Bóg, Honor, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - od 1999 jako biuletyn Konserwatysta Małopolski ISSN 1773-3946
sobota, 29 sierpnia 2009
+ Droga Pani Grażyno, Pan Krzysztof Cierpisz ze Szwecji przejął się Pani losem, chce Pani pomoc; prosze podziękowac Bogu
 cieszyć naszym poparciem i sym­patią.

----- Original Message -----
From: "Krzysztof Cierpisz" <Krzysztof.cierpisz@manufaktura.se>
Sent: Saturday, August 29, 2009 10:47 AM
Subject: Re: [sowa] Zapytanie z Polski

Do Pani Grazyny R(...)kiej

Szanowna Pani
 Moi znajomi poszukuja osoby do pomocy przy chorej osobie - kobieta - 56 lat
Jezli jest Pani zaintersowana to prosze o kontakt
>
Z powazniem
Krzysztof Cierpisz

+

Droga Pani Grażyno,

Pan Krzysztof Cierpisz ze Szwecji przejął się Pani losem, chce Pani pomoc;

prosze podziękowac Bogu,

z pozdr. sk

http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum1/message/1804
środa, 11 lutego 2009
Jędrzej Giertych: Czy narodzenie się nowej herezji? OPOKA 20.pdf 586,5 KB


OPOKA 20.pdf 586,5 KB

http://www.box.net/shared/i5jmbsp109

http://de.groups.yahoo.com/group/sowa/message/447
poniedziałek, 02 lutego 2009
lobbysta zydowski, czy wydawca tekstow SB? Re: Jedrzej Giertych CHRZEŚCIJANIE A ŻYDZI
Dzisiejsze państwo izrael­skie, mimo cierpień i krzywd, jakie je­go powstanie przyniosło ludności arab­skiej, jest faktem o znaczeniu nie tyl­ko politycznym, ale i teologicznym i win. no się cieszyć naszym poparciem i sym­patią.

----- Original Message -----
From: SOWA
Sent: Monday, February 02, 2009 8:47 AM
Subject: lobbysta zydowski, czy wydawca tekstow SB? Re: Jedrzej Giertych CHRZEŚCIJANIE A ŻYDZI

----- Original Message -----
Sent: Sunday, February 01, 2009 9:07 PM
Subject: Jedrzej Giertych CHRZEŚCIJANIE A ŻYDZI

Londym 1978,  J.G. "CHRZESCIJANIE A ZYDZI"


OPOKA 8, Londyn 1978

Jedrzej Giertych

CHRZEŚCIJANIE A ŻYDZI

http://Krzysztof.Cierpisz.googlepages.com/opokaarchiwum

Episkopat francuski ogłosił w dniu 7 kwietnia b.r., dokument pod tytułem: „Orientacje duszpasterskie w sprawie stosunku chrześcijan do żydów".

Oto najciekawsze punkty tych „orien­tacji", w streszczeniu.

Naród żydowski nie przestał być na­rodem wybranym: Nowe Przymierze nie przekreśliło Starego Przymierza i naród ten nadal jest obdarzony obietni­cami. Judaizm jest religią szczególnie bliską chrześcijaństwu, bo jest religią tych, którzy byli wyznawcami tej sa­mej wiary co ongiś pierwsi chrześcija­nie, tyle tylko, że nie zrozumieli, iż Chrystus jest Mesjaszem; trzeba, by się chrześcijanie zdobyli na „nowe spojrze­nie na naród żydowski, nie tylko w dzie­dzinie stosunków międzyludzkich, lecz również w dziedzinie wiary"; trzeba mieć wobec żydów postawę ekumenicz­ną i trzeba w naszym życiu religijnym korzystać z ich duchowych doświadczeń i osiągnięć. Naród żydowski jako zbio­rowość nie jest winien ukrzyżowania Pana Jezusa,. Dzisiejsze państwo izrael­skie, mimo cierpień i krzywd, jakie je­go powstanie przyniosło ludności arab­skiej, jest faktem o znaczeniu nie tyl­ko politycznym, ale i teologicznym i win. no się cieszyć naszym poparciem i sym­patią (...).

Jedrzej Giertych: Osobiście, życzę Republice Izraelskiej wszystkiego dobrego. W r. 1967, gdy wydawało się, że może być zmiażdżo­na, co mogłoby pociągnąć za sobą eks­terminację lub wygnanie jej ludności, życzyłem jej zwycięstwa.

Z rozmów z SB w sierpniu 1970 r. wynikało, że Służby Bezpieczeństwa usiłowały go traktować jako osobę, która będzie przekazywała ojcu Jędrzejowi materiały, które ten następnie będzie upowszechniał w środowisku, tak by "sprawy zgrabnie przemówiłyby przez jego pióro".

Maciej Giertych informował, że ojciec: "Nie odmawia współpracy

piątek, 30 stycznia 2009
bp Williamson, najlepiej przeszkolony Bart yzel, filomaca i lenistwo umysłowe na prawicy.niet

 Pan Jacek Bartyzer sam powinien skorzystac z okazji i siedziec cicho , a nie zabierac glos
W sprawie , ktora zna jedynie  z drugiej reki. Bo z tym mamy do czynienia.
Program o wypowiedzi Wiliamssona widzialem w oryginale i zrobil na mnie wrazenie
zwyklej chamskiej publicystki i napastliwosci w stylu Polskiej Kroniki Filmowej Z poczatku lat 50 – tych.
Z tym tylko, ze tam prowadzacy takie programy mowili bardziej kulturalnym jezykiem anizeli tworca tego programu  o  wybitnie szwedzkim nazwisku: Ali Fegan.
Ali  nie jest nawet dziennikarzem pracujacym na stale w jakijes redakcji ale tzw freelance.
Jest to osobnik do wynajecia , ktory skleja programy tak jak to wymaga powaga czasow a jakas stala ( znana) redakcja albo boi sie albo wstydzi ytakiej czarnej roboty typowej dla
Alego.
Zauwazam , Szwedzi – po tym programie – zawziecie dyskutuja nt. czy Ali jest zydem czy Iranczykiem.
Sam Ali odpowiada , ze jest niepraktykujacym muzulmaninem.
To – w takim razie -  znerwicowani Skandynawowie zapytuja sie:  kiedy to Ali zrobi podobny program o islamie.

Wracajac zas do Wiliamssona , to nalezy powiedziec , ze nie powiedzial on nic takiego co u ludzi zdrowych psychicznie moze wywolac takie reakcje jak to mozemy i uslyszec i zobaczyc.
Stwiedzil jednie , ze nie wierzy w to , ze 6 mil zydow bylo zagazownych. Stwierdzil takze , ze nie wierzy, ze jakikikolwiek zyd zginal w  komorze gazowej - Sugerjac brak dowodow technicznych na to , ze takie komory istnialy. Przy czym jego wypowiedzi nie mialy nawet charakteru jakiejs prowokacji intelektualnej.
Mowiac krotko nie exponowal swych wypowiedzi w deklaratywnej formie  a jedynie ujawnial swoj sceptycyzm.
Nie mozna podobnego zachowania zauwazyc wsrod kleru katolickiego szwedzkiego. Bardzo niesmacznie zachowal sie nasz biskup Aborelius , ktory gorliwie wybiegal przed szereg, bardziej jescze niz J.Bartzer.  W ogole, wypowiedzi protestanow byly bardziej spokojne i wywazone anizeli „katolikow", ktorzy wyraznie mniej martwili sie tym , ze Lefebrysci Chca zaciagnac protestanow do Kosciola Swietego anizeli „katolicy", ktorzy wyrazali niepokoj co do tego , ze katolicyzm  moze byc niewlasciwy bo  przypuszcalnie szkodzi zydom.

Shalooooom!!!
K.C:
----- Original Message -----

From: Krzysztof Cierpisz
To: sowa-frankfurt@t-online.de
Cc: kulturzentrum_@yahoogroups.de ; kulturzentrum@yahoogroups.de ; kulturzentrum1@yahoogroups.de ; sowa@yahoogroups.de ; sowa-frankfurt@googlegroups.com
Sent: Friday, January 30, 2009 1:34 AM
Subject: Re: sowa magazyn europejski bp Williamson,Jacek Bartyzel; Príhovor europoslankyne Anny Záborskej na VI. svetovom stretnutí rodín v Mexiku; dr.inz. Jan Czekajewski: dlaczego "zdradzilem"; Krzysztof Pytel: My sportowcy; 17 lutego 2009 System nawigacyjn
2009/1/29 SOWA czwartek, 29 stycznia 2009
bp Williamson, Príhovor europoslankyne Anny Záborskej na VI. svetovom stretnutí rodín v Mexiku
A Catholic Bishop Denying Gas Chambers
Dodano: 2 dni temu
Wyświetlenia: 895
5.0

http://holokaust.notlong.com

bp Williamson!

Nie chcę, broń Boże, niczego insynuować, ale naprawdę najlepiej przeszkolony agent-provocateur nie zrobiłby tego lepiejJacek Bartyzel  http://prawica.net/node/15170

Zobacz w całości kontrowersyjny wywiad z biskupem Richardem Williamsonem, w którym twierdzi, że nie było komór gazowych, a w obozach zginęło 200 - 300 tysięcy Żydów.

----- Original Message -----
From: SOWA
Sent: Friday, January 30, 2009 2:06 AM
Subject: czy czytal Pan wypowiedz Bartyzela, do ktorej sie Pan odnosi? (na prawicy.net,ktorej ma Pan prawo nie cierpiec za filomace i lenistwo)
1  to jest wideo
A Catholic Bishop Denying Gas Chambers
Dodano: 2 dni temu
Wyświetlenia: 971
5:48
5.0

 uwagi: 1. sowa podala wypowiedz biskupa w oryginale, wiec nie tylko Pan ja obejrzal,; 2. techniczna , prosze nie dawac do grupy jeszcze raz rzeczy, ktore nie sa potrzebne do zrozumienia Pana  majla 3. czy przekrecanie obcych nazwisk ulatwia myslenie? 

czy czytal Pan wypowiedz Bartyzela, do ktorej sie Pan odnosi?

 (na prawicy.net,ktorej ma Pan prawo nie cierpiec za filomace i lenistwo)  http://prawica.net/node/15170

poniedziałek, 25 sierpnia 2008
O państwie żydowskim na trupie Polski - nie przed 22 lipca 1944 roku, lecz 28 Paź 2007, proroctwa sprowadzające na manowce
 świątynia w Jerozolimie do odbudowania (tu: makieta)
Shalom sobota, 23 sierpień 2008   

Państwo Izrael bedzie zlikwidowane - to na Ziemi Swietej - a zbudowane nowe państwo zydowskie (zydoskie) w Polsce

http://sowamagazyn.blogspot.com/2008/08/piotrkow-trybunalski-2008.html

28 Paź, 08:44 Zydom a nie "syjonistom".

Syjonizm jest produktem judaizmu a nie odwrotnie.
Podobnie, produktem judaizmu sa : marksizm, feminizm, ekumenizm, globalizm, czy ekologizm.
Bezustanna rewolucja swiatowa - wg Trockiego - zostala zastapiona bezustannym szerzeniem swiatowego polipa - a to bez wzgledu na forme.
Syjonizm jest jedynie chwilowym wypryskiem na ciele judaizmu. Przeminie on tak samo szybko jak marksim lub inne.
Musi on znalezc sobie jedynie nowe i lepsze wcielenie. Juz teraz widac , ze syjonizm w stosunku do tzw Izreala w Ziemi Swietej, zmienia sie
na syjonizm w stosunku do Polski. To Polska jest marzeniem zyda a nie piaski Synaju. Panstwo Izrael bedzi zlikwidowane - to na Ziemi Swietej - a zbudowane nowe panstwo zydowskie (zydoskie) w Polsce. To na trupie Polski. Ludnosc polskojezyczna pomoze.

KC

----- Original Message -----

Sent: Sunday, August 24, 2008 10:12 PM

Właśnie ,

dobrze, ze zauwazcie w końcu ten mój pogląd,  który nie jest jakimś  "wymysłem" a wybiegał nieco w przyszłość,
która już dziś  zaczyna deptać Polsce po pietach.

Chrystus Królem,
Chrystus Królem Polski.

KC
http://groups.google.de/group/sowa-frankfurt/browse_thread/thread/f5d927dbdf809175?hl=pl

S. David. L.: Z Listu do Szwecjan; w rocznicę sierpnia 1980
http://www.mypodcast.com/cached/sowa_20080825_1558-283619-136211-2-25.mp3

.: Bracia,
nie pisze się dla tych, co udają Greka na Dolnym Sląsku, ale dla tych, którzy nie szczędząc sił dla Sprawy poddają rzecz obróbce przy zachowaniu wiary w miarę jedynej słusznej dla Praw Człowieka pozycji wertykalnej.


Pan Krzysztof Cierpisz jest polskim emigrantem politycznym w Szwecji, więc nie musi wiedzieć o tym, że żydokomuna nie po to weszła do Polski we wrześniu  1939 roku a potem w 1944 roku, żeby się dzielić ze swoimi mocherami talmudycznymi zdobytą nad Polakami władzą. 

Bo zauważa Pan Krzysztof dziś, 25 sierpnia 2008:
"Właśnie ,
dobrze, ze zauwazcie w końcu ten mój pogląd,  który nie jest jakimś  "wymysłem" a wybiegał nieco w przyszłość,która już dziś  zaczyna deptać Polsce po pietach".


Pogląd Pana Krzysztofa zamknął się w stwierdzeniu: "Panstwo Izrael bedzi zlikwidowane - to na Ziemi Swietej - a zbudowane nowe panstwo zydowskie (zydoskie) w Polsce. To na trupie Polski. Ludnosc polskojezyczna pomoze".

Zauważmy, .: B., że stworzony na ziemiach Zachodniej Polski demolud o nazwie PRL nie był państwem polskim, jak Rzeczpospolita Polska do 1939 r.
PRL nie była Polską.
Totalitarną władzę nad Polakami w PRL posiadali agenci Moskwy oraz Izraela, żydoubowcy w mundurach wojska oraz milicji, którzy współpracowali z żydowcami w innych częściach świata, przede wszystkim: NRD i USA. W szczytowym okresie funkcjonowania PRL-u władzę nad Polakami uosabiał  Czesław Kiszczak, który w sierpniu 1980 roku był szefem kontrwywiadu wojskowego PRL i dlatego nic nie wiedział o żydowcach z tzw. Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża: Borusewicz,  Gwiazda, Lis, Wałęsa, Wyszkowski, którzy jawnie głosili za żydowcami-korowcami: Modzelewskim, Romaszewskim, Michnikiem i Kuroniem, że chcą zreformować, czyli przejąć w PRL-u władzę, robili przygotowania do przejęcia władzy. Tymczasem Kiszczak nie uważał i dał się głupio podejść i zaskoczyć tym paru sprytnym, niewykształconym,  "polskim działaczom związkowym" o rysach Bronsztajna /Leo Trockiego (Wildsztajna, Blumsztajna, Kalksztajna), że Polak by się na nich nie poznał i podjechali sobie motorówkami wojskowymi pod stocznię, a szef kontrwywiadu wojskowego PRL Czesław Kiszczak nic o tej akcji kontrwywiadu wojskowego PRL nie wiedział!

W nagrodę za to, że Kiszczak dał się tak głupio zaskoczyć Lechowi Wałęsie, wkrótce tenże sam Kiszczak mianowany został Ministrem Spraw Wewnętrznych PRL-u, czyli szefem całego kontrwywiadu i wywiadu ubowców a żydzi: Gwiazda z Lisem i Kaczorami mogli sobie śmiało rozkręcić  Solidarność do 10 milionów członków, bo co zostało zaplanowane, to się nie odstało pod Kiszczakiem i Jaruzelskim, Wałęsą, Kwaśniewskim, Kaczyńskim, Buzkiem, Tuskiem, Marcinkiewiczem, Millerem, Belką, Cimoszewiczem.

Pytania warsztatowe:

- Czy może być i tak, że wkrótce przyjadą na ziemie Polski żydzi, żeby Polaków też wyzwolić spod tego wszystkiego, co już jest?
- Czy miał może takie wizje we Szwecji, w ojczyźnie  św. Brygidy polski emigrant polityczny, że na miejscu Unii Europejskiej, do której Izrael ma razem z Gruzją, Turcją i Ukrainą w 2014 roku planowo doszlusować, powstanie jeszcze jedno, jakieś nowe państwo żydowskie?
- A co na to widzenie  żyd Sarkozy we Francji, która jest w obecnej Unii Europejskiej?
- A jego kolega w Hiszpanii?
- A ich koledzy w Bułgarii, Gruzji i Rumunii, koleżanka w Niemczech o nazwisku takim samym jak Jacek Merkel z Gdańska, liberał i kolega premiera Tuska?
- Czy ci żydzi, którzy już się sami wybili w Unii na niepodległość, też
mają być jeszcze wyzwoleni z raz już zdobytej władzy i własności?
- A któż to będzie potem jeszcze chodził się modlić do świątyni w Jeruzalem, którą żydzi ponoć chcą odbudować, a wszystko robią na całym świecie, żeby się w niczym nie ograniczać?

- Kto będzie obchodził z radością w tym roku rocznicę strajków w Gdańsku?
- Komuż to proponował żyd Jagielski w sierpniu 1980 roku w stoczni: dogadajmy się jak Polak z Polakiem? Czyż nie temu, który wiecznie co innego mówi, a co innego mu się po głowie tułacze?

- Czy nie nazywał Lech Wałęsa polskich emigrantów politycznych zdrajcami, bo ich zdradzili ci właśnie ludzie w Ojczyźnie mojej, którzy oszukali Naród Polski i założyli nową, drugą Solidarność, z nowym statutem i działaczami takimi jak: Buzek, Wałęsa i Kaczyńscy, na których nie pomylił się Naród Polski i nie zawiódł generał, szef kontrwywiadu wojskowego w PRL.

Stanisław D. Ligoń
http://pkn.blox.pl

http://sowa.mypodcast.com

niedziela, 04 lutego 2007
Jędrzej Giertych 27 września 1975: ODPOWIEDZ „DZIENNIKOWI POLSKIEMU”

  

Z rozmów z SB w sierpniu 1970 r. wynikało, że Służby Bezpieczeństwa usiłowały go traktować jako osobę, która będzie przekazywała ojcu Jędrzejowi materiały, które ten następnie będzie upowszechniał w środowisku, tak by "sprawy zgrabnie przemówiłyby przez jego pióro".

Maciej Giertych informował, że ojciec: "Nie odmawia współpracy

Jędrzej Giertych 27 września 1975 

ODBITKA   Z   „MYŚLI   POLSKIEJ"  ODPOWIEDZ „DZIENNIKOWI POLSKIEMU”

Do Redaktora: „Myśli Polskiej" w Londynie.

Szanowny Panie Redaktorze!

Nie mam zwyczaju pisywać do lon­dyńskiego „Dziennika Polskiego i Dziennika Ż." i dlatego zwra­cam się do Pana, z prośbą o łaska­we umieszczenie na swoich poczyt­nych łamach repliki na atak tegoż „Dziennika" przeciwko wydanej mo­im staraniem i z moją przedmową, pośmiertnej pracy Feliksa Koneczne-go „Cywilizacja żydowska", która ukazała się razem z podobną jego pracą „Cywilizacja bizantyńska", a stanowi dalszy ciąg i częściowe roz­winięcie jego przedwojennego dzie­ła „O wielkości cywilizacji" (znane­go także w angielskim przekładzie jako „On the Plurality of Civilisa-tions").

„Dziennik Polski", piórem Józefa Lichtena, w artykule pt. „ 'Judeopolonia' czyli 'o zażydzonym hitleryz­mie' ", wystąpił w dniu dzisiejszym (27 września) z oskarżeniem, że dzie­ło Konecznego jest przejawem anty­semityzmu i że to „wstyd", że zosta­ło wydane.

Nie zamierzam bronić ani Konecz­nego, ani jego tez i argumentacji. Znakomity uczony najlepiej się bro­ni sam, treścią swej rzeczowej, grun­townie udokumentowanej, bezstron­nej i sprawiedliwej książki. Wartość ataków „Dziennika" na nią i poziom tych ataków najlepiej oceni ten, kto ją sam przeczyta i poszczególne twier­dzenia autora z ich przedstawieniem przez „Dziennik" porówna.

Natomiast pragnę wystąpić w obronie własnej; mianowicie w obro­nie tego, co napisałem w swej przed­mowie:

1)                   „Dziennik"  atakuje  mnie   za to, że stwierdziłem, iż Koneczny nieomówił w  swej książce sprawy  za­głady żydów polskich w latach koń­cowych drugiej wojny światowej,   i że wyjaśniam, dlaczego się to stało.
„Kpi czy o drogę pyta"
— pisze pu­blicysta „Dziennika"' pod moim adre­sem.  Uważa on, że Koneczny powi­nien był tę sprawę w swej książce omówić i wykpiwa moje tłumaczenie.

Stwierdzam, że książka Koneczne­go nie jest historią narodu żydow­skiego, ale dziełem o cywilizacji ży­dowskiej. Sam fakt wymordowania żydów przez Hitlera do tematu tej książki nie należy. Należałyby do niej takie sprawy, jak ustosunkowa­nie się Żydów do dokonywanej na nich rzezi, ich opór lub bierność, ich sposób ratowania się przed nią, lub poddawania się jej. Do tego Ko­neczny nie mógł mieć materiałów. Ukończył on swoją książkę w roku 1943 (miał wtedy 81 lat), gdy rzeź Żydów, zaczęta na wielką skalę w roku 1942, była dopiero w toku. Po­robił do tej książki kilka dopisków w roku 1945 (miał wtedy lat 88). Umarł w roku 1949, mając lat 87. Nie można go za to winić, że tego tematu nie poruszył. I nie sądzę, bym popełnił coś niewłaściwego, stwierdzając to.

2)                   „Dziennik" atakuje mnie za to,że  wśród  spraw,  których Konecznyw swej książce nie omówił (bo nie mógł), wymieniłem takie, „które nie wydarzyły się nigdy", a mianowicie
wspomniałem  „o  zamiarze  skoncen­trowania   Żydów    środkowoeuropej­skich w Lubelszczyźnie i 'powołaniatam do życia żydowskiego państew­ka'. (...). Nie  pisał  o   tej  sprawie, gdyż nigdy nie istniała".
To już nie jest sprawa Koneczne­go, ale moja. I dlatego pozwolę sobie zająć się nią nieco obszerniej.

Duży to temat, wymagający książ­ki, a nie artykułu. Ograniczę, się, tytułem repliki, tylko do dwóch pun­któw:

Pierwszym punktem niech będzie powołanie się na mapy Europy w książkach angielskich, pisanych przez Anglików lub Żydów, a wydanych po części jeszcze w czasie trwania woj­ny, a po części już po jej zakończe­niu, na których oznaczone są grani­ce tego przyszłego żydowskiego pań­stewka w Lubelszczyźnie. Książek tych zacytują trzy: Bernard Newman „The New Europę", Londyn 1942 (Robert Hale Ltd.) r mapa na str. 82, Lubelszczyzna oznaczona jako „Jewish Reserve". Gerald Reitlinger „The Fi­nał Solution", Londyn 1953, (Vallen-tine, Mitchell), mapa na str. 41, Lu­belszczyzna oznaczona jako „Lublin-land Jewish Reserve". Martin Gilbert „The European Powers 1900—1945", Londyn 1965 (Weidenfeld and Ni-colson), mapa na str. 256, Lubel­szczyzna oznaczona jako „Lublinlafld — Proposed Jewish Autonomous Area".

Jako punkt drugi pozwolę sobie przytoczyć garść cytat z książki wy­bitnego żydowskiego polityka, Wło­dzimierza Żabotyńskiego. wydanej w roku 1940 w Londynie. (V. Jabotinsky „The Jewish War Front" Geor-ge Allen & Unwin Ltd.). Powtarzam: tylko garść. Radbym zacytować z tej książki dużo więcej, ale nie starczy na to miejsca. Dla uniknięcia oskar­żenia, że nie tłumaczę ściśle, podam te cytaty w oryginale angielskim. Niektóre punkty podkreślę (wszyst­kie podkreślenia są moje).

Zwracam uwagę, że książka pisa­na jest bardzo dyplomatycznie. Wie­le rzeczy podanych jest w niej tylko między wierszami. Niektóre myśli wypowiedziane są nie na odpowie­dzialność autora; autor się formal­nie od nich odżegnuje, choć czuje się wyraźnie, że to tylko dla formy. Ale książka jest jednak dostatecznie w swej treści wyraźna, by można by­ło zrozumieć, o co w niej chodzi.

Zacznę   od  rzeczy   najważniejsze]. Żabotyński pisze:

"It is apparently the intention of the Nazi government to carve out a dis-trict around the city of Lublin (...) and to use it for the compulsory settlement of Jews. There is some me-thod in this choice: the Lublin provin-ce had the highest percentage cf Jews among all provinces of Poland 42.9% in the towns, 6% in villages, 13% in all. A beginning has already been madę in respect of the transporta-tion of Jews to this district. (...) It is not yet known whether the reser-vatian is intended for all the Jews under the Control of Germany or only for certain sections or categories. (...) It is (...) quite possible that the Lu­blin reservation scheme may be aban-doned, or that it may develop into something big, or may stop in the middle of this development, What the maximum of this develop-ment (if attainable) would be may be gauged from the following computa-tion recently madę by the MANCHE­STER GUARDIAN. 'The Nazis', that newspaper says, 'have not indeed re-vealed how big the reserve is going to be. If one generously assumes that it covers the whole of the Lublin voj-vodsthip it will have an area of 13,000 (?) sąuare miles. Its present po-pulation is 2,464,600, of whom 259,500 are Jews. The Jews. will stay, but the other inhabitants will have to leave for the Remainder State, for Germany, or for Russia. (...) In their place it is plan-ned to send (...) Jews. (...) In all, this province (...) would have to support over 3,000,000 people'.

One thing is clear: in making any forecasts of the future of Poland's. Je­wish problem, the contłngency must be very seriously taken into account that there may be found to exist, at the moment of restoration, an area of some importance to which hundreds of thousands of Jews h a -ve been transported from     other     parts      of  P o 1 a n d . (...) What to do with these Jews ? Logically, the re-incorpo-ration of the Lublin district into a democratic Poland where all enjoy equal rights can only mean that those hundreds of thousands ,of Jews would be free to disperse from the congested area and return to their former towns. (••) The correct application oi this logical course would, however. threaten at once to upset the balance of  economic  interests."   (Str.  80—83).

Żabotyński uważa, że Żydzi powin­ni wyjść z tej wojny jako zwycięzcy i uzyskać zaspokojenie swoich naro-dowych celów:

"In this war the Jewish people should count as one of the Allied na-tions". (Str. 14). "This is the Jews1 war as much as Britain's, France's and Poland's". (Str. 239). "The Jewish war demands are: (...) The Jewish Sta­te as a war aim of the Allies". (Str. 237). "Our claim is for the fuli sta­tus of an Allied nation". (Str. 226).

Gdzie to państwo ma być?

"The war is against Germany. Whe-rever the area for a Jewish State may be reserved. in Palestine or elsewhere, it certainly will not be on any soil now held by Germany." (Str. 124). "The essential and vital interest lof the Jewish mas-ses in the Zone of Distress (tj. w Pol­sce — przyp. J. G.)(...) demand the recognition of two principles: (...) The second principle is this: The terri-torial cancentration cf Jewish emi-grants, and above all, no encourage-ment of their further "dispersion as minorities among other peoples. (...) Any sane observer(...) will realize that the only sound policy is to look for some way of allowing these emi-grants to create a homeland of their own. Theoretically speaking, there might be one homeland for all, or several homelands. (...) A homeland for the Jews means a land where they would dwell only among Jews, or would at least consti-tute   a   majority. (...)       Perhaps   this does not necessarily imply fuli poli-tical independence; but it certainly implies a very considerable degree of internal sovereignty; above all, it implies the reservation for this pur-pose of a sufficiently extensive area (or, in theory, several e x t e n-sive   areas)". (Str. 126—127).

Jak miałoby być dokonane utwo­rzenie takiego żydowskiego państwa, czy też żydowskich państw?

"A solid evacuation policy should reckon with an eventual 'ceiling' of some five million Jewish migrants within the ten to fifteen years follow-ing the war: and that the first million, taken from all the countries of the Zo­ne, will have to be evacuated at once, at what the Germans would cali 'light-ning' speed, by the same methods and at the same tempo which a modern army would apply to the transport of fifty dhrisions to a remote theatre of war"... (117—118). "Max Nordau's pro-jects were concerned with Palestine only; so, in their true intentions, are the suggestions of the present writer; but for the sake of formal convenience, the following outline may be expressed in terms ap p 1 i c a b 1 e to any 'suitable area', provided the area is to become the Jewish Sta­te and to absorb the great exodus. Adapted to present conditions, the Max Nordau Plan can be summarized as follows: 1. The whole exodus to take about ten years. 2. The first million settlers to be transferred within the first year or less. 3. All planning to be done during the war, so that work can start on the morrow of the peace conferen-ce". (Str. 188—189). "The actual trans-portation of the First Million to the Country of Settlement shall begin within the shortest possible interval after the close of hostilities". (Str.  190).

Że ten żydowski program utwo­rzenia „kraju" czy też „krajów osiedlenia", ogłoszony w roku 1940, gdy Polska leżała powalona i bezsilna, nie dotyczył tylko Palestyny, dowodzą także i wzmianki następujące:

"A peace treaty cannot be effecti-ve (...) unless it excises the malig-nant ulcers which would prevent any real recovery. One such ulcer is the Jewish tragedy of East-Central Euro­pę. It is impossible to imagine even a beginning of universal restoration unlees that is removed. This operation is a war aim in the fullest sense of the term". (Str. 28). "The ghetto of East-Central Europę was doomed from the old. No government, no regime, no angel or devil could have transformed it into anything even remotely appro-aching a normal homeland. It is now utterly impossible to restore it as such". (Str. 57)- "Mass evacuation is the only remedy for the cancer of Jewish distress". (Str. 115). "It is useless to urge the Polish Government in exile to declare that a resitored Po-land can really enact, not on paper but in facts of social life, a regime of equal opportunity for a Polish Jewry 'restored' in its former millions. (...) There will be no eąual rights, and no healthy social life generally, in the whole of East-Central Europę so long as these Jewish masses are not given a fuli and honourable opportunity to abandon all these positions which they have irre-trievably lost; and if that means the overwhelming majority of their former positions, the fact cannot be helped". (Str. 86—87).

                                               #

Może jeszcze jedna interesująca cytata. Odbyła się "the second 'refu-gee' conference at Washington in October 1939. Herę again Mr. Roo-sevelt was the initiator". (Str. 130-133). Jak wynika z tekstu, była to konferencja międzynarodowa, a jej głównym przedmiotem zainteresowa­nia był los Żydów. Proszę zważyć, że było to w październiku, gdy nie było już rządu polskiego w War­szawie, ani nawet w Zaleszczykach, a polski rząd emigracyjny, utworzo­ny 30 września, jeszcze się na do­bre nie skrystalizował. Był to więc moment szczególnie sprzyjający te­mu, by rozmawiać o sprawach obcho-dzących Polskę bez Polski. War­to także pamiętać, że Ameryka była wtedy neutralna, a więc Roosevelt mógł swobodnie rozmawiać z obu stronami wojującymi. Warto wresz­cie pamiętać, że Lloyd George i inni występowali wtedy z projektami za­warcia pokoju „kompromisowego" kosztem Polski.

O czymże na tej konferencji roz­mawiano?

"'Some European delegates' (...) assured the gathering that (...) no refugee problem to speak of would be left in Europę after the Allied victory. Another report states, moreover, that it was decided to open a systematic enąuiry into the absorbent possibilities ofa number of countries, but that Palestine (at the demand of 'some European delega­tes') was excluded from the scope enąuiry". (Str. 131).

Do powyższego się ograniczę. Otóż w całej sprawie planu utworzenia państwa żydowskiego, w Lubelszczyź-nie wiele rzeczy może być przedmio­tem dyskusji. Czy plan ten był po­pierany przez Hitlerai A jeśli tak, to dlaczego porzucił on ten plan oko­ło 1941 roku i przystąpił w roku nah . stępnym do rzezi żydów? Czy też był to tylko plan niektórych hitlerow­ców, bez aprobaty Hitlera? A może I tylko niektórych „dobrych Niemców", i wrogów Hitlera, ale usadowionych w aparacie państwowym Trzeciej Rze­szy? Które czynniki alianckie i neu­tralne popierały ten plan? Czy sta­ły za tym planem liczne koła żydow­skie, czy też tylko niektóre, z obo­zem żabotyńskiego na czele'! Czy utworzenie ghett, takich jak warsza­wskie, w którym zorganizowane zo­stały zawiązki żydowskiego bytu pań­stwowego, z administracją, sądow­nictwem i policją, były etapem przy* gotowawczym   do   urzeczywistnienia tego planu, a Żydzi, uczestniczący w rządzeniu ghettami, wśród których tylu było stronników żabotyńskiego, świadomie z tym planem współpra­cowali, szykując na po wojnie ma' sowę przeniesienie ludności tych ghett do nowego, żydowskiego pań-swa w taki sposób, jak się przewozi „pięćdziesiąt dywizji", oraz przyj­mując, że ludność ta musi „porzucić wszystkie te pozycje", jakie posia­dała przed wojną? Można o tych wszystkich  kwestiach dyskutować.

Ale negować sam fakt, że plan utworzenia żydowskiego państwa w Lubelszczyinie istniał, może tylko pozbawiona skrupułów demagogia. „Dziennik Polski i Dziennik ż." powiada, że ta sprawa „nigdy nie istniała". Świadczy to nie tyle o poziomie poinformowania tego pis­ma, co o jego metodach propagando­wych. Nikt kto. ma jakie takie po­jęcie o dziejach sprawy żydowskiej w okresie ostatniej wojny, nie może o sprawie „Lublinlandu" nie wie­dzieć. I nie sposób uwierzyć, by nie wiedział nic o tym i londyński „Dziennik". Jeśli teraz w żywe oczy przeczy, by taki plan istniał, ozna­cza to, że nie chce on dopuścić, by wiedza o. tym planie rozpowszechniła się na polskiej emigracji.

Ta metoda zaprzeczania faktom pozwala także zrozumieć metodę „Dziennika" w potraktowaniu książ­ki Konecznego. Jest oczywiste, że pis­mo to chce książkę Konecznego po prostu zakrzyczeć zaprzeczeniami. Za­przeczeniami tyle samo mającymi wspólnego z prawdą, co twierdzenie, że sprawa „Lublinlandu" „nigdy nie istniała".

Nie zamierzam na temat książki Konecznego podejmować szczegółowej dyskusji. Ale przytoczę z wywodów „Dziennika" tytułem ilustracji kilka punktów szczególnie charakterystycz­nych, świadczących o. jego metodzie propagandowej :

1) „Dziennik" twierdzi, że Kone-czny „nie słyszał" o Majmonidesie. W istocie, Koneczny poświęcił Majmonidesowi i jego poglądom bardzo wiele miejsca, a w Indeksie na koń­cu jego książki słowo „Majmonides" figuruje 13 razy.

„Dziennik" pisze, że „wiedzę swą o Talmudzie i prawie mojżeszo­wym   Koneczny   brał  przeważnie   z
książek,  których celem  było  szerze­nie nienawiści i stąd na swój spo­sób,   często   fałszywie   interpretują­cych zasady judaizmu".    Wystarczypobieżnie przejrzeć książkę Konecz­nego, by się przekonać, że opierał onswe   badania   przede  wszystkim  naźródłach żydowskich.
„Dziennik"  pisze:   „Ostatnim
procesem monstre   o  mord rytualny
była sprawa Bejlisa  w  Kijowie  na
początku bieżącego stulecia, inspiro­wana przez carską policję, aby uspra­
wiedliwić   antyżydowskie   pogromy.
Jednak   nawet   carski   sąd   uwolniłBejlisa od kary".   „Dziennik" prze­
milcza, że sąd orzekł, iż fakt mordu
rytualnego  został udo.wodniony
alenie zostało udowodnione, że sprawcąbył Bejlis i wobec  tego zostaje  on
uniewinniony. Uwaga przy okazji: nie
należy źle się wyrażać o carskich są­dach. Jeśli pominiemy sądy doraźne,
działające w systemie stanu wojen­nego (jak przez długie dziesięciolecia
w Królestwie Polskim), były to sądy
bardzo niezależne, sprawiedliwe i su­mienne.  Obyż   takie  były   sądy   wewszystkich   krajach   w   dzisiejszymświecie! Tak samo jest czystą dema­gogią twierdzenie, że sprawa Bejlisabyła „inspirowana przez carską po­licję, aby usprawiedliwić antyżydow­skie pogromy". Sprawa ta była „in­spirowana" przez fakt, że znaleziono
zwłoki   13-letniego    chłopca   nazwi­skiem Juszczyński, noszącego szeregran, świadczących, że zabójcy wyto­
czyli z niego krew w okolicznościachwskazujących na mord rytualny. Na­
leży   także   przypomnieć,   że  proces
Bejlisa miał miejsce w roku 1913  i że po tej dacie żadnych pogromów
antyżydowskich w carskiej Rosji nie
było.
Koneczny zajął w sprawie mordu rytualnego stanowisko bardzo ostrożne, sumienne i bezstronne. godne zna­komitego uczonego, badającego trud­ny do wyświetlenia fakt historyczny. Doszedł on do wniosku, że mord ry­tualny jest nie do pogodzenia z do­ktrynami głównych nurtów religij­nych żydowskich (talmudyzmu, cha-sydyzmu itd.) i wobec tego trzeba przyjąć, że udowodnione wypadki mordów rytualnych muszą być dzie­łem jakiejś fanatycznej, skrajnej sekty, istniejącej na peryferii ży-dostwa. Jest w interesie samego na­rodu żydowskiego przeprowadzenie w tej sprawie gruntownych i bezna­miętnych badań, celem jej wyświetle­nia.

A) „Dziennik" pisze: „Mowa tu niewątpliwie o zarzucie bogobójstwa, który w równe dwadzieścia lat póź­niej miał zostać odrzucony przez Dru­gi Watykański Sobór Powszechny ja­ko sprzeczny z nauką Kościoła". Ko-neczny nie występuje w swojej książ­ce z zarzutem bogobójstwa, ale trze­ba stwierdzić, że „Dziennik" nieści­śle cytuje uchwałę Soboru. Brzmi ona dosłownie (deklaracja „Nostra Aeta-te", punkt 5) jak następuje: ,,To prawda, że władze żydowskie, oraz ci, którzy poszli za ich przewodnictwem wzywali śmierci na Chrystusa (patrz Jan 19, 6); jednak to co się doko­nało w czasie Jego męki nie może być uznawane za winą bez wyjątku wszystkich Żydów, wówczas żyjących, ani Żydów dzisiejszych". To nie to samo.

Nie będę przykładów mnożył. Na zakończenie tylko jedno. „Dziennik" pyta: „Dlaczego (ta książka) zosta­ła teraz wydana. W jakim celu i ko­mu na tym zależało? (...) Czy naród polski nie ma w tej chwili większych zmartwień?" Książka została wydana, ponieważ wielkie zagadnienia histo­ryczne się nie przedawniają. Historię trzeba znać i trzeba studiować i ba­dać. Żydzi odgrywali w Polsce wielką rolę przez tyle wieków, że zaniecha­nie studiowania tego, co w życie pol skie dodatniego

lub ujemnego wnie­śli, byłoby zubożeniem naszej wiedzy o naszej własnej przeszłości. A przy
tym: rola Żydów w Polsce potężnie
się zmniejszyła, ale Żydzi odgrywają nadal olbrzymią rolę w świecie. Stu­diowanie wpływu żydowskiego w roz­woju   duchowym,   moralnym,   praw­nym,   kulturalnym, politycznym, go­spodarczym świata dzisiejszego, a za­razem śledzenie przebiegu ogromne­go,  duchowego   zmagania,  jakie  się toczy w dzisiejszym świecie między tym,  co  Koneczny nazywa  cywiliza­cją łacińską, a tym co nazywa cywi­lizacją    żydowską    (obecną    swoimwpływem także i w takich zjawiskachjak hitleryzm, co zauważył nie tylko
Koneczny 
ku  oburzeniu   „Dzien­nika" ale także i w trzy lata poukończeniu   przez  Konecznego   jego książki   angielski   filozof   Bertrand Russell) jest obowiązkiem każde­
go, kto chce życie dzisiejszego świa­ta rozumieć. Książka Konecznego mo­że mu tu być wielką pomocą.Zagadnienie żydowskie, zagadnie­nie roli Żydów w życiu zbiorowym dzisiejszego świata, to jest temat, który zasługuje na to, by studiowały go najwybitniejsze umysły. Należy zaprotestować przeciwko wystąpie­niom, które chciałyby to zagadnienie utopić w demagogicznych frazesach

                   propagandowym krzyku. Jest to za­gadnienie, które wymaga traktowania go metodą naukową na najwyższym poziomie. Właśnie taką metodą i na takim poziomie, jak to uczynił Ko­neczny, zostawiając nam swe znako­mite    dzieło    w    swej    pośmiertnej spuściźnie.

Łączą wyrazy prawdziwego powa­żania,
Jędrzej Giertych 27 września 1975
175, Carlingford Road, London N15 SET, England.

KSCLUND2007

http://groups.google.com/group/sowa-frankfurt/browse_thread/thread/94cbf815ce29eb34?hl=pl

poniedziałek, 18 grudnia 2006
Co do: "Miroslaw Chojecki" To bywal on w Szwecji za czasow stanu wojennego i pijal wodke z zydami

Mirosław Chojecki

 

----- Original Message -----
From: "Krzysztof Cierpisz" <krzysztof.cierpisz@tele2.se>
To: "'ipn_polska_jg@o2.pl_Janusz_Górzyński'" ; "'Jerzy Tatol'" ;
Cc: "'SOWA'" ; "'Zygmunt Jan Prusiński'"
Sent: Sunday, December 17, 2006 12:42 PM
Subject: sowa magazyn europejski SV: Re: sowa magazyn europejski Re;sowa magazyn europejski Re:Od tego zacznijmy:
o jaką Polskę nam chodzi?

Panowie.

Nie moge juz tego zniesc,
Przeciez na Lecha Walese szkoda papieru!!!
(bitow)
Co do:  "Miroslaw Chojecki" <
kontakt@ant.pl>:
To bywal on w Szwecji za czasow stanu wojennego
I pijal wodke z zydami - tymi  od proby przewrotu 1968.


Zydzi ci w wiekszosci dali poznac  sie tutejszej  Polonii jako tzw
polakozercy.
Bazujac to wrodzonej niecheci luteran do katolikow,
Rozsiewali antypolska propagande w calym szwedzkim spoleczenstwie.
To nim zawdziecza sie obraz Polaka pijaka I zlodzieja a Polki kurwy.
Oczywiscie wpisywalo sie to w tlo ucisku biednych I bezbronnych zydow

I nietolerancyjnych Polakow.
Tak Trwalo do to az czasow S, kiedy kazano im zmienic kurs.

Wtedy to masowo weszli

do roznego rodzaju organizcji polonijnych
Latwo Rozbijajc je  od srodka.


Podczas wizyt w Szwecji Chojecki baczyl aby kontaktowac sie glownie z tymi
wlasnie zydami a od Polakow stronil.
Bylo charakterystyvczne tak dla niego jak rowniez dla  Milewskiego czy
Bartoszewskiego.
Podobnie musialo byc I w Brukseli.
W Lundzie dzialal Komitet Poparcia dla Solidarnsoci

I Chojecki wspieral go swoim nazwiskiem.

To miedzy innymi poprzez ten komitet rozrkradziono

trzon pomocy dolarowej dla Polski,
Ktory przypuszczalnie musil byc przejety przez Mossad.

Zydzi bowiem , ktorzy w tym komitecie dzialali
Nie mogli ukryc swych zwiazkow z ta instytucja.
W tym wszsytkim uczestniczyla tez paryska Kultura.

W Polsce musi byc pamietane wydrzenie z zatrzymaniem w Szwinoujsciu na przejsciu promowym
Ciezrowki ze sprzten drukarskim przeznczonym dla podziemia.
Bylo to wydarzenie rodem z Hollywood.
Komitet kradl wielkie pieniadze, a do Polski wysylal niewielkie ilosci ksiazek , ktore dawal darmo
Osobom prywatnym jadacym do Polski.
Nie dawalo to oczywscie  pokrycia na wydakowanie wielkich srodkow jakie otrzymywal z USA  ( via Milewski Bruksela I Chojecki miedzy nogami)

Z tego to powodu zorganizowano prowokacje:
Wyslano do Polski ciezrowke ze odkrytym sprzetem drukarskim, bez dokumentow celnych a kierowca tej ciezarowki

By niejaki Lennard Järn, szwedzki ultralewicowiec I alkoholik.
Znany konsulatowi PRL z anyrezimowych akcji.
Oczywiscie w Swinoujsciu stwierdzono, ze Järn jest na liscie zastrzezonej I
sprawdzono ciezarowke, ktorej byl kierowca.
Towar zostal zarekwirowany a< Järn z hukiem poszedl do ciupy.
Pisl o tym caly swiat , a Urban gorliwie rozdmuchiwal sprawe.
I o to chodzilo!.

Komitetowi potrzebna byla ta reklama , ktora  ukazala  Amerykanom, ze pomoc do Polski
Idzie I to szeroka rzeka , no I wiadomo wpadki typu Järnmoga sie zdarzyc.

To jest jednak dowodem na to , z e pienidze trafija do celu.

Chojecki byl w to zamieszny ale musil byc mala rybka I dzieki temu zyje.
Milewski zas widzial na temat tych zlodziejstw znacznie wiecej

I pozniej jako doradza prezedynta L.W. szybko

Wyciagnal kopyta. Podznie zreszta jak wielu innych z tego grona.

KC

___________
Mirosław Chojecki we Frankfurcie nad Menem

http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum/message/888


-----Ursprungligt meddelande-----
Frĺn:

ipn_polska_jg@o2.pl_Janusz_Górzyński [mailto:ipn_polska_jg@tlen.pl]
Skickat: den 16 december 2006 22:53
Till: Jerzy Tatol;
tomaszgrabarczyk@tgrabarczyk.nazwa.pl
Kopia: Krzysztof Cierpisz; SOWA; Zygmunt Jan Prusiński
Ämne: Re: Re: sowa magazyn europejski Re;sowa magazyn europejski Re:Od tego
zacznijmy: o jakŕ Polskć nam chodzi?

Panie Jerzy

Ciesze sie, ze zrzciů Pan z siebie zwatpienia plesn i emanuje od Pana
potrzebny w zyciu optymizm.
Wlasnie potrzeba oporu przed klamstwem i odrodzenie ducha w kierunku
tworczej solidarnosci jest podstawa do wspolnych dzialan dla naprawy
Rzeczypospolitej.
Juz dzis widac, gdzie i jak dzialaja lze-katolickie osrodki rzekomego
konserwatywnego ladu. Jak bardzo zapomnieli, gdzie jest Narod i jego
potrzeby, a za retoryka ukrywaja niby reformy.
Kunktatorsto i przeniewiersto, zwlaszcza w sferze tzw. wymiaru
sprawiedliwosci.
Ciekawe jak Panstwo oceniacie Ministrow? Pewnej oceny pokusil sie autor na
stronie, do ktorej zalaczam link
http://www.aferyprawa.com/index2.php?p=teksty/show&dzial=polityka&id=1230

Milej lektury i pozdrawiam

Janusz Gorzynski

http://groups.google.de/group/sowa-frankfurt
niedziela, 17 grudnia 2006
In Poland today all most important posts in government or political power is in jews hands.

 

http://g.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?58594

Date: Thu, 07 Nov 2002 16:24:17 +0100
From: PPMKC
ppmkc@post.netlink.se> Organization: PPM-S
 
1. I am born 1951, catholic. 1978 I finished study in Warszawa and have been master's degree engineer of aircraft technology. I emigrated to Sweden 1981. Solidarnosc was just finished.
 
2. I had been one of first builders of Solidarity movement . I worked in state owned company 7000 employers I Poland. This was one of the biggest and absolutely best energy enterprise companies in East Europe. O course, unions activity never have been some ideas for me. But this time had been very special. Young people like me believed that it was a big chance to change something. We believed that "we are the people". People like me could never accept be part of this system, we paid a very big difficult price for " be out sides of the system": - discrimination - no chances for personal development - disgusting think that our leaders and our nearly boss on work places are people without qualifications without moral or ethos. - everything is going to bad or badly. They play had a lot o risk , but it was worth the price.
 
I started first local Solidarnosc (200 members ) only with clerks. Everybody was worry and believed that I will be arrested or killed on street by unknowns people. But it was not. Later we had got 1000 members. People broke a fear. I believed and felt be free. Homo politicus have been born. The Holly Church open wings and said for as don't worry ; go and fight. We used this power, but without respect for The Church and us self. I think that it was beginning for beating. We was catholic but only after baptise not after action. And in few weeks later we had got 5000 members in whole company. After it we established contacts with others companies in this energy branch in Poland. Together we had 50.000 members. I had been chairman for both companies Solidarnosc an over whole "energy" Solidarnosc in Poland. We never had been hooligans or make strikers. We worked with system or against system.
 
We was first in country with "employee council " - it was system of decentralisations of management moved from government level to companies level. We worked hard to establish it like common rules in whole Poland. It was really most important things! We pressed on leaders in Gdansk but they had not the same planes like we. Top of leadership and adviser in Gadansk was secret services (SS) agents or jews. I knew it but could never imagine sizes of it. Even if I selv have been attaced by SS to be confident for them - under study time 1977 - I said no.
 
But of course - in begin - we could not understand that everything was complot. Even then - in case of complot - we had support from Church, nothing wrong could happen. But it happened. Church had been controlled by cardinal Stefan Wyszynski. He was Prince of The Church, Holy Man. We trust him, loved him, we had been safety. But he dead in May cancer, Pope had been shot under same time. After Wyszynski`s died (really; important people die under important time , example Iran, Resa Pahlavi) , The Church in Poland failed in enemy's hands. All hidden liberals ( or jews in Church ) brought to the surface. I hade my members in Walensa environment. We had seen him and people around him. He was simple marionette. He had been created to leader. He had been saved and protected with positions without rivals.
 
I began understand that everything had been simple provocations. We hade been used to destroy communism in whole Europe. We did it for this same power who established communism in Russia 70 years before. But how ? Who was behind it? - polish secret service. Who was behind them? - KGB. Who was behind them? - USA secret service. Who was behind it ? This powers who make profit today; masonery and jews behind them. In Poland today all most important posts in government or political power is in jews hands. If I look on polish TV its difficult to find Poles on the screen!
 
Jews just decided to destroy own state in Palestine and move it to Poland. I thing that decision is about 20-30 years old. I next further they will use mass killing weapon against them self. They will blame for it Palestinian movement. And probably just now everything is clear for it. Poland is ready for jews immigration. Just now is very intensive immigration of jews to Poland. Top of political and economical system in Poland just occupied by them. To make it easier everything is destroyed in Poland: - The Church - national identities - moral - defence system - industry - educations system - health system Polish people have problems with everything , they can not thing about simplest most elementary state problems. They must fight for own things.
 
This most important is that; Holy Church is attacked and can not defence us. We should defence it but we cannot. Why? Because we loosed our moral. We are "Children of Holly Mother" and we cannot defence The Church either of this simple reason. We - Polish - have only one identity: catholicise! But we just loosed it. Without it we are nothing. We cannot serve Church, we cannot serve us self . We (I) waited 20 years for order from Pope: wake up, move or equal. But I never heart it. He has others different duties. Now we can only pray and cry over Poland and Poles. Poles are not longer Nation, they are only simple community. But I would like hopping and wishing that it could be change. ++++
 
Polish, as you understated has nothing to do in Poland, they are out of the game. Joining to EU is simple way for moving of polish people from Poland to West. This way; to making empty palace for immigrants from Palestine. This way; to connect west part of Poland to Germany. Again, German and jews go together - hand in hand. This is destroying of State of Poland. One part will go to Germany other part will go jews. This is Judeo-Polonia; jews state in Europe.
 
This (Judeo-Polonia ) is simple historian (II war) - explanation - about jews easy movement from West to Poland. Why they travelled do Poland from Holland, France etc without constraint? They had no plans to die in Oswiecim. They took for travelling everything - including tools! They had been promised to establish absolutely clean; jews state in Poland. German just cleaned place for them. Germans moved 150 villages in Poland and murded thousands of polish farmers there. Jews moved from West without constraint; it was simple agreement. Ideas were just nearly 100 years old! Jews discussed about own state with borders: from Gdansk , Wilno, Lwow, Odessa. German just cleaned place for them in this area: Lublin- Hrubieszow - Zamosc. It was best place in Poland: best farmers land and with a lot of coal!
 
Why they missed? - nobody know.
 
Jew Ludwik Hirszfeld (baptised in Church) wrote in "Historia jednego zycia" PAX -1989 ISBN 83-211-1034-7 page 403. (diary from getto I Warszawa - up to end of II war): He discussed with different jews in getto :
 
-why jews in England or USA will not help jews in Poland? Polish government in London do it.
 
They answered that;
 
- this jews (USA , England) have plans to have economical payment from Germans after war.
 
He said; - maybe, a jew can be foreign office minister I Germans furthers government ? - Joska Fischer!!!???
 
I am sorry for my English . I must use swedish every day and it is difficult to praxis 2 languages. Specially, that I forgot grammar rules. Additionally I must take care of my small business witch is very difficult or impossible in communist Sweden.
 
BR Krzysztof
http://www.rense.com/general48/whorealy.htm
----- Original Message -----
To: 'SOWA'
Sent: Sunday, December 17, 2006 2:24 PM
Subject: SV: [sowa] Lech Walesa; Miroslaw Chojecki; Jerzy Tatol; Stefan Kosiewski: Sikorski na prezydenta: pplk rez. Edward Makowiecki; Tomasz Olko; Janusz Górzynski
Redaktion WDR: we do not understand your language - Fw: Re: [sowa] Lech Walesa; Miroslaw Chojecki; Jerzy Tatol;Stefan Kosiewski: Sikorski na prezydenta: p

 
----- Original Message -----
From: "Internet redaktion" <redaktion@wdr.de>
Sent: Sunday, December 17, 2006 1:25 PM
Subject: Antw: Re: [sowa] Lech Walesa; Miroslaw Chojecki; Jerzy Tatol;Stefan Kosiewski: Sikorski na prezydenta: p

Dear Sirs,

because we do not understand your language please inform us in english or german about the essence of your mail.
Thank you very much for your understanding.

Yours sincerely,



WDR
Telefonzentrale
HA KomForS
Tel:  0221 220-0
Fax: 0221 220-4800
E-Mail:
redaktion@wdr.de

http://de.groups.yahoo.com/group/sowa-frankfurt/message/547

środa, 28 czerwca 2006
Jędrzej Giertych, Londyn: KOŚCIÓŁ A MASONERIA. Na marginesie nowego wystąpienia krakowskiego „Tygodnika Powszechnego"

 

Uważam za swój obowiązek uczy­nić niniejsze wydawnictwo od samego początku jeszcze jednym (skromnym i działającym w miarę sił na swoim ma­leńkim polu) organem walki o uratowa­nie życia zbiorowego katolickiego przed atakującymi je siłami rozkładowymi.
Owe siły rozkładowe są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, toczy się w świe­cie i w Kościele proces samorzutny, po­legający na osłabieniu wiary i .upadku moralności, mający źródło w ludzkim zo. bojętnieniu, wygodzie, łatwiźnie, zmate­rializowaniu, a także w skłonności do~ grzechu, co wszystko jest ogólnym zna­mieniem naszych bardzo zmaterialzo. wanych neuduchowionych czasów. Po wtóre jednak — o czym nie wolno zapo­minać — proces ten jest planowo orga­nizowany przez wrogów Kościoła. Dwa są ośrodki, które w sposób świa­domy i systematyczny nad tym pracują, by Kościół rozłożyć i zniszczyć. Jednym z mcii są. organizacje komunistyczne (wszystkich obediencji, to znaczy za­równo prosowieckie, jak prochińskie, trockistowskie, che-guevarystowskie i inne). Znaną metodą komunistyczną jest tworzenie „jaczejek", — tajnych komó­rek, których zadaniem jest wciskanie sie do obcych sobie lub wrogich środo­wisk, celem ich stopniowego opanowania i przetworzenia na swoją modłę, że ko­munizm stara się mieć wpływ na środo-wiskak atolickie i wpływ ten nieraz zdo­bywa — to jest oddawna widoczne. (Szczególnie jaskrawo widać to w nie­których krajach Ameryki Łacińskiej, ale także i gdzie indziej). Ale pozosta­wiam tę sprawę w tej chwili na boku.
Drugim ośrodkiem jest tu masone­ria.Jest ona od wielu pokoleń, od kilku stuleci, Jawnym  i w istocie głównym wrogiem Kosciola.
Tak samo i ona stosuje, od początku swojego istnienia, metodę wciskania się do środowisk swoich przeciwników, po to, żeiby je opanować, rozłożyć, lub sparali­żować. Masońskie „jaczejki", czy „wty­czki" są zjawiskiem, znanym od więcej niż dwóch stuleci, a doświadczenie ma­sonerii w sztuce zaszczepiania takich ja­czejek czy wtyczek najrozmaitszym in­stytucjom i organizacjom, przez to że jest starsze, jest jeszcze większe od ko­munistycznego. Metoda owego przenika­nia do obcych sobie środowisk nie jest jedyną używaną przez masonerię meto­dą działania (masoneria potrafi także nieraz występować w sposób otwarty), ale'jest z pewnością jedną z jej metod najważniejszych.
W przeciwieństwie do „jaczejek" ko­munistycznych, najczęściej otwarcie re­prezentujących swoją partię i swoją do­ktrynę, „jaczejki" masońskie zdają się być przeważnie zorganizowane w sposób bardziej dyskretny, mocniej zamaskowa­ne i prowadzące swoją akcję metodami bardziej subtelnymi. Ważną rolę odgry­wa w technice i taktyce masonerii to, co wybitny znawca historii polskich ruchów konspiracyjnych, profesor i generał Ma­rian Kukieł nazwał „organizacjami po­chodnymi" i „pokrywkowymi".

JAK WYWIERA MASONERIA WPŁYW

Jak taka metoda działania przy po­mocy organizacji pokrywkowych funkcjo­nuje, pokazuje nam dość dobrze wyświe­tlony przykład mało znanej tajnej orga­nizacji w Polsce tuż przed jej ostatecz­nym rozbiorem, jaką było ,,Tow. Przyja­ciół Konstytucji 3 Maja". Warto ten przykład nieco dokładniej opisać, bo jest on dobrą ilustracją metod masońskich i pomoże nam lepiej rozumieć także i zja­wiska dzisiejsze.
Profesor Skałkowski odnalazł proto­kóły posiedzeń tego Towarzystwa z ok­resu od 21 maja do 14 grudnia 1791 jy1) Wynika z tych protokółów, że wymienio­na, poufna organizacja kierowała z ukry­cia obradami Sejmu Czteroletniego. Or­ganizacja ta składała się z 213 człon­ków, w czym 125 posłów sejmowych, 14 senatorów i 74 tak zwanych „arbit­rów", czyli stałych bywalców galerii sej­mowej, którzy wywierali pewien wpływ na obrady, a przynajmniej na ich nastrój, przez oklaski, okrzyki itp. Otóż jak wy­nika z badań profesora Skałkowskiegó, „ z górę pół setki" członków tej organi­zacji to byli notoryczni członkowie lóż masońskich. Możemy więc ze spokojem wyrazić przypuszczenie, że tak jak To­warzystwo Przyjaciół Konstytucji 3 Maja kierowało Sejmem, tak masoneria kierowała Towarzystwem Przyjaciół Konstytucji. Mała organizacja kiero­wała większą organizacją, a ta ostat­nia — ciałem, istniejącym publicznie. Masoneria nie kierowała bez­pośrednio Sejmem; czyniła to przy po­mocy organizacji „pokrywkowej".
A ta organizacja „pokrywkowa'1 formalnie wcale nie walczyła o cele masonerii. Przy­brała sobie nazwę popularną, efektownie brzmiącą i pasującą do istniejących w Polsce nastrojów. Nazwa ta wskazuje, że oficjalnym jej celem była obrona dob­rej sprawy, jaką była zaprowadzona w Polsce nowa konsytucja. Członkowie tej organizacji w swej masie zapewne nie zdawali sobie z tego sprawy, że organi­zacja ta może mieć także i jakieś cele inne. W istocie, organizacja ta była na­rzędziem masonerii i służyła zadaniu ta­kiego pokierowania polityką 'Sejmu, ja­kie odpowiadało dążeniom masonerii.
Istotą roli historycznej Sejmu czte­roletniego bynajmniej nie było uchwa­lenie konstytucji 3 Maja; to było wyda­rzenie, wbrew pozorom, w niemałym sto­pniu marginesowe. Istotą tej roli, w kry­tycznym momencie, gdy Europa trzęsła się w posadach, było dokonanie zwrotu w polskiej polityce zagranicznej. Polska pod rządami Sejmu czteroletniego stała się w istocie satelitą Prus. Najważniejsze polskie decyzje polityczne niejedno­krotnie zapadały w owym czasie na taj­nych spotkaniach polskich masonów, kie­rujących polityką Sejmu, odbywanych w mieszkaniu pruskiego posła, margra­biego Ducchesiniego. Masoneria poprowa­dziła polski Sejm, a w konsekwencji i Polskę, w łożysko polityki pro-pruskiei. A "Prusy pragnęły rozbioru Polski" Poli­tyka zagraniczna Sejmu Czeroletniego sprawiła, że Prusy mogły to osiągnąć. Sejm ten urzędował w latach 1788-1792. W roku 1793 nastąpił drugi rozbiór Pol­ski, który był rzeczywistym, rozstrzyga­jącym ciosem, niweczącym polską nie­podległość. Doprowadzenie dzieła do for­malnego końca, mianowicie trzeci rozbiór, nie kazało na siebie długo czekać: nastą­piło w roku 1795. Propruska polityka Sejmu Czteroletniego osamotniła Polskę i wpakowała ją w konflikt, który ją doprowadził do zguby.

Masoneria życzyła sobie wzrostu po­tęgi Prus i życzyła sobie zniszczenia ka­tolickiej Polski

Masoneria życzyła sobie wzrostu po­tęgi Prus i życzyła sobie zniszczenia ka­tolickiej Polski. Oczywiście, mogli sobie z tego nie zdawać sprawy polscy maso­ni. Ale byli oni kółeczkam w o wiele większym od polskich lóż mechanizmie masońskiej polityki światowej.
Przez nich oddziaływał wpływ pruski na Pol­skę; byli oni narzędziem tego wpływu. A oni mieli za narzędzie Towarzystwo Przyjaciół Konstytucji 3 Maja. (Przed uchwaleniem   tej   konstytucji   zapewne mieli do dyspozycji jakieś narzędzia po-dotone, być może złożone z tych samych mniej więcej ludzi, lecz pod inną nazwą i innym pretekstem). A to Towarzystwo panowało nad Sejmem. A Sejm rządził krajem. Myśl, powzięta w ośrodkach rzą­dowych pruskich została tym sposobem narzucona Polsce i przez naród polski— samobójczo — wprowadzona w czyn.
O ZNISZCZENIE KOŚCIOŁA
Na powyżej opisanym przykładzie widzimy, jak funkcjonuje masoński wpływ. Wtyczki masońskie opanowały polską, politykę i doprowadziły do zgu­by państwo polskie. Obecnie jesteśmy świadkami tego, jak wtyczki masoń-skię usiłują opanować Kościół katoli­cki. Oczywiście — celem, ich jest zni­szczenie tego Kościoła.
Czy możliwe jest, by masoneria wtargnęła w szeregi Kościoła? Źe to jest możliwe, dowodzi udowodniony fakt, iż w XVIII wieku całkiem spory zastęp biskupów, w szeregu krajów Europy, całkiem formalnie należał do lóż. Oczywiście, wobec wyraźnego brzmienia zakazów papieskich, był to z ich strony akt nieposłuszeństwa wo­bec Kościoła. Byli to zdrajcy, wilki w owczej skórze, ludzie udający że są ka­tolickimi duszpasterzami, ale w istocie potajemnie służący sprawie zdecydowa­nie Kościołowi wrogiej. Jeśli tacy lu­dzie mogli istnieć w XVIII wieku, nic nie stoi na przeszkodzie przypuszcze­niu, że mogą oni istnieć i dzisiaj. Wcis­kali się oni wtedy na stolice biskupie, każdy z osobna, pod naciskiem i wpły­wem jakichś czynników, należących do panującej w ówczesnym świecie warst­wy królów, książąt i magnatów. Dzi­siaj inna całkiem warstwa panująca rządzi światem; jest nią klasa przy­wódców demokratycznych], występują­cych w roki wyrazicieli woli ludu. Lu­dzie tacy jak Talleyrand zostawali w XVIII wieku biskupami, ponieważ we­pchnęło ich na biskupie stolice po­parcie potężnych rodów arystokra­tycznych. Byłoby wielką naiwnością wyobrazić sobie, że „wola ludu", to znaczy w istocie agitacja, "uprawiana przez działaczy społecznych i politycz­nych, przez redaktorów gazet, przez profesorów, przez całą, tak dziś ruch­liwą warstwę, nazywaną „intelektua­listami", nie potrafi tak samo wpro­wadzać na stolice biskupie różnych Talleyrandów dzisiejszych. Nie ma nic niemożliwego w przypuszczeniu, że ma­soni, utajeni wrogowie Kościoła, „wil­ki w owczej skórze", nie wierzący w Bo­ga i świadomie dążący do tego, by Ko­ściół   zniszczyć,   mogą  być   choćby nawet i członkami Episkopatu. A tym bardziej, że mogą znajdować się na stanowiskach redaktorów czy wydawców prasy katolickiej, w roli prezesów katolic­kich organizacji czy stronnictw polity­cznych, na katedrach profesorskich w katolickich uniwersytetach, czy nawet w seminariach duchownych, a wreszcie też j w biurach Watykanu. A w dodatku, jeszcze możliwsze jest zajmowa­nie wszystkich wyżej wymienionych stanowisk nie przez formalnych człon­ków masonerii, nie przez „wilków w owczej skórze", ludzi świadomie złej woli i nie wierzących w Boga, lecz przez tych, którzy — sami o tym nie wiedząc— dostali się, przez naiwność lub   z  innych   powodów,  pod masoński wpływ   i   są „przez masoneria używani za narzędzie, mimo, że osobiście są wie­rzącymi katolikami i zdaje jm się, że wiernie Kościołowi służą. (Dokładnie tak samo, jak wydawało się że są dob­rymi Polakami i że wiernie Polsce słu­żą., politykom Sejmu Czteroletniego, którzy pod wpływem masonerii poszli w rydwan polityki pruskiej i doprowa­dzili  Polskę  do  ostatecznego rozbioru).

KOMÓRKI MASOŃSKIE W KOŚCIELE

Podejrzenie, że w szeregi kierow­niczego aparatu Kościoła katolickiego wtargnęły w ostatnich dziesięcioleciach wpływy masońskie, (wypowiadane jest tu i ówdzie już od dość dawna. Na ogół, jak dotąd raczej nie wypowiadano takich podejrzeń w środowiskach ka­tolickich: zaufanie do Kościoła, do Epi­skopatu, a nawet do organizacji kato­lickich, prasy katolickiej i katolickich autorytetów literackich, naukowych i politycznych było w szeregach katolic­kich do ostatnich czasów zbyt wielkie, by podejrzenia takie mogły się w nich rodzić. Ale wysuwano te podejrzenia na przykład w środowiskach prawosław­nych: środowiska te nie były ani ośle­pione zaufaniem,, ani skrępowane sza­cunkiem i posłuszeństwem wobec kato­lickich autorytetów i wobec tego mog­ły łatwiej dostrzegać to, czego katoli­cy często zauważyć nie potrafili. W prawosławnej Grecji, oraz wśród za­chowawczej emigracji rosyjskiej mó­wiono już oddawna — nie ze złośliwo­ścią, lecz z troską — że wpływy ma-sońskie docierają aż do Watykanu. (W roku 1937 usłyszałem takie właśnie, z troską wypowiedziane przekonanie z ust prawosławnych rumuńskich w Jas-sach w Rumunii w domu czołowego ru­muńskiego polityka, profesora Cuzy, — w pół roku później członka prawicowe­go, ale i antyhitlerowskiego, rumuńs­kiego rządu Cuza-Goga).
Ale zdarzali się już oddawna tak­że i katolicy, którzy wyrażali obawy i przypuszczenia podobne.
Atak .masonerii na Kościół kato­licki przedsiębrany metodą przenikania, dostrzegał już przed blisko pół wiekiem, Roman Dmowski. Napisał on w swej broszunse „Kościół, naród i państwo", ogłoszonej  w  roku   1926,   co  następuje:
„Walka przeciw religii w skrajnej, brutalnej postaci rozwinęła się właści­wie tylko w krajach katolickich. Doku­menty (... na ten temat) odnoszą się na ogól do nich i wychodzą z od.amu masonerii, zwanego Wielkim Wscho­dem, a będącego kreacją francuską, i rozpowszechnionego głównie w krajach łacińskich. Jest to walka zwrócona bezpośrednio przeciw Kościołowi Rzym­skiemu, i, jako taka, jest ona niejako dalszym ciągiem Reformacji. Wielki Wschód stanowi tylko odłam powszech­nego wolnomularstwa, którego głów­ny związek, istniejący na podstawach, ustalonych w Anglii w początku XVIII wieku, działa we wszystkich krajach, ale szczególnie jest potężny w protes­tanckich, z Anglią i Ameryką na czele. Jak świadczą fakty, nie poszedł on na walkę z kościołami i sektami protes­tanckimi, ale działa wewnątrz nich przez duchowieństwo protestanckie, znajdu-. jące się w ogromnej liczbie w jego sze­regach, działa z takim skutkiem, że dziś społeczeństwa protestanckie zna­komicie górują swą bezreligijnością nad katolickimi. Górują, w dwóch kie­runkach: liczbą ludzi, nie uznających potrzeby religii w ogóje, i samym cha­rakterem wyznań protestanckich, któ­re tracą szybko resztki ducha religij­nego i stają się bezduszną formą. Fak­ty również świadczą, że loże tego' zwią-zku, działające w krajach katolickich, usiłują często stosować względem reli­gii te same metody postępowania, ćo w protestanckich, to znaczy nie wypo­wiadać Kościołowi walki otwartej, jeno oddziaływać nań od wewnątrz, uzyski-wać wpiywjia społeczność katolicką, na duchowieństwo ai nawet  na wyższą hierarchie kościelna"-2)   
Słowa powyższe świadczą, że już 45 lat temu bardzo doświadczony i bar­dzo dobrze w tym co się w świecie dzie­je zorientowany polski mąż stanu do­strzegał, że masoneria nie tylko pro­wadzi atak przeciwko  Kościołowi, ale stara się w szeregi Kościoła wtargnąć, po to, by ten Kościół zniszczyć. W   oparciu   o   te   spostrzeżenia   i   oceny, pochodzące sprzed wielu lat, po­winniśmy być w stanie dość dobrze ro­zumieć zjawiska, dziejące się w chwili obecnej. A rozgrywają się dziś wyda­rzenia nie byle jakie.

DZISIEJSZA SYTUACJA

celem jest usunięcie przeciwieństwa pomiędzy Kościołem a masonerią

Toczy się dziś w świecie akcja, której celem jest usunięcie przeciwień-stwa 'pomiędzy Kościołem a masonerią. Zakazy antymasońskie nie zostały w Kościele odwołane. Ale liczne głosy os­tentacyjnie katolickie proklamują dziś pogląd, że zakazy te w istocie milczą­co utraciły swa moc. Oraz wyrażają pragnienie, by między Kościołem a ma­sonerią doszło do „dialogu".
Wypadło   mi  już   raz   zabrać   głos, by  przeciwko tym,  tendencjom  publicz­nie   zaprotestować.  Uczyniłem to   arty­kułem   „Masoneria   a   Watykan", ogło­szonym    w     „Horyzontach"    (Nr.   150-151  z   15  listopada  1968  — 1  stycznia 1969  roku).   Impulsem; do tego wystą­pienia   były   dla   mnie   dwa fakty.   Po pierwsze,   skłonił   mnie   do  tego   arty­kuł   p.t.   „Kościół  i  masoneria"  w  kra­kowskim     „Tygodniku     Powszechnym" z   dnia   12   maja  1968 roku,   podpisany literami J.T., pod którymi kryje się re­daktor   naczelny  tego   pisma.   p.   Jerzy Turowicz;   artykuł   ten   głosił   postulat doprowadzenia między Kościołem i ma­sonerią  do   porozumienia   i   'Zgody.   Po wtóre,   uważałem  za   potrzebne   zapoz­nać   czytelników    polskich    z    książką Yicomte   Leon   de   Poncins   „Masoneria i Watykan"  (przekład angielski, „Free-masonry   and   the  Vatican.   A Struggle for Recognition",  Londyn 1968,  Britons Publ.   Co.).  Książka  ta  informuje  o li­cznych,    niebezpiecznych    dla   Kościoła próbach  nawiązywania kontaktów mię­dzy  masonerią   a   kołami   katolickimi, czy   kościelnymi.   Artykuł   mój   był    w istocie   także   i    recenzją    tej   książki. Od  ukazania  sie  mego  artykułu w „Horyzontach"    upłynęło    około    trzech lat    i    czuję     się     obecnie     zmuszony zabrać w tej sprawie głos po raz drugi. Skłania mnie do tego szereg nowych faktów, świadczących o tym, że kampa­nia, zmierzająca do osłabienia czujności Kościoła wobec poczynań masonerii po­suwa   sie  z   całym   rozmachem  dalej.  Z faktów tych uważam  za  najważniejsze demonstrację   promasońską   paryskiego Diskupa-sufragaria    Pśzerila",    oraz   no­wy artykuł p. Jerzego Turowicza.  (Nor­malnie,   znaczenia  ukazania  się jednego czy dwóch artykułów w prasie nie nale­ży   przeceniać.    Ale    wobec    monopoli. cznej   pozycji jaką   „Tygodnik  Powsze­chny" zajmuje w życiu    umysłowym społeczeństwa katolickiego w Polsce, artykuły w tym piśmie, zwłaszcza pod­pisane inicjałami redaktora naczelnego, mogą wywrzeć wpływ duży).

DEMONSTRACJA PARYSKA
Demonstracja promasońską bisku­pa Daniela Pezerila (podwładnego arcy­biskupa iParyża, kardynała Francois Marty), która odbiła się rozległym e-chem w całym świecie, miała miejsce w dniu 22 czerwca 1971 roku. Pole­gała ona na złożeniu przezeń uroczystej wizyty w Wielkiej Loży Francji. We-dle sprawozdania, przypuszczam, że inspirowanego przez koła masońskie, ogłoszonego w londyńskim „Dzienniku Polskim'' (18 września 1961 roku, w artykule Jana Kowalskiego „Kościół katolicki a masoneria"), miała ona przebieg następujący.
„Wielka Loża Francji" przyjęła su-fragana (...) Pezerila (...), który przybył na zaproszenie serbskiej loży «Gen. Peignet», by wygłosić odczyt na temat Kościoła Jutra.

odbyło się zgodnie z rytuałem masońskim w czasie tenue blanche fermee

(...) Przyjęcie odbyło się zgodnie z rytuałem masońskim w czasie tenue blanche fermee. Obecnych było w kap­licy i w innych salach (diipleix) 1500 «braci» z rozmaitych obediencji. (...) Wstępne ceremonie związane z roz­poczęciem prac odbyły się jak zwykle. Najpierw powitano uroczyście oficjal­ną delegację Wielkiej Loży Narodowej «Opera» i Wielkiego Mistrza Wiel­kiej Loży Francji, dr. Pierre Simona wraz z członkami rady federalnej, wszy­stkich w masońskich emblematach. Na­stępnie przy akompaniamencie orkies­try, która grała wyłącznie utwory kom­pozytorów masonów (...) wprowa­dzono biskupa Fezerila w otoczeniu magistratury loży zapraszającej, wśród której można było zauważyć kleryka masona. Wszyscy powitali biskupa wsta­jąc z miejsc z respektem i tak samo go jpotem żegnali. Tajemne symbole masońskie usunięto z kaplicy bezpoś­rednio przed wejściem dostojnego go­ścia. «Bracia» pozostali w szarfach, ale bez fartuszków.
Biskup Pezeril odczytał wyczerpu­jący referat, poruszający wszystkie ak­tualne problematy interesujące świat katolicki. Najważniejszym problematem, właściwie reforma już przyjęta, to u-dział laików w obrzędach i administra­cji Kościoła. (.. '.*)
Z kolei poświęcił dużo uwagi sto­sunkom z władzą świecką. Zdaniem bi­skupa Pezerila identyfikowanie się czy też poipieranie rządu nie wyszło Kościołowi na dobre. Dzisiejszy Koś­ciół chce za wszelką cenę pozostać przy   swojej    wierze,   biorąc   na   siebie
ryzyko tej separacji. Dowodem wystą­pienia kardynała Marty przeciwko su­rowości wyroków francuskiego sadu na młodzież, która w obecności Sartre'a zdemolowała częściowo Bazylikę Sacrś Coeur na wzgórzu Montmartre.
W sprawie celibatu biskup wyra­ził opinię, że wierni żonaci powinni mleć możność otrzymania święceń kapłańskich, gdyż w ten sposób małżeńst. wo będzie powołane wspólnie do peł­nienia obowiązków duchownych." (...) «Dzisiaj kapłan przestał być księ­dzem funkcjonariuszem, a stał się księ­dzem misjonarzem. Otoczenie stało się dla księdza trudne, a jednak księża pa­łają, pragnieniem, by podjąć zadanie ewangelizacji, by głosić prawdę.»
Masoni wysłuchali słów mądrego kapłana   z   wielkim   skupieniem.Dyskusja odbyła się na podstawie pytań, zadawanych na piśmie. Biskup Pezśril odpowiadał zwięźle. (...) Oto główne odpowiedzi.
Szkoła powinna być jedna dla wszystkich. Kwestia, dlaczego Kościół uważa, że masoneria nie da się pogo­dzić z religią katolicką, nie powinna więcej niepokoić braci. Potępienie ma­sonerii przez papieża Klemensa XII nie należy do decyzji nieomylnych, wszel­ka klątwa może być zawsze odwołana. Kobiety mogą celebrować mszę, (...) nie ma przeszkód w tym względzie. Dalej « Nie należę do tego kościoła, który twierdzi, że poza Kościołem nie ma zbawienia*. I jeszcze dalej: «Ci dwaj młodzi uczniowie masońscy, któ­rym w okresie wielkanocnym, ksiądz j odmówił komunii gdyż są wyklęci, nie­chaj przyjdą do mnie celem wyjaśnie-I   nia incydentu».
Sapienti  sat. To są wielkie, historyczne definicje, które   odejmują   ana­temę z masonerii. (...)
Wielki mistrz dr Simon podkreślił w odpowiedzi, że tego wieczora prze­kroczonojeden etap, etap spotkania się. (...) Ponad istniejące różnice u-mieliśmy poznać się, wzajemnie usza­nować i pokochać".
Tyle sprawozdanie.
Nasuwają się na jego temat na­stępujące uwagi.
Przede wszystkim — trzeba stwier­dzić, że

biskup Pezóril wziął udział w regularnym posiedzeniu loży masoń­skiej.

biskup Pezóril wziął udział w regularnym posiedzeniu loży masoń­skiej. W pewnym sensie — uczestni­czył w  masońskim ceremoniale, jakby masońskim nabożeństwie. Wprawdzie część tego nabożeństwa odbyła się w jego nieobecności, ale było to tylko z jego strony uprzejme czekanie za drzwiami. Uczynił to wszystko nie ja­ko osoba prywatna, jako człowiek, by­wający na posiedzeniach loży w sposób potajemny,   ale  oficjalnie,  jako  biskup.Czegoś takiego jeszcze w dziejach Koś­cioła katolickiego nie było.
Po wtóre, biskup Pćzćril wystąpił na owym uroczystym posiedzeniu loży z programem reformy 'Kościoła kato­lickiego. Możnaby tu postawić szereg pytań. Dlaczego program ten został wy­łożony nie gdzie indziej, tylko przed gremium masońskim? W czyim imie­niu zostało to uczynione? Czy w imie­niu własnym Biskupa Pezerila? Czy w imieniu jakiejś grupy? A jeśli w imię. niu grupy, to jakiej? Jedno jest pewne — że nie w imieniu Kościoła. Bo prze­cież niektóre z wypowiedzianych przez niego postulatów znalazły się, jako propozycje, na porządku obrad jesien­nego Synodu biskupów w Rzymie i zo­stały tam odrzucone.
Zrekapitulujmy jeszcze raz prog­ram biskupa Pezśrila. Pragnie on, by nastąpiło oddzielenie Kościoła od pań­stwa. By skasowane zostało (na grun­cie francuskim) odrębne szkolnictwo katolickie i zapanowała szkoła świec­ka. By nie były zbyt ostro karane wy­bryki antykościelne w stylu hiszpań­skim z roku 1936-:go, polegające na podpalaniu świątyń. By skasowany zos­tał celibat księży i zastąpiony syste­mem wzorowanym na prawosławiu (wyświęcanie ludzi żonatych). By ko­biety mogły odprawiać mszę. By zmie­niony został charakter i rola kapłańst­wa, w sposób ściślej nie sprecyzowany, ale zapewne w duchu odebrania księ­żom ich funkcji administracyjno-para-fialnych i nadania im cechy, przypo­minającej słynnych francuskich „księżyrobotniików". By świeccy brali u-dział w liturgii i w administracji Koś­cioła. By porzucony został punkt wi­dzenia, że poza Kościołem (o ile to nie jest   niezawinione)   nie   ma   zbawienia.
Jak widzimy, program przebudo­wy Kościoła katolickiego, przedstawiony przez biskupa  "PezSrila gremium masońskiemu — to jest ten sam prog­ram,, który głosi w całym Kościele pro­paganda   obozu progresywlstów.
Po trzecie, biskup Pezeril niejako skasował, a przynajmniej ogłosił ska­sowanie, nałożonej na masonerię i ma­sonów klątwy kościelnej. Tak postawił sprawę, jakby klątwa Klemensa XII i jego następców już nie obowiązywała i jakby odtąd katolikom wolno było należeć do lóż, a członkom lóż wolno było uważa sie się za katolików 1 przy­stępować do sakramentów świętych. Rzecz prosta, nie potrzeba dodawać, że był to z jego strony akt samowoli j bezprawia i że jego oświadczenia w tej materii nie mają żadnej mocy wią­żącej: tylko Stolica Apostolska mogła by klątwę papieską odwołać, a żaden taki akt papieski miejsca nie miał.
Nasuwa się w konkluzji jedno tyl­ko pytanie: kto to jest biskup Pezeril? Czy to jest potajemny mason, „wilk w owczej skórze" odziany w szaty bis­kupie, działający umyślnie na szkodę Kościoła? Czy to jest człowiek naiw­ny i nie wiedzący co czyni, osobiście uczciwy, lecz ulegający jakimś po­stronnym podszeptom? Jelno jest pe­wne: że jakiś tragiczny przewrót do­konał się widać w składzie T struktu­rze francuskiego episkopatu, skoro wy­stąpienie biskupa Pćzćrila było w ogó­le możliwe, a gdy nastąpiło, skoro nie spotkało się z natychmiastowym zde-zawuowaniem przez arcybiskupa-ordy-nariusza, kardynała Marty. Coś dziw­nego dzieje się z kościołem Francji! I pomyśleć, że jeszcze tuż przed wy­buchem II wojny światowej zył i dzia­łał w Paryżu infułat Jouin, znany ba­dacz zagadnienia masońskiego, prze­strzegający przed masońskim niebez­pieczeństwem i wydawca słynnego wy­dawnictwa „Revue internationale des societes sćcretes".

NOWE WYSTĄPIENIE P. TUROWTCZA
Przechodzę do nowego artykułu p. Jerzego Turowicza. Widocznie re­daktor krakowskiego tygodnika trwa przy swym poglądzie na użyteczność katolicko-masońskiej ugody w sposób uporczywy, skoro uznał za stosowne znowu do tego samego tematu powró­cić i tezy swoje z taką samą. jak po­przednim razem, lub większą jeszcze stanowczością powtórzyć.
Artykuł nosi tytuł „Dialog z ma­sonami", podpisany jest literami J. T. i ukazał się w „Tygodniku Powszech­nym" Nr 36 (1180) z dnia 5 września 1971 r.

Pozwolę sobie przytoczyć tu naj­ważniejsze punkty tego artykułu, a za­razem dać donich swój komentarz P.Turowicz pisze:
„Sobór Watykański drugi otworzył w Kościele erę szerokiego dialogu ze wszystkimi ludźmi dobrej woli bez względu na ich przekonania czy świa­topogląd, dialogu z chrześcijańskimi kościołami niekatolickimi, z religiami niechrześcijańskimi, z niewierzącymi, ateistami i marksistami. Nic dziwne­go, że z dialogu tego nie jest wyłą­czona i masoneria, mimo, że w XVIII wieku oficjalnie została przez (Kościół potępiona".
Jest to zupełnie dowolne i przesad­ne interpretowanie tego, co Sobór Wa­tykański II uczynił. Sobór ten nie ska­sował, and nie otworzył drogi do skaso­wania nałożonych klątw. Np. świeżo ogłoszono w Watykanie, że ekskomunika nałożona na Lutra nie może być cof­nięta. „Dialog", o którym tyle się od czasu Soboru mówi, dotyczy przede wszystkim, stosunków z oderwanymi ko­ściołami chrześcijańskimi i ma na celu posunięcie naprzód sprawy zjednocze­nia chrześcijaństwa. Nawiasowo mó­wiąc, nie jest to, jeśli idzie o postawę zasadniczą, nic nowego: przecież „dia­log" taki był uprawiany niejednokrot­nie, żeby tylko wymienić rozmowy z prawosławnymi na Soborze we Floren­cji w roku 1439 i w związku z Synodem w Brześciu w 1595, a z anglikanam w słynnych rozmowach w Malines, prowa­dzonych przez kardynała Mercier w po­czątkach bieżącego stulecia. Różnica do­tyczy tylko praktycznego wykonania: polega ona na   uznaniu,   że dialog  taki jest w obecnej „epoce  bardziej  możliwy i bardziej potrzebny.
Dialog ten, w zakresie bardziej og­raniczonym, uznany został za możliwy także i w'odniesieniu do innych religii, zwłaszcza monoteistycznych. Co do a-teistów, marksistów i masonów, Sobór nie przyniósł ze sobą nic, co by oznacza­ło, że ich punkt widzenia ma się spot­kać z jakąś formą uznania za dopusz­czalny. (Sobór poświęcił osobną dekla­rację „Nostra Aetate" stosunkowi do religii niechrześciańskich i zawarł w tej deklaracji słowa, że „Kościół Katolicki nie odrzuca niczego co w tych religiach jest prawdziwe i święte", ale "żadnego najmniejszego oświadczenia o podobnej treści, zwróconego do ateistów, maso­nów i marksistów w dokumentach so­borowych nie ma). Jeśli Kościół dzisiaj więcej może pertraktuje i rozmawia z nimi, niż powiedzmy w latach 1919-1939, czy 1945-1960, jest to tylko spra­wa taktyki. Kościół nigdy nie stał na stanowisku, że żadne rozmowy nawet z najzacieklejszymi jego wrogami nie są w żadnych warunkach możliwe. Po pierwsze, istnieją sytuacje, w których wspólne dobro wymaga współdziałania z każdym kto tak samo jak i my chce tego dobra bronić: w czasie trzęsienia ziemi, pożaru, powodzi, czy tonięcia ok­rętu nie pytamy się, czy ten z kim ra­zem dźwigamy nosze, albo ustawiajmy drabinę, albo odrzucamy gruz, albo pompujemy wodę, albo wiosłujemy, nie jest aby ateistą, masonem, czy komu­nistą, ale działamy z nim wspólnie; takich sytuacji i takich pól współdzia­łania jest w życiu bardzo dużo. Po wtó­re, istnieje rozległa dziedzina, którą że tak powiem możnaby nazwać rokowa­niami z nieprzyjacielem:. Tak samo, jak na wojnie musi się rozmawiać z przed­stawicielami armui nieprzyjaćielsRiej, po to, by zawrzeć pokój, lub rozejm, lub dokonać wymiany jeńców, tak sa­mo Kościół czy obóz katolicki musi nieraz prowadzić pertraktacje z rządami niekatolickimi, lub antykatolickimj, po to, by zawrzeć konkordat, lub dopro­wadzić do jakiegoś ułożenia stosunków w konkretnych sprawach. Jest całkiem naturalne, że np. biskupi mogą rozma­wiać z masonami na temat sprawy szkół, czy ustawodawstwa, czy kwestii podatkowych i że rozmowy te mogą być uprzejme i w sensie osobistym, przyja­cielskie. Ale to nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek tolerancją wobec maso­nerii. Masoneria jest rodzajem religii i to religii bardzo wierze katolickiej wrogiej i katolik ani nie może do loży należeć, ani nie może uczestniczyć w masońskim quasi-nabożeństwie. Tak sa­mo zupełnie, jak np. nie może należeć do gminy żydowskiej, czy muzułmańs­kiej, ani brać udziału, choćby częścio­wego, w nabożeństwie w synagodze czy w meczecie — co mu przecież nie prze­szkadza w prowadzeniu z żydami czy muzułmanami rozmów na temat spraw wspólnie ich obchodzących.

poniedziałek, 26 czerwca 2006
„Już w 1738 masoneria została po­tępiona przez Kościół, a motywacją te­go potępienia była lei tajność".

„Już w 1738 masoneria została po­tępiona przez Kościół, a motywacją te­go potępienia była lei tajność".
Motywacją potępienia nie «była taj­ność sama w sobie, ale to, że tajność ta osłaniała sekrety, przeciwstawne wierze , sama tajność nigdy nie jest powo­dem potępienia przez Kościół. Np. Ar­mia Krajowa była organizacją, tajną, ale potępiona przez Kościół nie była. P. Turowicz łagodzi zresztą swe twier­dzenie w innym miejscu sweigo artyku­łu, gdzie pisze: „Bulla «In Emineriti» Klemensa Xli potępia masonerię z po­wodu jej tajności, oraz «z powodu in­nych słusznych i uzasadnionych przy­czyn, nam znanych»."

„Z początkiem XVIII wieku maso­neria organizuje się jako tajne bract­wo o ideologii deistyczno-materialisty-cznej, mające na celu moralne dosko­nalenie członków. (...) Masoneria nie miała nigdy charakter  antyreligijnego, w statutach swych głosiła Wiarę w Boga jako «Wielkiego Budowniczego Swiata» i nie dopuszczała do swych szeregów ateistów. Miała natomiast nie­wątpliwie   charakter   antyklerykalny".
Co do owego „moralnego doskona­lenia członków" — można z zupałnym spokojem okreSlić to jako pusty frazes. Nikt nie, przeczy, że istnieje i istniało wielu masonów, którzy byli uczciwymi ludźmi; są oni w każdym środowisku. Ale notorycznie znany system wzajem­nego popierania się masonów,. nieraz wbrew prawu i z pogwałceniem elemen­tarnych zasad słuszności, z pewnością był bardzo daleki od sprzyjania ideało­wi „moralnego doskonalenia się", a przeciwnie, przyczyniał się do formowa­nia  typu człowieka,  ożywionego  raczej
duchem osobistego, lub klikowego ego­izmu, niemoralnej zachłanności i zakła­mania. Ale mniejsza z tym. Natomiast sprawa ustosunkowania się masonerii do religii jest czymś o wiele ważniejszym. Nie jest to sprawa prosta i całkowicie wyświetlona i z pe­wnością daje ona pole do różnicy poglą­dów w ocenie jej szczegółów. Myślę jednak, iż można z zupełnym spokojem przyjąć, że podstawy światopoglądowe masonerii są nie tylko chrześcijaństwu całkowicie obce ale z samej zasady przeciwstawne i wrogie. Trudno mieć co do tego wątpliwości, że podstawy te zostały zbudowane pod wpływem idei manichejskich i gnostyckich, które nur­towały w podziemiu ja"ko tajny prąd opozycyjny przez całe średniowiecze — i w czasach nowożytnych odżyły, roz­kwitając właśnie w ruchu masońskim. Cóż to są za idee? Jest to przekona­nie o dwoistości świata, o tym, że ist­nieje dwoch Bogów Dobry_i zly.. Ujmu­jąc rzecz inaczej, jest to postawienie Szatana na równi z Bogiem. Wedle tych idei, materia, świat materialny, jest dzie­łem Szatana. A więc któż jest „Wiel­kim Budowniczym Świata"? — Trzeba przyjmować z wielką ostrożnością twierdzenia, że wiara w Wielkiego Bu­downiczego Świata, to jest wiara w Boga. Istnieją poważne podstawy do u-ważania, że owe szczeble wtajemnicze­nia masońskiego (które niekoniecznie muszą być identyczne z dekoracyjny­mi szczeblami oficjalnych stopni cere­monialnej hierarchlili masońskiej)], to jest stopniowe oswajanie poszczególne­go masona z tajnym światopoglądem satanlcznym i wprowadzanie go w przy­jęcie przezeń potajeimfiej postawy, po­legającej na oddaniu się w służbę Sza­tana. (Iluż wysokiej klasy masonów kończy samobójstwem, tym samym ko­ronując swoje życie aktem ostateczne­go buntu przeciwko Bogu!). Gdy się mówi o „deizmie" masonów i o tym, że nie są oni (poza Wielkim Wschodem.) ateistami — dobrze jest być ostroż­nym   i   dobrze   jest   nie   być   naiwnym.
P. Turowicz powołuje się dallej na swój artykuł  w ,,Tygodniku Powszech­nym", ogłoszony 12 maja 1968 roku, podtrzymując to !co wtedy napisał i dodaje:
„Obecnie mamy do zanotowania no­we fakty".

Owe nowe akty, które wylicza, wy­glądają jak następuje.

„Na zaproszenie Wielkiej Loży Francji, msgr. Daniel Pezeril, biskup sufragan Paryża, wygłosił w dniu 22 czerwca br. na regularnym, zamknię­tym zebraniu tej Loży w Paryżu, od­czyt   na   temat   «Kościół   i   znaki   cza-su». Audytorium liczące 1000 osób, wy­łącznie członków Loży, zgotowało go­rące owacje biskupowi katolickiemu, który przekroczył progi Loży t>o raz pierwszy od czasu Wielkiej Rewolucji Francuskiej". P. Turowicz podaje na­stępnie d'uższą cytatę z przemówienia powitalnego z którym się na tym zeb­raniu zwrócił do biskupa Pezerila wiel­ki mistrz Wielkiej Loży Francji, dr, Pierre Simon.
Mowa jest w tym prze­mówieniu o tym, że ,,tego wieczora przekroczyliśmy pewien etap, etap spotkania"; „znikną pewne nieporo­zumienia"; „umieliśmy poznać się, sza­nować się nawzajem oraz nauczyć się kochać".
„Jest to", jak pisze p. Turowicz, „przekroczony  etap,   ale  nie  pierwszy".
„Już w roku 1961 znany jezuita francuski o. Michel R'quet na zaprosze­nie loży «Volney» z Laval, obedien-cji Wielkiego Wschodu, za zgodą władz kościelnych, — wygłosił odczyt «Koś-ciól wobec ateizmu»."
W dzisiejszych czasach, wyrażenie „za zgodą, władz kościelnych," jest w swej treści zbyt ogólnikowe. 'Kto kon­kretnie zezwolenia udzielił? A może to było za zgodą biskupa Pezerila lub kogoś do niego podobnego ?
„Dwa lata temu włoski ksiądz ka­tolicki uczestniczył jako obserwator w kongresie masonów w Genui".
„Kontakty między katolikami i ma­sonami zacieśniły się znacznie w kra-jach skandynawskich, zą zgodą tamtej­szego episkopatu".
Biskupów Pezćrilów może być w świecie więcej.

Zważmy, że nie zawsze możemy dziś polegać na zezwoleniach i opi­niach biskupów. Przypomnijmy sobie, jak giośno było przed kilku laty na te­mat hałaśliwych oświadczeń biskupa Shannon, koadiutora diecezji St. Paul, Minnesota w Stanach ' Zjednoczonych, że katolicy nie muszą brać sobie zbyt do serca encykliki „Humanae vitae". Podobno „tysiące Wiernych polegały na jego radzie i przewodnictwie" w tej sprawie. Co jednak był wart jego auto­rytet — dowodzi fakt, że następnie bis. kup ten uznał za stosowne podać się jako biskup do dymisji i ożenić się; i to z rozwódką.
„Ukazało się też szereg książek, traktujących problem masonerii z ka­tolickiego punktu widzenia, w tym trzy książki paryskiego adwokata, «obroń-cy» masonerii, Alec Mellora (tytuły podali:my  w  «T.P.»  Nr 1007)".
Owe książki Mellora są jednym z głównych ogniw kampanii propagan­dowej promasońskiej, prowadzonej na terenie katolickim od pewnego czasu. Pisałem o nich w „Horyzontach" w cytowanym wyżej, moim artykule, oraz pisał o nich b. obszernie yicomte de Poncins w cytowanej wyżej swojej _. .książce. Natomiast o tej ostatniej ksią­żce („Masoneria i Watykan"), p. Tu­rowicz nie uznał za stosowne wspom­nieć. Wymienia on tylko to, co jest przyjazne masonerii, a nie to. co jeśT wobec niej krytyczne."
„Z nowszych wymieńmy wioską (książkę) ks. Rosario Esposito »La massoneria e l'Italia» oraz hiszpańską ks. Benimelli «La massoneria despues el Concilio»".
„Ostatnio w jezuickim miesięczni­ku «Civilta Cattolicaj, (...) ukazała się seria artykułów na ten temat, pió­ra znakomitego znawcy problemów ma­sonerii, o. Giovanni Caprile, SJ (...). Nowością stanowiska, zajętego przez o. Caprile jest to, iż jego zdaniem «dia-log powinien być prowadzony równo -cześnie ze Wszystkimi odłamami maso­nerii, bez żadnych ograniczeń i wyjąt-ków». Ekskomunika na katolików, którzy by należeli do masonerii, wchodzaca w skład prawa kanonicznego, formalnie dotąd obowiązuje, istnieje jednak w praktyce tendencja do «za-pominania» o tej ekskomunice, zre­sztą kodeks prawa kanonicznego pod­lega Obecnie rewizji i niewątpliwie wszelkiego rodzaju generalizujące eks-comiunlki zostaną z niego usunięte. O. Caprile sądzi, że wszystkie te eks-komuniki winny być cofnięte «w odniesieniu do wszystkich grup maso­nerii bez żadnych rozróżnień.» (. ...) O. Caprile cytuje wreszcie niedawne oświadczenie o. Beyera, również jezui­ty, dziekana wydziału prawa kanonicz­nego papieskiego uniwersytetu «Gre-gorianum» w Rzymie. (...) O. Beyer pisze: «Przynależność do loży masoń­skiej, która nie ma charakteru sekciarskiego, czy antychrześcijańskiegę mo­że — z punktu widzenia prawa Kościel­nego — nie pociągać żadnej sankcji karnej. Ekskomunika może być stoso­wana tylko w wypadku, gdyby przyna­leżność powodowała niewierność wobec Boga, porzucenie wiary w Chrystusa, niebezpieczeństwo jej utraty lub też nie­możność wyznawania tej wiary w ło­nie Kościoła:*. Wszelka przynależność, która do tego nie prowadzi, nie może — w konsekwencji — powodować eks-komuniki .

Innymi słowy, wedle tego poglądu, ma katolikom być wolno należeć do tych lóż, które oficjalnie nie odżegnu­ją się cd Boga i od Chrystusa (a co z Matką. Boską?), oraz nie zabraniają swoim członkom praktyk katolickich. Ale rzecz w tym, że loże masońskie „prawowierne", to znaczy trzymające się   zasad,   ustalonych  w roku   1717  w Wielkiej Loży londyńskiej (a loże te stanowią olbrzymią, większość masone­rii światowej), wcale się formalnie od chrześcijaństwa nie odżegnują, i wcale postawy otwarcie antyreligijnej od swych członków nie wymagają. Prze­ciwnie, chcą. one, by członkowie ich mo­gli do Kościoła czy kościołów przeni­kać, a do tego potrzebne jest, by byli zewnętrznie chrześcijanami i by zacho­wywali pod tym względem wszelkie po­zory. To przecież przeciwko ej właś­nie masonerii („Wielkiego Wschodu" jeszcze wtedy nie było) zwracała się bulla Klemensa XII z roku 1738. Kato­likom nie wolno było, i nadal nie wol­no jest, do tych lóż należeć, nie dlate­go, że zmuszają ich one do jawnego odstępstwa (bo one ich do tego nie zmu­szają), ale dlatego, że wstępując do tych lóż poddają się oni powolnemu i 'stopniowemu wpływowi, jprzekształca-jącemu len "cały" sposób" myślenia, ~ca7y ustrój uczuciowy aż po podświadomość włącznie, całą po prostu ichduszę — i narażają się na stanie się, nie od ra­zu, ale po wielu latach, sługami Szatana. Wyliczenie p Turowicza pokazuje nam, że kierunek promasoński uwił so­bie całkiem liczne gniazdka w świecie katolickim, w katolickich kołach umys­łowych, w episkopacie, w Towarzyst­wie Jezusowym, i nawet w środowisku watykańskim. Oznacza to tylko potwierdzenie stwierdzenia Dmowskiego sprzed lat 45 o tym, że loże masonerii „prawowiernej" (typu angielskiego)) ,,usiłują (...) stosować wobec religii'' w krajach katolickich „te same rneto-dy postępowania, co w protestanckich, to znaczy nie wypowiadać Kościołowi walki otwartej, jeno oddziaływać nań od wewnątrz, uzyskiwać wpływ na spo­łeczność katolicką, na duchowieństwo i nawet na wyższą hierarchię kościel­ną". Oznacza to także potwierdzenie o-pinii, którą 34 lata temu usłyszałem z dobrze poinformowanych ust prawosła-wno-rumuńskich w dctau znakomitego  rumuńskiego uczonego i męża stanu, Śę Wpiywy masońskie wdzierają się w instancji  czasachaż  do  Watykanu.

Turowicz kończy swój artykuł Słowami następującymi:
„Z jednej strony idzie  wiec o wyjaśnienie charakteru oraz istotnych prayczyn owych potępień (...), z dru­giej zaś strony uzyskanie owych gwa­rancji, o których mówi o. Capfile. Wy­jaśnienia owe pozwoliłyby na anulowa­nie ekskomuniki i zlikwidowanie wieko­wego konfliktu. Nie trzeba chyba do­dawać, że wśród dialogów prowadzo­nych przez Kościół, ten ma charakter dość marginalny, ostatecznie masone­ria jest dziś
raczej remanentem prze­szłości, niż realną   siłą  społeczną".

Tak więc p. Turowicz głosi postu-lat cofnięcia przez Kościół zakazu na­leżenia do masonem i sKasowańia~ eks­komuniki, nałożonej na tych, co ten za­kaz łamią. Nie zamierzam wdawaó się z nim, w tej sprawie w polemikę. Ogra­niczam się do stwierdzenia faktu. To taki program głoszony jest — i to w sposób autorytatywny, bo piórem re­daktora naczelnego — z łamów czaso­pisma, które od ćwierć wieku zdobyło sobie w Polsce pozycję monopolicz-ną jako zarażeni rzekomy wyraziciel i skuteczny wychowawca (nie chcę być niesprawiedliwym i wobec tego nie mó­wię w sposób stanowczy: także i manipulator) katolickiej opinii publicznej.
Inną konkluzją p. Turowicza — jest bagatelizowanie przezeń masonerii, o-raz jej roli, a~tym samym i niebezpie­czeństwa, jaKie przedstawia ona dla Kościoła, oraz możliwych skutków ja-kieby mieć mogło ewentualne skasowa­nie ekskomuniki.

Uważa on, że „masoneria jest dziś raczej remanentem przeszłości". Czy naprawdę?

Uważa on, że „masoneria jest dziś raczej remanentem przeszłości". Czy naprawdę? Gdzie, w jakiej dziedzinie, na jakim polu, w jakim kraju straciła masoneria swoje znaczenie i przestała wywierać wipływ? I co to znaczy „dziś" ? Od roku, od dziesięciu lat, od ćwierć wieku, od stu lat? Co się w ciągu owe­go czasokresu, określonego słowem „dziś", stało, co pozwala na uważanie, że ta groźna w oczach Kościoła potę­ga, która była powodem uroczystych i pełnych niepokoju wystąpień tylu pa­pieży, oraz tylu oświadczeń episkopa­tów różnych krajów, i która stała się powodem tak obfitej literatury badaw­czej i informacyjnej katolickiej (i nie tylko katolickiej) — naraz zamieniła się w cień bez znaczenia, w „remanent przeszłości" o marginesowym dla Koś­cioła charakterze? (Uwaga przy okazji: dlaczego przyjęty w polskim języku wy­raz „marginesowy" zastępować nowo­tworem, wzorowanym na angielszczyź-nie i f rancuszczyźiiie, „marginalny'" ? Przecież nadal mówimy „margines", a nie „marga", „margin" czy ,,margina").
Uważa on także, że masoneria nie jest ,,realna  społeczną".

Myślący ludzie w świecie komunis­tycznym zrozumieli już oddawna, że ko­munizm,   że cała  doktryna  filozoficz na, ekonomiczna   i   polityczna   marksizmu-leninizmu zbankrutowały, że ich założę-nia myślowe są błędne, że eksperyment   / wprowadzenia  ich  w praktyce  w życie okazał   się   eksperymentem   nieudanym , że   trzeba całe   przedsięwzięcie  jakoś zlikwidować.  Dotyczy to nie tylko Pol­ski, dotyczy to także i Rosji, już nie mó­wiąc o takich krajach jak Jugosławia. Otóż ludzie ci — często młodzi uczeni, filozofowie, ekonomiści, a jeszcze częściej administratorzy, dygnitarze rządowi, kie­ rownicy przemysłu  i  życia  ekonomicz­nego, wyżsi, wykształceni wojskowi, ar­tyści, literaci,   — szukają   dróg  myślolowych   na   które   mogliby   wkroczyć. Chrześcijaństwo, oraz cała tradycja his­toryczna cywilizowanej Europy i cywili­zowanego świata mogłyby dla nich być gotowym drogowskazem — który trzebby tylko zauważyć i odkryć. Ale przeszkodą. jest tu — masoneria. Jest ona dru­gą, gotowa alternatywa. Na miejsce ko­munizmu podsuwa ona inny światopog­ląd, też z założenia materialistyczny — i może z łatwością rodzące się w świecie komunistycznym prądy krytyczne zgar­nąć w swoje łożysko. Jest dlatego i dla Kościoła katolickiego, i dla cywilizowa­nej Europy, i dla cywilizowanej Polski, właśnie dziś, i właśnie więcej dziś niż kiedykolwiek, siłą szczególnie niebezpie­czną. Przez zlekceważenie tego niebez-czeństwa narażamy się my, ludzie myś­lący po katolicku, na zmarnowanie dzie­jowej koniunktury, jaką niesie dla chrze­ścijaństwa nieuchronny w niezbyt odleg­łej przyszłości upadek komunizmu.. Upa-dek nie tylko w takich krajach~jak Ro­sja, ale także i takich jak Chiny. Już nie mówiąc  o  naszej   ojczyźnie,   Polsce.

Chcę tu zwrócić uwagę na jeden jeszcze szczególnie ważny aspekt roli masonerii zwłaszcza na gruncie polskim. Jest ona mianowicie rnoJtli.W3u„altefna-tywą dla doktryny komunistycznej^ I wobec tego jest niebezpiecznym rywa­lem dla światopoglądu katolickiego (czy w ogóle chrześcijańskiego), a także na­rodowego   i   trądycjonalistycznego.

Chętnie zgodzę się z poglądem, że w warunkach ustroju komunistycznego, gdzie nic się nie dzieje bez zezwolenia władzy, zebrania panów, ubranych w szarfy i fartuszki, w salach, ozdobionych „tajemnymi symbolami" i przy akompa­niamencie muzyki kompozytorów-ma-sonów, mogą się odbywać rzadko, lub mogą się nie odbywać nigdy. Nawiaso­wo mówiąc, w dużych połaciah Polski musiało być tak samo i w latach, po­wiedzmy, 1831-1914. Ale masoneria, aby być swym wpływem obecną, nie musi zawsze posiadać te zewnętrzne akceso­ria. Niejeden polski mason, u profesorów w XIX w., mógł tylko bardzo rzadko bywać na prawdziwych posiedzeniach loży, nie w kraju, ale gdzieś w Paryżu czy Brukseli, w czasie zagranicznej wycieczki. W kra­ju wystarczało mu mieć kontakty to­warzyskie z „braćmi". Pewnie tak samo jest i dziś. Nie wierzę, by w mieście, w którym wychodzi redagowany przez pa­na Turowicza „Tygodnik Powszechny", nie było także i obecnie silnego, zakuli­sowego wpływu masonerii. I by można było  mówić o tym pływie  tylko  jako o „remanencie   przeszłości",   który   nie jest już   „realną   siłą   społeczną"

Ustalmy fakty. Ruchem masowym masoneria nie była nigdy — i nic się pod tym względem nie zmieniło. Nie należą do niej wielotysięczne tłumy, które możnaby było wyprowadzić na ulicę w rozruchach, czy demonstracjach. Jej rola i znaczenie jest inne. Jest to organizacja, wywierająca wpływ na sipo-łeczne i intelektualne elity. To nie zna­czy, że nie potrafi on mieć wpływu także i na masy; choćby i na tłumy na ulicy.  Ale ten  rodzaj  jej  wpływu  jest   zawsze   tylko   pośredni,   poprzez   jakieś ogniwa   kontaktujące   i   inspirujące.
Jej istotna rola — to jest zdol­ność oddziaływania na prądy umysło-"wel naukowe, filozoficzne, kulturalne, literackie, polityczne, oraz na mecha­nizm funkcjonowania aparatów polity­cznych, społeczno-organizacyjnych i środków masowego przekazu. Działa o-na metodą posiadania „wtyczek" w wa­żnych ośrodkach życia zbiorowego, za których pośrednictwem, szerzy tam swo­je poglądy (zwłaszcza: wyrażane przez siebie wątpliwości i krytyki), popycha do działań i wystąpień w~3uchu swej ideologii, oraz zapewnia sławę i karie­rę ludzio dąże­niom odpowiadają, zarówno jak rozgłos tym właśnie poglądom. Masoneria jest szczególnie niebezpieczna dla Kościoła przez to, że stara się przenikać w je-go szeregi i wywierać wpływ na opinie teologiczne i filozoficzne, na "politykę kościelną, na prawo kanoniczne, na działalność publiczną katolików. Jej si­ły nie można mierzyć ilością tysięcy ludzi, jakich mogłaby ona (jak np. Par­tia Komunistyczna) wyprowadzić na u-licę, ale ilością katedr uniwersyteckich, czy redakcji, czy ambasad, czy preze­sur i sekretariatów stowarzyszeń i stronnictw jakie obsadziła swoimi ludź­mi. A przecież trudno nie przyznać, że dziesięci uniwersytetu, czy dziesięciu sekretarzy wpływowych orga­nizacji potrafi czasami wywrzeć więk­szy i trwalszy wpływ niż dziesięć ty­sięcy przeciętnych ludzi z legitymacja­mi członkowskimi w kieszeni.
że masoneria ma małe znaczenie? Wedle Turowicza tysiąc, a wedle p. Ko­walskiego półtora tysiąca masonów by­ło obecnych na ceremonii zaprezentowa­nia paryskiej Wielkiej Loży przez bis­kupa Pezśrila programu reformy Koś­cioła katolickiego. Przecież to byli wszystko członkowie paryskiej intelektualnej, politycznej i społecznej elity! Czy tysiąc lub półtora tysiąca profesorów uniwersy­tetu, czołowych parlamentarzystów, dy­gnitarzy rządowych, dyplomatów, woj­skowych, sędziów, znakomitych leka­rzy, redaktorów najwpływowszej pra­sy, kierowników radia i telewi­zji, reżyserów teatru i kina, prze­mysłowców, bankierów, finansistów, przywódców związków zawodowych (a przecież to z takich ludzi skła­dają się loże) — to, nawet w tak dużym mieście jak Paryż, mało?
Nie bądźmi naiwni. W Paryżu, w Londynie, w Nowym Jorku, w Waszyng­tonie, w Brukseli, w Zurychu, w Buenos Aires, w mieście Meksyku, w Stambule, w , których poglądy jej
Delhi, w Mediolanie, w Dublinie, na­wet w Rzymie, nawet w Madrycie, na­wet w Atenach, nawet w Lizbonie, masoneria jest wielką potęgą. Jest zwłaszcza wielkim, zakulisowym wpływem intelek­tualnym i manipulatorskim.
Czy jest  potęgą w Warszawie i w Krakowie ?

czy zorganizowany obóz promasoński w Kościele

 

Nie ulega wątpliwości, że narodził się w łonie Kościoła katolickiego i spo­łeczności katolickiej w świecie prąd, czy też obóz, szukający ugody i porozumie­nia z masonerią. Czy jest to tylko poja­wienie się tych samych myśli w różnych głowach niezależnie od siebie, czy też jest to obóz zorganizowany, złożony z ludzi,   będących ze sobą w porozumieniu ?
Zacznijmy od zestawienia nazwisk. Ograniczmy się tylko do tych z nich, któ­re w swym, ostatnim artykule wymienia p. Turowicz.
Zwolennikami skasowania ekskomu-nlki antymasonskiej i tolerancyjnego u-stosunkowania się do masonerii zdają, się być, czy to w świetle swych oświad­czeń, czy w świetle swych czynów, bis-kup.sufragan Paryża, Pezeril, jacyś nie wymienieni z nazwiska biskupi skandy-nawscy, jezuici ojcowie Michel Riquet, Giovanni Caprile i Beyer, literaci Alec Mellor, ks. Rosario Esposito, ks. Beni-melli. Do listy tej dołączyć należy też i samego p. Jerzego Turowicza.
Jest to w sposób oczywisty lista nie­kompletna , ktora mozna z 
łatwością roz­szerzyć, sięgając do innych źródeł infor­macji.
Ale  ograniczmy  się  do  niej. Obejmuje ona (jeśli uwzględnić owych biskupów skandynawskich i także bezimiennego księdza co był na kongre­sie masońskim w Genui) do tuzina osób, przeważnie wybitnych i wpływowych, mieszkających i działających w pół tuzi­nie, lub więcej, krajów. W praktyce, lu­dzi otwarcie czynnych na tym polu i tak samo wybitnych, a których nazwis­ka, przy odrobinie cierpliwości w przeg­lądaniu dostępnych źródeł informacji, da­łoby się ustalić, jest z pewnością trzy razy, lub pięć razy więcej i krajów, któ­re  są. ich  działalnością  o więcej niż owe wymienione przez p. Turowicza Francja, Włochy, Hiszpania. Skandynawia, może Niemcy, także i Polska.
To trochę za dużo, jak na zjawiska całkiem samorzutne. Przy zachowaniu wielkiej ostrożności, ale jednaki powodu­jąc się doświadczeniem w ocenie takich spraw, trudno uniknąć przypuszczenia, że chyba istnieje jakiś komitet porozu­miewawczy, jakaś komórka organizacyj­na, gdzie ci wszyscy ludzie, lub ich wię­kszość, mogliby się jakoś spotykać, od­działywać na siebie, wymieniać myśli i pomagać sobie w akcji. Mimowoli nasu­wa się myśl o organizacji, wedle termi­nologii generała Kukiela, „pochodnej" i  „pokrywkowej", służącej za narzędzie wpływowi masonerii. Zapewne większość z nich, to są ludzie dobrej woli, którzy „nie wiedzą, co czynią". Ale zapewne są między nimi i świadomi, z pełną złą wolą działający bjęte, jest tak samo dużo masoni. Ilu ich jest? Przypomnijmy sobie ową organiza­cję Przyjaciół Konstytucji 3 Maja w pol­skim przedrozbiorowym sejmie, która zdobyła sobie wpływ na politykę tego-Sejmu. Masoni stanowili czwartą część jej członków.
Jeśli przyjmiemy, że istnieje orga­nizacja, czy komitet, czy porozumienie w obrębie Kościoła katolickiego, które stawia sobie za cel — lub stawia sobie między innymi za cel — usunięcie prze­ciwieństwa między Kościołem katolic­kim, a ompletna i możnaby ją z masonerią, moglibyśmy, przez analogię, wysunąć przypuszczenie, że także i w tym ugrupowaniu zakonspiro­wani mascni stanowią czwartą część u-czestników. Gdyby wziąć ów tuzin osób, wymienionych przez p. Turowicza, ozna­czałoby to, że trzy z tych osób są w isto­cie udającymi katolików masonami. O-czywiście, to tylko rozumowanie o cha­rakterze orientacyjnym. Nie należy na nim budować zbyt wiele. Myślę jednak, że można uważać obecność jakichś kryp-tomasonów w promasońskim prądzie w Kościele katolickim za rzecz mniej wię­cej pewną. Nie mogę uniknąć zajęcia się tak­że i osobą p. Turowicza. Jestem jak naj­bardziej daleki od rzucania na niego jakichś oskarżeń, czy wysuwania wobec niego (zapewne krzywdzących) posą-dzień; nie mam) do tego żadnej podstawy. Trudno mi również nie odczuwać szacun­ku dla człowieka, który potrafił przez ćwierć wieku utrzymać przy życiu po­żyteczną i wpływową placówkę katolic­ką pod rządami komunistycznymi, oraz trudno mi nie uznać zasługi. A'e to nie zmienia faktu, że oceniam wystąpienia p. Turowicza w sprawie masonerii jako głęboko szkodliwe. (Nie oceniam pozy­tywnie także i jego stanowiska w nie­których innych sprawach). Oraz stwierdzam, że osoba p. Turowicza, a tym sa­mym i jego poglądy, cieszą, się zadzi­wiającym rozgłosem w świecie — i że trudno uwierzyć, by rozgłos ten nie był w pewnymi przynajmniej stopniu wyni­kiem korzystania z poparcia jakichś sił wpływowych.
P.Turowicz bywa na kongresach i zjazdach międzynarodowych katolic­kich od Manili na Filipinach aż po Limę w Peru i wszędzie tam odgrywa rolę czo­łową. Biorąc pod uwagę olbrzymi koszt takich dalekich podróży, który trudno chyba pokrywać z własnej kieszeni, bio­rąc pod uwagę trudności paszportowe ja­kie trzeba pokonać (zwłaszcza, gdy się mieszka „za żelazną kurtyną"), oraz — co wcale nie błaha okoliczność — bio­rąc pod uwagę, że nie zawsze jest łatwo znaleźć się w wybranym kręgu tych co dopuszczeni są do pierwszo roli na międzynarodowych zjazdach — trze­ba stwierdzić, że stosunki osobiste p. Tu­ro wicza są w sposób oczywisty nie małe.Otóż jego stosunki międzynarodowe są  wyraźnie progresywistyczne.
Mami przed sobą broszurę w języku angielskim p.t. „Dossier on
IDO-C. Is it a parallel hierarchy?" wydaną w r. 1968 jako odbitka przez szkockie, tradycjona-listyczne czasopismo katolickie „Ap-proaches" (pod redakcją Hamish Fra-ser"a), ukazujące się w Saltcoats. (Bro­szura ta ukazała się także w wydaniu amerykańskim, oraz w przekładach we Francji,  Niemczech  i  Hiszpanii).
Broszura ta poświęcona jest między­narodowej organizacji katolickiej zna­nej pod nazwa IDO-C. co jest skrótem, oznaczającym „Międzynarodowe Cent­rum Informacji i Dokumentacji, poświę­conej Kościołowi Soborowemu". Wedle własnej publikacji, ogłoszonej przez tę organizacje, „IDO-c jest planowej międzynarodo­wą grupą z kwaterą główną w Rzymie i rosnąca siecią oddziałów wcałym świe­cie. Jest ona niezależna od jakiejkolwiek  instytucji religijnej lub państwowej, po­siada charakter niezależny i działa na podstawie prawa włoskiego. (...) Jej szczególnym zadaniem jest gromadzenie rozpowszechnianie dokumen­tacji o strukturalnych i teologicznych skutkach nieustannego wprowadzania w życie dekretów i ducha II Soboru Wa­tykańskiego. (...) Wśród prenumerato­rów są biskupi, (...), profesorowie, (...), studenci w katolickich, protestanckich i żydowskich seminariach duchownych, redaktorzy katolickich, protestanckich i żydowskich czasopism, redaktorzy dzia­łów religijnych w wielkich dziennikach".
IDO-C zostało założone w grudniu 1963 roku w Holandii, oraz pierwotnie ogłaszało biuletyny tylko w języku ho­lenderskim. Wkrótce jednak przeniosło swoją centralę do Rzymu i stało się ośrodkiem międzynarodowym. W jego centralnym biurze w Rzymie, na ogólną ilość 15 osób, pracuje 7 Włochów, 2 Holendrów, 2 Hiszpanów, 1 Brazylijczyk, 1  Anglik,  1 Australijczyk  i 1 Belg.
Autorzy broszury sugerują (także i w jej tytule), że organizacja IDO-C stawia sobie za cel wytworzenie ,,równoległej hierarchii", jakby drugiegco.poza hierarchią biskupią, międzynarodowe­go kierownictwa jeśli nie Kościoła, to przynajmniej katolickiej społeczności w świecie, Jest tu jakby zastosowanie leni­nowskiej metody rewolucyjnej o „pod­wójnej  władzy"   (dwojewłastje).
Jak takie „dwojewłastje" funkcjo­nuje, można było obserwować w czasie Synodu Biskupów jesienią 1971 r. w Rzy­mie. (To już nie jest wiadomość z wy­mienionej broszury). Obok watykańskie-go biura prasowego działało w Rzymie biuro prasowe IDO-C i rozsyłało po ca­łym świecie swoje własne komunikaty prasowe o Synodzie, bardzo różne swą treścią od oficjalnych. Przedstawiały one tak sprawę, jakby zwyciężał na Syno-dzie kierunek progresywistyczny — co było odwrotnością rzeczywistości. Komu­nikaty te były pod tłustymi nagłówkami przedrukowywane przez prasę światową —podczas gdy komunikaty oficjalne by­wały często przemilczane. Dzięki temu wytwarzało się w świecie wrażenie, że dokonywa się w Kościele wielki, a w is­tocie  nie   istniejący  przewrót.
IDO-C glosi w całym świecie program reformy Kościoła bardzo zbliżony do programu bp. Pezeriia, przedstawio­nego paryskim masonom. A może IDO-C jest organizację, podobną do Towarzyst­wa Przyjaciół Konstytucji 3 Maja, to znaczy organizacją kierowaną przez ma­sonów ?
Autorzy broszury podają listę naz­wisk dziennikarzy, publicystów, profeso­rów, księży, postępowych zakonnic, dzia­łaczy społecznych (jest wśród nich i organizator związku zawodowego księży, ks. William Dutoay, oraz głosicie ka an­tykoncepcji, Rosemary Ruether) itd., idącą w setki. Działają oni w 33 krajach.
Otóż autorzy broszury wymieniają, jako jednego z uczestników akcji IDO-C (dwukrotnie: na  str 3 na str.58), także   i   p.Jerzego Turowicza.
Nie jest to fakt błahy.

 

POTRZEBA KONTRAKCJI
Już dość dawno temu, mianowicie w dniu 2 czerwca 1951 roku w czoło­wym katolickim wydawnictwie praso­wym angielskimi „The Tablet" w Lon­dynie ukazały się następujące słowa, na­pisane przez katolickiego księdza-publi-cystę, Humphrey J.T. Johnsona:
„Klerykalizm sprzed pół wieku różnił  się od dzisiejszej chrześcijańskiej demo­kracji. Klerykał był skłonny do angif obii, judeof obii- i do uważania masone­rii za dzieło szatana. Nienawidził on republiki francuskiej i bał się carskiej Rosji. Chrześcijański demokrata, czy ka­tolik lewicowy jest anglofilem, judeo-filem i jeśli nie uważa masonerii za wy­myślonego straszaka, to w każdym ra­zie za coś, czego wpływ został mocno przesadzony. Trzeba zdawać sobie w peł­ni sprawę z tej zmiany Wielkiej Loży londyńskiej (a loże te  stanowią olbrzymią, większość masone­rii światowej), wcale się formalnie od chrześcijaństwa nie odżegnują, i wcale postawy otwarcie antyreligijnej od swych członków nie wymagają. Prze­ciwnie, chcą. one, by członkowie ich mo­gli do Kościoła czy kościołów przeni­kać, a do tego potrzebne jest by byli zewnętrznie chrześcijanami i by zacho­wywali pod tym względem wszelkie po­zory. To przecież przeciwko ojęć jeśli się chce rozumieć ewolucję współczesnej Europy".
Jak widzimy, tendencja przekształ­cania się Kościoła (lub przekształcania go) w "'uchu jeśli nie wyraźnie proma-sońskim, to przynajmniej pobłażliwszym wobec masonerii, lub skłonniejszym do bagatelizowania jej znaczenia zaznacza­ła się już 20 lat temu. Można powiedzieć, że podskórne, czy podziemne procesy przemian w Kościele w całym okresie po drugiej wojnie światowej dokonywa­ły się pod znakiem tej tendencji. To nie znaczy, że nie było w szeregach Koś-cioia wysiłków, zmierzających po stare­mu do studiowania zagadnienia masoń­skiego i oświetlania niebezpieczeństwa, jakie masoneria stanowi. Nawet i w An­glii, w której słowa powyżej zacytowane zostały napisane, wysiłków takich było nie brak. Dość wymienić obejmującą swoi'm wpływem i Anglię działalność pi­sarską Irlandczyka, ks. Denis Fahey, który żył i pisał także i w latach powo­jennych; działalność autora kilku wybit­nych i opartych na gruntownej wiedzy książek o masonerii, Waltona Hannah, anglikańskiego
duchownego, który prze­szedł na katolicyzm i został katolickim księdzem; oraz działalność wydawniczą firmy Britons Publishing Co., która wy­dała m. in. przekład angielski książki t Vicomte de Poncins o Kościele i ma-i sonerii. Ale wysiłki te, którym nic nie I można zarzucić jeśli idzie o ich wartość : i poziom, toyły zepchnięte w cień i zdławionę przez potęgę sił, wyrażających te-dencję powyżej wymienioną, które w latach powojennych trzymały już w ka-i tolickiej społeczności angielskiej moc-ino w ręku to, co się po angielsku okreś-jla słowem ,,establishment", a co po pol­sku nazwałbym „siłami trwa'e osadzo­nymi". By się ograniczyć do katolickiej kiej prasy: wymieniony wyżej naczelny organ świeckiego katolicyzmu angiels­kiego, odgrywający już od lat 130 (od r. 1040) przywódczą w tym katolicyz­mie rolę, który dziś ostentacyjnie po­piera kierunek IDO-C i jest przez lu­dzi bliskich IDO-C wydawany i redago­wany, zdradzał — w łagodniejszej for­mie,—podobne tendencje już od począt­ku czasów powojennych.
Otóż czas już jest, by w tym proce­sie przemian nastąpił przewrót i by się kierunek rozwoju odwrócił.
To nie dość już prowadzić, jak księ­ża Fahey i Hannah i jak wydawnictwo Britons, wojnę podjazdową i jakby kam­panię osłaniania odwrotu. Trzeba przejść całym frontem do kontrofensywy.
Czas już najwyższy, by zaczął zwy­ciężać w Kościele ten kierunek, który przeważał w czasach Wcześniejszych, na­wet, właściwie, jeszcze tuż przed ostat­nią wojną. To znaczy kierunek wyraź­nej i stanowczej walki z masonerią i z tym co ona reprezentuje.
Pragnąłbym,, by przynajmniej na na­szym, polskim odcinku przeciwofensywa antymasońska zaczęła się zaznaczać w sposób śmielszy i szerszy.

J.G.

1.) A. Skałkowski „Towarzystwo przyjaciół konstytucji 3 Maja". Poznań 1930. Odbitka z „Pamiętnika Biblioteki Kórnickiej". Pisałem o tym w moim „Tragizmie losów Polski", Pelplin 1936, na str. 160-161.
2) Str. 5-6. Cytuję według wydania amery­kańskiego z lat wojennych (1939 lub później), nakładem Księdza Prałata A. Syskiego, bez daty i miejsca wydania.

KSC2003

----- Original Message -----
Sent: Sunday, June 25, 2006 2:58 PM
Subject: Jedrzej Giertych, Londyn : KOSCIÓL A MASONERIA
niedziela, 14 maja 2006
Dziś na obczyźnie, w Lund, Szwecja, zmarł mgr prawa Bożysław Kurowski, mial 95 lat

Sp Bożysław był przedwojennym działaczem Ruchu Narodowego.
Po wieloletnim pobycie w niemieckim obozie koncentracyjnym, został w 1945 roku przewieziony do Szwecji w ramach tzw "bialych autobusów".

Bożysław Kurowski osiadł  na stałe w Lund  w poludniowej  Szwecji. Tu założyl rodzinę i prowadząc zwykłe, codzienne życie, pozostawał bardzo aktywnym działaczem Stronnictwa Narodowego jak i też ambasadorem Polskości na tej niełatwej dla Polaków, luterańskiej ziemi. Wielokrotnie występował publicznie w obronie Polski i Koscioła Katolickiego.
Prowadził aktywną i przeróżną  pomoc tak dla Polski jak i polskich emigrantów w Szwecji.
Choć był osobą bardzo silnie zorientowaną politycznie nie miało to żadnego wpływu na jego stosunek do ludzi , którym pomagał. Uwazał , że pomagając Polakom pomaga Polsce.

Bożysław Kurowski współpracował ściśle  między innymi z Antonim Dargasem, Jędrzejem Giertychem oraz Myslą Polską.
Po roku 1989 skoncentował się głównie na utrzymywaniu kontaktów między  Fundacją Jana Pawła II w Szwecji -  której był honorowym członkiem - a Watykanem.
Pozostawił po sobie liczne publikacje nt. Polski,  Koscioła, czy tez wspomnienia poobozowe , w których
uwidocznił  martyrolgię Polaków w tych miejscach zagłady.

Cześć Jego Pamięci.

KSC.

----- Original Message -----
Sent: Saturday, May 13, 2006 10:04 PM
Subject: Dzis na obczyznie, w Lund, Szwecja, zmarl mgr prawa Bozyslaw Kurowski, mial 95 lat.
niedziela, 23 kwietnia 2006
żeby papież Kościoła Rzymsko-Katolickiego traktował nas tak samo, jak innych
Jędrzej Giertych do Jana Pawa II, żeby traktował nas tak samo, jak innych Polaków

  Londyn 8 października 1984 roku

Osmielam się niniejszym listem zwró­cić się do Waszej Świątobliwości z prośbą, do której impulsem stała się dla mnie wiadomość, znana mi dopiero od kilku dni, o przemówieniu Waszej Świątobliwości do Polaków szwajcar­skich w dniu 17 czerwca b.r. W prze­mówieniu tym Wasza Świątobliwość wymienił liczny zastęp Polaków, któ­rzy w różnych czasach w Szwajcarii działali, wśród nich także i Józefa Piłsudskiego, który właściwie prawie nig­dy w Szwajcarii nie działał, natomiast uznał za stosowne pominąć milczeniem szwa jcarską działalność narodowców polskich.
Nie znalazła się w przemó­wieniu Waszej Świątobliwości wzmian­ka o Lidze Polskiej i Lidze Narodowej, których początek wywodzi się od Zyg­munta Miłkowskiego (T. T. Jeża) w Rapperswillu. Ani o Centralnej Agencji Polskiej w Lozannie, która już od 1915 roku prowadziła działalność polityczną polską na zachodzie. Ani przede wszystkim o trójzaborowym, reprezen­tującym wszystkie trzy części Polski Komitecie Narodowym Polskim pod prezesurą Romana Dmowskiego, zało­żonym 15 sierpnia 1917 roku w Lo­zannie, a następnie przeniesionym do Paryża, który stał się de facto polskim rządem emigracyjnym i w pewnej formie został uznany przez państwa alianckie, co stało się powodem, że Polska znalazła się wśród państw alianckich, a więc mogła  być współ-uczestniczką zwycięskiego pokoju wer­salskiego z Niemcami i odzyskać tym pokojem zabór pruski.
Jako jeden z nielicznych żyjących polityków narodowych starszego poko­lenia poczuwam się do obowiązku nie tylko wyrażenia bólu i zmartwienia, że jesteśmy my, narodowcy, jakby od­trąceni, nie tylko wyżej wymienionym, znamiennym przemówieniem szwajcar­skim, ale i innymi wydarzeniami, od udziału w wielkiej rodzinie polsko-ka-tolickiej, ale także i do zwrócenia się z gorącą, a pokorną prośbą, byśmy jednak zostali uznani za takich samych jak inni (w rzeczywistości gorętsi niż inni) synów powszechnego Kościoła i jego polskiej gałęzi.
Obóz nasz był w okresie międzywo­jennym obozem politycznym, obejmu­jącym największą liczebnie część Po­laków i to należących do wszystkich stanów. Wyraziło się to także i w wol­nych wyborach 1919 i 1922 roku, w których obóz ten odniósł zwycięstwo. Zapewne i dzisiaj, gdyby miały miejs­ce wolne wybory, okazałby on swoją siłę.
Obóz nasz, zwany potoczne „ende­cją", nie ma powodu wstydzić się swojej polityki. W wieku XIX i w początkach XX prowadził on akcję odrodzeńczo-organiczną we wszystkich dzielnicach Polski, oraz zwalczał ugo­dę, zarówno jak ruch rewolucyjny, — marksowski i silnie związany z rewo­lucją rosyjską. W erze pierwszej woj­ny światowej dążył do zjednoczenia trzech zaborów i do niepodległości Pol­ski od gór aż do morza, a sprzeciwiał się pozornej niepodległości okrojonego Królestwa Kongresowego, opartego o Niemcy i Austrię. Sprzeciwiał się pró­bom powstańczym w Kielecczyźnie (6-16   sierpnia   1914  roku),  z  których niektóre siły krakowskie, te, które poszły z odsieczą do Lwowa, by­ły dziełem „endeków".
Gdy Niemcy, otrzymawszy od Piłsudskiego dnia 9 listopada 1918 roku zapewnienie pod słowem honoru, że Polska pod jego rządami nie będzie żądać zaboru prus­kiego i jest w toczącej się wojnie neutralna (to znaczy nie będzie uczest­niczyć w kongresie pokoju), przywieźli Piłsudskiego do Warszawy i w istocie to oni uczynili go Naczelnikiem Pań­stwa, Dmowski uznał go w tej roli, by uniknąć rozdwojenia w polskim naro­dzie.
Obóz narodowy był przeciwny wyprawie kijowskiej Piłsudskiego i bu­dowaniu Ukrainy, dążył do przyłącze­nia   ziem   wschodnich   (łącznie z Kamieńcem Podolskim, Mińskiem i Dyneburgiem) do Polski, dążył do zbudo­wania Polski narodowo-polskiej i sprze­ciwiał się dążeniom do nadania Polsce cechy państwa, rządzonego wspólnie przez Polaków i nie-Polaków.
Jest prawdą, że od roku 1912 obóz „en­decki" toczył walkę z narodem żydow­skim. Nie sądzę, by mu to przynosiło ujmę.
Naród żydowski stanowił na ziemi polskiej potężną siłę, wrogą Pol­sce. Głosy żydowskie sprawiły, że dwa największe polskie miasta, Warszawa i Łódź, reprezentowane były od roku 1912 w parlamencie rosyjskim przez posłów, którzy nie należeli do Koła Polskiego, lecz do stronnictw rosyj­skich. Żydowska socjalistka Róża Lu­ksemburg głosiła pogląd, że nie ma być niepodległej Polski, a Polacy mają się zrosnąć z Rosją i z Niemcami. Na konferencji wersalskiej żydowskie „gru­py nacisku" zawzięcie zwalczały dąże­nia polskie. W wojnie 1920 roku duża część ludności żydowskiej w Polsce stała   po  stronie  nieprzyjaciela.
„Endecja" skupiała między wojnami w przytłaczającej większości Polaków wszystkich warstw społecznych, mają­cych postawę katolicką i stojących pod sztandarem Boga i Ojczyzny. Ich ideo­logię wyraził Dmowski rozprawą p.t. „Kościół,   naród   i   państwo".
W okresie drugiej wojny światowej i po niej „endecy" byli tymi Polakami, którzy byli i przez Niemców i przez komunistów najbardziej prześladowani, najliczniej rozstrzeliwani, najbezwzględ-niej męczeni w więzieniach. To ich najbezwzględniej odsunięto po wojnie od wszelkiego głosu w życiu polskim.

  Młodzi piłsudczycy i neostańczycy z przedwojennego „Buntu Młodych" są już od blisko 40 lat grupą koncesjono­waną, mogącą wydawać swój „Tygodnik Powszechny", będący nie tylko pis­mem katolickim, ale także pismem po­litycznym, wyrażającym przynajmniej częściowo poglądy swojego obozu, — także i niepohamowaną jego niena­wiść do „endecji". „Endecy" przez tych 40 lat prawa do zabierania głosu nawet   w   najskromniejszej   postaci   w Polsce nie mieli: (Słyszę, że to się w 1984 roku zmieniło o tyle, iż grupa „endeków" uzyskała w piśmie „Ład" podobnie koncesjonowaną pozycję, jak wydawcy „Tygodnika Powszechnego". Zbyt mało tę sprawę znam, bym mógł uwierzyć w rzeczywiste równouprawie-nie dzisiejszych „endeków" z „Ładu" z wydawcami „Tygodnika Powszech­nego").
Tak samo i na emigracji ta sama grupa „Buntu Młodych" otrzymała środki do stworzenia potężnej placówki propagandowej, w postaci pisma „Kul­tura" w Paryżu, też od lat około 40 zajmującej w życiu polskim stanowisko wyjątkowe. Jest to pismo w istocie kierunkowi katolickiemu nieprzyjazne. Redaguje je stale przedwojenny redak­tor „Buntu Młodych".
„Endecy" są zawzięcie zwalczani i uciskani, oraz obdarzani nienawiścią, a także obrzucani nieprawdziwymi oskar­żeniami, zarówno w życiu politycznym, jak wśród „sił ustanowionych" życia intelektualnego i kulturalnego w Pol­sce i na polskiej emigracji.  
Pozwalam sobie jednak, z całą nieśmiałością i szacunkiem wobec władz kościelnych, wyrazić pogląd, że byłoby czymś bar­dzo smutnym, gdyby także i odpowie­dzialne czynniki kościelne i w ogóle katolickie, ze względów oportunistycznych, lub z powodu ignorancji, stawały w jednym szeregu z politycznymi wro­gami „endecji" i przyjmowały wobec tej „endecji" postawę uważania jej za zjawisko niebyłe i ostracyzmu. I dla­tego ośmielam się niniejszym listem wystąpić z moją prośbą, by Wasza Świątobliwość zechciał, wbrew stano­wisku politycznych „sił ustanowio­nych", przygarnąć nas, „endeków", jako wiernych, niesłusznie odsuwanych synów do swej piersi i traktował nas tak samo, jak innych Polaków.
Czynię to nie tylko jako Polak i „endek", ale i jako katolik. Ośmielam się zapewnić Waszą Świątobliwość, że nie przyjmuję postawy katolickiej ze względów politycznej i społecznej wy­gody, ale jestem i byłem katolikiem i działaczem   katolickim   zawsze.   Moja wydana po raz pierwszy w roku 1929 książka „My nowe pokolenie" (która w następnych wydaniach zawierała list wprowadzający ówczesnego Prymasa Polski, Jego Eminencji księdza Kar­dynała Hlonda), myślę, że przyczyniła się choć trochę do odrodzenia katolic­kiego w polskim młodym pokoleniu. Wśród moich dziewięciorga dzieci wy­chowałem jednego księdza i dwie za­konnice. W ciągu dziesiątków lat wal­czyłem o sprawy katolickie piórem i uczestniczyłem czynnie w rozmaitych katolickich   poczynaniach.
Ośmielam się zwrócić się do Waszej Świątobliwości — niniejszym listem w drodze listownej. Przed kilku laty czyni­łem, różnymi drogami, starania o oso­bistą, choćby piętnastominutową roz­mowę z Waszą Świątboliwością. Sta­rania te nie przyniosły rezultatu. Po­zwalam sobie wyrazić nadzieję, że list niniejszy do rąk Waszej Świątobliwości dotrze. Pozwalam sobie zakomuniko­wać treść tego listu Jego Eminencji księdzu Prymasowi Glempowi, oraz kilku polskim czasopismom na emigra­cji  i w kraju.
Na zakończenie, pragnę wyrazić uczucia wysokiej czci i synowskiego dla    Waszej    Świątobliwości    przywią-
zania.

(—) Jędrzej Giertych
175 Carlingford Road Londyn N.15 3ET

Rozdzielnik  odpisów
Jego Eminencja Ksiądz Kardynał Pry­mas Józef Glemp, Gniezno-War-szawa.
Osservatore Romano, polskie wydanie, Rzym.
Opoka,   Londyn.
Myśl Polska,  Londyn.
Narodowiec,  Lens,  Francja.
Nasza   Rodzina,   Paryż.
Dziennik   Związkowy,  Chicago.
Gwiazda Polarna, Stevens Point, Stany Zjednoczone.
Ład, Warszawa.
Przegląd Katolicki, Warszawa

----- Original Message -----

From: Krzysztof Cierpisz
Sent: Monday, April 17, 2006 9:40 PM
Subject: Jedrzej Giertych: LIST DO OJCA SWIETEGO (Londyn 8 pazdziernika 1984 roku)
 
 
1 , 2
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
www.flickr.com
stefan_kosiewski pod ochroną prawa - unter dem Denkmalschutz * 41- 250 Czeladź, Polen photoset stefan_kosiewski pod ochroną prawa - unter dem Denkmalschutz * 41- 250 Czeladź, Polen photoset
statystyka

Grab this swicki from eurekster.com