Szanowna Pani Moi znajomi poszukuja
osoby do pomocy przy chorej osobie - kobieta - 56 lat Jezli jest Pani zaintersowana to prosze o kontakt >
Z powazniem Krzysztof Cierpisz
+
Droga Pani Grażyno,
Pan Krzysztof Cierpisz ze Szwecji przejął się Pani losem,
chce Pani pomoc;
lobbysta zydowski, czy wydawca tekstow SB? Re: Jedrzej Giertych CHRZEŚCIJANIE A ŻYDZI
Dzisiejsze państwo izraelskie, mimo cierpień
i krzywd, jakie jego powstanie przyniosło ludności arabskiej, jest faktem o
znaczeniu nie tylko politycznym, ale i teologicznym i win.
no się cieszyć naszym poparciem i
sympatią.
Episkopat
francuski ogłosił w dniu 7 kwietnia b.r., dokument pod tytułem: „Orientacje
duszpasterskie w sprawie stosunku
chrześcijan do żydów".
Oto
najciekawsze punkty tych „orientacji", w streszczeniu.
Naród
żydowski nie przestał być narodem wybranym: Nowe Przymierze nie przekreśliło
Starego Przymierza i naród ten nadal jest obdarzony obietnicami. Judaizm jest
religią szczególnie bliską chrześcijaństwu, bo jest religią tych, którzy byli
wyznawcami tej samej wiary co ongiś pierwsi chrześcijanie, tyle tylko, że nie
zrozumieli, iż Chrystus jest Mesjaszem; trzeba, by się chrześcijanie zdobyli na „nowe
spojrzenie na naród żydowski, nie tylko w dziedzinie stosunków międzyludzkich,
lecz również w dziedzinie wiary"; trzeba mieć wobec żydów postawę ekumeniczną i
trzeba w naszym życiu religijnym
korzystać z ich duchowych doświadczeń i osiągnięć. Naród żydowski jako
zbiorowość nie jest winien ukrzyżowania Pana Jezusa,. Dzisiejsze państwo
izraelskie, mimo cierpień i krzywd, jakie jego powstanie przyniosło ludności
arabskiej, jest faktem o znaczeniu nie tylko politycznym, ale i teologicznym i
win. no się cieszyć naszym poparciem
i sympatią (...).
Jedrzej Giertych:Osobiście,
życzę Republice Izraelskiej wszystkiego dobrego. W r. 1967, gdy wydawało się, że
może być zmiażdżona, co mogłoby pociągnąć za sobą eksterminację lub wygnanie
jej ludności, życzyłem jej zwycięstwa.
Z rozmów z SB w sierpniu 1970 r. wynikało, że Służby Bezpieczeństwa usiłowały go traktować jako osobę, która będzie przekazywała ojcu Jędrzejowi materiały, które ten następnie będzie upowszechniał w środowisku, tak by "sprawy zgrabnie przemówiłyby przez jego pióro".
bp Williamson, najlepiej przeszkolony Bart yzel, filomaca i lenistwo umysłowe na prawicy.niet
Pan Jacek Bartyzer sam powinien skorzystac z okazji i siedziec cicho , a nie zabierac glos W sprawie , ktora zna jedynie z drugiej reki. Bo z tym mamy do czynienia. Program o wypowiedzi Wiliamssona widzialem w oryginale i zrobil na mnie wrazenie zwyklej chamskiej publicystki i napastliwosci w stylu Polskiej Kroniki Filmowej Z poczatku lat 50 – tych. Z tym tylko, ze tam prowadzacy takie programy mowili bardziej kulturalnym jezykiem anizeli tworca tego programu o wybitnie szwedzkim nazwisku: Ali Fegan. Ali nie jest nawet dziennikarzem pracujacym na stale w jakijes redakcji ale tzw freelance. Jest to osobnik do wynajecia , ktory skleja programy tak jak to wymaga powaga czasow a jakas stala ( znana) redakcja albo boi sie albo wstydzi ytakiej czarnej roboty typowej dla Alego. Zauwazam , Szwedzi – po tym programie – zawziecie dyskutuja nt. czy Ali jest zydem czy Iranczykiem. Sam Ali odpowiada , ze jest niepraktykujacym muzulmaninem. To – w takim razie - znerwicowani Skandynawowie zapytuja sie: kiedy to Ali zrobi podobny program o islamie.
Wracajac zas do Wiliamssona , to nalezy powiedziec , ze nie powiedzial on nic takiego co u ludzi zdrowych psychicznie moze wywolac takie reakcje jak to mozemy i uslyszec i zobaczyc. Stwiedzil jednie , ze nie wierzy w to , ze 6 mil zydow bylo zagazownych. Stwierdzil takze , ze nie wierzy, ze jakikikolwiek zyd zginal w komorze gazowej - Sugerjac brak dowodow technicznych na to , ze takie komory istnialy. Przy czym jego wypowiedzi nie mialy nawet charakteru jakiejs prowokacji intelektualnej. Mowiac krotko nie exponowal swych wypowiedzi w deklaratywnej formie a jedynie ujawnial swoj sceptycyzm. Nie mozna podobnego zachowania zauwazyc wsrod kleru katolickiego szwedzkiego. Bardzo niesmacznie zachowal sie nasz biskup Aborelius , ktory gorliwie wybiegal przed szereg, bardziej jescze niz J.Bartzer. W ogole, wypowiedzi protestanow byly bardziej spokojne i wywazone anizeli „katolikow", ktorzy wyraznie mniej martwili sie tym , ze Lefebrysci Chca zaciagnac protestanow do Kosciola Swietego anizeli „katolicy", ktorzy wyrazali niepokoj co do tego , ze katolicyzm moze byc niewlasciwy bo przypuszcalnie szkodzi zydom.
Subject: Re: sowa magazyn europejski bp Williamson,Jacek Bartyzel; Príhovor europoslankyne Anny Záborskej na VI. svetovom stretnutí rodín v Mexiku; dr.inz. Jan Czekajewski: dlaczego "zdradzilem"; Krzysztof Pytel: My sportowcy; 17 lutego 2009 System nawigacyjn
2009/1/29 SOWA czwartek, 29 stycznia 2009
bp Williamson, Príhovor europoslankyne Anny Záborskej na VI. svetovom stretnutí rodín v Mexiku
Nie chcę, broń Boże, niczego insynuować, ale naprawdę najlepiej przeszkolony agent-provocateur nie zrobiłby tego lepiej. Jacek Bartyzel http://prawica.net/node/15170
Zobacz w całości kontrowersyjny wywiad z biskupem Richardem Williamsonem, w którym twierdzi, że nie było komór gazowych, a w obozach zginęło 200 - 300 tysięcy Żydów.
uwagi: 1. sowa podala wypowiedz biskupa w oryginale, wiec nie tylko Pan ja obejrzal,; 2. techniczna , prosze nie dawac do grupy jeszcze raz rzeczy, ktore nie sa potrzebne do zrozumienia Pana majla 3. czy przekrecanie obcych nazwisk ulatwia myslenie?
czy czytal Pan wypowiedz Bartyzela, do ktorej sie Pan odnosi?
Syjonizm jest produktem judaizmu a nie odwrotnie. Podobnie, produktem judaizmu sa : marksizm, feminizm, ekumenizm, globalizm, czy ekologizm. Bezustanna rewolucja swiatowa - wg Trockiego - zostala zastapiona bezustannym szerzeniem swiatowego polipa - a to bez wzgledu na forme. Syjonizm jest jedynie chwilowym wypryskiem na ciele judaizmu. Przeminie on tak samo szybko jak marksim lub inne. Musi on znalezc sobie jedynie nowe i lepsze wcielenie. Juz teraz widac , ze syjonizm w stosunku do tzw Izreala w Ziemi Swietej, zmienia sie na syjonizm w stosunku do Polski. To Polska jest marzeniem zyda a nie piaski Synaju. Panstwo Izrael bedzi zlikwidowane - to na Ziemi Swietej - a zbudowane nowe panstwo zydowskie (zydoskie) w Polsce. To na trupie Polski. Ludnosc polskojezyczna pomoze.
Właśnie , dobrze, ze zauwazcie w końcu ten mój pogląd, który nie jest jakimś "wymysłem" a wybiegał nieco w przyszłość, która już dziś zaczyna deptaćPolscepo pietach.
.: Bracia, nie pisze się dla tych, co udają Greka na Dolnym Sląsku, ale dla tych, którzy nie szczędząc sił dla Sprawy poddają rzecz obróbce przy zachowaniu wiary w miarę jedynej słusznej dla Praw Człowieka pozycji wertykalnej.
Pan Krzysztof Cierpisz jest polskim emigrantem politycznym w Szwecji, więc nie musi wiedzieć o tym, że żydokomuna nie po to weszła do Polski we wrześniu 1939 roku a potem w 1944 roku, żeby się dzielić ze swoimi mocherami talmudycznymi zdobytą nad Polakami władzą.
Bo zauważa Pan Krzysztof dziś, 25 sierpnia 2008: "Właśnie , dobrze, ze zauwazcie w końcu ten mój pogląd, który nie jest jakimś "wymysłem" a wybiegał nieco w przyszłość,która już dziś zaczyna deptaćPolscepo pietach".
Pogląd Pana Krzysztofa zamknął się w stwierdzeniu: "Panstwo Izrael bedzi zlikwidowane - to na Ziemi Swietej - a zbudowane nowe panstwo zydowskie (zydoskie) w Polsce. To na trupie Polski. Ludnosc polskojezyczna pomoze".
Zauważmy, .: B., że stworzony na ziemiach Zachodniej Polski demolud o nazwie PRL nie był państwem polskim, jak Rzeczpospolita Polska do 1939 r.PRL nie była Polską. Totalitarną władzę nad Polakami w PRL posiadali agenci Moskwy oraz Izraela, żydoubowcy w mundurach wojska oraz milicji, którzy współpracowali z żydowcami w innych częściach świata, przede wszystkim: NRD i USA. W szczytowym okresie funkcjonowania PRL-u władzę nad Polakami uosabiał CzesławKiszczak, który w sierpniu 1980 roku był szefem kontrwywiadu wojskowego PRL i dlatego nic nie wiedział o żydowcach z tzw. Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża: Borusewicz, Gwiazda, Lis, Wałęsa, Wyszkowski, którzy jawnie głosili za żydowcami-korowcami: Modzelewskim, Romaszewskim, Michnikiem i Kuroniem, że chcą zreformować, czyli przejąć w PRL-u władzę, robili przygotowania do przejęcia władzy. Tymczasem Kiszczak nie uważał i dał się głupio podejść i zaskoczyć tym paru sprytnym, niewykształconym, "polskim działaczom związkowym" o rysach Bronsztajna /Leo Trockiego (Wildsztajna, Blumsztajna, Kalksztajna), że Polak by się na nich nie poznał i podjechali sobie motorówkami wojskowymi pod stocznię, a szef kontrwywiadu wojskowego PRL Czesław Kiszczaknic o tej akcji kontrwywiadu wojskowego PRL nie wiedział!
W nagrodę za to, że Kiszczak dał się tak głupio zaskoczyć Lechowi Wałęsie, wkrótce tenże sam Kiszczak mianowany został Ministrem Spraw Wewnętrznych PRL-u, czyli szefem całego kontrwywiadu i wywiadu ubowców a żydzi: Gwiazda z Lisem i Kaczorami mogli sobie śmiało rozkręcić Solidarność do 10 milionów członków, bo co zostało zaplanowane, to się nie odstało pod Kiszczakiem i Jaruzelskim, Wałęsą, Kwaśniewskim, Kaczyńskim, Buzkiem, Tuskiem, Marcinkiewiczem, Millerem, Belką, Cimoszewiczem.
Pytania warsztatowe:
- Czy może być i tak, że wkrótce przyjadą na ziemie Polski żydzi, żeby Polaków też wyzwolić spod tego wszystkiego, co już jest? - Czy miał może takie wizje we Szwecji, w ojczyźnie św. Brygidy polski emigrant polityczny, że na miejscu Unii Europejskiej, do której Izrael ma razem z Gruzją, Turcją i Ukrainą w 2014 roku planowo doszlusować, powstanie jeszcze jedno, jakieś nowe państwo żydowskie? - A co na to widzenie żyd Sarkozy we Francji, która jest w obecnej Unii Europejskiej? - A jego kolega w Hiszpanii? - A ich koledzy w Bułgarii, Gruzji i Rumunii, koleżanka w Niemczech o nazwisku takim samym jak Jacek Merkel z Gdańska, liberał i kolega premiera Tuska? - Czy ci żydzi, którzy już się sami wybili w Unii na niepodległość, też mają być jeszcze wyzwoleni z raz już zdobytej władzy i własności? - A któż to będzie potem jeszcze chodził się modlić do świątyni w Jeruzalem, którą żydzi ponoć chcą odbudować, a wszystko robią na całym świecie, żeby się w niczym nie ograniczać?
- Kto będzie obchodził z radością w tym roku rocznicę strajków w Gdańsku? - Komuż to proponował żyd Jagielski w sierpniu 1980 roku w stoczni: dogadajmy się jak Polak z Polakiem? Czyż nie temu, który wiecznie co innego mówi, a co innego mu się po głowie tułacze?
- Czy nie nazywał Lech Wałęsa polskich emigrantów politycznych zdrajcami, bo ich zdradzili ci właśnie ludzie w Ojczyźnie mojej, którzy oszukali Naród Polski i założyli nową, drugą Solidarność, z nowym statutem i działaczami takimi jak: Buzek, Wałęsa i Kaczyńscy, na których nie pomylił się Naród Polski i nie zawiódł generał, szef kontrwywiadu wojskowego w PRL.
Jędrzej Giertych 27 września 1975: ODPOWIEDZ „DZIENNIKOWI POLSKIEMU”
Z rozmów z SB w sierpniu 1970 r. wynikało, że Służby Bezpieczeństwa usiłowały go traktować jako osobę, która będzie przekazywała ojcu Jędrzejowi materiały, które ten następnie będzie upowszechniał w środowisku, tak by "sprawy zgrabnie przemówiłyby przez jego pióro".
ODBITKA Z „MYŚLI POLSKIEJ" ODPOWIEDZ „DZIENNIKOWI POLSKIEMU”
Do Redaktora: „Myśli Polskiej" w Londynie.
Szanowny Panie Redaktorze!
Nie mam zwyczaju pisywać do londyńskiego „Dziennika Polskiego i Dziennika Ż." i dlatego zwracam się do Pana, z prośbą o łaskawe umieszczenie na swoich poczytnych łamach repliki na atak tegoż „Dziennika" przeciwko wydanej moim staraniem i z moją przedmową, pośmiertnej pracy Feliksa Koneczne-go „Cywilizacja żydowska", która ukazała się razem z podobną jego pracą „Cywilizacja bizantyńska", a stanowi dalszy ciąg i częściowe rozwinięcie jego przedwojennego dzieła „O wielkości cywilizacji" (znanego także w angielskim przekładzie jako „On the Plurality of Civilisa-tions").
„Dziennik Polski", piórem Józefa Lichtena, w artykule pt. „ 'Judeopolonia' czyli 'o zażydzonym hitleryzmie' ", wystąpił w dniu dzisiejszym (27 września) z oskarżeniem, że dzieło Konecznego jest przejawem antysemityzmu i że to „wstyd", że zostało wydane.
Nie zamierzam bronić ani Konecznego, ani jego tez i argumentacji. Znakomity uczony najlepiej się broni sam, treścią swej rzeczowej, gruntownie udokumentowanej, bezstronnej i sprawiedliwej książki. Wartość ataków „Dziennika" na nią i poziom tych ataków najlepiej oceni ten, kto ją sam przeczyta i poszczególne twierdzenia autora z ich przedstawieniem przez „Dziennik" porówna.
Natomiast pragnę wystąpić w obronie własnej; mianowicie w obronie tego, co napisałem w swej przedmowie:
1) „Dziennik" atakuje mnie za to, że stwierdziłem, iż Koneczny nieomówił w swej książce sprawy zagłady żydów polskich w latach końcowych drugiej wojny światowej, i że wyjaśniam, dlaczego się to stało. „Kpi czy o drogę pyta" — pisze publicysta „Dziennika"' pod moim adresem. Uważa on, że Koneczny powinien był tę sprawę w swej książce omówić i wykpiwa moje tłumaczenie.
Stwierdzam, że książka Konecznego nie jest historią narodu żydowskiego, ale dziełem o cywilizacji żydowskiej. Sam fakt wymordowania żydów przez Hitlera do tematu tej książki nie należy. Należałyby do niej takie sprawy, jak ustosunkowanie się Żydów do dokonywanej na nich rzezi, ich opór lub bierność, ich sposób ratowania się przed nią, lub poddawania się jej. Do tego Koneczny nie mógł mieć materiałów. Ukończył on swoją książkę w roku 1943 (miał wtedy 81 lat), gdy rzeź Żydów, zaczęta na wielką skalę w roku 1942, była dopiero w toku. Porobił do tej książki kilka dopisków w roku 1945 (miał wtedy lat 88). Umarł w roku 1949, mając lat 87. Nie można go za to winić, że tego tematu nie poruszył. I nie sądzę, bym popełnił coś niewłaściwego, stwierdzając to.
2) „Dziennik" atakuje mnie za to,że wśród spraw, których Konecznyw swej książce nie omówił (bo nie mógł), wymieniłem takie, „które nie wydarzyły się nigdy", a mianowicie wspomniałem „o zamiarze skoncentrowania Żydów środkowoeuropejskich w Lubelszczyźnie i 'powołaniatam do życia żydowskiego państewka'. (...). Nie pisał o tej sprawie, gdyż nigdy nie istniała". To już nie jest sprawa Konecznego, ale moja. I dlatego pozwolę sobie zająć się nią nieco obszerniej.
Duży to temat, wymagający książki, a nie artykułu. Ograniczę, się, tytułem repliki, tylko do dwóch punktów:
Pierwszym punktem niech będzie powołanie się na mapy Europy w książkach angielskich, pisanych przez Anglików lub Żydów, a wydanych po części jeszcze w czasie trwania wojny, a po części już po jej zakończeniu, na których oznaczone są granice tego przyszłego żydowskiego państewka w Lubelszczyźnie. Książek tych zacytują trzy: Bernard Newman „The New Europę", Londyn 1942 (Robert Hale Ltd.) r mapa na str. 82, Lubelszczyzna oznaczona jako „Jewish Reserve". Gerald Reitlinger „The Finał Solution", Londyn 1953, (Vallen-tine, Mitchell), mapa na str. 41, Lubelszczyzna oznaczona jako „Lublin-land Jewish Reserve". Martin Gilbert „The European Powers 1900—1945", Londyn 1965 (Weidenfeld and Ni-colson), mapa na str. 256, Lubelszczyzna oznaczona jako „Lublinlafld — Proposed Jewish Autonomous Area".
Jako punkt drugi pozwolę sobie przytoczyć garść cytat z książki wybitnego żydowskiego polityka, Włodzimierza Żabotyńskiego. wydanej w roku 1940 w Londynie. (V. Jabotinsky „The Jewish War Front" Geor-ge Allen & Unwin Ltd.). Powtarzam: tylko garść. Radbym zacytować z tej książki dużo więcej, ale nie starczy na to miejsca. Dla uniknięcia oskarżenia, że nie tłumaczę ściśle, podam te cytaty w oryginale angielskim. Niektóre punkty podkreślę (wszystkie podkreślenia są moje).
Zwracam uwagę, że książka pisana jest bardzo dyplomatycznie. Wiele rzeczy podanych jest w niej tylko między wierszami. Niektóre myśli wypowiedziane są nie na odpowiedzialność autora; autor się formalnie od nich odżegnuje, choć czuje się wyraźnie, że to tylko dla formy. Ale książka jest jednak dostatecznie w swej treści wyraźna, by można było zrozumieć, o co w niej chodzi.
Zacznę od rzeczy najważniejsze]. Żabotyński pisze:
"It is apparently the intention of the Nazi government to carve out a dis-trict around the city of Lublin (...) and to use it for the compulsory settlement of Jews. There is some me-thod in this choice: the Lublin provin-ce had the highest percentage cf Jews among all provinces of Poland — 42.9% in the towns, 6% in villages, 13% in all. A beginning has already been madę in respect of the transporta-tion of Jews to this district. (...) It is not yet known whether the reser-vatian is intended for all the Jews under the Control of Germany or only for certain sections or categories. (...) It is (...) quite possible that the Lublin reservation scheme may be aban-doned, or that it may develop intosomethingbig,or may stop in the middle of this development, What the maximum of this develop-ment (if attainable) would be may be gauged from the following computa-tion recently madę by the MANCHESTER GUARDIAN. 'The Nazis', that newspaper says, 'have not indeed re-vealed how big the reserve is going to be. If one generously assumes that it covers the whole of the Lublin voj-vodsthip it will have an area of 13,000 (?) sąuare miles. Its present po-pulation is 2,464,600, of whom 259,500 are Jews. The Jews. will stay, but theotherinhabitants willhave to leave for the Remainder State, for Germany, or for Russia. (...) In their place it is plan-ned to send (...) Jews. (...) In all, this province (...) would have to support over 3,000,000 people'.
One thing is clear: in making any forecasts of the future of Poland's. Jewish problem, the contłngency must be very seriously taken into account that theremay be found to exist,at themoment of restoration, an area of someimportance to whichhundredsof thousandsof Jews h a -ve beentransported fromotherpartsofP o 1 a n d . (...) What to do with these Jews ? Logically, the re-incorpo-ration of the Lublin district into a democratic Poland where all enjoy equal rights can only mean that those hundreds of thousands ,of Jews would be free to disperse from the congested area and return to their former towns. (■••) The correct application oi this logical course would, however. threaten at once to upset the balance of economic interests." (Str. 80—83).
Żabotyński uważa, że Żydzi powinni wyjść z tej wojny jako zwycięzcy i uzyskać zaspokojenie swoich naro-dowych celów:
"In this war the Jewish people should count as one of the Allied na-tions". (Str. 14). "This is the Jews1 war as much as Britain's, France's and Poland's". (Str. 239). "The Jewish war demands are: (...) The Jewish State as a war aim of the Allies". (Str. 237). "Our claim is for the fuli status of an Allied nation". (Str. 226).
Gdzie to państwo ma być?
"The war is against Germany. Whe-rever the area for a Jewish State may be reserved. in Palestine or elsewhere, it certainly will not be on any soil now held by Germany." (Str. 124). "The essential and vital interest lof the Jewish mas-ses in the Zone of Distress (tj. w Polsce — przyp. J. G.)(...) demand the recognition of two principles: (...) The second principle is this: The terri-torial cancentration cf Jewish emi-grants, and above all, no encourage-ment of their further "dispersion as minorities among other peoples. (...) Any sane observer(...) will realize that the only sound policy is to look for some way of allowing these emi-grants to create a homeland of their own. Theoretically speaking, there might be one homeland for all, or severalhomelands.(...) A homeland for the Jews means a land where they would dwell only among Jews, or would at least consti-tute a majority. (...) Perhaps thisdoes not necessarily imply fuli poli-tical independence; but it certainly implies a very considerable degree of internal sovereignty; above all, it implies the reservation for this pur-pose of a sufficiently extensive area (or, in theory, several e x t e n-siveareas)".(Str. 126—127).
Jak miałoby być dokonane utworzenie takiego żydowskiego państwa, czy też żydowskich państw?
"A solid evacuation policy should reckon with an eventual 'ceiling' of some five million Jewish migrants within the ten to fifteen years follow-ing the war: and that the first million, taken from all the countries of the Zone, will have to be evacuated at once, at what the Germans would cali 'light-ning' speed, by the same methods and at the same tempo which a modern army would apply to the transport of fifty dhrisions to a remote theatre of war"... (117—118). "Max Nordau's pro-jects were concerned with Palestine ■only; so, in their true intentions, are the suggestions of the present writer; but for the sake of formal convenience, thefollowingoutline maybe expressed in termsap p 1 i c a b 1 e to any'suitablearea', providedtheareais to becometheJewishState and to absorbthe greatexodus.Adapted to present conditions, the Max Nordau Plan can be summarized as follows: 1. The whole exodus to take about ten years. 2. The first million settlers to be transferred within the first year or less. 3. All planning to be done during the war, so that work can start on the morrow of the peace conferen-ce". (Str. 188—189). "The actual trans-portation of the First Million to the Country of Settlement shall begin within the shortest possible interval after the close of hostilities". (Str. 190).
Że ten żydowski program utworzenia „kraju" czy też „krajów osiedlenia", ogłoszony w roku 1940, gdy Polska leżała powalona i bezsilna, nie dotyczył tylko Palestyny, dowodzą także i wzmianki następujące:
"A peace treaty cannot be effecti-ve (...) unless it excises the malig-nant ulcers which would prevent any real recovery. One such ulcer is the Jewish tragedy of East-Central Europę. It is impossible to imagine even a beginning of universal restoration unlees that is removed. This operation is a war aim in the fullest sense of the term". (Str. 28). "The ghetto of East-Central Europę was doomed from the old. No government, no regime, no angel or devil could have transformed it into anything even remotely appro-aching a normal homeland. It is now utterly impossible to restore it as such". (Str. 57)- "Mass evacuation is the only remedy for the cancer of Jewish distress". (Str. 115). "It is useless to urge the Polish Government in exile to declare that a resitored Po-land can really enact, not on paper but in facts of social life, a regime of equal opportunity for a Polish Jewry 'restored' in its former millions. (...) There will be no eąual rights, and no healthy social life generally, in the whole of East-Central Europę so long as these Jewish masses are not given a fuliandhonourable opportunity to abandon allthesepositions whichtheyhaveirre-trievablylost; and if that means the overwhelming majority of their former positions, the fact cannot be helped". (Str. 86—87).
#
Może jeszcze jedna interesująca cytata. Odbyła się "the second 'refu-gee' conference — at Washington in October 1939. Herę again Mr. Roo-sevelt was the initiator". (Str. 130-133). Jak wynika z tekstu, była to konferencja międzynarodowa, a jej głównym przedmiotem zainteresowania był los Żydów. Proszę zważyć, że było to w październiku, gdy nie było już rządu polskiego w Warszawie, ani nawet w Zaleszczykach,a polski rząd emigracyjny, utworzony 30 września, jeszcze się na dobre nie skrystalizował. Był to więc moment szczególnie sprzyjający temu, by rozmawiać o sprawach obcho-dzących Polskę — bez Polski. Warto także pamiętać, że Ameryka była wtedy neutralna, a więc Roosevelt mógł swobodnie rozmawiać z obu stronami wojującymi. Warto wreszcie pamiętać, że Lloyd George i inni występowali wtedy z projektami zawarcia pokoju „kompromisowego" — kosztem Polski.
O czymże na tej konferencji rozmawiano?
"'Some European delegates' (...) assured the gathering that (...) no refugee problem to speak of would be left in Europę after the Allied victory. Another report states, moreover, that it was decided to open a systematic enąuiry into the absorbent possibilities ofa number of countries, butthatPalestine(at the demand of 'some European delegates') wasexcludedfrom thescopeenąuiry". (Str. 131).
Do powyższego się ograniczę. Otóż w całej sprawie planu utworzenia państwa żydowskiego, w Lubelszczyź-nie wiele rzeczy może być przedmiotem dyskusji. Czy plan ten był popierany przez Hitlerai A jeśli tak, to dlaczego porzucił on ten plan około 1941 roku i przystąpił w roku nah . stępnym do rzezi żydów? Czy też był to tylko plan niektórych hitlerowców, bez aprobaty Hitlera? A może I tylko niektórych „dobrych Niemców", i wrogów Hitlera, ale usadowionych w aparacie państwowym Trzeciej Rzeszy? Które czynniki alianckie i neutralne popierały ten plan? Czy stały za tym planem liczne koła żydowskie, czy też tylko niektóre, z obozem żabotyńskiego na czele'! Czy utworzenie ghett, takich jak warszawskie, w którym zorganizowane zostały zawiązki żydowskiego bytu państwowego, z administracją, sądownictwem i policją, były etapem przy* gotowawczym do urzeczywistnieniatego planu, a Żydzi, uczestniczący w rządzeniu ghettami, wśród których tylu było stronników żabotyńskiego, świadomie z tym planem współpracowali, szykując na po wojnie ma' sowę przeniesienie ludności tych ghett do nowego, żydowskiego pań-swa w taki sposób, jak się przewozi „pięćdziesiąt dywizji", oraz przyjmując, że ludność ta musi „porzucić wszystkie te pozycje", jakie posiadała przed wojną? Można o tych wszystkich kwestiach dyskutować.
Ale negować sam fakt, że plan utworzenia żydowskiego państwa w Lubelszczyinie istniał, może tylko pozbawiona skrupułów demagogia. „Dziennik Polski i Dziennik ż." powiada, że ta sprawa „nigdy nie istniała". Świadczy to nie tyle o poziomie poinformowania tego pisma, co o jego metodach propagandowych. Nikt kto. ma jakie takie pojęcie o dziejach sprawy żydowskiej w okresie ostatniej wojny, nie może o sprawie „Lublinlandu" nie wiedzieć. I nie sposób uwierzyć, by nie wiedział nic o tym i londyński „Dziennik". Jeśli teraz w żywe oczy przeczy, by taki plan istniał, oznacza to, że nie chce on dopuścić, by wiedza o. tym planie rozpowszechniła się na polskiej emigracji.
Ta metoda zaprzeczania faktom pozwala także zrozumieć metodę „Dziennika" w potraktowaniu książki Konecznego. Jest oczywiste, że pismo to chce książkę Konecznego po prostu zakrzyczeć zaprzeczeniami. Zaprzeczeniami tyle samo mającymi wspólnego z prawdą, co twierdzenie, że sprawa „Lublinlandu" „nigdy nie istniała".
Nie zamierzam na temat książki Konecznego podejmować szczegółowej dyskusji. Ale przytoczę z wywodów „Dziennika" tytułem ilustracji kilka punktów szczególnie charakterystycznych, świadczących o. jego metodzie propagandowej :
1) „Dziennik" twierdzi, że Kone-czny „nie słyszał" o Majmonidesie. W istocie, Koneczny poświęcił Majmonidesowi i jego poglądom bardzo wiele miejsca, a w Indeksie na końcu jego książki słowo „Majmonides" figuruje 13 razy.
„Dziennik" pisze, że „wiedzę swą o Talmudzie i prawie mojżeszowym Koneczny brał przeważnie z książek, których celem było szerzenie nienawiści i stąd na swój sposób, często fałszywie interpretujących zasady judaizmu". Wystarczypobieżnie przejrzeć książkę Konecznego, by się przekonać, że opierał onswe badania przede wszystkim naźródłach żydowskich.„Dziennik" pisze: „Ostatnim procesem monstre o mord rytualnybyła sprawa Bejlisa w Kijowie na początku bieżącego stulecia, inspirowana przez carską policję, aby usprawiedliwić antyżydowskie pogromy. Jednak nawet carski sąd uwolniłBejlisa od kary". „Dziennik" przemilcza, że sąd orzekł, iż fakt mordu rytualnego został udo.wodniony, alenie zostało udowodnione, że sprawcąbył Bejlis i wobec tego zostaje on uniewinniony. Uwaga przy okazji: nienależy źle się wyrażać o carskich sądach. Jeśli pominiemy sądy doraźne, działające w systemie stanu wojennego (jak przez długie dziesięcioleciaw Królestwie Polskim), były to sądy bardzo niezależne, sprawiedliwe i sumienne. Obyż takie były sądy wewszystkich krajach w dzisiejszymświecie! Tak samo jest czystą demagogią twierdzenie, że sprawa Bejlisabyła „inspirowana przez carską policję, aby usprawiedliwić antyżydowskie pogromy". Sprawa ta była „inspirowana" przez fakt, że znaleziono zwłoki 13-letniego chłopca nazwiskiem Juszczyński, noszącego szeregran, świadczących, że zabójcy wyto czyli z niego krew w okolicznościachwskazujących na mord rytualny. Należy także przypomnieć, że proces Bejlisa miał miejsce w roku 1913 i że po tej dacie żadnych pogromówantyżydowskich w carskiej Rosji nie było.Koneczny zajął w sprawie mordu rytualnego stanowisko bardzo ostrożne, sumienne i bezstronne. godne znakomitego uczonego, badającego trudny do wyświetlenia fakt historyczny. Doszedł on do wniosku, że mord rytualny jest nie do pogodzenia z doktrynami głównych nurtów religijnych żydowskich (talmudyzmu, cha-sydyzmu itd.) i wobec tego trzeba przyjąć, że udowodnione wypadki mordów rytualnych muszą być dziełem jakiejś fanatycznej, skrajnej sekty, istniejącej na peryferii ży-dostwa. Jest w interesie samego narodu żydowskiego przeprowadzenie w tej sprawie gruntownych i beznamiętnych badań, celem jej wyświetlenia.
A) „Dziennik" pisze: „Mowa tu niewątpliwie o zarzucie bogobójstwa, który w równe dwadzieścia lat później miał zostać odrzucony przez Drugi Watykański Sobór Powszechny jako sprzeczny z nauką Kościoła". Ko-neczny nie występuje w swojej książce z zarzutem bogobójstwa, ale trzeba stwierdzić, że „Dziennik" nieściśle cytuje uchwałę Soboru. Brzmi ona dosłownie (deklaracja „Nostra Aeta-te", punkt 5) jak następuje: ,,To prawda, że władze żydowskie, oraz ci, którzy poszli za ich przewodnictwem wzywali śmierci na Chrystusa (patrz Jan 19, 6); jednak to co się dokonało w czasie Jego męki nie może być uznawane za winą bez wyjątku wszystkich Żydów, wówczas żyjących, ani Żydów dzisiejszych". To nie to samo.
Nie będę przykładów mnożył. Na zakończenie tylko jedno. „Dziennik" pyta: „Dlaczego (ta książka) została teraz wydana. W jakim celu i komu na tym zależało? (...) Czy naród polski nie ma w tej chwili większych zmartwień?" Książka została wydana, ponieważ wielkie zagadnienia historyczne się nie przedawniają. Historię trzeba znać i trzeba studiować i badać. Żydzi odgrywali w Polsce wielką rolę przez tyle wieków, że zaniechanie studiowania tego, co w życie pol skie dodatniego
lub ujemnego wnieśli, byłoby zubożeniem naszej wiedzyo naszej własnej przeszłości. A przy tym: rola Żydów w Polsce potężniesię zmniejszyła, ale Żydzi odgrywają nadal olbrzymią rolę w świecie. Studiowanie wpływu żydowskiego w rozwoju duchowym, moralnym, prawnym, kulturalnym, politycznym, gospodarczym świata dzisiejszego, a zarazem śledzenie przebiegu ogromnego, duchowego zmagania, jakie się toczy w dzisiejszym świecie między tym, co Koneczny nazywa cywilizacją łacińską, a tym co nazywa cywilizacją żydowską (obecną swoimwpływem także i w takich zjawiskachjak hitleryzm, co zauważył nie tylko Koneczny — ku oburzeniu „Dziennika" — ale także i w trzy lata poukończeniu przez Konecznego jego książki angielski filozof Bertrand Russell) — jest obowiązkiem każde go, kto chce życie dzisiejszego świata rozumieć. Książka Konecznego może mu tu być wielką pomocą.Zagadnienie żydowskie, zagadnienie roli Żydów w życiu zbiorowym dzisiejszego świata, to jest temat, który zasługuje na to, by studiowały go najwybitniejsze umysły. Należy zaprotestować przeciwko wystąpieniom, które chciałyby to zagadnienie utopić w demagogicznych frazesach
1 propagandowym krzyku. Jest to zagadnienie, które wymaga traktowania go metodą naukową na najwyższym poziomie. Właśnie taką metodą i na takim poziomie, jak to uczynił Koneczny, zostawiając nam swe znakomite dzieło w swej pośmiertnej spuściźnie.
Łączą wyrazy prawdziwego poważania, Jędrzej Giertych 27 września 1975 175, Carlingford Road, London N15 SET, England.
Nie moge juz tego zniesc, Przeciez na Lecha Walese szkoda papieru!!! (bitow) Co do: "Miroslaw Chojecki" <kontakt@ant.pl>: To bywal on w Szwecji za czasow stanu wojennego I pijal wodke z zydami - tymi od proby przewrotu 1968.
Zydzi ci w wiekszosci dali poznac sie tutejszej Polonii jako tzw polakozercy. Bazujac to wrodzonej niecheci luteran do katolikow, Rozsiewali antypolska propagande w calym szwedzkim spoleczenstwie. To nim zawdziecza sie obraz Polaka pijaka I zlodzieja a Polki kurwy. Oczywiscie wpisywalo sie to w tlo ucisku biednych I bezbronnych zydow
I nietolerancyjnych Polakow. Tak Trwalo do to az czasow S, kiedy kazano im zmienic kurs.
Wtedy to masowo weszli
do roznego rodzaju organizcji polonijnych Latwo Rozbijajc je od srodka.
Podczas wizyt w Szwecji Chojecki baczyl aby kontaktowac sie glownie z tymi wlasnie zydami a od Polakow stronil. Bylo charakterystyvczne tak dla niego jak rowniez dla Milewskiego czy Bartoszewskiego. Podobnie musialo byc I w Brukseli. W Lundzie dzialal Komitet Poparcia dla Solidarnsoci
I Chojecki wspieral go swoim nazwiskiem.
To miedzy innymi poprzez ten komitet rozrkradziono
trzon pomocy dolarowej dla Polski, Ktory przypuszczalnie musil byc przejety przez Mossad.
Zydzi bowiem , ktorzy w tym komitecie dzialali Nie mogli ukryc swych zwiazkow z ta instytucja. W tym wszsytkim uczestniczyla tez paryska Kultura.
W Polsce musi byc pamietane wydrzenie z zatrzymaniem w Szwinoujsciu na przejsciu promowym Ciezrowki ze sprzten drukarskim przeznczonym dla podziemia. Bylo to wydarzenie rodem z Hollywood. Komitet kradl wielkie pieniadze, a do Polski wysylal niewielkie ilosci ksiazek , ktore dawal darmo Osobom prywatnym jadacym do Polski. Nie dawalo to oczywscie pokrycia na wydakowanie wielkich srodkow jakie otrzymywal z USA ( via Milewski Bruksela I Chojecki miedzy nogami)
Z tego to powodu zorganizowano prowokacje: Wyslano do Polski ciezrowke ze odkrytym sprzetem drukarskim, bez dokumentow celnych a kierowca tej ciezarowki
By niejaki Lennard Järn, szwedzki ultralewicowiec I alkoholik. Znany konsulatowi PRL z anyrezimowych akcji. Oczywiscie w Swinoujsciu stwierdzono, ze Järn jest na liscie zastrzezonej I sprawdzono ciezarowke, ktorej byl kierowca. Towar zostal zarekwirowany a< Järn z hukiem poszedl do ciupy. Pisl o tym caly swiat , a Urban gorliwie rozdmuchiwal sprawe. I o to chodzilo!.
Komitetowi potrzebna byla ta reklama , ktora ukazala Amerykanom, ze pomoc do Polski Idzie I to szeroka rzeka , no I wiadomo wpadki typu Järnmoga sie zdarzyc.
To jest jednak dowodem na to , z e pienidze trafija do celu.
Chojecki byl w to zamieszny ale musil byc mala rybka I dzieki temu zyje. Milewski zas widzial na temat tych zlodziejstw znacznie wiecej
I pozniej jako doradza prezedynta L.W. szybko
Wyciagnal kopyta. Podznie zreszta jak wielu innych z tego grona.
KC
___________ Mirosław Chojecki we Frankfurcie nad Menem
ipn_polska_jg@o2.pl_Janusz_Górzyński [mailto:ipn_polska_jg@tlen.pl] Skickat: den 16 december 2006 22:53 Till: Jerzy Tatol; tomaszgrabarczyk@tgrabarczyk.nazwa.pl Kopia: Krzysztof Cierpisz; SOWA; Zygmunt Jan Prusiński Ämne: Re: Re: sowa magazyn europejski Re;sowa magazyn europejski Re:Od tego zacznijmy: o jakŕ Polskć nam chodzi?
Panie Jerzy
Ciesze sie, ze zrzciů Pan z siebie zwatpienia plesn i emanuje od Pana potrzebny w zyciu optymizm. Wlasnie potrzeba oporu przed klamstwem i odrodzenie ducha w kierunku tworczej solidarnosci jest podstawa do wspolnych dzialan dla naprawy Rzeczypospolitej. Juz dzis widac, gdzie i jak dzialaja lze-katolickie osrodki rzekomego konserwatywnego ladu. Jak bardzo zapomnieli, gdzie jest Narod i jego potrzeby, a za retoryka ukrywaja niby reformy. Kunktatorsto i przeniewiersto, zwlaszcza w sferze tzw. wymiaru sprawiedliwosci. Ciekawe jak Panstwo oceniacie Ministrow? Pewnej oceny pokusil sie autor na stronie, do ktorej zalaczam link http://www.aferyprawa.com/index2.php?p=teksty/show&dzial=polityka&id=1230
1. I am born 1951, catholic. 1978 I finished study in Warszawa and have been master's degree engineer of aircraft technology. I emigrated to Sweden 1981. Solidarnosc was just finished.
2. I had been one of first builders of Solidarity movement . I worked in state owned company 7000 employers I Poland. This was one of the biggest and absolutely best energy enterprise companies in East Europe. O course, unions activity never have been some ideas for me. But this time had been very special. Young people like me believed that it was a big chance to change something. We believed that "we are the people". People like me could never accept be part of this system, we paid a very big difficult price for " be out sides of the system": - discrimination - no chances for personal development - disgusting think that our leaders and our nearly boss on work places are people without qualifications without moral or ethos. - everything is going to bad or badly. They play had a lot o risk , but it was worth the price.
I started first local Solidarnosc (200 members ) only with clerks. Everybody was worry and believed that I will be arrested or killed on street by unknowns people. But it was not. Later we had got 1000 members. People broke a fear. I believed and felt be free. Homo politicus have been born. The Holly Church open wings and said for as don't worry ; go and fight. We used this power, but without respect for The Church and us self. I think that it was beginning for beating. We was catholic but only after baptise not after action. And in few weeks later we had got 5000 members in whole company. After it we established contacts with others companies in this energy branch in Poland. Together we had 50.000 members. I had been chairman for both companies Solidarnosc an over whole "energy" Solidarnosc in Poland. We never had been hooligans or make strikers. We worked with system or against system.
We was first in country with "employee council " - it was system of decentralisations of management moved from government level to companies level. We worked hard to establish it like common rules in whole Poland. It was really most important things! We pressed on leaders in Gdansk but they had not the same planes like we. Top of leadership and adviser in Gadansk was secret services (SS) agents or jews. I knew it but could never imagine sizes of it. Even if I selv have been attaced by SS to be confident for them - under study time 1977 - I said no.
But of course - in begin - we could not understand that everything was complot. Even then - in case of complot - we had support from Church, nothing wrong could happen. But it happened. Church had been controlled by cardinal Stefan Wyszynski. He was Prince of The Church, Holy Man. We trust him, loved him, we had been safety. But he dead in May cancer, Pope had been shot under same time. After Wyszynski`s died (really; important people die under important time , example Iran, Resa Pahlavi) , The Church in Poland failed in enemy's hands. All hidden liberals ( or jews in Church ) brought to the surface. I hade my members in Walensa environment. We had seen him and people around him. He was simple marionette. He had been created to leader. He had been saved and protected with positions without rivals.
I began understand that everything had been simple provocations. We hade been used to destroy communism in whole Europe. We did it for this same power who established communism in Russia 70 years before. But how ? Who was behind it? - polish secret service. Who was behind them? - KGB. Who was behind them? - USA secret service. Who was behind it ? This powers who make profit today; masonery and jews behind them. In Poland today all most important posts in government or political power is in jews hands. If I look on polish TV its difficult to find Poles on the screen!
Jews just decided to destroy own state in Palestine and move it to Poland. I thing that decision is about 20-30 years old. I next further they will use mass killing weapon against them self. They will blame for it Palestinian movement. And probably just now everything is clear for it. Poland is ready for jews immigration. Just now is very intensive immigration of jews to Poland. Top of political and economical system in Poland just occupied by them. To make it easier everything is destroyed in Poland: - The Church - national identities - moral - defence system - industry - educations system - health system Polish people have problems with everything , they can not thing about simplest most elementary state problems. They must fight for own things.
This most important is that; Holy Church is attacked and can not defence us. We should defence it but we cannot. Why? Because we loosed our moral. We are "Children of Holly Mother" and we cannot defence The Church either of this simple reason. We - Polish - have only one identity: catholicise! But we just loosed it. Without it we are nothing. We cannot serve Church, we cannot serve us self . We (I) waited 20 years for order from Pope: wake up, move or equal. But I never heart it. He has others different duties. Now we can only pray and cry over Poland and Poles. Poles are not longer Nation, they are only simple community. But I would like hopping and wishing that it could be change. ++++
Polish, as you understated has nothing to do in Poland, they are out of the game. Joining to EU is simple way for moving of polish people from Poland to West. This way; to making empty palace for immigrants from Palestine. This way; to connect west part of Poland to Germany. Again, German and jews go together - hand in hand. This is destroying of State of Poland. One part will go to Germany other part will go jews. This is Judeo-Polonia; jews state in Europe.
This (Judeo-Polonia ) is simple historian (II war) - explanation - about jews easy movement from West to Poland. Why they travelled do Poland from Holland, France etc without constraint? They had no plans to die in Oswiecim. They took for travelling everything - including tools! They had been promised to establish absolutely clean; jews state in Poland. German just cleaned place for them. Germans moved 150 villages in Poland and murded thousands of polish farmers there. Jews moved from West without constraint; it was simple agreement. Ideas were just nearly 100 years old! Jews discussed about own state with borders: from Gdansk , Wilno, Lwow, Odessa. German just cleaned place for them in this area: Lublin- Hrubieszow - Zamosc. It was best place in Poland: best farmers land and with a lot of coal!
Why they missed? - nobody know.
Jew Ludwik Hirszfeld (baptised in Church) wrote in "Historia jednego zycia" PAX -1989 ISBN 83-211-1034-7 page 403. (diary from getto I Warszawa - up to end of II war): He discussed with different jews in getto :
-why jews in England or USA will not help jews in Poland? Polish government in London do it.
They answered that;
- this jews (USA , England) have plans to have economical payment from Germans after war.
He said; - maybe, a jew can be foreign office minister I Germans furthers government ? - Joska Fischer!!!???
I am sorry for my English . I must use swedish every day and it is difficult to praxis 2 languages. Specially, that I forgot grammar rules. Additionally I must take care of my small business witch is very difficult or impossible in communist Sweden.
Subject: SV: [sowa] Lech Walesa; Miroslaw Chojecki; Jerzy Tatol; Stefan Kosiewski: Sikorski na prezydenta: pplk rez. Edward Makowiecki; Tomasz Olko; Janusz Górzynski
Redaktion WDR: we do not understand your language - Fw: Re: [sowa] Lech Walesa; Miroslaw Chojecki; Jerzy Tatol;Stefan Kosiewski: Sikorski na prezydenta: p
Subject: Antw: Re: [sowa] Lech Walesa; Miroslaw Chojecki; Jerzy Tatol;Stefan Kosiewski: Sikorski na prezydenta: p
Dear Sirs,
because we do not understand your language please inform us in english or german about the essence of your mail. Thank you very much for your understanding.
Jędrzej Giertych, Londyn: KOŚCIÓŁ A MASONERIA. Na marginesie nowego wystąpienia krakowskiego „Tygodnika Powszechnego"
Uważam za swój obowiązek uczynić niniejsze wydawnictwo od samego początku jeszcze jednym (skromnym i działającym w miarę sił na swoim maleńkim polu) organem walki o uratowanie życia zbiorowego katolickiego przed atakującymi je siłami rozkładowymi. Owe siły rozkładowe są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, toczy się w świecie i w Kościele proces samorzutny, polegający na osłabieniu wiary i .upadku moralności, mający źródło w ludzkim zo. bojętnieniu, wygodzie, łatwiźnie, zmaterializowaniu, a także w skłonności do~ grzechu, co wszystko jest ogólnym znamieniem naszych bardzo zmaterialzo. wanych neuduchowionych czasów. Po wtóre jednak — o czym nie wolno zapominać — proces ten jest planowo organizowany przez wrogów Kościoła. Dwa są ośrodki, które w sposób świadomy i systematyczny nad tym pracują, by Kościół rozłożyć i zniszczyć. Jednym z mcii są. organizacje komunistyczne (wszystkich obediencji, to znaczy zarówno prosowieckie, jak prochińskie, trockistowskie, che-guevarystowskie i inne). Znaną metodą komunistyczną jest tworzenie „jaczejek", — tajnych komórek, których zadaniem jest wciskanie sie do obcych sobie lub wrogich środowisk, celem ich stopniowego opanowania i przetworzenia na swoją modłę, że komunizm stara się mieć wpływ na środo-wiskak atolickie i wpływ ten nieraz zdobywa — to jest oddawna widoczne. (Szczególnie jaskrawo widać to w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej, ale także i gdzie indziej). Ale pozostawiam tę sprawę w tej chwili na boku. Drugim ośrodkiem jest tu masoneria.Jest ona od wielu pokoleń, od kilku stuleci, Jawnym i w istocie głównym wrogiem Kosciola. Tak samo i ona stosuje, od początku swojego istnienia, metodę wciskania się do środowisk swoich przeciwników, po to, żeiby je opanować, rozłożyć, lub sparaliżować. Masońskie „jaczejki", czy „wtyczki" są zjawiskiem, znanym od więcej niż dwóch stuleci, a doświadczenie masonerii w sztuce zaszczepiania takich jaczejek czy wtyczek najrozmaitszym instytucjom i organizacjom, przez to że jest starsze, jest jeszcze większe od komunistycznego. Metoda owego przenikania do obcych sobie środowisk nie jest jedyną używaną przez masonerię metodą działania (masoneria potrafi także nieraz występować w sposób otwarty), ale'jest z pewnością jedną z jej metod najważniejszych. W przeciwieństwie do „jaczejek" komunistycznych, najczęściej otwarcie reprezentujących swoją partię i swoją doktrynę, „jaczejki" masońskie zdają się być przeważnie zorganizowane w sposób bardziej dyskretny, mocniej zamaskowane i prowadzące swoją akcję metodami bardziej subtelnymi. Ważną rolę odgrywa w technice i taktyce masonerii to, co wybitny znawca historii polskich ruchów konspiracyjnych, profesor i generał Marian Kukieł nazwał „organizacjami pochodnymi" i „pokrywkowymi".
Jak taka metoda działania przy pomocy organizacji pokrywkowych funkcjonuje, pokazuje nam dość dobrze wyświetlony przykład mało znanej tajnej organizacji w Polsce tuż przed jej ostatecznym rozbiorem, jaką było ,,Tow. Przyjaciół Konstytucji 3 Maja". Warto ten przykład nieco dokładniej opisać, bo jest on dobrą ilustracją metod masońskich i pomoże nam lepiej rozumieć także i zjawiska dzisiejsze. Profesor Skałkowski odnalazł protokóły posiedzeń tego Towarzystwa z okresu od 21 maja do 14 grudnia 1791 jy1) Wynika z tych protokółów, że wymieniona, poufna organizacja kierowała z ukrycia obradami Sejmu Czteroletniego. Organizacja ta składała się z 213 członków, w czym 125 posłów sejmowych, 14 senatorów i 74 tak zwanych „arbitrów", czyli stałych bywalców galerii sejmowej, którzy wywierali pewien wpływ na obrady, a przynajmniej na ich nastrój, przez oklaski, okrzyki itp. Otóż jak wynika z badań profesora Skałkowskiegó, „ z górę pół setki" członków tej organizacji to byli notoryczni członkowie lóż masońskich. Możemy więc ze spokojem wyrazić przypuszczenie, że tak jak Towarzystwo Przyjaciół Konstytucji 3 Maja kierowało Sejmem, tak masoneria kierowała Towarzystwem Przyjaciół Konstytucji. Mała organizacja kierowała większą organizacją, a ta ostatnia — ciałem, istniejącym publicznie. Masoneria nie kierowała bezpośrednio Sejmem; czyniła to przy pomocy organizacji „pokrywkowej". A ta organizacja „pokrywkowa'1 formalnie wcale nie walczyła o cele masonerii. Przybrała sobie nazwę popularną, efektownie brzmiącą i pasującą do istniejących w Polsce nastrojów. Nazwa ta wskazuje, że oficjalnym jej celem była obrona dobrej sprawy, jaką była zaprowadzona w Polsce nowa konsytucja. Członkowie tej organizacji w swej masie zapewne nie zdawali sobie z tego sprawy, że organizacja ta może mieć także i jakieś cele inne. W istocie, organizacja ta była narzędziem masonerii i służyła zadaniu takiego pokierowania polityką 'Sejmu, jakie odpowiadało dążeniom masonerii. Istotą roli historycznej Sejmu czteroletniego bynajmniej nie było uchwalenie konstytucji 3 Maja; to było wydarzenie, wbrew pozorom, w niemałym stopniu marginesowe. Istotą tej roli, w krytycznym momencie, gdy Europa trzęsła się w posadach, było dokonanie zwrotu w polskiej polityce zagranicznej. Polska pod rządami Sejmu czteroletniego stała się w istocie satelitą Prus. Najważniejsze polskie decyzje polityczne niejednokrotnie zapadały w owym czasie na tajnych spotkaniach polskich masonów, kierujących polityką Sejmu, odbywanych w mieszkaniu pruskiego posła, margrabiego Ducchesiniego. Masoneria poprowadziła polski Sejm, a w konsekwencji i Polskę, w łożysko polityki pro-pruskiei. A "Prusy pragnęły rozbioru Polski" Polityka zagraniczna Sejmu Czeroletniego sprawiła, że Prusy mogły to osiągnąć. Sejm ten urzędował w latach 1788-1792. W roku 1793 nastąpił drugi rozbiór Polski, który był rzeczywistym, rozstrzygającym ciosem, niweczącym polską niepodległość. Doprowadzenie dzieła do formalnego końca, mianowicie trzeci rozbiór, nie kazało na siebie długo czekać: nastąpiło w roku 1795. Propruska polityka Sejmu Czteroletniego osamotniła Polskę i wpakowała ją w konflikt, który ją doprowadził do zguby.
Masoneria życzyła sobie wzrostu potęgi Prus i życzyła sobie zniszczenia katolickiej Polski
Masoneria życzyła sobie wzrostu potęgi Prus i życzyła sobie zniszczenia katolickiej Polski. Oczywiście, mogli sobie z tego nie zdawać sprawy polscy masoni. Ale byli oni kółeczkam w o wiele większym od polskich lóż mechanizmie masońskiej polityki światowej. Przez nich oddziaływał wpływ pruski na Polskę; byli oni narzędziem tego wpływu. A oni mieli za narzędzie Towarzystwo Przyjaciół Konstytucji 3 Maja. (Przed uchwaleniem tej konstytucji zapewne mieli do dyspozycji jakieś narzędzia po-dotone, być może złożone z tych samych mniej więcej ludzi, lecz pod inną nazwą i innym pretekstem). A to Towarzystwo panowało nad Sejmem. A Sejm rządził krajem. Myśl, powzięta w ośrodkach rządowych pruskich została tym sposobem narzucona Polsce i przez naród polski— samobójczo — wprowadzona w czyn. O ZNISZCZENIE KOŚCIOŁA Na powyżej opisanym przykładzie widzimy, jak funkcjonuje masoński wpływ. Wtyczki masońskie opanowały polską, politykę i doprowadziły do zguby państwo polskie. Obecnie jesteśmy świadkami tego, jak wtyczki masoń-skię usiłują opanować Kościół katolicki. Oczywiście — celem, ich jest zniszczenie tego Kościoła. Czy możliwe jest, by masoneria wtargnęła w szeregi Kościoła? Źe to jest możliwe, dowodzi udowodniony fakt, iż w XVIII wieku całkiem spory zastęp biskupów, w szeregu krajów Europy, całkiem formalnie należał do lóż. Oczywiście, wobec wyraźnego brzmienia zakazów papieskich, był to z ich strony akt nieposłuszeństwa wobec Kościoła. Byli to zdrajcy, wilki w owczej skórze, ludzie udający że są katolickimi duszpasterzami, ale w istocie potajemnie służący sprawie zdecydowanie Kościołowi wrogiej. Jeśli tacy ludzie mogli istnieć w XVIII wieku, nic nie stoi na przeszkodzie przypuszczeniu, że mogą oni istnieć i dzisiaj. Wciskali się oni wtedy na stolice biskupie, każdy z osobna, pod naciskiem i wpływem jakichś czynników, należących do panującej w ówczesnym świecie warstwy królów, książąt i magnatów. Dzisiaj inna całkiem warstwa panująca rządzi światem; jest nią klasa przywódców demokratycznych], występujących w roki wyrazicieli woli ludu. Ludzie tacy jak Talleyrand zostawali w XVIII wieku biskupami, ponieważ wepchnęło ich na biskupie stolice poparcie potężnych rodów arystokratycznych. Byłoby wielką naiwnością wyobrazić sobie, że „wola ludu", to znaczy w istocie agitacja, "uprawiana przez działaczy społecznych i politycznych, przez redaktorów gazet, przez profesorów, przez całą, tak dziś ruchliwą warstwę, nazywaną „intelektualistami", nie potrafi tak samo wprowadzać na stolice biskupie różnych Talleyrandów dzisiejszych. Nie ma nic niemożliwego w przypuszczeniu, że masoni, utajeni wrogowie Kościoła, „wilki w owczej skórze", nie wierzący w Boga i świadomie dążący do tego, by Kościół zniszczyć, mogą być choćby nawet i członkami Episkopatu. A tym bardziej, że mogą znajdować się na stanowiskach redaktorów czy wydawców prasy katolickiej, w roli prezesów katolickich organizacji czy stronnictw politycznych, na katedrach profesorskich w katolickich uniwersytetach, czy nawet w seminariach duchownych, a wreszcie też j w biurach Watykanu. A w dodatku, jeszcze możliwsze jest zajmowanie wszystkich wyżej wymienionych stanowisk nie przez formalnych członków masonerii, nie przez „wilków w owczej skórze", ludzi świadomie złej woli i nie wierzących w Boga, lecz przez tych, którzy — sami o tym nie wiedząc— dostali się, przez naiwność lub z innych powodów, pod masoński wpływ i są „przez masoneria używani za narzędzie, mimo, że osobiście są wierzącymi katolikami i zdaje jm się, że wiernie Kościołowi służą. (Dokładnie tak samo, jak wydawało się że są dobrymi Polakami i że wiernie Polsce służą., politykom Sejmu Czteroletniego, którzy pod wpływem masonerii poszli w rydwan polityki pruskiej i doprowadzili Polskę do ostatecznego rozbioru).
Podejrzenie, że w szeregi kierowniczego aparatu Kościoła katolickiego wtargnęły w ostatnich dziesięcioleciach wpływy masońskie, (wypowiadane jest tu i ówdzie już od dość dawna. Na ogół, jak dotąd raczej nie wypowiadano takich podejrzeń w środowiskach katolickich: zaufanie do Kościoła, do Episkopatu, a nawet do organizacji katolickich, prasy katolickiej i katolickich autorytetów literackich, naukowych i politycznych było w szeregach katolickich do ostatnich czasów zbyt wielkie, by podejrzenia takie mogły się w nich rodzić. Ale wysuwano te podejrzenia na przykład w środowiskach prawosławnych: środowiska te nie były ani oślepione zaufaniem,, ani skrępowane szacunkiem i posłuszeństwem wobec katolickich autorytetów i wobec tego mogły łatwiej dostrzegać to, czego katolicy często zauważyć nie potrafili. W prawosławnej Grecji, oraz wśród zachowawczej emigracji rosyjskiej mówiono już oddawna — nie ze złośliwością, lecz z troską — że wpływy ma-sońskie docierają aż do Watykanu. (W roku 1937 usłyszałem takie właśnie, z troską wypowiedziane przekonanie z ust prawosławnych rumuńskich w Jas-sach w Rumunii w domu czołowego rumuńskiego polityka, profesora Cuzy, — w pół roku później członka prawicowego, ale i antyhitlerowskiego, rumuńskiego rządu Cuza-Goga). Ale zdarzali się już oddawna także i katolicy, którzy wyrażali obawy i przypuszczenia podobne. Atak .masonerii na Kościół katolicki przedsiębrany metodą przenikania, dostrzegał już przed blisko pół wiekiem, Roman Dmowski. Napisał on w swej broszunse „Kościół, naród i państwo", ogłoszonej w roku 1926, co następuje: „Walka przeciw religii w skrajnej, brutalnej postaci rozwinęła się właściwie tylko w krajach katolickich. Dokumenty (... na ten temat) odnoszą się na ogól do nich i wychodzą z od.amu masonerii, zwanego Wielkim Wschodem, a będącego kreacją francuską, i rozpowszechnionego głównie w krajach łacińskich. Jest to walka zwrócona bezpośrednio przeciw Kościołowi Rzymskiemu, i, jako taka, jest ona niejako dalszym ciągiem Reformacji. Wielki Wschód stanowi tylko odłam powszechnego wolnomularstwa, którego główny związek, istniejący na podstawach, ustalonych w Anglii w początku XVIII wieku, działa we wszystkich krajach, ale szczególnie jest potężny w protestanckich, z Anglią i Ameryką na czele. Jak świadczą fakty, nie poszedł on na walkę z kościołami i sektami protestanckimi, ale działa wewnątrz nich przez duchowieństwo protestanckie, znajdu-. jące się w ogromnej liczbie w jego szeregach, działa z takim skutkiem, że dziś społeczeństwa protestanckie znakomicie górują swą bezreligijnością nad katolickimi. Górują, w dwóch kierunkach: liczbą ludzi, nie uznających potrzeby religii w ogóje, i samym charakterem wyznań protestanckich, które tracą szybko resztki ducha religijnego i stają się bezduszną formą. Fakty również świadczą, że loże tego' zwią-zku, działające w krajach katolickich, usiłują często stosować względem religii te same metody postępowania, ćo w protestanckich, to znaczy nie wypowiadać Kościołowi walki otwartej, jeno oddziaływać nań od wewnątrz, uzyski-wać wpiywjia społeczność katolicką, na duchowieństwo ai nawet na wyższą hierarchie kościelna"-2) Słowa powyższe świadczą, że już 45 lat temu bardzo doświadczony i bardzo dobrze w tym co się w świecie dzieje zorientowany polski mąż stanu dostrzegał, że masoneria nie tylko prowadzi atak przeciwko Kościołowi, ale stara się w szeregi Kościoła wtargnąć, po to, by ten Kościół zniszczyć. W oparciu o te spostrzeżenia i oceny, pochodzące sprzed wielu lat, powinniśmy być w stanie dość dobrze rozumieć zjawiska, dziejące się w chwili obecnej. A rozgrywają się dziś wydarzenia nie byle jakie.
celem jest usunięcie przeciwieństwa pomiędzy Kościołem a masonerią
Toczy się dziś w świecie akcja, której celem jest usunięcie przeciwień-stwa 'pomiędzy Kościołem a masonerią. Zakazy antymasońskie nie zostały w Kościele odwołane. Ale liczne głosy ostentacyjnie katolickie proklamują dziś pogląd, że zakazy te w istocie milcząco utraciły swa moc. Oraz wyrażają pragnienie, by między Kościołem a masonerią doszło do „dialogu". Wypadło mi już raz zabrać głos, by przeciwko tym, tendencjom publicznie zaprotestować. Uczyniłem to artykułem „Masoneria a Watykan", ogłoszonym w „Horyzontach" (Nr. 150-151 z 15 listopada 1968 — 1 stycznia 1969 roku). Impulsem; do tego wystąpienia były dla mnie dwa fakty. Po pierwsze, skłonił mnie do tego artykuł p.t. „Kościół i masoneria" w krakowskim „Tygodniku Powszechnym" z dnia 12 maja 1968 roku, podpisany literami J.T., pod którymi kryje się redaktor naczelny tego pisma. p. Jerzy Turowicz; artykuł ten głosił postulat doprowadzenia między Kościołem i masonerią do porozumienia i 'Zgody. Po wtóre, uważałem za potrzebne zapoznać czytelników polskich z książką Yicomte Leon de Poncins „Masoneria i Watykan" (przekład angielski, „Free-masonry and the Vatican. A Struggle for Recognition", Londyn 1968, Britons Publ. Co.). Książka ta informuje o licznych, niebezpiecznych dla Kościoła próbach nawiązywania kontaktów między masonerią a kołami katolickimi, czy kościelnymi. Artykuł mój był w istocie także i recenzją tej książki. Od ukazania sie mego artykułu w „Horyzontach" upłynęło około trzech lat i czuję się obecnie zmuszony zabrać w tej sprawie głos po raz drugi. Skłania mnie do tego szereg nowych faktów, świadczących o tym, że kampania, zmierzająca do osłabienia czujności Kościoła wobec poczynań masonerii posuwa sie z całym rozmachem dalej. Z faktów tych uważam za najważniejsze demonstrację promasońską paryskiego Diskupa-sufragaria Pśzerila", oraz nowy artykuł p. Jerzego Turowicza. (Normalnie, znaczenia ukazania się jednego czy dwóch artykułów w prasie nie należy przeceniać. Ale wobec monopoli. cznej pozycji jaką „Tygodnik Powszechny" zajmuje w życiu umysłowym społeczeństwa katolickiego w Polsce, artykuły w tym piśmie, zwłaszcza podpisane inicjałami redaktora naczelnego, mogą wywrzeć wpływ duży).
DEMONSTRACJA PARYSKA Demonstracja promasońską biskupa Daniela Pezerila (podwładnego arcybiskupa iParyża, kardynała Francois Marty), która odbiła się rozległym e-chem w całym świecie, miała miejsce w dniu 22 czerwca 1971 roku. Polegała ona na złożeniu przezeń uroczystej wizyty w Wielkiej Loży Francji. We-dle sprawozdania, przypuszczam, że inspirowanego przez koła masońskie, ogłoszonego w londyńskim „Dzienniku Polskim'' (18 września 1961 roku, w artykule Jana Kowalskiego „Kościół katolicki a masoneria"), miała ona przebieg następujący. „Wielka Loża Francji" przyjęła su-fragana (...) Pezerila (...), który przybył na zaproszenie serbskiej loży «Gen. Peignet», by wygłosić odczyt na temat Kościoła Jutra.
odbyło się zgodnie z rytuałem masońskim w czasie tenue blanche fermee
(...) Przyjęcie odbyło się zgodnie z rytuałem masońskim w czasie tenue blanche fermee. Obecnych było w kaplicy i w innych salach (diipleix) 1500 «braci» z rozmaitych obediencji. (...) Wstępne ceremonie związane z rozpoczęciem prac odbyły się jak zwykle. Najpierw powitano uroczyście oficjalną delegację Wielkiej Loży Narodowej «Opera» i Wielkiego Mistrza Wielkiej Loży Francji, dr. Pierre Simona wraz z członkami rady federalnej, wszystkich w masońskich emblematach. Następnie przy akompaniamencie orkiestry, która grała wyłącznie utwory kompozytorów masonów (...) wprowadzono biskupa Fezerila w otoczeniu magistratury loży zapraszającej, wśród której można było zauważyć kleryka masona. Wszyscy powitali biskupa wstając z miejsc z respektem i tak samo go jpotem żegnali. Tajemne symbole masońskie usunięto z kaplicy bezpośrednio przed wejściem dostojnego gościa. «Bracia» pozostali w szarfach, ale bez fartuszków. Biskup Pezeril odczytał wyczerpujący referat, poruszający wszystkie aktualne problematy interesujące świat katolicki. Najważniejszym problematem, właściwie reforma już przyjęta, to u-dział laików w obrzędach i administracji Kościoła. (.. '.*) Z kolei poświęcił dużo uwagi stosunkom z władzą świecką. Zdaniem biskupa Pezerila identyfikowanie się czy też poipieranie rządu nie wyszło Kościołowi na dobre. Dzisiejszy Kościół chce za wszelką cenę pozostać przy swojej wierze, biorąc na siebie ryzyko tej separacji. Dowodem wystąpienia kardynała Marty przeciwko surowości wyroków francuskiego sadu na młodzież, która w obecności Sartre'a zdemolowała częściowo Bazylikę Sacrś Coeur na wzgórzu Montmartre. W sprawie celibatu biskup wyraził opinię, że wierni żonaci powinni mleć możność otrzymania święceń kapłańskich, gdyż w ten sposób małżeńst. wo będzie powołane wspólnie do pełnienia obowiązków duchownych." (...) «Dzisiaj kapłan przestał być księdzem funkcjonariuszem, a stał się księdzem misjonarzem. Otoczenie stało się dla księdza trudne, a jednak księża pałają, pragnieniem, by podjąć zadanie ewangelizacji, by głosić prawdę.» Masoni wysłuchali słów mądrego kapłana z wielkim skupieniem.Dyskusja odbyła się na podstawie pytań, zadawanych na piśmie. Biskup Pezśril odpowiadał zwięźle. (...) Oto główne odpowiedzi. Szkoła powinna być jedna dla wszystkich. Kwestia, dlaczego Kościół uważa, że masoneria nie da się pogodzić z religią katolicką, nie powinna więcej niepokoić braci. Potępienie masonerii przez papieża Klemensa XII nie należy do decyzji nieomylnych, wszelka klątwa może być zawsze odwołana. Kobiety mogą celebrować mszę, (...) nie ma przeszkód w tym względzie. Dalej « Nie należę do tego kościoła, który twierdzi, że poza Kościołem nie ma zbawienia*. I jeszcze dalej: «Ci dwaj młodzi uczniowie masońscy, którym w okresie wielkanocnym, ksiądz j odmówił komunii gdyż są wyklęci, niechaj przyjdą do mnie celem wyjaśnie-I nia incydentu». Sapienti sat. To są wielkie, historyczne definicje, które odejmują anatemę z masonerii. (...) Wielki mistrz dr Simon podkreślił w odpowiedzi, że tego wieczora przekroczonojeden etap, etap spotkania się. (...) Ponad istniejące różnice u-mieliśmy poznać się, wzajemnie uszanować i pokochać". Tyle sprawozdanie. Nasuwają się na jego temat następujące uwagi. Przede wszystkim — trzeba stwierdzić, że
biskup Pezóril wziął udział w regularnym posiedzeniu loży masońskiej.
biskup Pezóril wziął udział w regularnym posiedzeniu loży masońskiej. W pewnym sensie — uczestniczył w masońskim ceremoniale, jakby masońskim nabożeństwie. Wprawdzie część tego nabożeństwa odbyła się w jego nieobecności, ale było to tylko z jego strony uprzejme czekanie za drzwiami. Uczynił to wszystko nie jako osoba prywatna, jako człowiek, bywający na posiedzeniach loży w sposób potajemny, ale oficjalnie, jako biskup.Czegoś takiego jeszcze w dziejach Kościoła katolickiego nie było. Po wtóre, biskup Pćzćril wystąpił na owym uroczystym posiedzeniu loży z programem reformy 'Kościoła katolickiego. Możnaby tu postawić szereg pytań. Dlaczego program ten został wyłożony nie gdzie indziej, tylko przed gremium masońskim? W czyim imieniu zostało to uczynione? Czy w imieniu własnym Biskupa Pezerila? Czy w imieniu jakiejś grupy? A jeśli w imię. niu grupy, to jakiej? Jedno jest pewne — że nie w imieniu Kościoła. Bo przecież niektóre z wypowiedzianych przez niego postulatów znalazły się, jako propozycje, na porządku obrad jesiennego Synodu biskupów w Rzymie i zostały tam odrzucone. Zrekapitulujmy jeszcze raz program biskupa Pezśrila. Pragnie on, by nastąpiło oddzielenie Kościoła od państwa. By skasowane zostało (na gruncie francuskim) odrębne szkolnictwo katolickie i zapanowała szkoła świecka. By nie były zbyt ostro karane wybryki antykościelne w stylu hiszpańskim z roku 1936-:go, polegające na podpalaniu świątyń. By skasowany został celibat księży i zastąpiony systemem wzorowanym na prawosławiu (wyświęcanie ludzi żonatych). By kobiety mogły odprawiać mszę. By zmieniony został charakter i rola kapłaństwa, w sposób ściślej nie sprecyzowany, ale zapewne w duchu odebrania księżom ich funkcji administracyjno-para-fialnych i nadania im cechy, przypominającej słynnych francuskich „księżyrobotniików". By świeccy brali u-dział w liturgii i w administracji Kościoła. By porzucony został punkt widzenia, że poza Kościołem (o ile to nie jest niezawinione) nie ma zbawienia. Jak widzimy, program przebudowy Kościoła katolickiego, przedstawiony przez biskupa "PezSrila gremium masońskiemu — to jest ten sam program,, który głosi w całym Kościele propaganda obozu progresywlstów. Po trzecie, biskup Pezeril niejako skasował, a przynajmniej ogłosił skasowanie, nałożonej na masonerię i masonów klątwy kościelnej. Tak postawił sprawę, jakby klątwa Klemensa XII i jego następców już nie obowiązywała i jakby odtąd katolikom wolno było należeć do lóż, a członkom lóż wolno było uważa sie się za katolików 1 przystępować do sakramentów świętych. Rzecz prosta, nie potrzeba dodawać, że był to z jego strony akt samowoli j bezprawia i że jego oświadczenia w tej materii nie mają żadnej mocy wiążącej: tylko Stolica Apostolska mogła by klątwę papieską odwołać, a żaden taki akt papieski miejsca nie miał. Nasuwa się w konkluzji jedno tylko pytanie: kto to jest biskup Pezeril? Czy to jest potajemny mason, „wilk w owczej skórze" odziany w szaty biskupie, działający umyślnie na szkodę Kościoła? Czy to jest człowiek naiwny i nie wiedzący co czyni, osobiście uczciwy, lecz ulegający jakimś postronnym podszeptom? Jelno jest pewne: że jakiś tragiczny przewrót dokonał się widać w składzie T strukturze francuskiego episkopatu, skoro wystąpienie biskupa Pćzćrila było w ogóle możliwe, a gdy nastąpiło, skoro nie spotkało się z natychmiastowym zde-zawuowaniem przez arcybiskupa-ordy-nariusza, kardynała Marty. Coś dziwnego dzieje się z kościołem Francji! I pomyśleć, że jeszcze tuż przed wybuchem II wojny światowej zył i działał w Paryżu infułat Jouin, znany badacz zagadnienia masońskiego, przestrzegający przed masońskim niebezpieczeństwem i wydawca słynnego wydawnictwa „Revue internationale des societes sćcretes".
NOWE WYSTĄPIENIE P. TUROWTCZA Przechodzę do nowego artykułu p. Jerzego Turowicza. Widocznie redaktor krakowskiego tygodnika trwa przy swym poglądzie na użyteczność katolicko-masońskiej ugody w sposób uporczywy, skoro uznał za stosowne znowu do tego samego tematu powrócić i tezy swoje z taką samą. jak poprzednim razem, lub większą jeszcze stanowczością powtórzyć. Artykuł nosi tytuł „Dialog z masonami", podpisany jest literami J. T. i ukazał się w „Tygodniku Powszechnym" Nr 36 (1180) z dnia 5 września 1971 r.
Pozwolę sobie przytoczyć tu najważniejsze punkty tego artykułu, a zarazem dać donich swój komentarz P.Turowicz pisze: „Sobór Watykański drugi otworzył w Kościele erę szerokiego dialogu ze wszystkimi ludźmi dobrej woli bez względu na ich przekonania czy światopogląd, dialogu z chrześcijańskimi kościołami niekatolickimi, z religiami niechrześcijańskimi, z niewierzącymi, ateistami i marksistami. Nic dziwnego, że z dialogu tego nie jest wyłączona i masoneria, mimo, że w XVIII wieku oficjalnie została przez (Kościół potępiona". Jest to zupełnie dowolne i przesadne interpretowanie tego, co Sobór Watykański II uczynił. Sobór ten nie skasował, and nie otworzył drogi do skasowania nałożonych klątw. Np. świeżo ogłoszono w Watykanie, że ekskomunika nałożona na Lutra nie może być cofnięta. „Dialog", o którym tyle się od czasu Soboru mówi, dotyczy przede wszystkim, stosunków z oderwanymi kościołami chrześcijańskimi i ma na celu posunięcie naprzód sprawy zjednoczenia chrześcijaństwa. Nawiasowo mówiąc, nie jest to, jeśli idzie o postawę zasadniczą, nic nowego: przecież „dialog" taki był uprawiany niejednokrotnie, żeby tylko wymienić rozmowy z prawosławnymi na Soborze we Florencji w roku 1439 i w związku z Synodem w Brześciu w 1595, a z anglikanam w słynnych rozmowach w Malines, prowadzonych przez kardynała Mercier w początkach bieżącego stulecia. Różnica dotyczy tylko praktycznego wykonania: polega ona na uznaniu, że dialog taki jest w obecnej „epoce bardziej możliwy i bardziej potrzebny. Dialog ten, w zakresie bardziej ograniczonym, uznany został za możliwy także i w'odniesieniu do innych religii, zwłaszcza monoteistycznych. Co do a-teistów, marksistów i masonów, Sobór nie przyniósł ze sobą nic, co by oznaczało, że ich punkt widzenia ma się spotkać z jakąś formą uznania za dopuszczalny. (Sobór poświęcił osobną deklarację „Nostra Aetate" stosunkowi do religii niechrześciańskich i zawarł w tej deklaracji słowa, że „Kościół Katolicki nie odrzuca niczego co w tych religiach jest prawdziwe i święte", ale "żadnego najmniejszego oświadczenia o podobnej treści, zwróconego do ateistów, masonów i marksistów w dokumentach soborowych nie ma). Jeśli Kościół dzisiaj więcej może pertraktuje i rozmawia z nimi, niż powiedzmy w latach 1919-1939, czy 1945-1960, jest to tylko sprawa taktyki. Kościół nigdy nie stał na stanowisku, że żadne rozmowy nawet z najzacieklejszymi jego wrogami nie są w żadnych warunkach możliwe. Po pierwsze, istnieją sytuacje, w których wspólne dobro wymaga współdziałania z każdym kto tak samo jak i my chce tego dobra bronić: w czasie trzęsienia ziemi, pożaru, powodzi, czy tonięcia okrętu nie pytamy się, czy ten z kim razem dźwigamy nosze, albo ustawiajmy drabinę, albo odrzucamy gruz, albo pompujemy wodę, albo wiosłujemy, nie jest aby ateistą, masonem, czy komunistą, ale działamy z nim wspólnie; takich sytuacji i takich pól współdziałania jest w życiu bardzo dużo. Po wtóre, istnieje rozległa dziedzina, którą że tak powiem możnaby nazwać rokowaniami z nieprzyjacielem:. Tak samo, jak na wojnie musi się rozmawiać z przedstawicielami armui nieprzyjaćielsRiej, po to, by zawrzeć pokój, lub rozejm, lub dokonać wymiany jeńców, tak samo Kościół czy obóz katolicki musi nieraz prowadzić pertraktacje z rządami niekatolickimi, lub antykatolickimj, po to, by zawrzeć konkordat, lub doprowadzić do jakiegoś ułożenia stosunków w konkretnych sprawach. Jest całkiem naturalne, że np. biskupi mogą rozmawiać z masonami na temat sprawy szkół, czy ustawodawstwa, czy kwestii podatkowych i że rozmowy te mogą być uprzejme i w sensie osobistym, przyjacielskie. Ale to nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek tolerancją wobec masonerii. Masoneria jest rodzajem religii i to religii bardzo wierze katolickiej wrogiej i katolik ani nie może do loży należeć, ani nie może uczestniczyć w masońskim quasi-nabożeństwie. Tak samo zupełnie, jak np. nie może należeć do gminy żydowskiej, czy muzułmańskiej, ani brać udziału, choćby częściowego, w nabożeństwie w synagodze czy w meczecie — co mu przecież nie przeszkadza w prowadzeniu z żydami czy muzułmanami rozmów na temat spraw wspólnie ich obchodzących.
„Już w 1738 masoneria została potępiona przez Kościół, a motywacją tego potępienia była lei tajność".
„Już w 1738 masoneria została potępiona przez Kościół, a motywacją tego potępienia była lei tajność". Motywacją potępienia nie «była tajność sama w sobie, ale to, że tajność ta osłaniała sekrety, przeciwstawne wierze , sama tajność nigdy nie jest powodem potępienia przez Kościół. Np. Armia Krajowa była organizacją, tajną, ale potępiona przez Kościół nie była. P. Turowicz łagodzi zresztą swe twierdzenie w innym miejscu sweigo artykułu, gdzie pisze: „Bulla «In Emineriti» Klemensa Xli potępia masonerię z powodu jej tajności, oraz «z powodu innych słusznych i uzasadnionych przyczyn, nam znanych»."
„Z początkiem XVIII wieku masoneria organizuje się jako tajne bractwo o ideologii deistyczno-materialisty-cznej, mające na celu moralne doskonalenie członków. (...) Masoneria nie miała nigdy charakter antyreligijnego, w statutach swych głosiła Wiarę w Boga jako «Wielkiego Budowniczego Swiata» i nie dopuszczała do swych szeregów ateistów. Miała natomiast niewątpliwie charakter antyklerykalny". Co do owego „moralnego doskonalenia członków" — można z zupałnym spokojem okreSlić to jako pusty frazes. Nikt nie, przeczy, że istnieje i istniało wielu masonów, którzy byli uczciwymi ludźmi; są oni w każdym środowisku. Ale notorycznie znany system wzajemnego popierania się masonów,. nieraz wbrew prawu i z pogwałceniem elementarnych zasad słuszności, z pewnością był bardzo daleki od sprzyjania ideałowi „moralnego doskonalenia się", a przeciwnie, przyczyniał się do formowania typu człowieka, ożywionego raczej duchem osobistego, lub klikowego egoizmu, niemoralnej zachłanności i zakłamania. Ale mniejsza z tym. Natomiast sprawa ustosunkowania się masonerii do religii jest czymś o wiele ważniejszym. Nie jest to sprawa prosta i całkowicie wyświetlona i z pewnością daje ona pole do różnicy poglądów w ocenie jej szczegółów. Myślę jednak, iż można z zupełnym spokojem przyjąć, że podstawy światopoglądowe masonerii są nie tylko chrześcijaństwu całkowicie obce ale z samej zasady przeciwstawne i wrogie. Trudno mieć co do tego wątpliwości, że podstawy te zostały zbudowane pod wpływem idei manichejskich i gnostyckich, które nurtowały w podziemiu ja"ko tajny prąd opozycyjny przez całe średniowiecze — i w czasach nowożytnych odżyły, rozkwitając właśnie w ruchu masońskim. Cóż to są za idee? Jest to przekonanie o dwoistości świata, o tym, że istnieje dwoch Bogów Dobry_i zly.. Ujmując rzecz inaczej, jest to postawienie Szatana na równi z Bogiem. Wedle tych idei, materia, świat materialny, jest dziełem Szatana. A więc któż jest „Wielkim Budowniczym Świata"? — Trzeba przyjmować z wielką ostrożnością twierdzenia, że wiara w Wielkiego Budowniczego Świata, to jest wiara w Boga. Istnieją poważne podstawy do u-ważania, że owe szczeble wtajemniczenia masońskiego (które niekoniecznie muszą być identyczne z dekoracyjnymi szczeblami oficjalnych stopni ceremonialnej hierarchlili masońskiej)], to jest stopniowe oswajanie poszczególnego masona z tajnym światopoglądem satanlcznym i wprowadzanie go w przyjęcie przezeń potajeimfiej postawy, polegającej na oddaniu się w służbę Szatana. (Iluż wysokiej klasy masonów kończy samobójstwem, tym samym koronując swoje życie aktem ostatecznego buntu przeciwko Bogu!). Gdy się mówi o „deizmie" masonów i o tym, że nie są oni (poza Wielkim Wschodem.) ateistami — dobrze jest być ostrożnym i dobrze jest nie być naiwnym. P. Turowicz powołuje się dallej na swój artykuł w ,,Tygodniku Powszechnym", ogłoszony 12 maja 1968 roku, podtrzymując to !co wtedy napisał i dodaje: „Obecnie mamy do zanotowania nowe fakty".
Owe nowe akty, które wylicza, wyglądają jak następuje.
„Na zaproszenie Wielkiej Loży Francji, msgr. Daniel Pezeril, biskup sufragan Paryża, wygłosił w dniu 22 czerwca br. na regularnym, zamkniętym zebraniu tej Loży w Paryżu, odczyt na temat «Kościół i znaki cza-su». Audytorium liczące 1000 osób, wyłącznie członków Loży, zgotowało gorące owacje biskupowi katolickiemu, który przekroczył progi Loży t>o raz pierwszy od czasu Wielkiej Rewolucji Francuskiej". P. Turowicz podaje następnie d'uższą cytatę z przemówienia powitalnego z którym się na tym zebraniu zwrócił do biskupa Pezerila wielki mistrz Wielkiej Loży Francji, dr, Pierre Simon. Mowa jest w tym przemówieniu o tym, że ,,tego wieczora przekroczyliśmy pewien etap, etap spotkania"; „znikną pewne nieporozumienia"; „umieliśmy poznać się, szanować się nawzajem oraz nauczyć się kochać". „Jest to", jak pisze p. Turowicz, „przekroczony etap, ale nie pierwszy". „Już w roku 1961 znany jezuita francuski o. Michel R'quet na zaproszenie loży «Volney» z Laval, obedien-cji Wielkiego Wschodu, za zgodą władz kościelnych, — wygłosił odczyt «Koś-ciól wobec ateizmu»." W dzisiejszych czasach, wyrażenie „za zgodą, władz kościelnych," jest w swej treści zbyt ogólnikowe. 'Kto konkretnie zezwolenia udzielił? A może to było za zgodą biskupa Pezerila lub kogoś do niego podobnego ? „Dwa lata temu włoski ksiądz katolicki uczestniczył jako obserwator w kongresie masonów w Genui". „Kontakty między katolikami i masonami zacieśniły się znacznie w kra-jach skandynawskich, zą zgodą tamtejszego episkopatu". Biskupów Pezćrilów może być w świecie więcej.
Zważmy, że nie zawsze możemy dziś polegać na zezwoleniach i opiniach biskupów. Przypomnijmy sobie, jak giośno było przed kilku laty na temat hałaśliwych oświadczeń biskupa Shannon, koadiutora diecezji St. Paul, Minnesota w Stanach ' Zjednoczonych, że katolicy nie muszą brać sobie zbyt do serca encykliki „Humanae vitae". Podobno „tysiące Wiernych polegały na jego radzie i przewodnictwie" w tej sprawie. Co jednak był wart jego autorytet — dowodzi fakt, że następnie bis. kup ten uznał za stosowne podać się jako biskup do dymisji i ożenić się; i to z rozwódką. „Ukazało się też szereg książek, traktujących problem masonerii z katolickiego punktu widzenia, w tym trzy książki paryskiego adwokata, «obroń-cy» masonerii, Alec Mellora (tytuły podali:my w «T.P.» Nr 1007)". Owe książki Mellora są jednym z głównych ogniw kampanii propagandowej promasońskiej, prowadzonej na terenie katolickim od pewnego czasu. Pisałem o nich w „Horyzontach" w cytowanym wyżej, moim artykule, oraz pisał o nich b. obszernie yicomte de Poncins w cytowanej wyżej swojej _. .książce. Natomiast o tej ostatniej książce („Masoneria i Watykan"), p. Turowicz nie uznał za stosowne wspomnieć. Wymienia on tylko to, co jest przyjazne masonerii, a nie to. co jeśT wobec niej krytyczne." „Z nowszych wymieńmy wioską (książkę) ks. Rosario Esposito »La massoneria e l'Italia» oraz hiszpańską ks. Benimelli «La massoneria despues el Concilio»". „Ostatnio w jezuickim miesięczniku «Civilta Cattolicaj, (...) ukazała się seria artykułów na ten temat, pióra znakomitego znawcy problemów masonerii, o. Giovanni Caprile, SJ (...). Nowością stanowiska, zajętego przez o. Caprile jest to, iż jego zdaniem «dia-log powinien być prowadzony równo -cześnie ze Wszystkimi odłamami masonerii, bez żadnych ograniczeń i wyjąt-ków». Ekskomunika na katolików, którzy by należeli do masonerii, wchodzaca w skład prawa kanonicznego, formalnie dotąd obowiązuje, istnieje jednak w praktyce tendencja do «za-pominania» o tej ekskomunice, zresztą kodeks prawa kanonicznego podlega Obecnie rewizji i niewątpliwie wszelkiego rodzaju generalizujące eks-comiunlki zostaną z niego usunięte. O. Caprile sądzi, że wszystkie te eks-komuniki winny być cofnięte «w odniesieniu do wszystkich grup masonerii bez żadnych rozróżnień.» (. ...) O. Caprile cytuje wreszcie niedawne oświadczenie o. Beyera, również jezuity, dziekana wydziału prawa kanonicznego papieskiego uniwersytetu «Gre-gorianum» w Rzymie. (...) O. Beyer pisze: «Przynależność do loży masońskiej, która nie ma charakteru sekciarskiego, czy antychrześcijańskiegę może — z punktu widzenia prawa Kościelnego — nie pociągać żadnej sankcji karnej. Ekskomunika może być stosowana tylko w wypadku, gdyby przynależność powodowała niewierność wobec Boga, porzucenie wiary w Chrystusa, niebezpieczeństwo jej utraty lub też niemożność wyznawania tej wiary w łonie Kościoła:*. Wszelka przynależność, która do tego nie prowadzi, nie może — w konsekwencji — powodować eks-komuniki .
Innymi słowy, wedle tego poglądu, ma katolikom być wolno należeć do tych lóż, które oficjalnie nie odżegnują się cd Boga i od Chrystusa (a co z Matką. Boską?), oraz nie zabraniają swoim członkom praktyk katolickich. Ale rzecz w tym, że loże masońskie „prawowierne", to znaczy trzymające się zasad, ustalonych w roku 1717 w Wielkiej Loży londyńskiej (a loże te stanowią olbrzymią, większość masonerii światowej), wcale się formalnie od chrześcijaństwa nie odżegnują, i wcale postawy otwarcie antyreligijnej od swych członków nie wymagają. Przeciwnie, chcą. one, by członkowie ich mogli do Kościoła czy kościołów przenikać, a do tego potrzebne jest, by byli zewnętrznie chrześcijanami i by zachowywali pod tym względem wszelkie pozory. To przecież przeciwko ej właśnie masonerii („Wielkiego Wschodu" jeszcze wtedy nie było) zwracała się bulla Klemensa XII z roku 1738. Katolikom nie wolno było, i nadal nie wolno jest, do tych lóż należeć, nie dlatego, że zmuszają ich one do jawnego odstępstwa (bo one ich do tego nie zmuszają), ale dlatego, że wstępując do tych lóż poddają się oni powolnemu i 'stopniowemu wpływowi, jprzekształca-jącemu len "cały" sposób" myślenia, ~ca7y ustrój uczuciowy aż po podświadomość włącznie, całą po prostu ichduszę — i narażają się na stanie się, nie od razu, ale po wielu latach, sługami Szatana. Wyliczenie p Turowicza pokazuje nam, że kierunek promasoński uwił sobie całkiem liczne gniazdka w świecie katolickim, w katolickich kołach umysłowych, w episkopacie, w Towarzystwie Jezusowym, i nawet w środowisku watykańskim. Oznacza to tylko potwierdzenie stwierdzenia Dmowskiego sprzed lat 45 o tym, że loże masonerii „prawowiernej" (typu angielskiego)) ,,usiłują (...) stosować wobec religii'' w krajach katolickich „te same rneto-dy postępowania, co w protestanckich, to znaczy nie wypowiadać Kościołowi walki otwartej, jeno oddziaływać nań od wewnątrz, uzyskiwać wpływ na społeczność katolicką, na duchowieństwo i nawet na wyższą hierarchię kościelną". Oznacza to także potwierdzenie o-pinii, którą 34 lata temu usłyszałem z dobrze poinformowanych ust prawosła-wno-rumuńskich w dctau znakomitego rumuńskiego uczonego i męża stanu, Śę Wpiywy masońskie wdzierają się w instancji czasachaż do Watykanu.
Turowicz kończy swój artykuł Słowami następującymi: „Z jednej strony idzie wiec o wyjaśnienie charakteru oraz istotnych prayczyn owych potępień (...), z drugiej zaś strony uzyskanie owych gwarancji, o których mówi o. Capfile. Wyjaśnienia owe pozwoliłyby na anulowanie ekskomuniki i zlikwidowanie wiekowego konfliktu. Nie trzeba chyba dodawać, że wśród dialogów prowadzonych przez Kościół, ten ma charakter dość marginalny, ostatecznie masoneria jest dziś raczej remanentem przeszłości, niż realną siłą społeczną".
Tak więc p. Turowicz głosi postu-lat cofnięcia przez Kościół zakazu należenia do masonem i sKasowańia~ ekskomuniki, nałożonej na tych, co ten zakaz łamią. Nie zamierzam wdawaó się z nim, w tej sprawie w polemikę. Ograniczam się do stwierdzenia faktu. To taki program głoszony jest — i to w sposób autorytatywny, bo piórem redaktora naczelnego — z łamów czasopisma, które od ćwierć wieku zdobyło sobie w Polsce pozycję monopolicz-ną jako zarażeni rzekomy wyraziciel i skuteczny wychowawca (nie chcę być niesprawiedliwym i wobec tego nie mówię w sposób stanowczy: także i manipulator) katolickiej opinii publicznej. Inną konkluzją p. Turowicza — jest bagatelizowanie przezeń masonerii, o-raz jej roli, a~tym samym i niebezpieczeństwa, jaKie przedstawia ona dla Kościoła, oraz możliwych skutków ja-kieby mieć mogło ewentualne skasowanie ekskomuniki.
Uważa on, że „masoneria jest dziś raczej remanentem przeszłości". Czy naprawdę?
Uważa on, że „masoneria jest dziś raczej remanentem przeszłości". Czy naprawdę? Gdzie, w jakiej dziedzinie, na jakim polu, w jakim kraju straciła masoneria swoje znaczenie i przestała wywierać wipływ? I co to znaczy „dziś" ? Od roku, od dziesięciu lat, od ćwierć wieku, od stu lat? Co się w ciągu owego czasokresu, określonego słowem „dziś", stało, co pozwala na uważanie, że ta groźna w oczach Kościoła potęga, która była powodem uroczystych i pełnych niepokoju wystąpień tylu papieży, oraz tylu oświadczeń episkopatów różnych krajów, i która stała się powodem tak obfitej literatury badawczej i informacyjnej katolickiej (i nie tylko katolickiej) — naraz zamieniła się w cień bez znaczenia, w „remanent przeszłości" o marginesowym dla Kościoła charakterze? (Uwaga przy okazji: dlaczego przyjęty w polskim języku wyraz „marginesowy" zastępować nowotworem, wzorowanym na angielszczyź-nie i f rancuszczyźiiie, „marginalny'" ? Przecież nadal mówimy „margines", a nie „marga", „margin" czy ,,margina"). Uważa on także, że masoneria nie jest ,,realna społeczną".
Myślący ludzie w świecie komunistycznym zrozumieli już oddawna, że komunizm, że cała doktryna filozoficz na, ekonomiczna i polityczna marksizmu-leninizmu zbankrutowały, że ich założę-nia myślowe są błędne, że eksperyment / wprowadzenia ich w praktyce w życie okazał się eksperymentem nieudanym , że trzeba całe przedsięwzięcie jakoś zlikwidować. Dotyczy to nie tylko Polski, dotyczy to także i Rosji, już nie mówiąc o takich krajach jak Jugosławia. Otóż ludzie ci — często młodzi uczeni, filozofowie, ekonomiści, a jeszcze częściej administratorzy, dygnitarze rządowi, kie rownicy przemysłu i życia ekonomicznego, wyżsi, wykształceni wojskowi, artyści, literaci, — szukają dróg myślolowych na które mogliby wkroczyć. Chrześcijaństwo, oraz cała tradycja historyczna cywilizowanej Europy i cywilizowanego świata mogłyby dla nich być gotowym drogowskazem — który trzebby tylko zauważyć i odkryć. Ale przeszkodą. jest tu — masoneria. Jest ona drugą, gotowa alternatywa. Na miejsce komunizmu podsuwa ona inny światopogląd, też z założenia materialistyczny — i może z łatwością rodzące się w świecie komunistycznym prądy krytyczne zgarnąć w swoje łożysko. Jest dlatego i dla Kościoła katolickiego, i dla cywilizowanej Europy, i dla cywilizowanej Polski, właśnie dziś, i właśnie więcej dziś niż kiedykolwiek, siłą szczególnie niebezpieczną. Przez zlekceważenie tego niebez-czeństwa narażamy się my, ludzie myślący po katolicku, na zmarnowanie dziejowej koniunktury, jaką niesie dla chrześcijaństwa nieuchronny w niezbyt odległej przyszłości upadek komunizmu.. Upa-dek nie tylko w takich krajach~jak Rosja, ale także i takich jak Chiny. Już nie mówiąc o naszej ojczyźnie, Polsce.
Chcę tu zwrócić uwagę na jeden jeszcze szczególnie ważny aspekt roli masonerii zwłaszcza na gruncie polskim. Jest ona mianowicie rnoJtli.W3u„altefna-tywą dla doktryny komunistycznej^ I wobec tego jest niebezpiecznym rywalem dla światopoglądu katolickiego (czy w ogóle chrześcijańskiego), a także narodowego i trądycjonalistycznego.
Chętnie zgodzę się z poglądem, że w warunkach ustroju komunistycznego, gdzie nic się nie dzieje bez zezwolenia władzy, zebrania panów, ubranych w szarfy i fartuszki, w salach, ozdobionych „tajemnymi symbolami" i przy akompaniamencie muzyki kompozytorów-ma-sonów, mogą się odbywać rzadko, lub mogą się nie odbywać nigdy. Nawiasowo mówiąc, w dużych połaciah Polski musiało być tak samo i w latach, powiedzmy, 1831-1914. Ale masoneria, aby być swym wpływem obecną, nie musi zawsze posiadać te zewnętrzne akcesoria. Niejeden polski mason, u profesorów w XIX w., mógł tylko bardzo rzadko bywać na prawdziwych posiedzeniach loży, nie w kraju, ale gdzieś w Paryżu czy Brukseli, w czasie zagranicznej wycieczki. W kraju wystarczało mu mieć kontakty towarzyskie z „braćmi". Pewnie tak samo jest i dziś. Nie wierzę, by w mieście, w którym wychodzi redagowany przez pana Turowicza „Tygodnik Powszechny", nie było także i obecnie silnego, zakulisowego wpływu masonerii. I by można było mówić o tym pływie tylko jako o „remanencie przeszłości", który nie jest już „realną siłą społeczną"
Ustalmy fakty. Ruchem masowym masoneria nie była nigdy — i nic się pod tym względem nie zmieniło. Nie należą do niej wielotysięczne tłumy, które możnaby było wyprowadzić na ulicę w rozruchach, czy demonstracjach. Jej rola i znaczenie jest inne. Jest to organizacja, wywierająca wpływ na sipo-łeczne i intelektualne elity. To nie znaczy, że nie potrafi on mieć wpływu także i na masy; choćby i na tłumy na ulicy. Ale ten rodzaj jej wpływu jest zawsze tylko pośredni, poprzez jakieś ogniwa kontaktujące i inspirujące. Jej istotna rola — to jest zdolność oddziaływania na prądy umysło-"wel naukowe, filozoficzne, kulturalne, literackie, polityczne, oraz na mechanizm funkcjonowania aparatów politycznych, społeczno-organizacyjnych i środków masowego przekazu. Działa o-na metodą posiadania „wtyczek" w ważnych ośrodkach życia zbiorowego, za których pośrednictwem, szerzy tam swoje poglądy (zwłaszcza: wyrażane przez siebie wątpliwości i krytyki), popycha do działań i wystąpień w~3uchu swej ideologii, oraz zapewnia sławę i karierę ludzio dążeniom odpowiadają, zarówno jak rozgłos tym właśnie poglądom. Masoneria jest szczególnie niebezpieczna dla Kościoła przez to, że stara się przenikać w je-go szeregi i wywierać wpływ na opinie teologiczne i filozoficzne, na "politykę kościelną, na prawo kanoniczne, na działalność publiczną katolików. Jej siły nie można mierzyć ilością tysięcy ludzi, jakich mogłaby ona (jak np. Partia Komunistyczna) wyprowadzić na u-licę, ale ilością katedr uniwersyteckich, czy redakcji, czy ambasad, czy prezesur i sekretariatów stowarzyszeń i stronnictw jakie obsadziła swoimi ludźmi. A przecież trudno nie przyznać, że dziesięci uniwersytetu, czy dziesięciu sekretarzy wpływowych organizacji potrafi czasami wywrzeć większy i trwalszy wpływ niż dziesięć tysięcy przeciętnych ludzi z legitymacjami członkowskimi w kieszeni. że masoneria ma małe znaczenie? Wedle Turowicza tysiąc, a wedle p. Kowalskiego półtora tysiąca masonów było obecnych na ceremonii zaprezentowania paryskiej Wielkiej Loży przez biskupa Pezśrila programu reformy Kościoła katolickiego. Przecież to byli wszystko członkowie paryskiej intelektualnej, politycznej i społecznej elity! Czy tysiąc lub półtora tysiąca profesorów uniwersytetu, czołowych parlamentarzystów, dygnitarzy rządowych, dyplomatów, wojskowych, sędziów, znakomitych lekarzy, redaktorów najwpływowszej prasy, kierowników radia i telewizji, reżyserów teatru i kina, przemysłowców, bankierów, finansistów, przywódców związków zawodowych (a przecież to z takich ludzi składają się loże) — to, nawet w tak dużym mieście jak Paryż, mało? Nie bądźmi naiwni. W Paryżu, w Londynie, w Nowym Jorku, w Waszyngtonie, w Brukseli, w Zurychu, w Buenos Aires, w mieście Meksyku, w Stambule, w , których poglądy jej Delhi, w Mediolanie, w Dublinie, nawet w Rzymie, nawet w Madrycie, nawet w Atenach, nawet w Lizbonie, masoneria jest wielką potęgą. Jest zwłaszcza wielkim, zakulisowym wpływem intelektualnym i manipulatorskim. Czy jest potęgą w Warszawie i w Krakowie ?
Nie ulega wątpliwości, że narodził się w łonie Kościoła katolickiego i społeczności katolickiej w świecie prąd, czy też obóz, szukający ugody i porozumienia z masonerią. Czy jest to tylko pojawienie się tych samych myśli w różnych głowach niezależnie od siebie, czy też jest to obóz zorganizowany, złożony z ludzi, będących ze sobą w porozumieniu ? Zacznijmy od zestawienia nazwisk. Ograniczmy się tylko do tych z nich, które w swym, ostatnim artykule wymienia p. Turowicz. Zwolennikami skasowania ekskomu-nlki antymasonskiej i tolerancyjnego u-stosunkowania się do masonerii zdają, się być, czy to w świetle swych oświadczeń, czy w świetle swych czynów, bis-kup.sufragan Paryża, Pezeril, jacyś nie wymienieni z nazwiska biskupi skandy-nawscy, jezuici ojcowie Michel Riquet, Giovanni Caprile i Beyer, literaci Alec Mellor, ks. Rosario Esposito, ks. Beni-melli. Do listy tej dołączyć należy też i samego p. Jerzego Turowicza. Jest to w sposób oczywisty lista niekompletna , ktora mozna z łatwością rozszerzyć, sięgając do innych źródeł informacji. Ale ograniczmy się do niej. Obejmuje ona (jeśli uwzględnić owych biskupów skandynawskich i także bezimiennego księdza co był na kongresie masońskim w Genui) do tuzina osób, przeważnie wybitnych i wpływowych, mieszkających i działających w pół tuzinie, lub więcej, krajów. W praktyce, ludzi otwarcie czynnych na tym polu i tak samo wybitnych, a których nazwiska, przy odrobinie cierpliwości w przeglądaniu dostępnych źródeł informacji, dałoby się ustalić, jest z pewnością trzy razy, lub pięć razy więcej i krajów, które są. ich działalnością o więcej niż owe wymienione przez p. Turowicza Francja, Włochy, Hiszpania. Skandynawia, może Niemcy, także i Polska. To trochę za dużo, jak na zjawiska całkiem samorzutne. Przy zachowaniu wielkiej ostrożności, ale jednaki powodując się doświadczeniem w ocenie takich spraw, trudno uniknąć przypuszczenia, że chyba istnieje jakiś komitet porozumiewawczy, jakaś komórka organizacyjna, gdzie ci wszyscy ludzie, lub ich większość, mogliby się jakoś spotykać, oddziaływać na siebie, wymieniać myśli i pomagać sobie w akcji. Mimowoli nasuwa się myśl o organizacji, wedle terminologii generała Kukiela, „pochodnej" i „pokrywkowej", służącej za narzędzie wpływowi masonerii. Zapewne większość z nich, to są ludzie dobrej woli, którzy „nie wiedzą, co czynią". Ale zapewne są między nimi i świadomi, z pełną złą wolą działający bjęte, jest tak samo dużo masoni. Ilu ich jest? Przypomnijmy sobie ową organizację Przyjaciół Konstytucji 3 Maja w polskim przedrozbiorowym sejmie, która zdobyła sobie wpływ na politykę tego-Sejmu. Masoni stanowili czwartą część jej członków. Jeśli przyjmiemy, że istnieje organizacja, czy komitet, czy porozumienie w obrębie Kościoła katolickiego, które stawia sobie za cel — lub stawia sobie między innymi za cel — usunięcie przeciwieństwa między Kościołem katolickim, a ompletna i możnaby ją z masonerią, moglibyśmy, przez analogię, wysunąć przypuszczenie, że także i w tym ugrupowaniu zakonspirowani mascni stanowią czwartą część u-czestników. Gdyby wziąć ów tuzin osób, wymienionych przez p. Turowicza, oznaczałoby to, że trzy z tych osób są w istocie udającymi katolików masonami. O-czywiście, to tylko rozumowanie o charakterze orientacyjnym. Nie należy na nim budować zbyt wiele. Myślę jednak, że można uważać obecność jakichś kryp-tomasonów w promasońskim prądzie w Kościele katolickim za rzecz mniej więcej pewną. Nie mogę uniknąć zajęcia się także i osobą p. Turowicza. Jestem jak najbardziej daleki od rzucania na niego jakichś oskarżeń, czy wysuwania wobec niego (zapewne krzywdzących) posą-dzień; nie mam) do tego żadnej podstawy. Trudno mi również nie odczuwać szacunku dla człowieka, który potrafił przez ćwierć wieku utrzymać przy życiu pożyteczną i wpływową placówkę katolicką pod rządami komunistycznymi, oraz trudno mi nie uznać zasługi. A'e to nie zmienia faktu, że oceniam wystąpienia p. Turowicza w sprawie masonerii jako głęboko szkodliwe. (Nie oceniam pozytywnie także i jego stanowiska w niektórych innych sprawach). Oraz stwierdzam, że osoba p. Turowicza, a tym samym i jego poglądy, cieszą, się zadziwiającym rozgłosem w świecie — i że trudno uwierzyć, by rozgłos ten nie był w pewnymi przynajmniej stopniu wynikiem korzystania z poparcia jakichś sił wpływowych. P.Turowicz bywa na kongresach i zjazdach międzynarodowych katolickich od Manili na Filipinach aż po Limę w Peru i wszędzie tam odgrywa rolę czołową. Biorąc pod uwagę olbrzymi koszt takich dalekich podróży, który trudno chyba pokrywać z własnej kieszeni, biorąc pod uwagę trudności paszportowe jakie trzeba pokonać (zwłaszcza, gdy się mieszka „za żelazną kurtyną"), oraz — co wcale nie błaha okoliczność — biorąc pod uwagę, że nie zawsze jest łatwo znaleźć się w wybranym kręgu tych co dopuszczeni są do pierwszo roli na międzynarodowych zjazdach — trzeba stwierdzić, że stosunki osobiste p. Turo wicza są w sposób oczywisty nie małe.Otóż jego stosunki międzynarodowe są wyraźnie progresywistyczne. Mami przed sobą broszurę w języku angielskim p.t. „Dossier on IDO-C. Is it a parallel hierarchy?" wydaną w r. 1968 jako odbitka przez szkockie, tradycjona-listyczne czasopismo katolickie „Ap-proaches" (pod redakcją Hamish Fra-ser"a), ukazujące się w Saltcoats. (Broszura ta ukazała się także w wydaniu amerykańskim, oraz w przekładach we Francji, Niemczech i Hiszpanii). Broszura ta poświęcona jest międzynarodowej organizacji katolickiej znanej pod nazwa IDO-C. co jest skrótem, oznaczającym „Międzynarodowe Centrum Informacji i Dokumentacji, poświęconej Kościołowi Soborowemu". Wedle własnej publikacji, ogłoszonej przez tę organizacje, „IDO-c jest planowej międzynarodową grupą z kwaterą główną w Rzymie i rosnąca siecią oddziałów wcałym świecie. Jest ona niezależna od jakiejkolwiek instytucji religijnej lub państwowej, posiada charakter niezależny i działa na podstawie prawa włoskiego. (...) Jej szczególnym zadaniem jest gromadzenie rozpowszechnianie dokumentacji o strukturalnych i teologicznych skutkach nieustannego wprowadzania w życie dekretów i ducha II Soboru Watykańskiego. (...) Wśród prenumeratorów są biskupi, (...), profesorowie, (...), studenci w katolickich, protestanckich i żydowskich seminariach duchownych, redaktorzy katolickich, protestanckich i żydowskich czasopism, redaktorzy działów religijnych w wielkich dziennikach". IDO-C zostało założone w grudniu 1963 roku w Holandii, oraz pierwotnie ogłaszało biuletyny tylko w języku holenderskim. Wkrótce jednak przeniosło swoją centralę do Rzymu i stało się ośrodkiem międzynarodowym. W jego centralnym biurze w Rzymie, na ogólną ilość 15 osób, pracuje 7 Włochów, 2 Holendrów, 2 Hiszpanów, 1 Brazylijczyk, 1 Anglik, 1 Australijczyk i 1 Belg. Autorzy broszury sugerują (także i w jej tytule), że organizacja IDO-C stawia sobie za cel wytworzenie ,,równoległej hierarchii", jakby drugiegco.poza hierarchią biskupią, międzynarodowego kierownictwa jeśli nie Kościoła, to przynajmniej katolickiej społeczności w świecie, Jest tu jakby zastosowanie leninowskiej metody rewolucyjnej o „podwójnej władzy" (dwojewłastje). Jak takie „dwojewłastje" funkcjonuje, można było obserwować w czasie Synodu Biskupów jesienią 1971 r. w Rzymie. (To już nie jest wiadomość z wymienionej broszury). Obok watykańskie-go biura prasowego działało w Rzymie biuro prasowe IDO-C i rozsyłało po całym świecie swoje własne komunikaty prasowe o Synodzie, bardzo różne swą treścią od oficjalnych. Przedstawiały one tak sprawę, jakby zwyciężał na Syno-dzie kierunek progresywistyczny — co było odwrotnością rzeczywistości. Komunikaty te były pod tłustymi nagłówkami przedrukowywane przez prasę światową —podczas gdy komunikaty oficjalne bywały często przemilczane. Dzięki temu wytwarzało się w świecie wrażenie, że dokonywa się w Kościele wielki, a w istocie nie istniejący przewrót. IDO-C glosi w całym świecie program reformy Kościoła bardzo zbliżony do programu bp. Pezeriia, przedstawionego paryskim masonom. A może IDO-C jest organizację, podobną do Towarzystwa Przyjaciół Konstytucji 3 Maja, to znaczy organizacją kierowaną przez masonów ? Autorzy broszury podają listę nazwisk dziennikarzy, publicystów, profesorów, księży, postępowych zakonnic, działaczy społecznych (jest wśród nich i organizator związku zawodowego księży, ks. William Dutoay, oraz głosicie ka antykoncepcji, Rosemary Ruether) itd., idącą w setki. Działają oni w 33 krajach. Otóż autorzy broszury wymieniają, jako jednego z uczestników akcji IDO-C (dwukrotnie: na str 3 na str.58), także i p.Jerzego Turowicza. Nie jest to fakt błahy.
POTRZEBA KONTRAKCJI Już dość dawno temu, mianowicie w dniu 2 czerwca 1951 roku w czołowym katolickim wydawnictwie prasowym angielskimi „The Tablet" w Londynie ukazały się następujące słowa, napisane przez katolickiego księdza-publi-cystę, Humphrey J.T. Johnsona: „Klerykalizm sprzed pół wieku różnił się od dzisiejszej chrześcijańskiej demokracji. Klerykał był skłonny do angif obii, judeof obii- i do uważania masonerii za dzieło szatana. Nienawidził on republiki francuskiej i bał się carskiej Rosji. Chrześcijański demokrata, czy katolik lewicowy jest anglofilem, judeo-filem i jeśli nie uważa masonerii za wymyślonego straszaka, to w każdym razie za coś, czego wpływ został mocno przesadzony. Trzeba zdawać sobie w pełni sprawę z tej zmiany Wielkiej Loży londyńskiej (a loże te stanowią olbrzymią, większość masonerii światowej), wcale się formalnie od chrześcijaństwa nie odżegnują, i wcale postawy otwarcie antyreligijnej od swych członków nie wymagają. Przeciwnie, chcą. one, by członkowie ich mogli do Kościoła czy kościołów przenikać, a do tego potrzebne jest by byli zewnętrznie chrześcijanami i by zachowywali pod tym względem wszelkie pozory. To przecież przeciwko ojęć jeśli się chce rozumieć ewolucję współczesnej Europy". Jak widzimy, tendencja przekształcania się Kościoła (lub przekształcania go) w "'uchu jeśli nie wyraźnie proma-sońskim, to przynajmniej pobłażliwszym wobec masonerii, lub skłonniejszym do bagatelizowania jej znaczenia zaznaczała się już 20 lat temu. Można powiedzieć, że podskórne, czy podziemne procesy przemian w Kościele w całym okresie po drugiej wojnie światowej dokonywały się pod znakiem tej tendencji. To nie znaczy, że nie było w szeregach Koś-cioia wysiłków, zmierzających po staremu do studiowania zagadnienia masońskiego i oświetlania niebezpieczeństwa, jakie masoneria stanowi. Nawet i w Anglii, w której słowa powyżej zacytowane zostały napisane, wysiłków takich było nie brak. Dość wymienić obejmującą swoi'm wpływem i Anglię działalność pisarską Irlandczyka, ks. Denis Fahey, który żył i pisał także i w latach powojennych; działalność autora kilku wybitnych i opartych na gruntownej wiedzy książek o masonerii, Waltona Hannah, anglikańskiego duchownego, który przeszedł na katolicyzm i został katolickim księdzem; oraz działalność wydawniczą firmy Britons Publishing Co., która wydała m. in. przekład angielski książki t Vicomte de Poncins o Kościele i ma-i sonerii. Ale wysiłki te, którym nic nie I można zarzucić jeśli idzie o ich wartość : i poziom, toyły zepchnięte w cień i zdławionę przez potęgę sił, wyrażających te-dencję powyżej wymienioną, które w latach powojennych trzymały już w ka-i tolickiej społeczności angielskiej moc-ino w ręku to, co się po angielsku okreś-jla słowem ,,establishment", a co po polsku nazwałbym „siłami trwa'e osadzonymi". By się ograniczyć do katolickiej kiej prasy: wymieniony wyżej naczelny organ świeckiego katolicyzmu angielskiego, odgrywający już od lat 130 (od r. 1040) przywódczą w tym katolicyzmie rolę, który dziś ostentacyjnie popiera kierunek IDO-C i jest przez ludzi bliskich IDO-C wydawany i redagowany, zdradzał — w łagodniejszej formie,—podobne tendencje już od początku czasów powojennych. Otóż czas już jest, by w tym procesie przemian nastąpił przewrót i by się kierunek rozwoju odwrócił. To nie dość już prowadzić, jak księża Fahey i Hannah i jak wydawnictwo Britons, wojnę podjazdową i jakby kampanię osłaniania odwrotu. Trzeba przejść całym frontem do kontrofensywy. Czas już najwyższy, by zaczął zwyciężać w Kościele ten kierunek, który przeważał w czasach Wcześniejszych, nawet, właściwie, jeszcze tuż przed ostatnią wojną. To znaczy kierunek wyraźnej i stanowczej walki z masonerią i z tym co ona reprezentuje. Pragnąłbym,, by przynajmniej na naszym, polskim odcinku przeciwofensywa antymasońska zaczęła się zaznaczać w sposób śmielszy i szerszy.
J.G.
1.) A. Skałkowski „Towarzystwo przyjaciół konstytucji 3 Maja". Poznań 1930. Odbitka z „Pamiętnika Biblioteki Kórnickiej". Pisałem o tym w moim „Tragizmie losów Polski", Pelplin 1936, na str. 160-161. 2) Str. 5-6. Cytuję według wydania amerykańskiego z lat wojennych (1939 lub później), nakładem Księdza Prałata A. Syskiego, bez daty i miejsca wydania.
Dziś na obczyźnie, w Lund, Szwecja, zmarł mgr prawa Bożysław Kurowski, mial 95 lat
Sp Bożysław był przedwojennym działaczem Ruchu Narodowego. Po wieloletnim pobycie w niemieckim obozie koncentracyjnym, został w 1945 roku przewieziony do Szwecji w ramach tzw "bialych autobusów".
Bożysław Kurowski osiadł na stałe w Lund w poludniowej Szwecji. Tu założyl rodzinę i prowadząc zwykłe, codzienne życie, pozostawał bardzo aktywnym działaczem Stronnictwa Narodowego jak i też ambasadorem Polskości na tej niełatwej dla Polaków, luterańskiej ziemi. Wielokrotnie występował publicznie w obronie Polski i Koscioła Katolickiego. Prowadził aktywną i przeróżną pomoc tak dla Polski jak i polskich emigrantów w Szwecji. Choć był osobą bardzo silnie zorientowaną politycznie nie miało to żadnego wpływu na jego stosunek do ludzi , którym pomagał. Uwazał , że pomagając Polakom pomaga Polsce.
Bożysław Kurowski współpracował ściśle między innymi z Antonim Dargasem, Jędrzejem Giertychem oraz Myslą Polską. Po roku 1989 skoncentował się głównie na utrzymywaniu kontaktów między Fundacją Jana Pawła II w Szwecji - której był honorowym członkiem - a Watykanem. Pozostawił po sobie liczne publikacje nt. Polski, Koscioła, czy tez wspomnienia poobozowe , w których uwidocznił martyrolgię Polaków w tych miejscach zagłady.
żeby papież Kościoła Rzymsko-Katolickiego traktował nas tak samo, jak innych
Jędrzej Giertych do Jana Pawa II, żeby traktował nas tak samo, jak innych Polaków
Londyn 8 października 1984 roku
Osmielam się niniejszym listem zwrócić się do Waszej Świątobliwości z prośbą, do której impulsem stała się dla mnie wiadomość, znana mi dopiero od kilku dni, o przemówieniu Waszej Świątobliwości do Polaków szwajcarskich w dniu 17 czerwca b.r. W przemówieniu tym Wasza Świątobliwość wymienił liczny zastęp Polaków, którzy w różnych czasach w Szwajcarii działali, wśród nich także i Józefa Piłsudskiego, który właściwie prawie nigdy w Szwajcarii nie działał, natomiast uznał za stosowne pominąć milczeniem szwa jcarską działalność narodowców polskich. Nie znalazła się w przemówieniu Waszej Świątobliwości wzmianka o Lidze Polskiej i Lidze Narodowej, których początek wywodzi się od Zygmunta Miłkowskiego (T. T. Jeża) w Rapperswillu. Ani o Centralnej Agencji Polskiej w Lozannie, która już od 1915 roku prowadziła działalność polityczną polską na zachodzie. Ani przede wszystkim o trójzaborowym, reprezentującym wszystkie trzy części Polski Komitecie Narodowym Polskim pod prezesurą Romana Dmowskiego, założonym 15 sierpnia 1917 roku w Lozannie, a następnie przeniesionym do Paryża, który stał się de facto polskim rządem emigracyjnym i w pewnej formie został uznany przez państwa alianckie, co stało się powodem, że Polska znalazła się wśród państw alianckich, a więc mogła być współ-uczestniczką zwycięskiego pokoju wersalskiego z Niemcami i odzyskać tym pokojem zabór pruski. Jako jeden z nielicznych żyjących polityków narodowych starszego pokolenia poczuwam się do obowiązku nie tylko wyrażenia bólu i zmartwienia, że jesteśmy my, narodowcy, jakby odtrąceni, nie tylko wyżej wymienionym, znamiennym przemówieniem szwajcarskim, ale i innymi wydarzeniami, od udziału w wielkiej rodzinie polsko-ka-tolickiej, ale także i do zwrócenia się z gorącą, a pokorną prośbą, byśmy jednak zostali uznani za takich samych jak inni (w rzeczywistości gorętsi niż inni) synów powszechnego Kościoła i jego polskiej gałęzi. Obóz nasz był w okresie międzywojennym obozem politycznym, obejmującym największą liczebnie część Polaków i to należących do wszystkich stanów. Wyraziło się to także i w wolnych wyborach 1919 i 1922 roku, w których obóz ten odniósł zwycięstwo. Zapewne i dzisiaj, gdyby miały miejsce wolne wybory, okazałby on swoją siłę. Obóz nasz, zwany potoczne „endecją", nie ma powodu wstydzić się swojej polityki. W wieku XIX i w początkach XX prowadził on akcję odrodzeńczo-organiczną we wszystkich dzielnicach Polski, oraz zwalczał ugodę, zarówno jak ruch rewolucyjny, — marksowski i silnie związany z rewolucją rosyjską. W erze pierwszej wojny światowej dążył do zjednoczenia trzech zaborów i do niepodległości Polski od gór aż do morza, a sprzeciwiał się pozornej niepodległości okrojonego Królestwa Kongresowego, opartego o Niemcy i Austrię. Sprzeciwiał się próbom powstańczym w Kielecczyźnie (6-16 sierpnia 1914 roku), z których niektóre siły krakowskie, te, które poszły z odsieczą do Lwowa, były dziełem „endeków". Gdy Niemcy, otrzymawszy od Piłsudskiego dnia 9 listopada 1918 roku zapewnienie pod słowem honoru, że Polska pod jego rządami nie będzie żądać zaboru pruskiego i jest w toczącej się wojnie neutralna (to znaczy nie będzie uczestniczyć w kongresie pokoju), przywieźli Piłsudskiego do Warszawy i w istocie to oni uczynili go Naczelnikiem Państwa, Dmowski uznał go w tej roli, by uniknąć rozdwojenia w polskim narodzie. Obóz narodowy był przeciwny wyprawie kijowskiej Piłsudskiego i budowaniu Ukrainy, dążył do przyłączenia ziem wschodnich (łącznie z Kamieńcem Podolskim, Mińskiem i Dyneburgiem) do Polski, dążył do zbudowania Polski narodowo-polskiej i sprzeciwiał się dążeniom do nadania Polsce cechy państwa, rządzonego wspólnie przez Polaków i nie-Polaków. Jest prawdą, że od roku 1912 obóz „endecki" toczył walkę z narodem żydowskim. Nie sądzę, by mu to przynosiło ujmę. Naród żydowski stanowił na ziemi polskiej potężną siłę, wrogą Polsce. Głosy żydowskie sprawiły, że dwa największe polskie miasta, Warszawa i Łódź, reprezentowane były od roku 1912 w parlamencie rosyjskim przez posłów, którzy nie należeli do Koła Polskiego, lecz do stronnictw rosyjskich. Żydowska socjalistka Róża Luksemburg głosiła pogląd, że nie ma być niepodległej Polski, a Polacy mają się zrosnąć z Rosją i z Niemcami. Na konferencji wersalskiej żydowskie „grupy nacisku" zawzięcie zwalczały dążenia polskie. W wojnie 1920 roku duża część ludności żydowskiej w Polsce stała po stronie nieprzyjaciela. „Endecja" skupiała między wojnami w przytłaczającej większości Polaków wszystkich warstw społecznych, mających postawę katolicką i stojących pod sztandarem Boga i Ojczyzny. Ich ideologię wyraził Dmowski rozprawą p.t. „Kościół, naród i państwo". W okresie drugiej wojny światowej i po niej „endecy" byli tymi Polakami, którzy byli i przez Niemców i przez komunistów najbardziej prześladowani, najliczniej rozstrzeliwani, najbezwzględ-niej męczeni w więzieniach. To ich najbezwzględniej odsunięto po wojnie od wszelkiego głosu w życiu polskim.
Młodzi piłsudczycy i neostańczycy z przedwojennego „Buntu Młodych" są już od blisko 40 lat grupą koncesjonowaną, mogącą wydawać swój „Tygodnik Powszechny", będący nie tylko pismem katolickim, ale także pismem politycznym, wyrażającym przynajmniej częściowo poglądy swojego obozu, — także i niepohamowaną jego nienawiść do „endecji". „Endecy" przez tych 40 lat prawa do zabierania głosu nawet w najskromniejszej postaci w Polsce nie mieli: (Słyszę, że to się w 1984 roku zmieniło o tyle, iż grupa „endeków" uzyskała w piśmie „Ład" podobnie koncesjonowaną pozycję, jak wydawcy „Tygodnika Powszechnego". Zbyt mało tę sprawę znam, bym mógł uwierzyć w rzeczywiste równouprawie-nie dzisiejszych „endeków" z „Ładu" z wydawcami „Tygodnika Powszechnego"). Tak samo i na emigracji ta sama grupa „Buntu Młodych" otrzymała środki do stworzenia potężnej placówki propagandowej, w postaci pisma „Kultura" w Paryżu, też od lat około 40 zajmującej w życiu polskim stanowisko wyjątkowe. Jest to pismo w istocie kierunkowi katolickiemu nieprzyjazne. Redaguje je stale przedwojenny redaktor „Buntu Młodych". „Endecy" są zawzięcie zwalczani i uciskani, oraz obdarzani nienawiścią, a także obrzucani nieprawdziwymi oskarżeniami, zarówno w życiu politycznym, jak wśród „sił ustanowionych" życia intelektualnego i kulturalnego w Polsce i na polskiej emigracji. Pozwalam sobie jednak, z całą nieśmiałością i szacunkiem wobec władz kościelnych, wyrazić pogląd, że byłoby czymś bardzo smutnym, gdyby także i odpowiedzialne czynniki kościelne i w ogóle katolickie, ze względów oportunistycznych, lub z powodu ignorancji, stawały w jednym szeregu z politycznymi wrogami „endecji" i przyjmowały wobec tej „endecji" postawę uważania jej za zjawisko niebyłe i ostracyzmu. I dlatego ośmielam się niniejszym listem wystąpić z moją prośbą, by Wasza Świątobliwość zechciał, wbrew stanowisku politycznych „sił ustanowionych", przygarnąć nas, „endeków", jako wiernych, niesłusznie odsuwanych synów do swej piersi i traktował nas tak samo, jak innych Polaków. Czynię to nie tylko jako Polak i „endek", ale i jako katolik. Ośmielam się zapewnić Waszą Świątobliwość, że nie przyjmuję postawy katolickiej ze względów politycznej i społecznej wygody, ale jestem i byłem katolikiem i działaczem katolickim zawsze. Moja wydana po raz pierwszy w roku 1929 książka „My nowe pokolenie" (która w następnych wydaniach zawierała list wprowadzający ówczesnego Prymasa Polski, Jego Eminencji księdza Kardynała Hlonda), myślę, że przyczyniła się choć trochę do odrodzenia katolickiego w polskim młodym pokoleniu. Wśród moich dziewięciorga dzieci wychowałem jednego księdza i dwie zakonnice. W ciągu dziesiątków lat walczyłem o sprawy katolickie piórem i uczestniczyłem czynnie w rozmaitych katolickich poczynaniach. Ośmielam się zwrócić się do Waszej Świątobliwości — niniejszym listem w drodze listownej. Przed kilku laty czyniłem, różnymi drogami, starania o osobistą, choćby piętnastominutową rozmowę z Waszą Świątboliwością. Starania te nie przyniosły rezultatu. Pozwalam sobie wyrazić nadzieję, że list niniejszy do rąk Waszej Świątobliwości dotrze. Pozwalam sobie zakomunikować treść tego listu Jego Eminencji księdzu Prymasowi Glempowi, oraz kilku polskim czasopismom na emigracji i w kraju. Na zakończenie, pragnę wyrazić uczucia wysokiej czci i synowskiego dla Waszej Świątobliwości przywią- zania.
KONSERWATYSTA - Folder Shared from Box.net - Free Online File Storage