran­cji (m.in. Bcsancon, Lyon. Versailles). Niemiec (Stuttgart. Augsburg) oraz Austrii (Wiedeń, Salzburg, Linz, St.Pólten), i stale rozszerza swoją działalność. Mimo stałego i szybkiego wzrostu liczby członków nie nadąża jednak za potrzebami.

Tradycyjna liturgia najbardziej dynamicznie rozpowszechnia się we Francji, gdzie, według danych z początku 1996 r., istnieje ponad sto kościołów i kaplic, w których regularnie odprawiana jest Msza św. zgodnie z wytycznymi Ojca św. w Motu proprio z 1988 r.[45] Równo­cześnie trzeba jednak stwierdzić, że większość biskupów nic umożliwia - wbrew wyraźnej woli Ojca św.[46] - spełnienia uprawnionych życzeń wiernych co do uczestnictwa w tradycyjnej liturgii. Gdyby nic istniały tego typu ograniczenia, to Msza św. odprawiana byłaby w wielu więcej miejsc i przy większym udziale ludu. Dane te nie obejmują oczywiście kaplic i kościołów Bractwa Św. Piusa X oraz związanych z tym Brac­twem wspólnot zakonnych, a są one dość liczne. Fakt takiej liczebności jest o tyle bardziej znaczący, że właśnie Francja uchodzi bodajże za najbardziej zsekularyzowany kraj Europy Zachodniej.

W skali światowej Papieska Komisji Ecclesia Dei erygowała kano­nicznie prócz Bractwa Kapłańskiego Św. Piotra także inne młode wspólnoty zachowujące tradycyjną liturgię (...)

Nie można podać danych o liczbie Mszy św. tradycyjnych w po­szczególnych diecezjach na całym świecie, gdyż nic ma żadnej central­nej statystyki w tej dziedzinie i nawet sama Stolica Apostolska nie dys­ponuje informacjami na ten temat. Źródła prasowe podają, że np. w 100 spośród 181 diecezji Stanów Zjednoczonych odbywają się regular­nie Msze św. w klasycznym obrządku za pozwoleniem biskupów. W samym Nowym Jorku sprawowanych jest w niedziele i święta pięć ta­kich Mszy świętych.[49]

Także w Polsce w kilku diecezjach za zgodą władz kościelnych jest odprawiana regularnie Msza św. w klasycznym obrządku: od 1994 r. w Poznaniu i Katowicach, od 1995 r. w Krakowie, a ostatnio także w Warszawie. Wprawdzie np. w Poznaniu abp J. Stroba postawił waru­nek, że nie wolno, by liczba uczestników tej Mszy św. powiększała się, a wyznaczona dla niej kaplica jest praktycznie „w ukryciu", to jednak widać, że nie można zakazać tego obrządku, którym żyły pokolenia katolików poprzez kilkanaście stuleci i który jeszcze trzydzieści lat te­mu obowiązywał powszechnie w Kościele. Również wierni w Lublinie złożyli w grudniu 1995 r. petycję o Mszę św. na ręce abpa B. Pylaka, który, przyjąwszy prośbę, wyraził zgodę nawet na coniedzielną celebra­cję. Niestety w kilka tygodni później, gdy wobec przeciągających się ustaleń co do szczegółów zrealizowania petycji wierni poprosili o pi­semną zgodę, odmówiono im.

Mimo wszystko można mówić także o takich znakach, które po­zwalają z nadzieją patrzeć w przyszłość. Szczególnie w młodym poko­leniu tzw. posoborowym powstaje szukanie tego, co zostało wyelimi­nowane wraz z tradycyjną liturgią. Oczywiście odkrycie tego skarbca Kościoła, którym żyły pokolenia katolików od zarania historii chrze­ścijaństwa, wymaga sporo samodzielności myślenia, hartu ducha, doj­rzałej wiary i odwagi płynięcia pod prąd, wbrew powszechnej propa­gandzie modernistycznej, jawnie popieranej czy nawet bezpośrednio prowadzonej przez demoliberalnc mass media. Coraz bardziej jednak budzi się pragnienie sięgania do korzeni, przebicia się przez skorupę oszukańczej płycizny modernizmu i czerpania z głębi katolickich źró­deł, brutalnie przez ostatnie dziesięciolecia przysypywanych śmieciamistarych herezji, podających się za nowoczesne. Rośnie opór młodego pokolenia wobec odbierania mu trwałych prawd, wartości i ideałów, wobec wszczepiania mu młodocianych występków poprzedniej genera­cji i wciągania go w zmurszałą rebelię lat sześćdziesiątych. Podczas gdy kościoły i klasztory modernistów coraz bardziej pustoszeją (modernizm jest duchowo jałowy) i przekształcają się w instytucje wy-poczynkowo-rozrywkowe, coraz więcej młodych ludzi zwraca się ku tradycji duchowej, intelektualnej i liturgicznej Kościoła. Np. we Francji niezwykłym fenomenem są kilkunastotysięczne rzesze młodzieży, mło­dych rodzin i dzieci na corocznej, odbywanej już od 14 lat pielgrzymce pieszej z Paryża do Chartres, organizowanej przez katolików świeckich wraz z kapłanami celebrującymi tradycyjną liturgię.[50] Podobnie ko­ścioły, w których sprawowana jest taka liturgia, wypełnione są wier­nymi, wbrew przypuszczeniom, w dużej mierze właśnie młodymi i dziećmi.

Prócz wspomnianych wyżej wspólnot trzymających się liturgii tra­dycyjnej powstają i szybko rozwijają się inne młode zgromadzenia, wierne przede wszystkim tradycji duchowej i teologicznej Kościoła, jak Wspólnota Św Jana (Communaute St. Jean), założona przez domini­kanina o. Marie-Dominiąue Philippe, czy Wspólnota Św. Marcina (Communaute St. Martin), założona przez biskupa Guerin.[51]

Także w Polsce rozwija się ruch tradycyjny, istnieje kilka jego ośrodków, przede wszystkim w Warszawie. Poznaniu, Krakowie i Gdańsku. Najbardziej specjalistyczne w dziedzinie liturgii tradycyjnej jest pismo Nova et Vetera, redagowane w Poznaniu przez Konrada Szymańskiego i Jana Filipa Libickiego (...).
piątek, 06 marca 2009
Sten Sandmark and the SSPX. in Sweden

foto: Tomas Königson


 
czwartek, 12 lutego 2009
bp Bernard Fellay FSSPX To nie Bractwo stanowi problem


Link to bp bp Bernard Fellay FSSPX To nie Bractwo stanowi problem pdf

(...) Kiedy po raz ostatni byłem w Rzymie, w listopadzie ubiegłego roku, dowiedziałem się, że papież powiedział do swego otoczenia, że nie chce słyszeć słowa „schizmatycki” w odniesieniu do FSSPX. Gdy w motu proprio wyjaśniał on powód, dlaczego zostało ono ogłoszone i wspomniał nas przy tej okazji, napisał, że chodzi o wewnętrzną sprawę pojednania wewnątrz Kościoła. „Wewnętrzna” i „w” nie znaczy „poza”. Ukazuje wam to stan Kościoła. Musimy patrzeć całościowo. Na przykład gdy rozważamy motu proprio, musimy uwzględniać zarówno intencje papieża, jak i reakcje biskupów.

13 stycznia 2008 r. kard. Castrillón Hoyos udzielił wywiadu agencji Zenit, podczas którego jasno oświadczył, że w 1988 r. ekskomunika dotknęła jedynie biskupów. Żaden kapłan ani wierny nie został ekskomunikowany. Tego samego dnia w Polsce arcybiskup Gdańska kazał odczytać w kościołach swej diecezji list, w którym twierdził, że każdy wierny, który uczestniczy w Mszach sprawowanych przez kapłanów FSSPX, jest ekskomunikowany. Było to tego samego dnia! To absurdalne. Pokazuje to jednak chaos panujący obecnie w Kościele.

Dzieją się jednak również dobre rzeczy, jak samo motu proprio i powrót licznych kapłanów do starej Mszy. Niektórzy są szczerzy, ale nie wszyscy. Potrzeba wam więc więcej roztropności. Nie angażujcie się w niepewne przedsięwzięcia. Nie wystarczy, gdy tak po prostu poprosicie najbliższego proboszcza, by odprawił dla was starą Mszę. Oczywiście zachęcajcie go do tego, nie angażujcie się jednak w sytuacje moralnie nie do przyjęcia. W tym samym czasie walka trwa dalej. Nie skończyła się. Musicie być przygotowani na długą walkę.

Oczywiście w walce tej musimy zawsze pamiętać, że najważniejsze jest to, czego nie widzimy. Tym, co jest najważniejsze, jest zbawienie lub potępienie dusz. Bóg posługuje się wszystkim dla ich zbawienia. Są jednak i krzyże, i to od nas zależy, czy je przyjmiemy, czy też odrzucimy. Stąd właśnie konieczność modlitwy o wierność. Członkowie Kościoła nazywani są „wiernymi” – jaki to piękny tytuł. Musimy modlić się o tę łaskę, o codzienną wierność w małych rzeczach. Sam Zbawiciel obiecał, że wierne wykonywanie naszych obowiązków stanu w małych rzeczach jest gwarancją pomocy Jego łaski w rzeczach wielkich.

Nie wolno nam o tym zapominać. Pan Jezus obiecał, że będzie z nami i wspomoże nas swoją łaską. Możemy być absolutnie pewni, że jeśli dusza naprawdę chce być zbawiona, będzie zbawiona. Oczywiście, jeśli dusza naprawdę chce być zbawiona, będzie zachowywała przykazania, przystępowała często do sakramentów etc. Jeśli dusza pragnie Boga, Bóg jej nie opuści. Myśleć inaczej byłoby bluźnierstwem. Musimy więc umacniać nasze serca odwagą. Bóg jest wszechmocny. Pozostańmy po stronie Najświętszej Maryi Panny, a wszystko będzie pracować dla naszego dobra. Ω

Tekst za „The Angelus”. Tłumaczył Tomasz Maszczyk.  Zawsze wierni nr 12/ 2008, nr 1/ 2009

http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1253
http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1260

wtorek, 03 lutego 2009
bp Bernard Fellay, FSSPX: To nie Bractwo stanowi problem

 (...) patrzy się obecnie w sposób bardziej pozytywny na świat i rzeczy, które uprzednio traktowano jako sprzeczne z nauką Kościoła lub przynajmniej mu obce, na przykład inne religie. Niegdyś mówiliśmy: „fałszywe religie”. Wyrażenie to po prostu znikło ze słownictwa Kościoła. Nie znajdziecie go nigdzie we współczesnych dokumentach ogłaszanych przez Rzym. Zostało wymazane. Czy oznacza to, że inne religie są mniej fałszywe niż wcześniej? Absolutnie nie. Ukazuje to jednak zmianę nastawienia. „Skupmy się raczej na tym, co nas łączy, niż na tym, co nas dzieli” – mówią moderniści.
Oczywiście w każdym błędzie jest jakiś element prawdy. To dzięki tym elementom prawdy błąd może zaistnieć. Błędem w czystej postaci nikt by się nie zainteresował. Dobre elementy wymieszane ze złymi umożliwiają szerzenie się błędu. Jeśli mówisz protestantowi jedynie o tych rzeczach, w który się zgadzacie, utwierdzasz go tylko w jego błędzie. Wskazujesz na to, co jest w jego wierze dobre, jest on więc zadowolony z tego, co do niego mówisz. Jeśli jednak nie będziesz mówić mu o jego błędach, jak ma on poznać, że z jego religią coś jest nie w porządku? (...) Jeśli będziecie wspominać mu jedynie o rzeczach, co do których ma rację, nigdy nie doprowadzicie do jego nawrócenia.

Na koniec trzeba powiedzieć, że ów przyjacielski stosunek do każdego jest bardzo fałszywie pojmowanym miłosierdziem. Jest on rzeczywiście często nazywany „miłosierdziem”, gdyż pojęcie to zostało w naszych czasach straszliwie zafałszowane. Często można usłyszeć, jak mówi się wyznawcom fałszywych religii: „Bądź dobrym protestantem (czy kimś innym), a osiągniesz zbawienie”. To tak jakbyście spotkali na dworcu kolejowym kogoś, kto pragnie dojechać do Nowego Jorku. Jednak zauważacie, że właśnie pakuje się do pociągu odjeżdżającego do Albany. Czy powiedzielibyście tej osobie: „Ten pociąg wygląda na ładny i wygodny, podróż będzie się panu podobała”? Gdybyście wiedzieli, że znajduje się on w złym pociągu i odjedzie w niewłaściwym kierunku, w żadnym wypadku nie moglibyście nazwać takiego postępowania miłosierdziem. W takim przypadku oszukiwalibyście go. Gdyby człowiek ten odkrył, że byliście świadomi jego pomyłki, byłby na was wściekły. Powinniście mu powiedzieć: „Przepraszam, pociąg może wydawać się panu dobry, ale jeśli chce się pan dostać do Nowego Jorku, musi pan wsiąść do innego”.
Modlitwa wielkopiątkowa

W tym roku papież Benedykt XVI zmienił modlitwę za żydów w tradycyjnej liturgii Wielkiego Piątku. Wiem, że ta zmiana wywołała wiele kontrowersji. Musimy na początku zauważyć, że zmiana ta nastąpiła wskutek nacisku ze strony Ligi Przeciwko Zniesławianiu, której przewodniczącym jest Abraham Foxman, a która jest bardzo aktywną grupą nacisku działającą z zewnątrz Kościoła. Papież czuł się więc zobligowany do dokonania tej zmiany.
Co zmienił? Modlitwę należącą do najstarszych modlitw Kościoła, modlitwę wielkopiątkową, której początki sięgają co najmniej III wieku. Była więc bardziej nawet starożytna, niż liczne części Mszy. Są to modlitwy bardzo czcigodne ze względu na swą starożytność, są one prawdziwym skarbem Kościoła katolickiego. Już to uprawnia nas do zadania pytania: „Jak można mieć śmiałość, by tknąć taką modlitwę?”. Modlitwa ta nigdy nie stanowiła problemu i była odmawiana przez całe wieki. Jak można dziś twierdzić, że jest niestosowna? To pierwszy poważny argument przeciwko zmianie.
Po drugie, jeśli przyjrzycie się nowej modlitwie, zauważycie, że została zmieniona gruntownie, choć na pierwszy rzut oka można tego nie zauważyć. W nowej modlitwie prosi się, by żydzi zostali „oświeceni” i „uznali naszego Pana Jezusa Chrystusa” za swego Zbawiciela. Prośby te są całkowicie stosowne. Jeśli czytacie tylko ten fragment, brzmi to całkiem dobrze. Modlimy się, by żydzi uznali naszego Pana Jezusa Chrystusa za swego Zbawiciela. Jak dotąd wszystko jst w porządku.
Problem polega na tym, że zastąpiono starą modlitwę, która mówi o „zaślepieniu” i „ciemności”. Mówiąc o „oświeceniu”, nie ma się na myśli oświecenia kogoś, kto już posiada światło. Rzym pragnął jednak usunąć wszystko, co mogłoby urazić żydów. Ale czy żydzi przejmowali się kiedykolwiek modlitwą odmawianą w Kościele jeden raz w roku? Po to, by wiedzieć o samym jej istnieniu, musieliby odebrać bardzo gruntowne wykształcenie. Wszystko to jest zatem elementem polityki, nie ma nic wspólnego z religią.
Jest jednak jeszcze coś gorszego: zmieniono znaczenie całej modlitwy. Modlitwa ta składa się z dwóch części: pierwsza część podaje sam powód jej odmawiania. O niej mówiliśmy przed chwilą. Jest jednak i druga część – która została dogłębnie zmieniona. (...) W części tej czyni się aluzję do ustępu Listu św. Pawła do Rzymian. Apostoł mówi nam w nim o tym, co wydarzy się na końcu czasów, że kiedy wszystkie narody wejdą do Kościoła, również żydzi się nawrócą. Powrócą oni do Boga na samym końcu. Ich nawrócenie jest jednym ze znaków końca czasów. I to właśnie znajdujemy w drugiej części modlitwy wielkopiątkowej.
Znamy też pewien komentarz do tej modlitwy, komentarz, który jest bardzo ciekawy i może pomóc osobom mającym jeszcze wątpliwości co do naszego stanowiska w tej kwestii. Komentarz ów pochodzi od osoby odpowiedzialnej w Kościele za ekumenizm oraz za relacje z żydami – od kard. Kaspera. 7 lutego 2008 r. mówił on o modlitwie za żydów na falach Radia Watykańskiego. Stwierdził, że papież usunął to, co raziło żydów, wszelkie negatywne określenia odnośnie do ich postawy. Nie mógł jednak pominąć zasadniczego faktu, że nasz Pan Jezus Chrystus jest Zbawicielem. Kard. Kasper powiedział też, że kiedy modlitwa ta mówi o konwersji, należy pamiętać, że ustęp ten odnosi się do końca czasów i że Kościół nie ma w stosunku do żydów „misji”, jaką ma w stosunku do pogan. Wyraźnie podkreślił, że nie powinniśmy traktować żydów tak jak wszystkich innych. Zapewnił też, że Kościół nie zamierza próbować nawracać żydów. Gdy czytamy taki komentarz odnośnie do nowej modlitwy, żadne dodatkowe wyjaśnienia naszego stanowiska nie są potrzebne.
Nie powinniście więc uważać, że walka dobiegła końca (...)

II Sobór Watykański stworzył warunki, dzięki którym do krwiobiegu Kościoła wprowadzone zostały liczne nowe idee. Idee te, głoszone na uniwersytetach i w seminariach, były przed soborem zwalczane i potępiane przez Magisterium. Sobór jednak „zalegalizował” je – zwłaszcza duch, który mu towarzyszył – i w ten sposób oficjalnie dostały się do krwiobiegu Kościoła. Na tym właśnie polega najbardziej niszczycielski aspekt obecnego kryzysu. To naprawdę szokujące, że wielkie nazwiska z czasu soboru są w istocie nazwiskami kapłanów i prałatów, którzy jakieś 10 lat wcześniej zostali potępieni.
W 1950 r. Pius XII ogłosił encyklikę o współczesnych błędach – Humani generis. Jeden z tych błędów polegał na braku rozróżnienia pomiędzy porządkiem naturalnym i nadprzyrodzonym. Nie wymieniono żadnych nazwisk, jednak krótko przedtem pewien jezuita opublikował książkę zatytułowaną Surnaturel, w której owe dwa porządki były pomieszane. W 1950 r. zmuszono go do ustąpienia z katedry teologii w Lyonie, a jego książka została potępiona. Nazywał się Henryk de Lubac. Uważa się go powszechnie za najbardziej wpływowego człowieka podczas II Soboru Watykańskiego. Sam Benedykt XVI twierdzi, że wywierał na niego wpływ i inspirował go. Człowiek, który przed soborem został usunięty z piastowanego stanowiska, został po jego zakończeniu, ze względu na głoszone poglądy, mianowany kardynałem.
W 1952 r. pewien dominikanin, który posiadał na soborze podobny wpływ jak Henryk de Lubac, napisał książkę zatytułowaną Prawdziwa i fałszywa reforma w Kościele. Została ona również potępiona, a o. Iwon Congar OP musiał udać się na wygnanie i zaprzestać nauczania. Później jednak został zaproszony osobiście przez papieża, by podczas II Soboru Watykańskiego pełnił rolę eksperta. Sam był tym faktem zdziwiony: „Zostałem potępiony, a jednak zwracają się do mnie?”. Można powiedzieć, że jego reakcja była w jakiś sposób zdrowa.
W 1954 r. poproszono pewnego amerykańskiego księdza o napisanie obrony teorii szczególnie popularnej w Ameryce, traktującej o rozdziale między Kościołem a państwem. W wyniku tego ks. Jan Courtney Murray SI został potępiony, jednak jego idee miały częściowo odżyć podczas soboru pod nazwą „wolności religijnej”.
Inny sławny jezuita, ks. Karol Rahner, był podczas soboru osobistością tak wpływową, że ktoś ukuł nawet powiedzenie: Rahner locutus est, causa finita1. W latach 1950. Rahner był traktowany przez Święte Oficjum z podejrzliwością, i to do tego stopnia, że w ogóle zakazano mu publikacji bez wcześniejszego przedstawienia tekstu do akceptacji Stolicy Apostolskiej. (...) Nadzór nad nim cofnięto po osobistej interwencji kanclerza Adenauera.
Nie sposób nie wspomnieć tu również o dom Lambercie Beaduinie OSB, uważanym za ojca ekumenizmu. Zmarł on przed rozpoczęciem soboru.
Co natychmiast rzuca się w oczy, to fakt, że wszyscy ci ludzie, którzy byli podczas soboru bardzo wpływowymi osobistościami, zostali potępieni albo obłożeni cenzurami przez Kościół za pontyfikatu Piusa XII. Słynny ks. Bugnini, liturgista i autor nowej Mszy, już za panowania Jana XXIII został zmuszony z powodu swego modernizmu do porzucenia katedry w Rzymie. Jednak później Paweł VI wezwał go z powrotem, by mógł stworzyć m.in. nową Mszę. Wszystko to pokazuje, że w Kościele wydarzyło się coś absolutnie nienormalnego.
Nie potrafię wyjaśnić, w jaki sposób biskupi, którzy przybyli na sobór z przeważnie tradycyjnym nastawieniem, mogli dokonać takiego zwrotu. Jeśli przyjrzycie się pytaniom wysyłanym do Rzymu w okresie przygotowania do soboru, spostrzeżecie, że wyrażały one szczere zatroskanie biskupów, którzy szukali ratunku dla powierzonej im owczarni. Pięć lat później zmienili się całkowicie i przyjęli nowe idee: ekumenizm, wolność religijną i kolegializm.
Uległ zmianie stosunek do świata. Do tej pory świat był traktowany – wedle słów Ewangelii – jako wróg. Świat nienawidzi Zbawiciela, ponieważ Chrystus naucza trudnej drogi do nieba, podczas gdy świat proponuje szeroką drogę przyjemności i łatwego życia. Po soborze postarano się, by całe życie chrześcijańskie wyglądało bardzo łatwo (...) . http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1260   

wtorek, 27 stycznia 2009
Holocaust, który od lat ’70 ulega stopniowej sakralizacji przekształcając się w „religię zastępczą”

  Lech Klekot 

  (...) Holocaust w Ameryce zawłaszczyli komuniści żydowskiego pochodzenia. Novick przypomina pogrzeb Rosenbergów skazanych na śmierć za szpiegostwo na rzecz ZSRR, na którym odśpiewano pieśń „żydowskich bojowców”: „Nigdy nie mów, że idziesz w ostatnią drogę...”. Żydowskie kręgi konserwatywne i liberalne temat Holocaustu starały się przemilczeć. Zmiana nastąpiła pod koniec lat ’60, po „wojnie sześciodniowej”, kiedy Izrael w 1968 r. został oficjalnie uznany za filar polityki bliskowschodniej USA i pod koniec groźnej dla Izraela wojny Yom Kippur z 1973 roku. Wydarzenia te zdaniem Novicka skierowały zainteresowanie w stronę Holocaustu. Ale prawdziwa przyczyna leżała w głębokiej identyfikacji z innymi Żydami, w momencie rozpadu tradycyjnego autorytetu rabinatu. Postępujący „łagodny holocaust”, czyli utrata świadomości etniczno-religijnej przez Żydów spowodowała poszukiwanie takiego elementu, który stanowiłby dla nich spoiwo. Był nim Holocaust, który od lat ’70 ulega stopniowej sakralizacji, przekształcając się w „religię zastępczą”. Żydowski publicysta Adi Ophir pisze:

Przyjmuje ona cechy religii zastępczej, z własną synagogą (muzeum Holocaustu), z doktryną o wyjątkowości żydowskiego cierpienia, z Wielkim Kapłanem – Eli Wieselem, z nowymi przykazaniami („nie porównuj”, „nie będziesz miał innego Holocaustu przede mną”), z nową Drogą Krzyżową (w Muzeum Holocaustu zwiedzający otrzymuje biogram konkretnej ofiary Zagłady i idzie stacjami jej męki), a także ze swoimi relikwiami – pamiątkami po zgładzonych, i z własnymi świętymi, którzy przeżyli Noc Ofiary Całopalenia (Holocaust)26.

W liberalnym piśmie „Tikkun” Philip Lopate pisał:

Nic na to nie poradzę, ale w tej „zadumie z Zagłady” widzę nowy wariant Przymierza z Bogiem – tyle, że teraz naród wybrany został do tego, by szczególnie cierpiał. Tym samym Holocaust staje się niczym innym jak okazją do żydowskiego szowinizmu27.

Z socjologicznego punktu widzenia sakralizacja Holocaustu stworzyła „nową kulturę ofiar”, która idealnie pasuje do lewicowo-liberalnej ideologii, w której status ofiary daje pozycję uprzywilejowaną. „Zdaniem Novicka jest to intelektualnie bezpłodne, ponieważ każde tego rodzaju ludobójstwo jest wyjątkowe i porównywalne zarazem28. W sumie należy podkreślić, że nie ma w pracy Petera Novicka takich tez, których nie możemy znaleźć w artykule T. Gabisia.

„Mit założycielski”

Innym aspektem tego problemu jest coś znacznie większego niż integracja Żydów. Wraz z upadkiem syjonizmu, stał się Holocaust – używając określenia Rogera Garaudy’ego – „mitem założycielskim Izraela”29. Wieloletni prezes Światowego Kongresu Żydów Nahum Goldmann pisał:

Nie jestem pewien, czy państwo żydowskie istniałoby dziś bez Oświęcimia; po Oświęcimiu nie-Żydzi mieli wyrzuty sumienia i byli skłonni traktować nas w sposób uprzywilejowany. Z tego powodu opowiedzieli się za państwem żydowskim; Do tego dochodzi ścisły związek pomiędzy państwem Izrael a ludobójstwem. Mówię często, że Żydzi swoje państwo nie opłacili tysiącami młodych ludzi, którzy polegli w czterech wojnach izraelskich, lecz sześcioma milionami ofiar narodowego socjalizmu (Żydowski paradoks. Syjonizm i żydostwo po Hitlerze, Frankfurt n. Menem 1988, s. 77, 111, 126).

Ale Holocaust to nie tylko fundament z krwi i popiołu państwa Izrael, ale również ultima ratio istnienia Żydów na świecie. Izrael, jego bezpieczne funkcjonowanie, zdaniem T. Gabisia gwarantuje, że Holocaust się nie powtórzy – Holocaust staje się więc wyznacznikiem polityki Izraela... Staje się również sposobem uzyskiwania olbrzymich korzyści finansowych30.

Długie jałowe spory można prowadzić o wzajemne relacje i zależności polityczne pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Izraelem. Niezaprzeczalnie polityka amerykańska stoi na straży religii Holocaustu, jako wygodnego oręża w walce politycznej. Na pewno nie można ograniczać posługiwania się religią Holocaustu przez establishment amerykański wyłącznie do gry geopolitycznej na Bliskim Wschodzie. Powodzenie religii Holocaustu w Stanach Zjednoczonych wiąże się z dużymi wpływami diaspory żydowskiej w tym kraju, uległości amerykańskich środowisk liberalnych, widzących w holocaustyzmie duże możliwości realizacji własnych celów stworzenia Nowego Porządku Światowego. Jeden z amerykańskich działaczy loży B’nai B’rith Ian J. Kagedan stwierdził: „Pamięć o Holocauście jest czymś zasadniczym dla budowy Nowego Porządku Światowego” („Toronto Star”, 26 XI 1991). Według T. Gabisia „religia Holocaustu” jest w Stanach Zjednoczonych „elementem demoliberalnego mesjanizmu, wyrazem świeckiej potrzeby zbawienia świata czyli osiągnięcia «the end of history» równoznacznego z globalną ideologiczno-kulturalno-gospodarczo-polityczną hegemonią USA, z powstaniem amerykańskiego państwa światowego (...)31. Nowa wiara doskonale wpisuje się według licznych badaczy w „amerykańską ideę wybraństwa – samowyniesienia przez samojudaizację”, charakterystyczną dla anglosaskiego protestantyzmu. Amerykański publicysta konserwatywnego pisma „All These Things” Michael A. Hoffman II wspomniany na łamach katolickiego pisma „The Remnant” stwierdził, że Holocaust stał się „nową religią państwową” w USA, rozgłaszaną przez media – ostatnią religią w którą naprawdę wierzy zlaicyzowany Zachód. „Naszą religią państwową jest naturalnie Kult Komór Gazowych. Główną świątynią jest amerykańskie Muzeum Holocaustu. Liturgią... jest Lista Schindlera”. Jest to forma religii obywatelskiej, świeckiej, która neguje odkupienie ludzkości przez Chrystusa na Kalwarii, zastępując je doświadczeniami Żydów z Auschwitz, jako centrum historii ludzkości. W jednym ze swoich esejów Hoffman pisze o wszechobecności religii Holocaustu w telewizji, filmie, w rządzie, polityce, edukacji i kulturze. Podsumowanie nie jest optymistyczne:

Nowa religia państwowa zarządziła całkowite podporządkowanie; nie wierzący powinien zostać natychmiast napiętnowany, oczerniony stoi w obliczu utraty dobrej reputacji, utraty pracy, a nawet w obliczu fizycznego zagrożenia32.

Również światowe, zwłaszcza europejskie środowiska demoliberalne partycypują w „religii Holocaustu”. W prowadzonej przez siebie krucjacie przeciwko tradycji europejskiej prezentowanej przez Kościół katolicki, znajdują w holocaustyzmie użyteczne narzędzie w budowie swojego Novus Ordo Saeculorum. T. Gabiś stwierdza, kończąc swoje rozważania, że „religia Holocaustu” jest

kulminacją, ostatecznym wypełnieniem ideologii demoliberalnej pragnącej wykorzenić człowieka, zniszczyć wszystkie tradycje religijne, i narodowe, dokonać globalnej niwelacji kultur, stworzyć „Jeden Świat” na gruzach „ludobójczej cywilizacji, która zrodziła Holocaust”33.

Swój cel pragną osiągnąć poprzez zerwanie ciągłości tradycji, która według ich zdania jest zbrodnicza, ponieważ wydała Holocaust. Andrzej Szczypiorski twierdził:

W pewnym sensie cała europejska cywilizacja ponosi odpowiedzialność za Holocaust. Eksterminacja europejskich Żydów była następstwem liczącej dwa tysiące lat europejskiej historii. (...) Była to zorganizowana realizacja brudnych pragnień chrześcijaństwa z okresu średniowiecza: wypędzenie z Hiszpanii, z Francji, z Nadrenii. Żydzi byli zawsze kozłami ofiarnymi chrześcijaństwa (wywiad dla „Der Tagesspiegel”, 30 I 1997)34.

W podobnym tonie wypowiadają się inni bojownicy o „wolność słowa”, „pluralizm światopoglądowy” i „postawę krytyczną”. Pytanie, które machinalnie nasuwa się – gdzie ta „wolność słowa”, ten „pluralizm światopoglądowy”, ta „postawa krytyczna” względem Holocaustu? Nie ma, bo być nie może. Dogmatów się nie dyskutuje, w dogmaty się wierzy! „Religia Holocaustu jest więc podstawą demoliberalnego fundamentalizmu zapewniającego obecnie rządzącym elitom utrzymanie się przy władzy” – pisze T. Gabiś35.

Podsumowując: dzięki dwuczęściowemu artykułowi T. Gabisia „religia Holocaustu” została w Polsce starannie zanalizowana na ówczesnym etapie jej rozwoju i scharakteryzowana (...).

http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/418   

Włączenie biskupa Wiliamsona do Kościoła będzie okropną pomyłką, choć nie sądzę, że Watykan był tego świadomy przy pracach nad zakończeniem schizmy - komentował wczoraj rzymski rabin Riccardo di Segni. http://wyborcza.pl/1,75477,6197663,Biskup__ktory_nie_wierzy_w_komory_gazowe.html

sobota, 22 marca 2008
poniedziałek, 17 września 2007
Hugon Hajducki : Judaizm przeciwko Mojżeszowi.Gnostycki mesjanizm Sabbataja Cwi

  Judaizm przeciwko Mojżeszowi

Gnostycki mesjanizm Sabbataja Cwi

Trwa duchowa wojna pomiędzy Bogiem a Lucyferem. W trakcie tych zmagań książę ciemności niejednokrotnie zło nazywa dobrem, a nienawiść ukrywa w słowach głoszących miłość, tolerancję i pokój.

Hugon Hajducki

Zapowiedziane przez św. Jana zbiorowe nawrócenie Żydów jest od dawna wypatrywanym znakiem, potwierdzającym nadejście czasów ostatecznych i rychłą paruzję Chrystusa. Jest to jedna z wielkich tajemnic dotyczących losów całego świata. W jakich jednak okolicznościach nastąpi nawrócenie Żydów? W którym momencie porzucą oni swoje zgubne poglądy o nadejściu narodowego mesjasza, który przyjdzie tylko po to, by stworzyć kolejne ziemskie imperium? Czy będzie to związane z pojawieniem się kolejnego fałszywego mesjasza żydowskiego? Pytania, na które trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi, można by mnożyć.

Historia narodu żydowskiego po odrzuceniu i przelaniu krwi Zbawiciela jest historią pogrążania się w religijnych błędach i samouwielbieniu. Wbrew obiegowym poglądom, Żydzi nie pozostali wierni zasadom ortodoksyjnego judaizmu, dzieląc się na liczne i zwalczające się sekty. Do dziś sam judaizm jest zjawiskiem zróżnicowanym, a jego podział na żydowskich ortodoksów i zsekularyzowanych Żydów reformowanych jest bardzo dużym uproszczeniem. Jednym z odłamów dzisiejszego judaizmu (choć część samych Żydów traktuje ten ruch religijny jako heretycką sektę) jest wpływowy i działający do dziś w konspiracji sabbataizm. Warto zapoznać się z poglądami głoszonymi w łonie tej sekty, tym bardziej że zostały one przyjęte przez niektóre dzisiejsze odłamy judaizmu, jak również sekty (najczęściej protestanckie) o charakterze judeochrześcijańskim. Warto z jeszcze jednego powodu: ponieważ sabbataizm jest koncepcją religijną odpowiedzialną za liczne, fatalne w skutkach wydarzenia społeczne i polityczne na świecie dziejące się w ciągu ostatnich 200 lat, a które od XIX wieku przypisywano bez różnicy wszystkim Żydom. Niejednokrotnie sami sabbatajczycy gorliwie pomagali w szerzeniu antyżydowskiej propagandy, aby w ten sposób, łamiąc Prawo, przyśpieszyć osiągnięcie mesjańskiego czasu.

„Bóle porodowe mesjasza”

W obrębie wielu odłamów judaizmu, powstałych już po zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa i zburzeniu drugiej świątyni jerozolimskiej, powszechne były mesjanistyczne nadzieje, ucieleśniane przez kolejnych samozwańczych „mesjaszów”. Odrzucenie Jezusa Chrystusa i uznanie Go przez rabinów za „najgorszego z ludzi” przyczyniło się do powstania coraz bardziej widocznej pustki w teologii judaistycznej, opierającej się na odkupieńczej misji Syna posłanego przez Boga. Pustkę tę próbowano zapełnić, oddając się z pełnym zaufaniem kolejnym krętaczom posługującym się religijną retoryką. Jedną z takich osób — pierwszą tak poważną od czasu antycznego „mesjasza” Szymona bar Kochby — był Sabbataj Cwi (Tzvi, Zvi, Zevi) Szolem, w XVII wieku uznany przez wielu Żydów z diaspory europejskiej za autentycznego, długo oczekiwanego mesjasza.

Sukces religijny nowego „mesjasza” był związany z kilkoma sprzyjającymi nowemu nauczaniu okolicznościami. Pierwszą z nich było nasilenie się w II połowie XVII wieku tendencji mistycznych i mesjanistycznych1 wśród różnych odłamów Żydów, tendencji wyrastających z rosnącej popularności gematrii2 i kabały. Po drugie, skomplikowana i pokrętna teologia Sabbataja była próbą zinterpretowania i wpisania w Boży plan przykrych dla Żydów wydarzeń religijno-politycznych, dziejących się w XVII wieku. Ówczesne dramatyczne koleje historii wspomagały wzrost tendencji mesjanistycznych. Krwawe prześladowania Żydów w czasie powstania Chmielnickiego interpretowano jako „bóle porodowe rodzącego się mesjasza”. Istniał poważny problem z interpretacją przymusowego nawracania Żydów na islam w Imperium Osmańskim oraz na katolicyzm w Hiszpanii, a tymczasem nauczanie i osobisty przykład Sabbataja dawały ówczesnym Żydom jedną z możliwych strategii religijnego usprawiedliwienia swojej apostazji. Ogłoszenie się przez tego pochodzącego ze Smyrny kabalistę długo oczekiwanym „mesjaszem” trafiło w potrzeby diaspory. Po trzecie, elitarne i hermetyczne nauczanie nowego „mesjasza”, niezrozumiałe dla szerokich rzesz żydowskich, znalazło dobrego propagatora w popularnym wśród ludu „proroku” Abrahamie Natanie z Gazy. To on „przetłumaczył” mistyczne koncepcje Sabbataja na język zrozumiały przez masy i rozpropagował je wśród europejskich — początkowo sefardyjskich, a od pewnego momentu także aszkenazyjskich — Żydów.

Kochanek Szehiny

Przyszły „mesjasz” przyszedł na świat w żydowskiej rodzinie przedstawiciela handlowego brytyjskich i holenderskich kompanii handlowych w anatolijskiej Smyrnie w 1629 r. Od najmłodszych lat interesował się gematrią i kabałą. W wieku dwudziestu dwóch lat (1648) w trakcie iluminacji „dostąpił łaski” uświadomienia sobie, że jest od dawna zapowiadanym „mesjaszem”. Głos powiedział Sabbatajowi: „Ty jesteś zbawcą Izraela, mesjaszem, synem Dawidowym, pomazańcem Boga Jakubowego, ty zbawisz Izrael!”. Trwające niekiedy po kilka dni, a nawet kilka tygodni stany ekstatyczne połączone były z dziwnym zachowaniem Sabbataja, łamiącego wszelkie zasady rytualne judaizmu, jak i zasady etyczne, powodując podejrzliwe traktowanie przez okolicznych rabinów. Doprowadziło to już trzy lata później do obłożenia go klątwą i wyrzucenia wraz z jego wyznawcami ze Smyrny za bluźniercze zachowanie w synagodze, polegające na wymawianiu imienia Bożego i śpiewaniu sefardysjkich piosenek miłosnych, w których ukryty był głębszy sens kabalistyczny.

Przez osiemnaście lat żył na wygnaniu, nauczając lub spotykając się z ludźmi zaciekawionymi ekscentrycznymi poglądami dziwaka. W tym czasie Sabbataj poznał swojego „proroka”, popularnego Natana z Gazy, pojął za (trzecią z kolei) żonę żydowską nierządnicę, nawiązał kontakt z tajnymi sektami sufickimi i chrześcijańskimi chiliastami. Wobec dotychczasowego fiaska swojego nauczania przesunął datę rozpoczęcia ery mesjańskiej na rok 1666, akceptowany również przez kabalistów. Dopiero jednak nawiązanie ścisłych relacji z wyznawcą lurijskiej kabały Natanem z Gazy rozpoczęło dynamiczny rozwój sekty religijnej Sabattaja Cwi. W maju 1665 r. Natan potwierdził uroczyście (po uzyskaniu „boskiej iluminacji”), że Sabbataj jest długo oczekiwanym mesjaszem, wywołując tym niespotykany od dawna entuzjazm religijny3. Od tej pory oficjalna działalność apostolska została powierzona „prorokowi”, zaś nauczanie w obrębie ekskluzywnej grupy wtajemniczonych zarezerwował dla siebie sam „mesjasz”, który ogłosił, że ostateczne zbawienie nastąpi w 1670 r.

W 1666 r. nie rozpoczęła się epoka mesjańska; zamiast tegoSabbataj Cwi wraz z kilkoma najbliższymi sobie wiernymi został zatrzymany przez janczarów i sprowadzony do pałacu sułtańskiego w Adrianopolu. Sułtan Mehmed IV, zainteresowany nauczaniem Sabbataja, ale też przeczuwający możliwe korzyści polityczne wynikające ze zdobycia wpływu na żydowskiego „mesjasza”, przysłuchiwał się jego dyspucie ze swymi dostojnikami. Trudno uznać za zupełnie wiarygodne liczne przekazy tak przeciwników, jak i zwolenników, dotyczące zagadkowej konwersji Sabbataja na islam. Pewny jest wyłącznie skutek tej dysputy — konwersja na islam i złożenie muzułmańskiego wyznania wiary, połączone z nadaniem nazwiska Mehmed (na część sułtana), nadaniu dworskiego tytułu „strażnika pałacowych bram” i wyznaczenie stałej pensji dziennej 150 atrów. Czy było to wynikiem zastraszenia żydowskiego „mesjasza”, czy efektem przemyślanego działania w ramach spójnej koncepcji religijnej — trudno jednoznacznie określić.

Przemiana Sabbataja Cwi w Aziza Mehmeda Efendi spowodowała konsternację wśród jego wyznawców, starających się na wszelkie sposoby wytłumaczyć sobie działanie swojego „mistrza”. Dopiero podjęte przez Natana z Gazy próby wytłumaczenia postępowania Sabbataja w oparciu o teologię sabbatajską spowodowały uspokojenie mas. Dodatkowo zamieszanie potęgowało dalsze praktykowanie przez apostatycznego „mesjasza” niektórych przepisów rytualnych judaizmu, i to — ku przerażeniu talmudycznych rabinów — w muzułmańskim odzieniu i przy powoływaniu się na Koran! Mimo religijnego odstępstwa, a nawet wezwania Żydów do podążania śladami apostazji, rzesze Żydów od Dniepru po Gibraltar uznały Sabbataja za swojego „mesjasza”, co wynikało z przyjęcia nowej koncepcji grzechu.

Sielanka w pałacu sułtańskim trwała kilka lat, w czasie których narodził się syn Sabbataja Izrael (1667), a on sam ze swoim synkretycznym nauczaniem zaczął zwracać się głównie już nie do wyznawców judaizmu, ale do wiernych proroka Mahometa. Działanie Sabbataja spotkało się z surową reakcją ze strony sułtana, skazującego „mesjasza” w 1672 r. na uwięzienie i zesłanie do czarnogórskiego miasteczka Ulcinji. Tam „mesjasz”, „mesjasz-marran”, „oblubieniec Syjońskiej Córy” (Szehiny) dokonał żywota 17 września 1676 r., nie doczekując wyzwolenia Izraela.

„Mistyka nihilizmu” — od frankizmu do iluminatów

Śmierć Sabbataja Cwi nie stała się kresem istnienia jego sekty. Kryzys wewnątrz judaizmu ulegał bowiem pogłębieniu, a po krótkim przewodnictwie syna „mesjasza”, Izraela, nad grupkami sabbatajczyków zwolennicy Sabbataja i Natana podzielili się na kilka sekt, z których część w ukryciu praktykowała zasady religijne „mesjasza”. Talmudysta Hillary Nussbaum opisuje zamieszanie, jakie w obrębie judaizmu spowodowało nauczanie Sabbataja Cwi: „Na domiar ubóstwa umysłowego zjawili się na początku XVIII wieku szarlatani sabbataizmu, którzy szerzyli nowe teorie religijne, obałamucające umysły i podkopujące podstawy judaizmu. Długa i zapamiętała walka między Ajbeszycem a Edenem w kwestii amuletów roznamiętniła umysły i ośmieliła wielu do jawnego wystąpienia w charakterze kontrtalmudystów i do pozbycia się uciążliwych przepisów rytualnych; nastąpiło wielkie zamieszanie w pojęciach religijnych i zrodził się frankizm”4.

Sabbatajczycy działalność niejawną podejmowali już w czasach niewoli Sabbataja, kiedy nasiliły się prześladowania ze strony ortodoksyjnych rabinów. Śmierć „mesjasza” spowodowała, że jego najwierniejsi wyznawcy całkowicie zeszli do podziemia. Jednymi z pierwszych zorganizowanych grup sabbatajskich były orgiastyczna sekta Izmirilis i islamizująca sekta Donmeh; grupy wiernych skupiły się również wokół osób związanych z Sabbatajem, traktowanych jako chachamowie (przywódcy): wokół jego syna, przez jakiś czas również „mesjasza” Izraela-Jakuba (1676–1725) i jego wnuka Berachii (1725–1740), teścia Józefa Filozofa z Salonik, szwagra Querido — przywódcy sekty soluńskiej — oraz „proroka” Natana. Od początku istniały również rozsiane po całej Europie niewielkie grupki, pozostające w trudnym do jednoznacznego określenia związku z tajemnym „synhedrionem”, tożsamym prawdopodobnie z wcześniej istniejącą chawurą Sabbataja5. Jednym z wiernych od samego początku był wiedeński bankier Samuel Oppenheimer, którego rodzina odegrała ważną rolę w dalszym rozwoju sekty6.

W XVIII wieku najsilniejszymi nurtami sabbataizmu były „kryptochrześcijańskie” grupy skupione wokół Jonatana i Wolfa Ajbeszyców (Eibeschütz, Eibeszyc) oraz Jakuba Lejbowicza Franka. Oba nurty sabbatajskie starały się wejść w obręb chrześcijaństwa, postulowały też częściowe wyjście z podziemia. O ile jednak Frank rozumiał to jako przeniesienie działań jawnych w obręb instytucji chrześcijańskich, to Ajbeszycowie marzyli o założeniu własnej konfesji judeoprotestanckiej, której nadano nawet nazwę: „Chrześcijański Kościół w Izraelu”.

Opis barwnych kolei losu założyciela najbardziej wpływowej sekty sabbataistycznej, pochodzącego z Podola Jakuba Franka, niestety nie mieści się w ramach tego szkicu. Dość powiedzieć, że „najbardziej złowrogi sabbataista Jakub Frank” (nazwany tak przez wybitnego religioznawcę Mirceę Eliadego) rozwinął mistyczną teologię Sabbataja w system całkowitej negacji i destrukcji. Sam uznawany przez krótki czas za nowe wcielenie „mesjasza”, a także wcielenie „króla Dawida”, rozwinął w szczegółach koncepcje religijne, nazwane przez wybitnego żydowskiego znawcę kabały Gerszoma Szolema „mistyką nihilizmu”. Za życia Franka sabbatajczycy uzyskali protekcję niektórych książąt Kościoła katolickiego, wspierających „dobrych kontrtalmudystów”; niektórych pastorów protestanckich; wielu monarchów oświeconych (m.in. króla Danii Fryderyka V, królów Rzeczypospolitej Augusta III Sasa i Stanisława Augusta Poniatowskiego, władców Rosji — od cara Piotra I do carycy Katarzyny II, czy wreszcie cesarzowej rzymskiej Marii Teresy i jej syna cesarza Józefa II), jak również ówczesnego sułtana osmańskiego.

Liczne intrygi polityczne, w których uczestniczył Frank, posiadając doskonałą, zakonspirowaną sieć wyznawców w całej Europie, pozwalały mu na wprowadzenie wielu sabbatajczyków na wysokie i wpływowe stanowiska. W Rzeczypospolitej sabbatajczycy uzyskali szlachectwo, mające chronić ich przed prześladowaniami ze strony rabinów-ortodoksów7, w Rosji stali się zausznikami carów i caryc oraz twórcami miejscowej masonerii, w Austrii i Rzeszy przedstawicielami niezależnej od Habsburgów potęgi finansowej Oppenheimerów. W latach 70. XVIII wieku Frank (który zmarł w 1791 r. w Offenbach) doprowadził do powstania doskonale zorganizowanej konspiracji, na czele której stanął mianowany przez niego, nienawidzący katolicyzmu przechrzta, wychowanek jezuitów, syn (prawdopodobnie sabbatajskiego) rabina Adam Weishaupt8. 1 maja 1776 r. powstała sabbatajska organizacja wolnomularska „Zakon Iluminatów”, stawiająca sobie za cel obalenie istniejącego porządku społecznego i religijnego, stworzenie republikańskiego porządku światowego oraz światowej, synkretycznej religii. Rewolucja miała wybuchnąć w Monachium i rozszerzyć się na cały świat. Ze względu jednak na wykrycie spisku sabbatajczycy przenieśli ciężar swoich działań nad Sekwanę, gdzie już od pewnego czasu infiltrowali skutecznie masonerię francuską.

Sabbatajczycy znaleźli swoje miejsce we władzach dyktatury jakobińskiej we Francji, a także jakobińskiego spisku Tadeusza Kościuszki9, a później — w zakonspirowanych organizacjach anarchistycznych, socjalistycznych i komunistycznych w całej Europie. Częstokroć zsekularyzowany sabbataizm stawał się jedną z destrukcyjnych sił rewolucyjnych ostatnich dwustu lat, ponoszącą odpowiedzialność za niejedną zbrodnię polityczną. Ślady sabbatajczyków są widoczne np. w tureckiej rzezi Ormian10 czy w okultystycznych środowiskach nazistowskich11.

Dwa tory zbawienia

W wielu publikacjach analizujących poglądy głoszone w obrębie sekty Sabbataja zwraca się uwagę na zbieżność poglądów sabbatajskich z założeniami religijnymi islamu, a w wersji późnej — powstałej już po śmierci „mesjasza” ze Smyrny — z zasadami religijnymi zbliżonymi do chrześcijaństwa. Jest to pogląd nienowy, obecny wśród wyznawców mahometanizmu, jak i wśród części duchowieństwa katolickiego już w momencie pierwszego zetknięcia się z poglądami tej judaistycznej sekty w XVII lub XVIII wieku. W odniesieniu do chrześcijaństwa jest to jednak pogląd całkowicie błędny, wynikający najczęściej z nieznajomości nauczania Sabbataja Cwi lub — częściej — z powierzchownego traktowania tego zjawiska religijnego.

Interpretacja nauczania sabbatajczyków nie jest łatwa, zważywszy na istnienie dwóch równoległych nurtów w obrębie tej sekty. Nauczanie „mesjasza” dzieliło się na część jawną, powierzoną „prorokowi” Natanowi z Gazy, skierowaną do szerokich rzesz żydowskich i nieżydowskich — oraz na ezoteryczną część tajną, zarezerwowaną wyłącznie dla wtajemniczonych członków mesjańskiej chawury, zwanej eda kedusza. Niejednokrotnie poglądy prezentowane tym dwóm grupom wiernych różniły się od siebie lub były tylko luźno ze sobą powiązane. Odrębności były nie tylko efektem poważnych różnic w interpretacjach iluminacji Sabbataja i Natana, ale i poglądu o zróżnicowanych możliwościach duchowych wiernych.

Powierzchowna znajomość popularnych współcześnie nurtów w obrębie judaizmu może skłaniać do traktowania koncepcji religijnych żyjącego przed kilkuset laty żydowskiego mistyka jako „archeologicznej” ciekawostki, nie posiadającej żadnego wpływu na dzisiejszą rzeczywistość religijną. Nic bardziej mylnego — i to nie tylko dlatego, że do dziś istnieje szereg niejawnych sabbatajskich wspólnot religijnych! Poglądy XVII- i XVIII-wiecznych sabbatajczyków obecne są również w koncepcjach innych odłamów judaizmu (żydowscy mesjaniści i protestanccy judeochrześcijanie), ale również w świeckich koncepcjach tzw. religii Holocaustu. Warto zatem zapoznać się z najistotniejszymi elementami poglądów religijnych sabbataizmu.

Rozpoczynając rozważania dotyczące żydowskiego gnostycyzmu należy przypomnieć jedną z zasad katolicyzmu, stanowiącą zarazem miecz i tarczę przeciwko heretyckim poglądom gnostycyzmu. Otóż istnieją tajemnice niedostępne dla ludzkiego rozumu (np. Trójca Przenajświętsza, przeistoczenie), a Pismo św. i Tradycja nie zawierają bynajmniej całej wiedzy o Bogu. Gnostycyzm pragnie jednak zgłębić Boskie tajemnice, twierdząc, że tylko wiedza o nich posiada moc zbawczą. Prawda jest zupełnie inna. Kiedy 6 grudnia 1273 r. św. Tomasz z Akwinu zapadł w długi stan mistycznego uniesienia, ku przerażeniu przełożonych zaprzestał całkowicie prac nad swoją Sumą. Zachęcany do dalszego wysiłku stwierdził, iż nie może uczynić nic więcej, a wszystko, co do tej pory napisał, wydaje mu się bezwartościowe przy tajemnicach, do których został przez Boga dopuszczony. Pamiętajmy, że Boskie tajemnice są faktem, jednak Bóg objawił nam z nich tyle, ile jest konieczne dla naszych dusz, abyśmy mogli osiągnąć zbawienie wieczne. Dostęp do innych Boskich tajemnic może być tylko łaską dla wybranych, nie zaś podstawą doktryny religijnej.

Demiurg JHWH

Duża część poglądów Sabbataja Cwi wyrastała z bogatej spuścizny żydowskiej mistyki, rozwijającej się bujnie w oparciu o liczne elementy kultów egipskich i babilońskich. Powstawała ona równolegle do biblijnego mozaizmu, a jej echa były łatwo dostrzegalne w poglądach antycznych sekt gnostyckich12.

Sabbatajska koncepcja Boga tylko na pierwszy rzut oka akceptuje chrześcijańską tajemnicę Trójcy Przenajświętszej. Sami sabbatajczycy nie pozostawiali w tej kwestii cienia wątpliwości, pisząc — jak sabbatajski kabalista z Hiszpanii Michał (Abraham) Cardoso — że chrześcijańska Trójca Przenajświętsza stanowi zdegenerowaną formę misterium bóstwa, znaną tradycji żydowskiej. Triada sabbatajska odzwierciedla bowiem judeognostycki, tj. kabalistyczny punkt widzenia, w którym pierwszej osobie — 1° Pierwszej Przyczynie — przyznano rolę kreatora, który w akcie seksualnie pojmowanego stworzenia rozproszył „boskie iskry” (duchowe pierwiastki boskie) i uwięził je w „królestwie skorup” (materii). Kabalistyczne pojęcie kelipa (hebr. ‘skorupa’) posiadało ważny sens religijny, utożsamiany z mistycznym pojmowaniem prawdy ukrytej w świecie demonicznej materii. Zdaniem kabalistów świat jest złożoną z wielu sfer skorupą orzecha, w której wnętrzu skrywa się jądro prawdy. Skorupa nie chroni prawdy, lecz ją na rozkaz demiurga więzi. Działanie Pierwszej Przyczyny wedle Sabbataja było o tyle ważne, że stanowiło początek gnostyckiej ekonomii zbawienia. Jednak ze względu na brak dalszego wpływu zarówno na tę ekonomię, jak i na bieg wydarzeń w puszczonym w ruch i działającym w oderwaniu od Pierwszej Przyczyny świecie, sabbatajska teologia wyznaczała pierwszej osobie triady pozycję marginalną.

Najważniejszą rolę w procesie zbawienia (prócz samego mesjasza) odgrywały dwie kolejne osoby boskiej triady kabały i sabbataizmu — 2° Bóg Prawdy, czyli Święty Błogosławiony, zamknięty w najwyższym świecie duchowych bytów i 3° Szehina, czyli Bóg Wiary (a właściwie Bogini Wiary), przebywający(a) w świecie materii i będący(a) namiastką wyższego świata duchowego13. Jednak prawidłowe funkcjonowanie triady mogło dopiero być zagwarantowane przez mistyczne działanie mesjasza, który spowoduje w jej obrębie zmianę, eliminując Pierwszą Przyczynę poprzez (pojmowane seksualnie) mistyczne zjednoczenie z Szehiną i „przedarcie się” do Boga Prawdy, jednocześnie przywracające jedność Boga. Powstanie w ten sposób nowa triada, składająca się z: 1° Świętego Błogosławionego, 2° Podniesionej Szehiny i 3° Naczynia Szehiny, czyli mesjasza. W ten sposób zostaną stworzone zbawcze „trzy węzły wiary”, dzięki którym nastąpi zjednoczenie świata duchowego z materialnym. Proces przemiany triady kabaliści i sabbatajczycy postrzegali w kategoriach symbolu — dwóch równoramiennych trójkątów o odwróconych wierzchołkach nałożonych na siebie, dających ostatecznie mesjańską gwiazdę Dawida. Trójkąt z wierzchołkiem skierowanym w górę (uwięziony Bóg Prawdy) symbolizował pierwszą triadę, zaś trójkąt z wierzchołkiem zwróconym na dół — zbawcze „trzy węzły wiary”.

Pod koniec życia Sabbataj Cwi był przekonany, że jest żywym wcieleniem zjednoczonego Boga. Mawiał: „nie ma Boga poza mną”. Pogląd ten został zdecydowanie wsparty przez Natana z Gazy, który pisał, że Sabbataj „dostąpił doskonałej boskości”. Z kolei Jakub Frank postrzegał Sabbataja jako Naczynie Szehiny, powstałe poprzez połączenie z Bogiem Wiary. W ogólnym zarysie teologia sabbatajska wpisywała się w talmudyczne nauczanie Zoharu.

Istotnym pytaniem, na które należy udzielić odpowiedzi, jest kwestia postrzegania w teologii sabbatajskiej Pierwszej Osoby Trójcy Świętej, czyli mozaistycznego Boga Izraela. Otóż teologia sabbatajska utożsamia Pierwszą Osobę Trójcy Świętej z demiurgiczną Pierwszą Przyczyną, odpowiedzialną za uwięzienie boskich iskier i upadek pierwszych rodziców. Jahwe zwiódł lud izraelski poprzez „skorupę” w postaci mojżeszowej Tory. Była ona użyteczna przez określony czas, jednak jej ważność już przeminęła. Ze względu na trwanie Żydów przy zasadach Tory, Święty Błogosławiony porzucił ich i obrał sobie nowy lud14. W koncepcji sabbataistycznej Bóg Prawdy — Święty Błogosławiony jest istotą zmienną, ewoluującą, podlegającą jako prawda rozwojowi i zmianie następującej w ziemskim czasie. Zmienność i paradoks to cechy charakterystyczne sabbatajskiego postrzegania Boga.

Mesjasz Jeszua, „wieki grzesznik”

Z wyżej przedstawionej sabbatajskiej koncepcji Boga wyrastały poglądy dotyczące samej osoby mesjasza, jak i jego roli w procesie zbawienia świata.

Soteriologia sekty zakładała, że „mesjasz”, pojmowany jako duchowy syn Boga Prawdy, sam poświęci się dla wyzwolenia Boga Prawdy i zbawienia świata, „przebijając się” przez demoniczne struktury materii. Proces zbawienia w tej koncepcji był długotrwały i skomplikowany. Rozpoczynała go boska iluminacja, wskazująca mesjaszowi jego posłannictwo, do tej pory przed nim ukryte. W obrębie sekty do końca nie rozstrzygnięto, czy dusza mesjasza od początku była wyższym bytem duchowym, różniącym się od duszy zwykłego śmiertelnika, czy też Bóg Wiary dokonywał wywyższenia wybranego przez siebie człowieka w konkretnym momencie historycznym. W każdym razie mesjasz jakiś czas po boskiej iluminacji miał dokonać podniesienia Szehiny (wyobrażaną poprzez kabalistyczną interpretację fragmentu księgi Zachariasza [Zach 14], opisującego wywyższenie Jerozolimy) przez mistyczne zespolenie z bóstwem15. „Podniesienie Szehiny” według kabały szkoły lurijskiej16 oznaczało ostateczny kres duchowego odrodzenia ludzkości i naprawy świata i otwierało epokę widzialnego zbawienia.

W drugim etapie mesjasz musiał podjąć działanie zmierzające do przebicia się poprzez „królestwo skorup”. Nie było to zadanie łatwe, gdyż zło materii nie jest łatwym przeciwnikiem. Z tego powodu mesjasz musiał poświęcić swoją osobę w dziele zbawienia ludzkości. Jego poświęcenie polegało na zejściu w najgłębsze otchłanie zła, na całkowitym i ostatecznym skalaniu swojej osoby wszystkimi grzechami. Tylko poprzez poznanie otchłani grzechu możliwe było — zdaniem Sabbataja i jego następców — pokonanie demonicznej materii. Abraham Cardoso twierdził, że tylko dusza mesjasza posiada dostateczną siłę, by znieść zstąpienie na samo dno otchłani szeolu. Mesjasz musi posiadać siłę, by potępić siebie swoimi uczynkami. Na tym jednak nie koniec, gdyż według sabbatajskiej soteriologii działanie zbawcze musiało być kontynuowane przez kolejno wysyłanych mesjaszów (najczęściej wymieniano dwóch), by ostatecznie po nadejściu „mesjasza dawidowego” zakończyć cały proces. „Mesjaszem z rodu Dawida” miał być Sabbataj Cwi.

Nowy „mesjasz”, a za nim rzesze wiernych, byli skłonni uznać mesjańskie posłannictwo Jezusa. Deklaracja sabbatajczyków przyczyniła się do sporego zamieszania w obozie chrześcijańskim, w którym zaczęły nurtować opinie upatrujące w nowej sekcie judaistycznej oraz grupach pochodnych zapowiedzi rychłego nawrócenia Żydów. Pojawiły się poglądy nieposiadające żadnego potwierdzenia w rzeczywistości, utrzymujące istniejący od czasów starotestamentowych podział Żydów na grupę zwaną talmudystami i — ze względu na brak konkretów historycznych — ich przeciwników, mało oryginalnie nazwanych antytalmudystami, do których zaliczano rzekomo prochrześcijańskich sabbatajczyków i frankistów. Do grona „pożytecznych idiotów” można było zaliczyć sporą grupę XVIII-wiecznych polskich hierarchów, z bpem kamienieckim Mikołajem Dembowskim na czele.

Obecne wśród sabbatajczyków poglądy dotyczące Jezusa Chrystusa były nie mniej oryginalne niż inne, zawsze wynikające z Talmudu, a sprzeczne z nauczaniem Tory. Natan z Gazy opisując wielkość nowego „mesjasza” Sabbataja stwierdzał, że może on „usprawiedliwić największego grzesznika, nawet gdyby był [on] taki jak Jezus, mógłby go usprawiedliwić”. W wyobrażeniach sabbatajczyków Chrystus jawił się największym grzesznikiem (teza zaczerpnięta bezpośrednio z Talmudu), który poprzez swoje działanie stawał w jednym szeregu z mesjańskim działaniem mistyka ze Smyrny. Wynikało z tego uznanie mesjańskiego posłannictwa Jezusa, jednak pojmowanego w opaczny sposób. Chrystus był według sabbatajczyków bluźniercą, który poprzez swoje nauczanie rozbił prawo żydowskie, będące jedną ze skorup. Był zdaniem sabbatajczyków „mesjaszem wstępnym” — „mesjaszem z rodu Józefowego” — przygotowującym nadejście „mesjasza z rodu Dawidowego”. „Wstępny mesjasz” miał rozbijać skorupy poprzez hańbę i cierpienie związaną ze swoją śmiercią; z kolei „mesjasz z rodu Dawida” miał dokonać ostatecznego zbawienia poprzez zgłębienie zła, czyli poznanie całości stworzonego przez demiurga bytu. Zadaniem pośrednim Sabbataja było przywrócenie należnej „świętości” osobie Jezusa. Koncepcja ta została twórczo rozwinięta już po śmierci „mesjasza” wśród frankistów, utrzymujących, że konwersja na katolicyzm (zaakceptowanie „mesjasza Jezusa”) powinna być postrzegana jako przezwyciężenie skorupy chrześcijaństwa, będącego też jedynie etapem w drodze do zbawienia.

„Mesjasz” musi być nienormalny...

Już u początków istnienia sekty istniało silne przekonanie, że cechą charakterystyczną, dzięki której może nastąpić rozpoznanie mesjasza, jest jego specyficzne zachowanie, stawiające go ponad obowiązującym ludzi prawem mojżeszowym. Nienormalne zachowanie Sabbataja (ekstatyczne omamy i depresje) było powodem, dla którego Natan z Gazy potwierdził jego „mesjańskie” pochodzenie, stwierdzając, że Sabbataj odbiera wolę Boga bezpośrednio z nieba17. Antynomizm „mesjasza” polegał na świadomym łamaniu przepisów rytualnych, takich jak przepisy szabatu, w czasie którego jednocześnie odprawiał żydowskie nabożeństwa, poza tym bluźniercze dla Żydów wymawianie imienia Boskiego czy negowanie roli modlitw i medytacji, które Sabbataj i członkowie jego eda kedusza traktowali jak rytuały na cześć demiurga — Pierwszej Przyczyny.

Zdaniem sabbatajczyków wszelkie tradycyjne żydowskie praktyki tikkunim (tikkun hebr. ‘naprawa’) odsuwały czas nadejścia ery mesjańskiej. Należało wierzyć z ufnością dziecka, polegając na profanacyjnym działaniu osobliwego „mesjasza”. Na tym nie koniec: negacja nie dotyczyła tylko porządku rytualnego, ale również etycznego. W wewnętrznym kręgu sekty nie obowiązywały żadne zasady moralne, będące nakazami Pierwszej Przyczyny zawartymi w dekalogu, a ich świadome łamanie miało przyśpieszyć osiągnięcie pełnego zbawienia poprzez zniszczenie skorup oddzielających od Prawdy. W latach 1700–1760 w obrębie działających w ukryciu sekt sabbatajskich udokumentowano liczne praktyki orgiastyczne, zbliżone do rytuałów gnostyckich karpokratian18. Posiadały one nie tylko charakter antynomijny, ale odzwierciedlały również nadaną w obrębie sekty rytualną rangę czynności seksualnych.

Łamanie przepisów prawa religijnego i zasad etycznych wiązało się z postrzeganiem dekalogu i przepisów religijnych jako głównej przeszkody w osiągnięciu zbawienia. Według Natana z Gazy wierni sabbatajczycy powinni skupić całą swoją siłę na zniszczeniu prawa wyrastającego z „ziemskiej Tory”. „Prorok” sekty głosił oficjalnie praktykę dualizmu etycznego, swoistego marranizmu, polegającego na zewnętrznym praktykowaniu zasad Tora de beria, której przestrzeganie powinno wiązać się tylko z dążeniem do uniknięcia prześladowań lub skandalu, a które pozwala na istnienie sabbatajczyków pośród społeczności wyznających inną religię (czy to żydowskiej, czy islamskiej lub chrześcijańskiej). Jednak poza sferą oficjalną zasady prawa mojżeszowego powinny być ceremonialnie łamane jako przejaw wyzwolenia od prawa Pierwszej Przyczyny. Prywatnie, w ukryciu, każdy sabbatajczyk powinien być poddanym kabalistycznej Tora de aciluth.

Bluźniercze działania przybliżały — zdaniem sabbatajczyków — zbawienie, zatem dokonana 16 września 1666 r. konwersja na islam żydowskiego „mesjasza” mogła być z sabbatajskiego punktu widzenia łatwo wytłumaczona19. Niemniej wśród zwolenników Cwiego powstało kilka różnych koncepcji dotyczących tego zaskakującego i — według powierzchownych interpretacji — zabójczego dla sekty zdarzenia. Konwersja „mesjasza” na islam nie okazała się jednak zabójcza, rozpoczynając nowy etap „zbawczych działań” Sabbataja.

„Mesjasz” apostata

Początkowo wyznawcy „mesjasza” starali się zinterpretować adrianopolskie wydarzenie w kategoriach doketycznych (dokein z gr. ‘wydawać się’), a mianowicie duch podstawiony za Sabbataja przyjął islam, podczas gdy „mesjasz” pozostawał wierny judaizmowi. W wersji jeszcze radykalniejszej wierni utrzymywali, że to, czego doświadczyli zmysłami obecni przy konwersji rabini, było wyłącznie omamem, złudzeniem zesłanym przez Szehinę w celu zmylenia niewiernych i wątpiących. W ten sam sposób sabbatajczycy interpretowali również śmierć założyciela swojej sekty, pojmowaną jako czasowe „odejście”.

Szybko jednak sam Sabbataj, jak i Natan z Gazy wyjaśnili przyczynę konwersji na islam, całkowicie odmienną od doketycznej. Apostazja nie była złudzeniem: interpretowana z kabalistycznego punktu widzenia, wpisywała się w zbawczy proces, niekoniecznie obecny w widzialnej rzeczywistości. Logika mesjańskich działań była przecież ukryta przed oczami zwykłego śmiertelnika.

Natan z Gazy interpretował konwersję „mistrza” w kategoriach etycznego dualizmu, powołując się na słowa Sabbataja, przyrównującego się do Mojżesza przebywającego wśród Egipcjan na dworze faraona. Była to interpretacja przekonująca niewtajemniczonych wiernych Sabbataja i uspokajająca rabinów wrogo nastawionych do sekty. W myśl tej interpretacji Sabbataj wszedł na drogę marranizmu, zewnętrznie przyjmując islam, zaś potajemnie praktykując judaizm. Hiszpański sabbatajczyk, marran Cardoso tłumaczył to jako wypełnienie zapowiedzi proroka Izajasza, mówiącego, że mesjasz „założy szaty marrana i dlatego Żydzi go nie uznają; krótko mówiąc: przeznaczone mu jest zostać marranem, tak jak ja”20.

Sprawa była jednak bardziej skomplikowana. Tak można było interpretować konwersję „mesjasza” na islam tylko do czasu, kiedy Sabbataj już jako muzułmanin nie wzywał swoich wiernych do przejścia na wiarę Mahometa. Kiedy to nastąpiło, pogląd ten był już nie do obrony, choć posługiwano się nim wobec nieuświadomionych wiernych. Co prawda po przyjęciu nowej religii Sabbataj ani myślał porzucić tolerowanych przez siebie praktyk religijnych — uczestniczył w turbanie w niektórych nabożeństwach w synagodze, przetykając je fragmentami sur Koranu, obrzezał swego syna, rozpoczął również swoiste dzieło apostolskie wśród muzułmanów21. Wszystkie te działania wpisywały się w kabalistyczną logikę Sabbataja. Konwersja była autentyczna, czemu Sabbataj nigdy nie zaprzeczał.

Aby zrozumieć jego działanie, należy powrócić do niektórych aspektów soteriologii sabbatajskiej. Zbawienie polegało na uwolnieniu prawdy zamkniętej w świecie stworzonym przez demonicznego demiurga. Proces zbawienia był wieloetapowym wstępowaniem po kolejnych stopniach wtajemniczenia, które mogło nastąpić wyłącznie poprzez poznanie tajemnic/prawd ukrytych przed oczami profanów. Zbawienia według sabbataizmu polegało na przebiciu się przez skorupy otaczające „boskie iskry prawdy”; aby tego dokonać, „mesjasz” musiał przyjąć na siebie ciężar poznania najciemniejszych otchłani zła, jak powiedział Natan — wejść „za czterdziestą dziewiątą bramę nieczystości”. Islam tak samo jak judaizm był postrzegany jako skorupa przetrzymująca iskry. Sabbatajska koncepcja głosiła charakterystyczną dla gnostycyzmu ewolucję prawdy, ukrytą w teorii emanacji, prawdy, „która się staje” oraz synkretyzm jako sposób osiągnięcia prawdy ostatecznej (zebrać „rozrzucone iskry”). Boskie prawdy, zdaniem sabbatajczyków, znalazły się tak samo w judaizmie, jak w o stopień wyższym chrześcijaństwie (na tym też tle doszło do przewartościowania u frankistów, stawiających chrześcijaństwo wyżej niż islam), czy w jeszcze wyżej stojącym islamie. Jak łatwo zauważyć, dla Sabbataja „stawanie się prawdy” posiadało charakter rozłożonego w czasie procesu, zachodzącego w obrębie „ludów Pisma świętego”. Przyjęcie islamu było kolejnym, wyższym etapem „uwalniania Szehiny”, rozbiciem kolejnej skorupy. Było to kabalistyczne ukąszenie węża, przyśpieszające narodziny mistycznej łani. Bez tego koniecznego zła zbawienie nie mogłoby postępować naprzód.

Argumentów uzasadniających apostazję poszukiwano głównie w Księdze Izajasza oraz we fragmentach Zoharu. W liście ze stycznia 1668 r. Natan z Gazy talmudycznie interpretuje fragment Izajasza: „lecz on zraniony został za złości nasze” (Iz 53, 5), odnosząc go wprost do apostazji Sabbataja, jako że w myśl Traktatu Sanhedrin mesjasza nazywano „Synem Upadłego”. Interpretacja kabalistyczno-sabbataistyczna szła torem wypaczenia wcześniejszego (prorockiego) rozumienia tego fragmentu Starego Testamentu na rzecz pojmowania mesjasza jako odrzuconego ze względu na jego grzechy, nie zaś grzechy ludzkości! Mesjasz był „wzgardzonym i najpodlejszym z mężów”, a mimo tego pożądanym przez wszystkich (Iz 53, 3) — ten fragment utożsamiano z zapisem Zoharu, mówiącym (według Natana) o mesjaszu: „i nie poznają mnie i jestem w ich oczach jak śmierdzące ścierwo psa” (Zohar III, 125b)22. Za tym założeniem podążyła cała (re)interpretacja Księgi Izajasza i Talmudu, dokonywana w dużym stopniu przy użyciu klucza kabalistycznego. Mesjasz został „zaliczony pomiędzy złoczyńców”, ponieważ posiadał grzechy czynione przez wielu, „za przestępców się modlił” (Iz 53, 12), co oznaczało, według nowej interpretacji, że odrzucenie mesjasza wynikać będzie z jego odrażających grzechów, które pozwalają zaliczyć go w poczet złoczyńców. W ten sposób następowała sakralizacja apostazji Sabbataja.

Koncepcja soteriologiczna wpisywała się w antynomiczną koncepcję „wyzwalania iskier”. Jak jednak przedstawić ją większości zainteresowanych, grzesznych, ale jednak przywiązanych do przestrzegania zasad etycznych, które stanowią podstawę ładu społecznego? W obrębie sekty ten problem rozwiązano w sposób charakterystyczny dla kabalistów. Wezwanie do konwersji na islam zostało zawarowane wyłącznie dla wtajemniczonych, do których nie należał ani Natan z Gazy, ani Abraham Cardoso. Tych, którzy planowali pójść śladem „mesjasza”, oskarżono o pychę i wynoszenie się ponad chawurę „mistrza”. Sabbataj zaakceptował tę koncepcję, stwierdzając, że jego towarzyszami mogą być tylko duchy mocne, wybrane osobiście przez niego, tylko członkowie jego eda kedusza. Natan z Gazy przerażony działaniem „mesjasza” przestrzegał wiernych: „trzymajcie się tak daleko, jak to jest tylko możliwe, od mesjasza, kiedy jest w stanie iluminacji”23. Po śmierci Sabbataja liczni wierni odczuli ulgę, jednak pozostali w obrębie sekty... Na tym polega siła zła — na niewoli strachu.

Goje są potrzebne jak ptaszki...

Konwersje zwolenników sabbataizmu nigdy nie były rzeczywistym przyjęciem zasad islamu czy chrześcijaństwa, ale realizowaniem kabalistycznej idei religijnej wewnątrz innych religii. Wszystkie systemy religijne pojmowano jako skorupy, obowiązujące do czasu objawienia nowej Tora de aciluth — „Tory zbawionego świata”. Dopiero nowa superreligia, powstała na gruzach ortodoksyjnego judaizmu, islamu i chrześcijaństwa, spajająca rozrzucone w akcie stwórczym iskry Boże, może uchodzić za religię „Boga Prawdy”. Chrześcijaństwo pojmowane było wyłącznie jako etap przejściowy na drodze do końcowego objawienia, w którym nie będą potrzebne już żadne wcześniejsze religie instytucjonalne. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta szalona koncepcja jest obecna w poglądach niektórych radykalnych ekumenistów...

Wewnątrz nowej religii światowej będzie nadal panować niejawny podział na dwie grupy wiernych, pochodzący wprost z dwutorowej praktyki sabbataizmu, w którym specjalną, nadrzędną pozycję zarezerwowano dla żydowskich kabalistów sabbatajskich24. Reszta wiernych potrzebna jest do osiągnięcia ostatecznego celu — zebrania iskier. Traktat sabbatajski Świadectwo wiary, stanowiący podstawę niektórych poglądów sekty, wyjaśnia dokładnie ten aspekt. Traktat w swojej pierwszej części opisuje rozmowę pomiędzy „mesjaszem” a „Bogiem” („Bogiem Prawdy”), dotyczącą ceny zbawienia. „Mesjasz” Sabbataj stara się przekonać „Boga”, aby ten oszczędził cierpień „dni mesjaszowych” Izraelitom, wskazując, że nawrócił „do Izraela” wiele dusz gojim. „Bóg” nie ma jednak współczucia i zarzuca „mesjaszowi” litość, nie rozumiejąc prawdziwej intencji „mesjasza”, pragnącego zebrać rozsiane wśród nie-Żydów „iskry” (występujące w traktacie jako „ziarna”). „Przecież nawet żniwiarz nie zbierze wszystkiego bez straty kilku ziaren. Do mnie należy pole i moja jest pszenica. Nic dla mnie nie znaczy utrata kilku ziaren, jeśli tylko ty będziesz żniwiarzem” — mówi „Bóg” do Sabbataja. „Mesjasz” ripostuje, ukazując prawdziwą rolę gojim, wcześniej wspomnianych tylko jako pretekst do nawrócenia innych Żydów, ewentualnie jako obrońców Izraela ścierających wrogów Żydów lub ludzi o ukrytym, nieszczerym sercu. Sabbataj rozmawiając z „Bogiem” „zawołał ptaszka, aby przyleciał i dziobnął sobie ziarenko (...) potem zabił ptaszka, wyjął z niego ziarno, posiał je i nawodnił wydzielinami niebiańskich zwierząt. Z ziarna wyrosło potężne drzewo, które wydało kwiaty i cudowne owoce. Zerwał pierwszy owoc i dał Bogu, któremu zapachniał ogrodem Eden. I powiedział: «Jeśli jedno ziarno wydaje tyle wspaniałych owoców, jak mógłbym zbawić Izrael, tracąc niektóre dusze?»”. W kontekście wcześniejszych rozważań ukazanych w traktacie, zbawienie dotyczy wyłącznie sabbatajskiego Izraela, a ratowane są dusze Żydów, odrzucających „mesjasza” z obawy przed śmiesznością wobec nie-Żydów25.

System sabbatajski był pozornie uniwersalistyczny, a dzięki zastosowaniu swej metody mógł bez przeszkód „rozbijać skorupy” wewnątrz innych religii, których nigdy nie traktował poważnie. Nie zerwał również z talmudycznym „nauczaniem pogardy”, tj. traktowaniem nie-Żydów jako istot niższych religijnie, kulturowo i rasowo. Przepaść pomiędzy hellenistycznym uniwersalistycznym chrześcijaństwem a judaistycznym ekskluzywizmem była nie do pokonania.

Ześlij znak z nieba!

Sabbataizm nie był w stanie zerwać więzów łączących go z talmudycznym judaizmem, a wielu przypadkach nie chciał tego robić, i to pomimo rabinicznych klątw sypiących się obficie na głowy Sabbataja i jego zwolenników.

Wyznawane w obrębie sekty poglądy na temat epoki mesjańskiej zawierały silny ładunek apokaliptyczny, obecny w dzisiejszych koncepcjach mesjanistów żydowskich i wyznawców „świeckiej” religii Holocaustu. Podzielić je można na kilka elementów.

WOJNA JAKO POCZĄTEK EPOKI MESJAŃSKIEJ

Według listu Natana z Gazy z 1665 r., w którym przepowiadano szybkie nadejście ostatniego etapu zbawienia, naprawa świata została już dokonana, a wojny znikną z oblicza świata — za wyjątkiem wojen w krajach aszkenazyjskich, gdzie nadal będzie przelewana krew. Kraje aszkenazyjskie można rozumieć w sposób średniowieczny, tj. jako tereny Niemiec, lub szerzej — w kategoriach językowych, jako obszar zamieszkały przez Żydów posługujących się językiem jidysz (Europa Zachodnia, Środkowa i Wschodnia oraz Ameryka). Zdaniem Natana wojna nie miała dotykać już krajów sefardyjskich (płw. Iberyjski, Afryka Północna i Turcja). Można by pokusić się o odniesienie proroctwa sabbatajskiego do II wojny światowej, ale czy wojny rzeczywiście zniknęły z oblicza ziemi? Warto podkreślić, że te rozważania nie stanowią analizy proroctw pod kątem ich odzwierciedlenia w historii, a mają na celu wyłącznie wskazanie na obecność takich samych poglądów w sekcie sabbatajskiej i dzisiejszych poglądach niektórych środowisk żydowskich.

Sabbataj negował niemalże wszystkie tradycyjne praktyki religijne judaizmu, za wyjątkiem ofiary całopalnej, która jego zdaniem posiadała, poprzez niszczące działanie, charakter odradzający — uwalniający ducha. Znakomita większość teologów „religii Holocaustu” traktuje wydarzenia II wojny światowej w kategoriach ofiary całopalnej złożonej przez Żydów ze swych najlepszych synów i córek, zapowiedzianej w Starym Testamencie (Pwt 4, 20; Iz 30, 33; Iz 48, 10). Korban był elementem niezbędnym w otwarciu epoki mesjańskiej.

GEMATRIA — CYFRY JAKO MANIFESTACJA „BOGA”

Praktykowana przez sabbatajczyków gematria wywodzi się wprost z kabalistycznej interpretacji Zoharu, opierając się na systemie rozpoznawania związków pomiędzy sefirami (emanacjami „Bożego” światła) a literami hebrajskiego alfabetu. Zwolennicy Sabbataja największą moc przypisywali sefirze Tiferet, utożsamianej z prawdą, pięknem i doskonałością. Sefirze tej odpowiadała hebrajska litera waw, której podstawowa (hebr. mispar hechrachi) wartość numeryczna wynosi 626. Początkowo przyjmowano, że wejście w okres mesjański rozpocznie się w 1648 r. (warto podkreślić, że sabbatajczycy stosowali kalendarz chrześcijański!), przesunięto jednak tę datę na rok 1666. Sabbatajczycy pozostali wierni układom cyfr mających znaczenie mesjanistyczne, zaczerpnięte z Zoharu (1648, 1948).

Zastanawiające w tym kontekście jest wyznaczenie przez dzisiejszych zwolenników religii Holocaustu daty rozpoczęcia epoki mesjańskiej na koniec „epoki pieców”, co miało nastąpić wraz z utworzeniem Erec Izrael w 1948 r.27 Epoka mesjańska została zapoczątkowana złożeniem w czasie II wojny światowej ofiary z 6 (waw) milionów Żydów, ofiary stanowiącej sefirę Tiferet, rozbijającą skorupę, ale również przywracającą jedność pomiędzy dawnym a nowym Izraelem. Sefira jest emanacją „Boga”, zapowiadającą chwałę i zwycięstwo. Warto zadać pytanie, czy podobną rolę odgrywa zestawienie cyfr 1966? Trudno znaleźć jakieś wiarygodne informacje na temat takich interpretacji, warto jednak wspomnieć, że w 1966 r. Izrael otrzymał z Wielkiej Brytanii jeden z pierwszych transportów materiałów rozszczepialnych, które posłużyły jeszcze w tym samym roku do przeprowadzenia pierwszej podziemnej implozji nuklearnej na pustyni Negew.

ŚWIĄTYNIA W JEROZOLIMIE JAKO ZNAK NIEBIOS

Gdy nastąpi ostatni etap zbawienia świata, a władza nad cała kulą ziemską spoczywać będzie w rękach zjednoczonego Izraela, jej widomym znakiem będzie świątynia w Jerozolimie, która w gotowej postaci zostanie spuszczona z nieba. Będzie to wydarzenie poprzedzające zmartwychwstanie — najpierw Żydów zmarłych w Palestynie, z której nb. zostaną wypędzeni „niegodni”. Po czternastu latach nastąpi zmartwychwstanie poza Ziemią Świętą.

Pragnienie odbudowania świątyni jerozolimskiej stanowi najbardziej czytelny wyraz żydowskich dążeń mesjanistycznych na przestrzeni wieków. Również dziś w Jerozolimie i wielu miejscach na świecie trwają gorączkowe przygotowania do budowy trzeciej świątyni28. Zdaniem dzisiejszych mesjanistów, wzniesienie świątyni na górze Moria zakończy wstępny okres epoki mesjańskiej.

ZAKOŃCZENIE ROZPROSZENIA ŻYDÓW

Widomym znakiem ostatniego aktu zbawienia będzie zjednoczenie wszystkich rozproszonych na świecie Żydów.

We współczesnych publikacjach mesjanistycznych obecna jest tęsknota za zjednoczeniem w granicach jednego państwa wszystkich Żydów żyjących w diasporze. Jest to jeden z bardziej kłopotliwych tematów, zważywszy na niechętny stosunek Żydów amerykańskich do opuszczenia kraju swojego urodzenia. Co jakiś czas, w związku z falami migracyjnymi do Izraela, temat powrotu odżywa. W niektórych publikacjach judeochrześcijańskich (protestanckich) występuje jako tęsknota za odnalezieniem zagubionych plemion Izraela, interpretowanych przez niektórych Żydów jako chrześcijańskich syjonistów, którzy poprzez swoje działania na rzecz Izraela i Żydów weszli do wspólnoty Abrahama

ODEBRANIE WŁADZY „SUŁTANOWI”

Sułtan jako jedyny będzie niewolnikiem „mesjasza”; inne narody ukorzą się przed jego majestatem i płacić mu będą daninę.

Elementy dominacji politycznej zawsze występowały w literaturze mesjanistycznej, dziś sprowadzone są do retoryki defensywnej (obrona przed możliwością powtórzenia się Holocaustu). U radykalnych mesjanistów często łączą się one z ostatecznym wypędzeniem Arabów z Izraela lub zniszczeniem jego arabskich wrogów.

* * *

Trwa duchowa wojna pomiędzy Bogiem a Lucyferem, wojna, w której zbuntowany anioł nie cofa się przed żadnym wybiegiem. W trakcie tych zmagań książę ciemności niejednokrotnie zło nazywa dobrem, niegodziwość przedstawia jako sprawiedliwość, a nienawiść ukrywa w słowach głoszących miłość, tolerancję i pokój. Nie inaczej było w przypadku sabbataizmu Jakuba Franka, w którym idea zbawienia Żydów — narodu niegdyś wybranego przez Boga — poprzez nawrócenie się ich na chrześcijaństwo została sprowadzona do karykaturalnej formy i całkowicie wypaczona poprzez nadanie jej fałszywego, kabalistycznego sensu. Odrzucenie jedynego oczekiwanego przez Żydów Mesjasza — Jezusa Chrystusa — spowodowało fatalne konsekwencje w postaci nie tylko zapowiedzianych w Piśmie świętym klęsk, jakie spadły na ten naród, ale przede wszystkim coraz większej niezdolności do rozpoznania prawdy. Wierzymy gorąco, że zmieni się to w czasach ostatecznych, kiedy z oczu Żydów spadnie bielmo zaślepienia i w „najgorszym z ludzi”, Jezusie Chrystusie, rozpoznają swojego długo wyczekiwanego Zbawiciela.

 

1 Opierając się na interpretacji Zoharu, kabaliści wyznaczyli powrót Żydów do Ziemi Świętej na 1648 rok. Pomylili się o 300 lat. Stało się to możliwe w 1948 roku, wraz z powstaniem Państwa Izrael.

2 Gematria (z grec. geometria) — system żydowskiej numerologii, przypisujący poszczególnym literom alfabetu hebrajskiego wartości liczbowe i doszukujący się mistycznych związków pomiędzy słowami lub wyrażeniami o równych sumach wartości tworzących je liter.

3 Skutki ogłoszenia nowego „mesjasza” w Europie opisuje A. Hertzberg, Żydzi. Istota i charakter narodu, arszawa 2001, s. 113–114.

4 H. Nussbaum, Przewodnik judaistyczny obejmujący kurs literatury i religii, Warszawa 1893, s. 206.

5 Chawura (z hebr. ‘dwór’) — wśród Żydów sefardyjskich grupa mędrców, posiadająca autorytet w komentowaniu przepisów Tory i Talmudu.

6 Na temat sabbataizmu i frankizmu (często z błędami): F. Koneczny, Cywilizacja żydowska, Londyn 1974, s. 317–324.

7 Jakub Frank miał mawiać, że „kiedy Żyd się ochrzci, ubierają go w piękne szaty, przypasują mu do boku szablę”. Zob. M. Mieses, Z rodu żydowskiego. Zasłużone rodziny polskie krwi niegdyś żydowskiej, Warszawa 1991, s. 21–25.

8 Zob. M. Bradley, Tajne stowarzyszenia, Warszawa 2005, s. 64.

9 Dotyczy to np. frankistów Jana i Joachima Dembowskich, prowodyrów warszawskich samosądów z 1794 roku i liderów jakobińskich radykałów skupionych wokół Kilińskiego. Zob. M. Mieses, Z rodu żydowskiego..., op. cit., s. 73.

10 Zob. M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. III: Od Mahometa do wieku Reform, Warszawa 1997, s. 118. Wyznawcy sabbataistycznej sekty Donmeh zaangażowani byli w powstanie Republiki Młodotureckiej i rzeź ludności ormiańskiej zorganizowanej przez żołnierzy Ataturka. Zob. Ch. J. Bjerknes, The Jewish Genocide of Armenian Christians, 2006, s. 187–189, w której powołuje się na prace profesora M. Avruma Ehrlicha i syjonistycznego rasistę związanego z lożami postiluminanckimi I. Zangwilla.

11 Czołową rolę w tych związkach odegrał Rudolf von Sebottendorff (właściwie: Adam Rudolf Glauer), samozwańczy arystokrata, syn maszynisty, pochodzący ze Zgorzelca. Autor licznych okultystycznych prac trafił w ostatnich latach XIX wieku do Turcji, gdzie zetknął się z kilkoma sektami sufickimi, wstępując do tureckiej masonerii. W czasie swojego ponownego pobytu w Turcji, jeszcze przed I wojną światową, zetknął się z koncepcjami sabbatajskimi w obrębie niektórych sekt sufickich (np. Donmeh). Na cześć Sabbataja Cwi Adam Glauer zmienił nazwisko na von Sabottendorff. Był założycielem ariozoficznego, okultystycznego Stowarzyszenia Thule, pojmującego Adolfa Hitlera jako ucieleśnienie swoich ideałów. Zob.: E. Gugenberger, Czarni cudotwórcy, Warszawa 2004, s. 75–88; N. Goodrick-Clarke, Okultystyczne źródła nazizmu. Tajne kulty aryjskie oraz ich wpływ na ideologię nazistowską. Ariozofowie z Austrii i Niemiec 1890–1935, Warszawa 2001, s. 195–218; M. Tabor, Ezoteryczne źródła nazizmu, Kraków-Warszawa 1993.

12 Poglądy Sabbataja Cwi i jego zwolenników opisane głównie na podstawie doskonałej pracy znawcy tematu: J. Doktór, Śladami Mesjasza-Apostaty. Żydowskie ruchy mesjańskie w XVII i XVIII wieku a problem konwersji, Wrocław 1998.

13 Pojęcie wcześniej utożsamiane z obecnością Boga w Świątyni Jerozolimskiej, uzyskało wśród kabalistów nowe znaczenie, połączone z żeńskim wyobrażeniem.

14 Zob. na ten temat tekst sabbatajskiej sekty Izmirilis w: J. Doktór, Śladami..., op. cit., s. 59–60.

15 Warto w tym miejscy przypomnieć, że według kabalistów dosłowne rozumienie tekstu Pisma św. było jednym z przejawów dominacji demiurga, który na tekst religijny nałożył brzemię materii, wypaczający prawdziwy — mistyczny sens zapisu.

16 Szkoła kabalistyczna Izaaka Lurii, tzw. Nowa Kabała, stanowiąca popularną wersję kabały ezoterycznej z silnymi wpływami gnozy, powstawała jako dzieło synkretyczne od XV do XVII wieku. Zob. na ten temat: M. Eliade, Historia..., op. cit., s. 115–117.

17 Gershom Scholem następująco opisuje te dziwaczne poglądy. W 1677 r. Natan z Gazy stwierdził, że „dziwne zachowania Sabbataja stanowią dowód autentyzmu jego mesjańskiego posłannictwa”. Ponieważ „gdyby nie był Odkupicielem, żadne odchylenia by mu się nie przytrafiały”. Prawdziwymi aktami odkupienia są wyłącznie te, które wywołują największe zgorszenie. Za: M. Eliade, Historia..., op. cit., s. 118.

18 Część wyznawców Sabbataja twierdziła, że zło może być zwalczane tylko złem ewentualnie że grzech Adama został zniesiony, wobec czego ten, kto popełnia grzechy, jest cnotliwy w oczach „Boga”. Ibid., s. 118; J. Doktór, op. cit., s. 152–155.

19 Odrzucić możemy jako mało wiarygodne przekazy powstałe w obrębie wrogiego Sabbatajowi talmudycznego judaizmu, mówiące o konwersji ze strachu (sułtan miał zaproponować aby „mesjasz” ujawnił swoją siłę, zatrzymując strzały wypuszczone w jego kierunku przez janczarów) lub dokonanej ze względu na ofiarowane bogactwa (faktycznie z konwersją wiązały się określone profity finansowe i prestiżowe). Przyczyna leżała w specyfice religijnych koncepcji Sabbataja, utrzymującego, że konwersja była spontaniczną odpowiedzią na wezwanie Boga.

20 Cyt. za: J. Doktór, op. cit., s. 48.

21 Sabbatajskie przekazy zawierają wiele informacji mówiących o przyjęciu sabbataizmu przez muzułmanów, wyliczając wśród nawróconych sułtańskiego muftego Wani Efendiego i mistyka-poetę Nazima. Sabbataj miał utrzymywać ścisłe kontakty oraz współdziałać z sufickimi sektami, w rodzaju „zakonu helwetije”, którego poglądy stanowiły mieszaninę gnostycyzmu i islamu, por. interesujący artykuł profesora Abrahama Elqayama, Sabbatai Levi and Sufism, http://www.kheper.net/topics/Kabbalah/Zevi_and_Sufism.html

22 J. Doktór, op. cit., s. 47.

23 Ibid., s. 55.

24 Izrael Chazan rozróżniał „wiernych Izraelitów” od „wiernych gojów”.

25 J. Doktór, Śladami..., op. cit., s. 56–57. Interpretacja fragmentu traktatu dokonana przez autora książki poświęconej Sabbatajowi znacząco odbiega od przedstawionej przeze mnie w tym miejscu.

26 Zob. na ten temat: F. Dornseiff, Alfabet w mistyce i magii, Warszawa 2001.

27 Powierzchowna sprzeczność pomiędzy cyfrą 6 (waw) a 9 (jesod) nie istnieje w kabale mistycznej, w której sefira jesod, traktowana jako siła sprawcza, zawsze jako wprowadzająca ostateczną doskonałość, czyli sefirę tiferet. Stąd rozważanie zestawienia cyfr 1648 i 1948 z kabalistycznego punktu widzenia jest jak najbardziej uzasadnione.

28 Por. H. Hajducki, Świątynia jerozolimska a czasy ostateczne, [w:] Zawsze wierni nr 50, s. 74–87.

wg
Zawsze Wierni : Nr 6 (97) 2007
piątek, 14 lipca 2006
Piosenka o Cmentarzu Łyczakowskim - MARIAN HEMAR

 

Listopad sypie garściami liści
Na grządki, w których pokotem śpią
Małe batiary - gimnazjaliści -
Pod czarną ziemią - za siwą mgłą.

Śmierć, co po drodze, to kosa zetnie.
Po ziemi chodzi z głową wśród gwiazd.
Czternastoletnie... Piętnastoletnie...
I już im groby zagłuszył chwast.

Matka płakała: Czyś ty zwariował?
Ojciec się gniewał: Czyś ty się wścikł?!
Zamknął go w domu, czapkę mu schował.
Kolega gwizdnął - i chłopiec znikł.

Chłopiec od szewca, chłopiec od krawca,
Chudy gazeciarz, różowy skaut.
Patrzcie się, jaki znalazł się zbawca!
Akurat ciebie trzeba na gwałt!

Kto go tak uczył? Kto go tak skusił?
Jaka muzyka? Do jakich słów?
Kto go opętał? Kto go przymusił,
Żeby on ginął? Za co? Za Lwów! -

Kto mu wyszeptał słowo nadziei,
Że on na zawsze, na wszystkie dni,
Do polskiej mapy ten Lwów przyklei
gumą arabską... Kropelką krwi...?

http://www.moje.friko.pl/piosenki.htm

http://www.moje.friko.pl/orleta.htm

środa, 21 czerwca 2006
Praktyka Komunii na rękę - w Polsce nigdy - ani przed wiekami, ani dziś
Zawsze Wierni [82] Wieczne potępienie (3/2006) Krzysztof A. Ferrara: Święta rewolucja?

(...)Dały się jednak słyszeć głosy o rażących wypadkach nieposzanowania Najświętszych Postaci, co bardzo obciąża nie tylko osoby bezpośrednio winne takiego postępowania, ale również Pasterzy Kościoła, którzy jakby mniej czuwali nad zachowaniem się wiernych względem Eucharystii” (papież Jan Paweł II, list Dominicae caenae z 1980 r.). Możemy więc dziś stwierdzić z pewnością, że zagrożenia wymienione w dokumencie Stolicy Apostolskiej z 1969 roku okazały się jak najbardziej uzasadnione: tam, gdzie wprowadzono zwyczaj podawania Ciała Pańskiego do rąk, powstała dodatkowa okazja do grzechu przeciw Chrystusowi w Eucharystii.

 Jedynym wyrażonym oficjalnie motywem Stolicy Apostolskiej przy udzielaniu zgody na wprowadzenie przez poszczególne krajowe Konferencje Episkopatu Komunii na rękę jest do dziś pragnienie zażegnania kryzysu, jeżeli „rozdawanie Komunii świętej na rękę rozwinęło się już w jakimś miejscu” w sposób nielegalny, na fali „trudnej sytuacji” po zakończeniu Soboru Watykańskiego II (por. Memoriale Domini). Jest jasne, że w Polsce z niczym takim nie mieliśmy, na szczęście, do czynienia. Praktyka Komunii na rękę nie zaistniała w Polsce nigdy – ani przed wiekami, ani w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat (...).

http://www.mateusz.pl/mt/ba/deklaracja.htm

http://tinyurl.com/oh5xm

 Vergrößern

[...] Pomimo kilku zachęcających sygnałów z początku pontyfikatu liturgia Novus Ordo pozostaje nienaruszona, z odrobiną łaciny i chorału podczas celebracji Mszy papieskiej twarzą do ludzi, którzy nadal otrzymują Komunię św. na rękę. Zdetronizowany i pozbawiony korony papież nadal zasiada na krześle przewodniczącego, wysłuchując lekcji czytanych przez świeckie kobiety z odkrytymi głowami, czytających wikariuszowi Chrystusa Pismo św. przy pulpicie. Nie czyta się już oczywiście Listu św. Pawła do Koryntian, przekazującego dany z Bożego natchnienia nakaz, przestrzegany przez niemal 2000 lat: niech kobiety zakrywają głowy (1 Kor 11, 10) i „milczą w kościołach, ponieważ nie pozwala im się mówić, lecz mają być poddane, jak i Prawo mówi (...) bo nie przystoi niewieście mówić w kościele (1 Kor 14, 34–35).

Pomimo tego za pontyfikatu papieża Benedykta kobiety z odkrytymi głowami będą nadal przemawiać w kościołach, włączając w to bazylikę Św. Piotra.

Równocześnie rozrastającej gwałtownie się i pozostającej całkowicie poza kontrolą Drodze Neokatechumenalnej, założonej przez „egzystencjalistycznego malarza” i eks-zakonnicę – znanych w świecie Novus Ordo jako Kiko i Carmen, pozwala się nadal wygłaszać gnostyckie katechezy i głosić herezje oraz sprawować w sobotnie wieczory zjudaizowane liturgie, na których  roztańczone zgromadzenie spożywa hostie wielkości pizzy, siedząc wokół stołów pośrodku miejsca „kultu”. Ostatnio, w surowym napomnieniu do przestrzegania tradycji liturgicznej, papież dał Drodze dokładnie dwa lata na usunięcie nadużyć – oczywiście jeżeli wcześniej nie nastąpią inne ustalenia. Do tego czasu członkom Drogi nakazano uczestniczyć w Mszy niedzielnej co najmniej raz w miesiącu. Bezzębny lew znowu zaryczał.

Podczas gdy liturgia Novus Ordo ulega dalszemu rozkładowi, doktryna o otchłani dzieci zdaje się znikać w posoborowej niepamięci. Nawet „New York Times” zauważył (z wyraźną satysfakcją), że bez otchłani nie ma katolickiej doktryny dotyczącej losu dzieci zmarłych bez chrztu. W tej sytuacji ludzie wyciągną po prostu wniosek, że wszystkie te dzieci muszą być zbawione. Tyle zostało z dogmatu o grzechu pierworodnym i nauczania Kościoła głoszącego, iż „skoro niemowlęta nie mają innych środków zbawienia poza chrztem, możemy łatwo zrozumieć, jak ciężko grzeszą ci rodzice, którzy pozwalają im pozostawać bez łaski sakramentu dłużej niż to konieczne, zwłaszcza w wieku tak delikatnym i wystawionym na niebezpieczeństwo śmierci” (Katechizm Soboru Trydenckiego). Owa groteskowa „likwidacja” otchłani nie zostanie oczywiście ogłoszona w żadnej encyklice czy innym wiążącym dokumencie papieskim. Stwarzać się będzie raczej wrażenie, że mający się ukazać dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej jest – w zestawieniu z bezwartościowymi opiniami neomodernistycznych „eskpertów” – nauczaniem Kościoła.

Pomimo ogłoszonego niedawno przez Stolicę Apostolską dokumentu, mającego na celu wstrzymanie wyświęcania homoseksualistów, homoseksualiści nadal ukrywać się będą w pałacach biskupich, seminariach i kuriach na całym świecie. Dokument ten pozostawia te eklezjalne termity całkowicie bezkarnymi, zapalając równocześnie zielone światło dla dopuszczenia nowego pokolenia jawnych homoseksualistów do święceń, wymagając jedynie, by dowiedli, że „przezwyciężyli” swą „przejściową” skłonność do sodomii w czasie drugiej połowy swej formacji seminaryjnej (tj. trzy lata przed otrzymaniem święceń)[...]

http://www.piusx.org.pl/zw/index.php?nr=3&id=921

 Dienstag, 28. März 2006 - 02:23 Uhr (CEST) 0 Kommentare | Permanenter Link

http://tinyurl.com/oh5xm

Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
www.flickr.com
stefan_kosiewski pod ochroną prawa - unter dem Denkmalschutz * 41- 250 Czeladź, Polen photoset stefan_kosiewski pod ochroną prawa - unter dem Denkmalschutz * 41- 250 Czeladź, Polen photoset
statystyka

Grab this swicki from eurekster.com