|
Bóg, Honor, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - od 1999 jako biuletyn Konserwatysta Małopolski ISSN 1773-3946
wtorek, 09 marca 2010
Abp Marcel Lefebvre. Postanowienie o wpisaniu do rejestru dzienników i czasopism * YES - POLAND European Magazine *
Abp Marcel Lefebvre - misjonarz, założyciel
Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, obrońca Kościoła Świętego
Przez:Jacek
Kosior Sowa Magazyn
Europejski Polnisches Kulturzentrum e.V.
und Europa-Union Deutschland
yes.blox.pl
Sygn. akt. I. Ns. Rej. Pr 159 - 2000 r.
Postanowienie o wpisaniu do rejestru dzienników i czasopism * YES - POLAND
European Magazine * TAK - POLSKA Magazyn Europejski * JA - POLEN Europäisches
Magazin * Diable rogi na głowie 101-letniej Chinki; Nawracajcie się ku Bogu! Sądny Dzień, zbliżyło się Królestwo Niebieskie.
Sowa Magazyn Europejski
Diable rogi na głowie 101-letniej
Chinki; jeden ma już 6 cm, a drugi wyrasta. Nawracajcie się ku Bogu! Sądny Dzień, zbliżyło się Królestwo Niebieskie. nachrichten.t-online.de
Einer alten Frau in China ist innerhalb
weniger Monate eine Art Horn auf der Stirn gewachsen. Das schreibt die britische
Zeitung40
sekund(y) temu ·
piątek, 26 lutego 2010
Ks K. Pożarski Niezłomny Pasterz w Rosji Sługa Boży biskup Antoni Malecki 1861-1935
W styczniu 2010 r. ukazała się książka pt „ Niezłomny Pasterz w Rosji Sługa Boży biskup Antoni Malecki 1861-1935” , wydana przez Wydawnictwo Sióstr Loretanek w Warszawie. Autorem tej książki jest ks. Krzysztof Pożarski, od dwudziestu lat duszpasterz za wschodnią granicą Polski. Obecnie jest proboszczem parafii św Stanisława w Sanki Petersburgu (Rosja), a także rektorem sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej . Jest założycielem katolickich parafii w kilku miastach północno-zachodniej Rosji i duszpasterzem petersburskiej Polonii oraz zasłużonym działaczem polonijnym w Rosji, propagatorem kultury polskiej i nauki języka polskiego. Jest Wydawcą kwartalnika historycznego „ Nasz kraj”, poświęconego tematyce polonijnej , a zwłaszcza historii Kościoła katolickiego w Rosji. Wydał dwa przewodniki po sanktpetersburskich archiwach oraz książkę o dawnym cmentarzu Wyborskim w mieście nad Newą. Przyczynił się do upamiętnienia kilku miejsc związanych z martyrologią polskiego Narodu w Rosji. Przygotowuje książkę o konfiskacie majątków ziemskich po upadku powstań narodowych w petersburskich archiwach. W 1930 r. bp Malecki w wieku 70 lat został skazany na trzyletnią izolację i osiedlenie na Syberii, we wsi Dubinino w rejonie brackim (600km na północ od Irkucka). Polski konsul w Leningradzie Zbigniew Belina-Prażmowski przekonał bpa Maleckiego ( który był ciężko chory i chciał umrzeć w mieście nad Newą pośród swoich wiernych) do powrotu do Polski. Do Warszawy wrócił bp Malecki w bardzo złym stanie zdrowia w kwietniu 1934r. We wrześniu 1934r. z Episkopatu Polski wysłano do bpa Maleckiego list z wyrazami wdzięczności i zapewnieniem o modlitwie. Pod listem podpisało się 24 polskich biskupów. Bp Malecki nie odzyskawszy zdrowia zniszczonego przez prześladowców sowieckich zmarł 17 stycznia 1935 r. i został pochowany po uroczystym pogrzebie w katedrze warszawskiej . W 1960r. grób bpa Maleckiego został przeniesiony na cmentarz Powązkowski ( cywilny) w Warszawie. Słowo wileńskie 3 maja 1934r. przedstawiło artykuł o bpie Maleckim pt „ Będzie kanonizowanym, będzie świętym”. Natomiast dopiero 31 maja 2003r. w Wyższym Duchownym Seminarium w Petersburgu został zapoczątkowany przez abpa T. Kondrusiewicza proces beatyfikacyjny nowych męczenników Rosji. Proces otrzymał w Watykanie tytuł :” Dzieło o beatyfikacji i ogłoszenie męczennikami abpa Edwarda Profitlicha i 15 współwyznawców”. Do tej grupy męczenników został włączony także bp A. Malecki. Należy podkreślić , że wydanie unikalnej książki o biskupie A. Maleckim, a także powstanie w Moskwie filmu o nim pt „ Biskup Malecki – Petersburski ksiądz Bosko” (film ten zdobył I nagrodę ex quo Prezesa Telewizji Polskiej na XXII Międzynarodowym Katolickim Festiwalu Filmów i Multimediów w 2007r. w Niepokalanowie ). Opisano go krótko przy pomocy notatki:” Ponury i wstrząsający obraz prześladowań ludzi Kościoła przez bolszewicki totalitaryzm… a w tej gehennie odważny biskup Malecki – petersburski ksiądz Bosko zakłada sierociniec dla opuszczonych chłopców i jednoczy wspólnotę wiernych . ksiądz biskup jest świadectwem wyjątkowej odwagi zakorzenionej w Chrystusie) , świadczy o tym, ze aktualnie władza rosyjska w sposób świadomy pozbyła się centrum ateizmu w Moskwie na rzecz Brukseli. Zbigniew DmochowskiKs K. Pożarski Niezłomny Pasterz w Rosji Sługa Boży biskup Antoni Malecki 1861-1935, Wydawnictwo Sióstr Loretanek , Warszawa 2010 r. foto: http://pl.catholicmartyrs.org/index.php?mod=pages&page=persons
poniedziałek, 22 lutego 2010
Reforma reformy - drugi cel Motu Proprio. List (1.) stowarzyszenia Paix Liturgique 1 - 22 lutego 2010
Si
vous souhaitez recevoir la lettre de Paix Liturgique en français, cliquez
ici To
receive the Paix Liturgique Newsletter in English, please click
here Si
Usted desea recibir el correo de Paix Liturgique en espanol, haga clic
aquí Se
deseja receber a carta de Paix Liturgique em Português, clique aqui
Se
desiderate ricevere la lettera di Paix Liturgique in italiano, cliccate
qui Um
den Brief von Paix Liturgique in deutscher Sprache zu erhalten, klicken Sie
hierRosnąca dostępność książki ks. Nicoli Buxa zatytułowanej Reforma Benedykta XVI [1] jest okazją do przeniesienia naszej uwagi ze spraw dotyczących realizacji zaleceń Motu Proprio « Summorum Pontificum », na kwestię „reformy reformy” zainicjowanej przez Biskupa Rzymu w dziedzinie liturgii oraz na relację, która stopniowo winna się konstytuować między dwiema formami rytu rzymskiego. Pierwsza intencja Motu Proprio « Summorum Pontificum » jest jasna: stworzenie warunków pozwalających na odprawianie mszy tradycyjnej we wszystkich tych parafiach, w których istnieje na nią zapotrzebowanie. O MP dopiero wówczes można będzie powiedzieć, że rzeczywiście zostało wprowadzone w życie, gdy w katedrze warszawskiej, poznańskiej czy łódzkiej ujrzymy mszę niedzielną odprawianą w rycie zwyczajnym o godzinie 10, w nadzwyczajnym o godzinie 11, lub odwrotnie. Jednym słowem: w kwestii wprowadzenia w życie MP tkwimy dziś nadal w punkcie wyjścia. A – Projekt „reformy reformy” Druga intencja MP, choć nie nazwana wprost, jest nie mniej oczywista zarówno w świetle wcześniejszych pism kardynała Ratzingera na ten temat, jak i życzenia sformułowanego w tekście z 2007 roku: życzenia „wzajemnego ubogacania się” obu rytów, które odtąd współistnieją oficjalnie. Ubogacanie: wszyscy wiedzą, że w sposób najbardziej oczywisty „bogatą” formą jest ta, której dziedzictwo sięga dziesięciu wieków nieprzerwanej tradycji (a nawet siedemnastu stuleci, jeśliby wziąć pod uwagę zasadniczą jej część – Kanon) a której wartość doktrynalna i rytualna jest co najmniej porównywalna do wartości innych wielkich liturgii katolickich. W swoim dziele ks. Nicola Bux pisze: „Studium porównawcze dowodzi, że w swej formie przedsoborowej liturgia rzymska była dużo bliższa liturgii wschodniej niż obecna litrugia”. Dlatego też nikt poważnie nie myśli zaprzeczać, iż formą, która powinna zostać ubogacona/przekształcona w pierwszym rzędzie, jest liturgia naprędce skonstruowana przed czterdziestu laty, gdyż, jak podkreśla Nicola Bux : „Trzeba przyznać, że mszy Pawła VI daleko jest pod względem zawartości do tego, co zawiera mszał św. Piusa V”. Tak właśnie zrodził się zwyczaj nazywania „reformą reformy” projektu ubogacenia/przekształcenia reformy Pawła VI, w celu uczynienia jej bardziej tradycyjną co do treści i co do formy. O ile przesadą byłoby twierdzenie, że reforma reformy leży jedynie w sferze pobożnych życzeń, o tyle też trzeba mieć świadomość, że znajduje się ona – trochę jak forma nadzwyczajna – dopiero w swym początkowym stadium. Odnośnie tego mającego nastąpić procesu nasuwają się dwie uwagi wstępne: 1. Reforma reformy, jak wskazuje samo wyrażenie, dotyczy wyłącznie reformy Pawła VI. W żadnej mierze nie zakłada ona, możliwego „równoległego”, przekształcenia formy tradycyjnej rytu. Obu tych form nijak nie da się porównać pod względem odniesienia do tradycji, ani też pod względem ich struktury rytualnej. Manipulowanie przy rycie tradycyjnym byłoby prawdziwym samobójstwem, na którym stracilibyśmy wszyscy – w ten sposób reformie reformy przetrącony zostałby kręgosłup – i zresztą pomysł ten kardynał Ratzinger przezornie i otwarcie swego czasu odrzucił.[2] 2. Ponadto, celem reformy reformy nie jest za pomocą serii reform z użyciem praw i dekretów ustanowienie trzeciego mszału, jako pośredniego rozwiązania między mszałem trydenckim a nowym mszałem (który zresztą bardziej stanowi jakiś nieokreślony zbiór, różnorodny i podlegający zmianom, niż 'mszał' w tradycyjnym znaczeniu). Wczoraj kardynał Ratzinger, dziś papież Benedykt XVI, wzdraga się przed uruchomieniem mechanizmu autorytarnych i ustawicznych reform, podobnego temu – tyle, że w odwrotnym kierunku – czym było wprowadzenie reformy Pawła VI. Chodzi raczej o zapoczątkowanie procesu stopniowego zbliżania i orientowania mszału Pawła VI w stronę mszału tradycyjnego, czemu zresztą nie stoi na przeszkodzie charakter nowej liturgii łatwo poddającej się dowolnemu modelowaniu: paradoksalnie, jej nienormatywny charakter pozwala przeniknąć w nią normie tradycyjnej, której tam brakuje. Można się skąd innąd zastanawiać, czy u zwieńczenia tego procesu jej znaczenie będzie wykraczało poza funkcję wprowadzenia w liturgię tradycyjną? B - Książka Nicoli Buxa Istotne znaczenie publikacji tej książki wynika przede wszystkim z wagi osoby autora. Ks. Nicola Bux, profesor liturgiki i sakramentologii w Instytucie Teologii Ekumeniczno-Patrystycznej w Bari, we Włoszech jest konsultantem Kongregacji Nauki Wiary i Kongregacji do spraw Świętych jak też Urzędu Papieskich Celebracji Liturgicznych, doradcą magazynu Communio, autorem licznych publikacji (nota bene: Il Signore dei Misteri. Eucaristia e relativismo, Cantagalli, 2005) oraz licznych artykułów (A soixante ans de l'encyclique Mediator Dei de Pie XII, débattre sereinement sur la liturgie, Osservatore Romano, 18 listopad 2007). Jest on również jednym z najbardziej wpływowych zwolenników reformy Pawła VI. Można by w kontekście jego osoby zacytować wiele nazwisk, jak o. Alcuin Reid OSB (The Organic Development of the Liturgy, Saint Michael's Abbey Press, Londyn, 2004), ks. Michael Lang (Se Tourner vers le Seigneur, Ad Solem, 2006), ks. Nicola Giampietro (publikacja pamiętników kardynała Antonellego, Apoc 2004), ks. bp Athanasius Schneider (Dominus Est - Riflessioni di un Vescovo dell'Asia Centrale sulla sacra Comunione, Libreria editrice vaticana, 2008), o. Aidan Nichols OP (Liturgie et modernité, Ad Solem, 1998), czy też ks. Mauro Gagliardi (Liturgia, Fonte di Vita, Fede&Cultura, 2009). Nie wolno tutaj zapomnieć o inicjatywach promowanych przez księdza Manelli oraz Franciszkanów Niepokalanej, i oczywiście o codziennej działalności znamienitych prałatów, jak arcybiskup Ranjith, arcybiskup Burke, kardynał Cañizares, etc. I tak, w zależności od wydania, książkę ks. Buxa opatrzono trzema różnymi redakcjami wstępu; do wydania włoskiego wstępem napisanym przez słynnego dziennikarza włoskiego, Vittorio Messoriego (tego, który zrealizował wywiad z kardynałem Ratzingerem pt. Raport o stanie wiary), do wydania francuskiego – przez ks. Marca Aillet, biskupa Bayonne, a do wydania hiszpańskiego – przez Prefekta Kongregacji Kultu Bożego, kardynała Cañizaresa we własnej osobie. Według Nicoli Buxa kryzys, który dotknął liturgię rzymską wynika z faktu, że przestała się ona koncentrować na Bogu i oddawaniu Mu czci, a skupia się na człowieku i na wspólnocie. „Na początku jest uwielbienie, a więc Bóg (…). Kościół ma swoje źródło w uwielbieniu, w misji chwalenia Boga”, jak o tym pisał Józef Ratzinger (L’ecclesiologia della Constituzione «Lumen gentium» w: „Il concilio Vaticano II. Recezione e attualità alla luce del Giubileo”, Cinisello Balsamo 2004, str. 132). Kryzys liturgii rodzi się w chwili, gdy przestaje ona być aktem uwielbienia, gdy zostaje zredukowana do celebracji w partykularnej wspólnocie, w której kapłani i biskupi miast być szafarzami, to znaczy sługami, stają się „liderami”. Dlatego właśnie dziś „ludzie wymagają stale większego szacunku, po to, by zagwarantowana została osobista przestrzeń ciszy z uwagi na wewnętrzne uczestnictwo wiary w świętych tajemnicach”. Trzeba więc ponownie nauczyć kler, rozdarty w kwestiach sprawowania praktyk i świadomości spraw kultu, że liturgia jest rzeczą świętą i boską, że zstępuje z góry jak z niebieskiego Jeruzalem w księdze Apokalipsy. „W tym kontekście trzeba by się poważnie zastanowić, dlaczego, wbrew pozorom, językom narodowym nie udało się ostatecznie uczynić liturgii bardziej zrozumiałą”. Stosowne byłoby ponowne przyuczenie kapłana do sprawowania świętych misteriów in persona Christi w Kościele, jako że jest on ich szafarzem, nie zaś tym, kim się stał – animatorem zgromadzenia, zamkniętego i skupionego na sobie. C – Projekt reformy reformy: oddziaływanie raczej poprzez przykład niż drogą rozwiązań prawnych Pomimo powagi oceny sytuacji dokonanej szczególnie przez ks. Buxa i generalnie przez „ludzi papieża”, ściśle zbieżnej z myślą Ojca Świętego w tej dziedzinie, ani on, ani oni nie chcą praw czy dekretów, które na sposób właściwy dokumentom z czasów Bugniniego, stanowiłyby próbę przebudowania wszystkiego w sposób autorytarny. Pomimo że w sprawach liturgii Kościół głęboko dziś niedomaga, preferują zastosowanie łagodnych środków, czyli dawanie przykładu: na pierwszym miejscu stoi przykład Biskupa Rzymu, następnie biskupów, którzy za osobą papieża również zechcą dać przykład. Tak oto Benedykt XVI mobilizuje, mnożąc korekty, które owszem mogą wydać się zupełnie detaliczne, jednak liturgia z wielu takich właśnie detali jest złożona. Można tu zacytować choćby niezwykle godny sposób sprawowania liturgii pontyfikalnej; piękno ornatów z zakrystii Świętego Piotra, których używa na nowo ceremoniarz papieski ks. Prałat Guido Marini; ustawienie przy ołtarzu wielkich kandelabrów, które zacierają teatralny efekt celebrowania „twarzą do wiernych”; a nade wszystko, podawanie komunii w pozycji klęczącej i na język. Kolej na biskupów, by czynili podobnie w czasie publicznego celebrowania liturgii. Wiadomo również, że kardynał Carlo Caffarra, arcybiskup Bolonii, jeden z mocniejszych filarów liturgicznych episkopatu Włoch, ogłosił w ostatnim czasie drogą wydanego rozporządzenia z 27 kwietnia 2009 roku, że „mając na uwadze częstotliwość sygnalizowanych przypadków niegodnego zachowania podczas przyjmowania Komunii świętej”, podejmuje decyzję „iż począwszy od dnia dzisiejszego w kościele metropolitalnym S. Pietro, w bazylice S. Petronio oraz w sanktuarium B.V. de San Luca w Bolonii, wierni otrzymywać będą Hostię Świętą wyłącznie z rąk kapłana, bezpośrednio na język”. Ze swej strony ks. bp Schneider i podobnie Don Mauro Gagliardi [3] proszą, by wyraźnie przypominać, iż „zwyczajnym” sposobem przyjmowania komunii jest komunia do ust i że komunia na rękę jest zaledwie formą „tolerowaną”, nawet jeśli przez jakiś dłuższy czas występuje bardziej powszechnie. Ta ich zachęta ma istotne znaczenie dla odradzania się wiary w rzeczywistą obecność. Respekt dla tego, co boskie i święte wyraża się w znakach szacunku, mówi dalej ks. Bux.
Ponadto inne
jeszcze wątki stale powracają w wypowiedziach zwolenników reformy reformy, można
tu zacytować: 1. Zachętę do ograniczania liczby koncelebransów, a nawet ilości mszy koncelebrowanych: „gdy te [liturgie koncelebrowane] stają się zbyt częste, funkcja pośrednicząca każdego z kapłanów nie jest jako taka wyraźnie widoczna”. 2. Stopniowe dążenie do ograniczenia mnożących się części zmiennych mszy (pod uwagę brane są tutaj modlitwy eucharystyczne, niektóre dogmatycznie wątpliwe). 3. Wprowadzenie na powrót niektórych elementów formy nadzwyczajnej, które wzmagają poczucie sakrum i postawę uwielbienia, jak gesty przyklęknięcia, całowania ołtarza, starożytny wielokrotny gest znaku krzyża na Kanonie: „Sakrum wyraża się również w znaku krzyża i geście przyklękania” (N. Bux). 4. I wiele innych spraw, jak przypomnienie, że pocałunek pokoju jest gestem sakralnym nie zaś wyrazem mieszczańskiej uprzejmości; masowy powrót do zastosowania języka łacińskiego w liturgii, itd. Wreszcie i przede wszystkim kwestia, jak nie ustawać w zachętach wobec kapłana, by celebracja odbywała się w kierunku do Pana (ołtarza), przynajmniej podczas ofertorium i modlitwy eucharystycznej. „Najbardziej widoczną zmianą wprowadzoną przez reformę liturgii, pisze ks. Bux, była zmiana polegająca na zwróceniu kapłana w stronę wiernych”. W świetle tych słów można więc słusznie mniemać, że reforma reformy realnie wejdzie w życie, gdy papież i biskupi zaczną wszyscy celebrować ad Dominum. D – Szczytowy punkt projektu reformy reformy W swojej książce Nicola Bux stwierdza, że kluczowym elementem nowej liturgii, w kształcie, w jakim wyszła ona z „laboratoriów” Bugniniego – autora reformy liturgicznej – jest dostosowanie do świata. W tym też względzie jego pogląd najbardziej się radykalizuje, podobnie zresztą jak pogląd zwolenników reformy reformy: istotą liturgii katolickiej jest być „niczym nieustająca krytyka adresowana przez Kościół do świata, który ze swej strony stale próbuje skłonić Go, by do niego przynależał”. A zatem, nie można zapominać, iż rewolucja nie jest reformą: „Nie wolno rozumieć reformy jako próby rekonstrukcji służącej gustom jakiejś określonej epoki”. Stąd też ks. Bux cytuje i opatruje obfitym komentarzem Krótką analizę krytyczną Novus Ordo Missae, opublikowaną na zakończenie Soboru przez kardynałów Ottaviani i Bacci. „Ubolewali, jak przypomina przyłączając się do zdania dwu włoskich kardynałów, nad brakiem zwyczajnego celu mszy, znaczy ofiary przebłagalnej." Trzeba być w istocie ślepym, by nie zauważyć, że na skutek wprowadzenia nowego rytu do mszy następuje w niej de facto rodzaj immanentyzacji orędzia chrześcijańskiego: dogmat o ofierze przebłagalnej, uwielbienie rzeczywistej obecności Chrystusa, specyfika hierarchicznego kapłaństwa i ogólnie charakter sakralny celebracji eucharystycznej nie są w niej równie wyczuwalne, jak to ma miejsce w rycie tradycyjnym. Dlatego ponownie nabierają dziś mocy starania, by do nowego mszału powróciły modlitwy wyrażające najlepiej sens ofiarny mszy, czyli jej znaczenie jako ofiarowanie (por. manifest, jakim była w tej dziedzinie książka o. Paula Tirota, benedyktyna : Histoire des prières d'offertoire dans la liturgie romaine du VIIe au XVIe siècle, Edizione Litugiche, 1985). O ile więc istnieje jakakolwiek rzecz, co do której mimo wszystko wolno się spodziewać, że zyska wyraz prawny przyczyniający się do rozwoju projektu reformy reformy, jest nią niewątpliwie właśnie to: możliwość wprowadzenia do celebracji w rycie zwyczajnym modlitw z tradycyjnego Ofertorium rzymskiego. W sumie, gdyby plan taki rzeczywiście ujrzał światło dzienne, można by w końcowym efekcie uzyskać sytuację przeciwną do sytuacji z lat 1965 i 1969: owemu okresowi brutalnych transformacji, gdy wszelkie zmiany miały charakter „postępowy”, mógłby dziś odpowiedzieć echem czas łagodnej ewolucji, w którym wszelkie zmiany zmierzałyby ku resakralizacji. Takie wprowadzenie w życie reformy reformy byłoby tym razem naprawdę reformatorskie, w tradycyjnym, i bardzo wymagającym!, rozumieniu słowa „reforma”. Odbywałaby się ona na zasadzie „kontaminacji” kultu, by posłużyć się terminologią historyków, stosowaną wtedy, gdy mowa o wpływie jednej liturgii na inną: chodziłoby tutaj o „krzyżowanie” nowej liturgii z liturgią tradycyjną. Właściwie można by nawet twierdzić, że w dłuższej perspektywie forma nadzwyczajna jest jedyną szansą ocalenia formy zwyczajnej, właśnie poprzez działania wpływające na zmniejszenie jej zwyczajności. Mogłaby się wtedy stać etapem przejściowym, drogą prowadzącą do liturgii nadzwyczajnej. Tak czy inaczej, w żaden sposób nie konkurowałaby z formą nadzwyczajną, przeciwnie, stworzyłaby środowisko o wiele bardziej przyjazne jej upowszechnianiu się i umacnianiu jako formy oficjalnej oraz punktu odniesienia. [1]. W oczekiwaniu na wersję angielską, książka ks. Buxa jest dostępna w oryginalnej wersji językowej u włoskiego wydawcy Piemme. [2]. W 2001 r., w trakcie dni liturgicznych w Fontgombault, kardynał Ratzinger zapewnił, iż nie ma mowy, niewątpliwie jeszcze długo, by cokolwiek zmienić się miało w mszale trydenckim, zasadniczo dlatego, że jego istnienie i obecne życie mogą posłużyć jako katalizator ewolucji nowego mszału. „Linia” ta jest dziś wyraźnie reprezentowana przez Kongregację Kultu Bożego oraz Komisję Ecclesia Dei, gdzie istnieje na przykład pogląd, że wprowadzenie nowego lekcjonarza w rycie tradycyjnym jest niemożliwe. Jedyną możliwą do rozważenia zmianą byłoby, według rzymskich liturgistów, wprowadzenie kilku nowych prefacji. [3]. Wywiad udzielony dla zenit.org w dniu 21 grudnia 2009 r. ----- Original Message ----- Sent: Monday, February 22, 2010 9:19 PM
Subject: List 1 - Reforma reformy - drugi cel Motu Proprio
czwartek, 18 lutego 2010
buntownik i więzień polityczny, wybitny fizyk, tytan pracy Zygmunt Florenty Wróblewski (1845-1883)
Sowa Magazyn Europejski urodził się w Grodnie w
zubożałej rodzinie szlacheckiej, zamiast zostać urzędnikiem, Wróblewski zapisał się na studium fizyki na uniwersytecie w Kijowie. Studia przerwał wybuch powstania styczniowego, ...23 lipca został aresztowany i uwięziony na 16 miesięcy w kazamatach Wilna i Grodna. Uniknął kary śmierci jedynie dzięki młodemu wiekowi, jednak został zesłany na Syberię. Zygmunt Florenty Wróblewski
(1845-1883)
wybitny fizyk, tytan pracy Zygmunt Florenty Wróblewski urodził... się 28 października 1845 roku w Grodnie w zubożałej rodzinie szlacheckiej. Jego ojciec, Antoni, utrzymywał żonę Karolinę z Mańkowskich i ośmioro dzieci pracując jako doradca prawny. Młody Zygmunt ukończył gimnazjum w rodzinnym mieście w 1862 roku. Znakomite wyniki egzaminu maturalnego przyniosły mu srebrny medal i prawo pierwszeństwa przy ubieganiu się o stanowisko w służbie państwowej. Jednak zamiast zostać urzędnikiem, Wróblewski zapisał się na studium fizyki na uniwersytecie w Kijowie. Studia przerwał wybuch powstania styczniowego, które na Ukrainie rozpoczęło się w nocy z 8 na 9 maja 1863 r. i potrwało zaledwie tydzień. Choć sam Wróblewski najprawdopodobniej nie brał czynnego udziału w walkach, mimo tego 23 lipca został aresztowany i uwięziony na 16 miesięcy w kazamatach Wilna i Grodna. Uniknął kary śmierci jedynie dzięki młodemu wiekowi, jednak został zesłany na Syberię. Po trwającej rok tułaczce ostatecznie osiadł w Tomsku, gdzie zarabiał na życie udzielając korepetycji, a wolny czas poświęcał na samokształcenie i lekturę. Po ogłoszeniu ogólnej amnestii dla powstańców powrócił do kraju i 7 lutego 1869 roku znalazł się w Warszawie. Jako dawny buntownik i więzień polityczny Wróblewski nie miał szans na studia na żadnym uniwersytecie Imperium Rosyjskiego, dlatego po krótkim pobycie w Warszawie, który wykorzystał głównie na naukę języków obcych, opuścił miasto i wyjechał do Berlina. Początkowo uczęszczał na wykłady na Uniwersytecie Berlińskim jako wolny słuchacz. Wkrótce jednak, po przedstawieniu prof. Jolly’emu z Uniwersytetu Monachijskiego swojej teorii o nowych sposobach wzbudzania elektryczności, wyjechał do stolicy Bawarii i w 1872 r. objął posadę asystenta. Dwa lata później, 28 lutego 1874 roku, złożył egzaminy z najwyższą pochwałą summa cum laude i uzyskał stopień doktora filozofii za pracę noszącą tytuł: „Poszukiwania nad wzbudzaniem elektryczności przez środki mechaniczne”. W listopadzie tego samego roku Wróblewski przeniósł się do świeżo zdobytego przez Prusaków Strasburga, by zostać asystentem przy katedrze fizyki kierowanej przez prof. Kundta. Po półtora roku w wyniku prac nad problemem dyfuzji gazów przez ciała pochłaniające, uzyskał habilitację. Został prywatnym docentem, wciąż prowadząc wykłady na uniwersytecie. Prace nt. dyfuzji gazów przez ciała pochłaniające przyniosły mu sławę w środowisku naukowym i były jego największym osiągnięciem przed skropleniem tlenu i azotu. W tym okresie Wróblewski coraz częściej myślał o powrocie do ojczyzny. Po długich staraniach, w lutym 1880 r., uzyskał stypendium Akademii Umiejętności w Krakowie, jednak przez kilka miesięcy pozostawał jeszcze w Strasburgu, przygotowując się do objęcia posady profesora w kraju. W międzyczasie Wróblewski odwiedził Paryż i Londyn, wizytując przy tym tamtejsze laboratoria i nawiązując kontakty z brytyjskimi i francuskimi naukowcami. W końcu we wrześniu 1882 roku Wróblewski przybył do Krakowa, aby objąć stanowisko profesora fizyki doświadczalnej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Rozpoczął się okres intensywnej pracy nad zorganizowaniem nowoczesnej pracowni fizycznej, do czego posłużyła aparatura zakupiona Zachodzie z własnych środków Wróblewskiego. To właśnie wtedy rozpoczęła się jego współpraca z Karolem Olszewskim, profesorem nadzwyczajnym w Zakładzie Chemii UJ. Był to czas trwającego od końca XVIII wieku wyścigu do skroplenia powietrza, tj. jego głównych składników, czyli azotu i tlenu. Najbliżej sukcesu był w tamtym okresie francuski fizyk Louis Cailletet. Wróblewski nieznacznie zmodyfikował opatentowany przez tego pierwszego aparat do skraplania, przede wszystkim obniżając ciśnienie, pod jakim wrzał etylen służący do chłodzenia skraplanych gazów. Dzięki temu już pod koniec marca 1883 r. obaj Wróblewski i Olszewski skroplili tlen, a 13 kwietnia drugi składnik powietrza – azot. Niewiele później Wróblewskiemu udało się przekształcić w ciecz tlenek węgla. Wiadomość o tym eksperymencie stała się sensacją na Zachodzie. Wrażenie było tym większe, że kiedy na posiedzeniu Akademii Paryskiej odczytywano list Wróblewskiego o skropleniu tlenu, na salę nagle wkroczył goniec z… telegramem o udanym skropleniu azotu. Mimo pojawiających się we francuskiej prasie artykułów powątpiewających w efekty pracy „biednych kuzynów ze wschodu”, wkrótce osiągnięcia polskich naukowców uznano za pewnik, a do Krakowa zaczęły napływać listy gratulacyjne i propozycje współpracy z całej Europy. Niestety, olbrzymi sukces stał się powodem wzajemnej zawiści i niezdrowej rywalizacji; zaledwie po dwóch miesiącach drogi Olszewskiego i Wróblewskiego rozeszły się. Rozpoczął się między nimi nowy wyścig o pierwsze udane skroplenie wodoru. Dla Wróblewskiego rywalizacja była o tyle kłopotliwa, że został w tym czasie członkiem Akademii Umiejętności, a jednocześnie powołano go do Komitetu Naukowego Międzynarodowej Wystawy Elektrycznej w Wiedniu. Jednocześnie dzięki zdobytej sławie z łatwością uzyskał w austriackim ministerstwie oświaty środki na rozbudowę pracowni naukowych i urządzenie nowej sali wykładowej. Dzięki swoim zasługom został w 1886 r. dziekanem Wydziału Filozoficznego. Nowa funkcja zabierała mu wiele czasu i energii, a jego „przeciwnik”, prof. Olszewski, nie próżnował i udało mu się osiągnąć dynamiczne skroplenie wodoru, tj. uzyskać skroplony gaz w postaci mgły unoszącej się w zbiorniku. W następnym roku Wróblewski zrzekł się funkcji dziekana i powrócił do prób pełnego, statycznego skroplenia gazu. Późnym wieczorem, 25 marca 1888 r., Wróblewski pracował w swoim gabinecie. Od dłuższego czasu usiłował wyliczyć stałe temperatury krytyczne dla wodoru, aby ułatwić jego skroplenie. W czasie pracy prawdopodobnie zasnął i potrącił lampę naftową, która przewróciła się na niego. Wybiegł na dziedziniec, gdzie dwaj studenci ugasili płonące na nim ubranie. Poparzenia ciała były bardzo dotkliwe. Profesor Zygmunt Wróblewski zmarł po trzech tygodniach w szpitalu, dnia 16 kwietnia 1883 roku. Przez:Poczet
Bohaterów
piątek, 12 lutego 2010
17 lutego 2010 Borysławska ziemia obiecana. Dom Spotkań z Historią, Ul. Karowa 20
Nasza
Czeladź Autor cyklu "Opowieści z Kresów", Tomasz Kuba Kozłowski zaprasza na spotkanie, które wypełni zapach nafty. W programie opowieść o rozwoju przemysłu naftowego i naftowym boomie w zagłębiu borysławskim nazywanym na przełomie XIX i XX wieku "galicyjskim piekłem" i "galicyjską Pensylwanią" ze względu na sąsiadujące tu: dojmują...cą nędzę i wielkie bogactwo. Wieczór wypełnią ciekawostki i anegdoty o borysławskich rębaczach, wiertaczach, łebakach, przedsiębiorcach i milionerach. Spotkanie ilustrowane będzie unikalną ikonografią ze zbiorów autora a jego uczestnicy będą mogli wylosować ciekawe nagrody. Dom Spotkań z Historią ul. Karowa 20 00-324 Warszawa tel. 22 8265195, www.dsh.waw.pl Warszawska Inicjatywa Kresowa, wik@dsh.waw.pl Miejsce: Dom Spotkań z Historią, Ul. Karowa 20
Godzina:17 lutego 2010
18:00
czwartek, 11 lutego 2010
prosze pozdrowiec ode mnie Pana Mame, serdecznie sk
wtorek, 09 lutego 2010
Ivan Mikloš a diamantová baňa v Juhoafrickej republike – časový sled udalostí
http://www.diamantovabana.sk/doc/resume.html ![]() Ivan Mikloš a diamantová baňa v Juhoafrickej republike – časový sled udalostí
Resumé:
Uvedený
časový sled obsahuje len podstatné dokumenty z rozsiahleho vyše 80 kg.
spisu prípadu Jozefa Petrova. Z tohto dôvodu je potrebné pripomenúť aj
iné závažné okolnosti a fakty súvisiace s prípadom. Doposiaľ nie je
zistené, z akých zdrojov pochádzalo 40 mil. USD, ktoré boli vyplatené v
splátkach podľa zmluvy Stolarczykovej spoločnosti. Štyria nastrčení
kupci nemeckej národnosti sa totiž po tom, čo Jozef Petrov podal podnet
Nemeckej finančnej polícii na preukázanie pôvodu peňazí, vyplatených
podľa zmluvy, sa veľmi rýchle z Nemecka vyparili. Otázkou zistenia
pôvodu týchto peňazí, z dôvodu podozrenia, že mohli pochádzať aj zo
zahraničných pôžičiek pre bývalú ČSFR, by sa v štandardnom právnom
štáte, akým Slovenská republika, žiaľ, nie je, mala zaoberať finančná
polícia a spravodajská služba Organizovanie a zosnovanie zločineckej skupiny a túto rozsiahlu hospodársku ekonomickú trestnú činnosti, ktorá ňou bola spáchaná, by nebolo možné zrealizovať bez spolupráce a súčinnosti vtedajších inštitúcii SR, vrátane zastupiteľského úradu v JAR, cez ktorý Martimex zabezpečoval v roku 1992 vývoz technických zariadení do JAR pod zámienkou výstavy s názvom Elektra Minig Exhibition. Je potrebné upozorniť na vtedajšieho veľvyslanca v JAR Františka Dlhopolčeka, bývalého pracovníka Ministerstva zahraničných vecí (komunistickej) ČSSR, ktorý v rokoch 1987-1989 absolvoval dvojročnú stáž na Diplomatickej akadémii v Moskve v bývalom ZSSR.( Všeobecne je známe aj nezainteresovaným a nie len pracovníkom Ústavu pamäti národa, že komunistická spravodajská služba posielala do Moskvy pre KGB, len vopred vybrané a preverené osoby). Je taktiež pozoruhodné, akú diplomatickú kariéru dosiahol neskôr tento adept moskovskej akadémie, keď pôsobil ako veľvyslanec vo Veľkej Británii a Izraeli. Ešte pozoruhodnejšie je, ako sa s niektorých radových nomenklatúrnych kádrov Martimexu, zainteresovaných v kauze s diamantovou baňou, stali pracovníci pôsobiaci v zahraničí a zastupujúci záujmy Slovenskej republiky! (To všetko je žiaľ plne v kontexte s ponovembrovým vývojom v roku 1989, kedy sa v bývalom Československu uskutočnil v podstate ekonomicky prevrat riadený ŠtB a KGB, ako jasne potvrdzuje a dokazuje neskoršia beztrestnosť pre šéfa ŠtB A. Lorenca a na Slovensku zrod jedného z najbohatších slovenských podnikateľov, bývalého rozviedčíka v USA V. Širokého). Zdá sa, že kauzu s diamantovou baňou dedili všetky politické garnitúry, ktoré sa od roku 1990 striedali pri moci. Jozef Petrov sa pokúšal domôcť práva aj cez slovenských politikov. Osobne pritom „prispel“ k vydaniu medzinárodného zatykača na M. Kováča ml., o čom informoval V. Mečiara. Svoj omyl a fakt, že sa obrátil na nesprávnu osobu pochopil po pozoruhodnom a interesantnom prepojení HZDS s Juhoafrickou republikou, o čom svedčí ďakovný list V. Mečiara odoslaný do JAR 11. júna 1992 z centrály HZDS. Možno práve názvom výstavy Elektra Minig Exhibition sa nechal neskôr V. Mečiar inšpirovať pri voľbe názvu svojej rezidencie a zrejme exriaditeľ SIS I. Lexa neutekal s falošnými dokladmi bez príčiny práve do JAR. Tak ako sú podľa zákona nepremlčateľné zločiny komunizmu proti ľudskosti, rovnako nepremlčateľné sú aj ekonomické zločiny spáchané bývalými prisluhovačmi KSČ a ŠtB. Kontinuita týchto ekonomických zločinov pokračovala aj po novembri 1989, o čom svedčí okrem mnohých iných aj prípad s diamantovou baňou. Z tohto dôvodu by malo byť morálnou povinnosťou nielen Ústavu pamäti národa, ale najmä slovenských politikov, ktorí sa hlásia k demokratickým hodnotám, aby boli tieto zločiny vyšetrené. Skutočnosť však potvrdzuje, že je tomu presne naopak a práve politici tieto zločiny všemožne ututlávajú a zakrývajú, čím sa stávajú spolupáchateľmi zločincov. Žiaľ ako potvrdzuje ďakovný list úradu vlády SR z 11. septembra 2006, pokiaľ by sa aj našiel politik, ktorý by chcel túto vec prešetriť, zabránia mu v tom ľudia z pozadia na vysokých štátnych postoch využívajúc k tomu všetky prostriedky a ekonomicko-politické prepojenia. Na Slovensku neexistuje skutočný právny štát a politická vôľa pre skutočné presadzovanie zákona v prospech záujmov občanov. Na politickej scéne absentuje skutočná občianska strana, ktorá by sa verejne zaviazala, že nebude zneužívať svoju moc na okrádanie väčšiny a umožní priamu kontrolu svojich rozhodnutí zástupcami občanov. Až tomu tak bude, vytvorí sa priestor aj na vyšetrenie ekonomických zločinov v podobe privatizácií, poškodzovania ekonomickej bezpečnosti štátu predajom strategických podnikov, garážových firiem v daňových rajoch a rôznych iných rabovačiek a podvodov, medzi ktoré bez pochýb patrí aj kauza diamantovej bane v JAR.
czwartek, 04 lutego 2010
GRUPO KRAKUS - Asociación Polaca de Córdoba
![]() COMO TODOS LOS AÑOS EN EL ENCUENTRO NACIONAL DE COLECTIVIDADES ESTARA PRESENTE
LA ASOCIACION POLACA DE CORDOBA CON SU STAND EN DONDE SE PUEDEN PROBAR PLATOS
TIPICOS POLACOS Y VENTA DE ARTESANIAS Y SOUVENIRES. ADEMAS EL DIA JUEVES 04 DE FEBRERO, KRAKUS EL GRUPO FOLCLORICO DE LA ASOCIACION POLACA DE CORDOBA ESTARA EN EL ESCENARIO PRINCIPAL PRESENTANDO DANZAS TIPICAS DE VARIAS REGIONES DE POLONIA. MUCHAS GRACIAS, LOS ESPERAMOS JOSE
środa, 27 stycznia 2010
Jan Gomoła (1913-1985) żołnierz NOW-AK
![]()
Nasza Czeladź
w 45 rocznicę zbrodni katyńskiej, Jan Gomoła wraz z Aliną Szymiczek i Andrzejem Fenrychem (byli żołnierze AK) zostali wylegitymowani przez funkcjonariuszy MO za złożenie kwiatów na Grobie Nieznanego Żołnierza i uznani organizatorami nielegalnego zgromadzenia. Podczas trzeciej rozprawy (6.11.1985) Jan Gomoła w trakcie przesłuchania doznał zawału serca i nie odzyskawszy przytomności zmarł 7 listopada 1985 r. Jan Gomoła (1913-1985)
żołnierz NOW-AK, zmarł na sali sądowej
Jan Gomoła urodził się 2 maja 19...13
r. w Duisburgu w Niemczech, dokąd jego rodzice Ludwik i Jadwiga
przybyli z Wielkopolski w poszukiwaniu pracy. W wielu 7 lat Jan z
rodzicami przyjechał do Polski, najpierw do Jarocina, a następnie do
Poznania. Pierwszą pracę podjął w poznańskiej Drukarni Polskiej. Służbę
wojskową odbywał początkowo w 66. Pułku Piechoty, a następnie w
Korpusie Ochrony Pogranicza w Czortkowie, gdzie z wyróżnieniem ukończył
szkołę podoficerską. Po powrocie z wojska prowadził w Inowrocławiu
agencję gazet, tutaj też 24 sierpnia 1939 r. został zmobilizowany do
59. Pułku Piechoty, wchodzącego w skład 15. Dywizji Piechoty Armii
"Pomorze".
Jako dowódca drużyny Jan Gomoła w czasie kampanii wrześniowej brał
udział w walkach pod Bydgoszczą, Gniewkowem, Brześciem Kujawskim,
Kowalem, Gąbinem, Gostyninem, Iłowem, w bitwie nad Bzurą, w Puszczy
Kampinoskiej oraz w obronie Warszawy. Po kapitulacji stolicy do 15
października 1939 r. przebywał w niewoli w obozie jenieckim w
Skierniewicach, skąd udało mu się wydostać i wrócić do Poznania. W
połowie listopada 1939 r. wstąpił w Poznaniu do konspiracyjnej
Narodowej Organizacji Wojskowej, pełnił funkcję kierownika
organizacyjnego w mieście, a następnie w niektórych powiatach
województwa poznańskiego. W lutym 1940 r. Niemcy wysiedlili Jana Gomołę
z Wielkopolski do Krakowa, gdzie pracując zawodowo w handlu
równocześnie działał w NOW, a po reorganizacji w lutym 1942 r. w Armii
Krajowej. W 1943 r. zorganizował i ukończył kurs podchorążych AK, a
następnie przystąpił do organizowania oddziału partyzanckiego. Śledzony
przez Niemców w Krakowie wyjechał wraz z grupą żołnierzy AK w okolice
Radłowa k/ Tarnowa. Tutaj połączyli się z grupą miejscowych partyzantów
i w maju 1944 r. stworzyli oddział partyzancki AK "Janina", którego
dowódcą został ppor. Jan Gomoła pseudonim "Jawor". Oddział ten,
początkowo liczący 30 osób a w późniejszym okresie prawie 100
żołnierzy, prezentował najwyższą siłę bojową, dlatego powierzano mu
najtrudniejsze zadania.
W nocy z 25/26 lipca 1944 r. oddział partyzancki "Janina" brał udział w
słynnej akcji "Trzeci Most", stanowiąc ochronę lotniska "Motyl" w
Jadowikach Mokrych. AK wysłała do Brindisi we Włoszech dane
konstrukcyjne i niektóre części rakiety V-2 oraz kurierów
dyplomatycznych. W sierpniu 1944 r. oddział "Janina" wszedł w skład
Batalionu "Barbara" 16. pp AK Ziemi Tarnowskiej dowodzonego przez
kapitana Eugeniusza Borowskiego pseudonim "Leliwa". Kompania "Janina"
dowodzona przez "Jawora" awansowanego do stopnia porucznika, brała
udział w licznych walkach batalionu "Barbara". Najbardziej jednak
zasłużyła się dnia 25 września 1944 r. w bitwie pod Jamną, gdzie odwaga
dowódcy "Jawora" i jego żołnierzy pozwoliła na utrzymanie linii obrony.
Za tę walkę porucznik Jan Gomoła, w listopadzie 1944 r., został przez
komendanta AK w Krakowie odznaczony Krzyżem Walecznych.
W grudniu 1946 r. Jan Gomoła za przynależność do AK został aresztowany
w Poznaniu. Wypuszczony w 1947 pod stałą "opieką" UB podjął pracę w
Krakowie, później w Zakopanem i Nowym Targu. Ponownie został
aresztowany 9 czerwca 1953 r. w Jarocinie i do 1955 r. był więziony w
Krakowie, Wiśniczu, Brzezinach Śląskich. Po zwolnieniu z więzienia
zamieszkał w Tarnowie, gdzie podjął pracę w handlu. Do emerytury
zatrudniony był w tarnowskiej PSS "Społem".
W latach 70-tych i 80-tych Jan Gomoła czynnie działał w Związku
Inwalidów Wojennych, z jego inicjatywy w 1981 r. powstało przy NSZZ
"Solidarność" Koło Kombatantów. 14 kwietnia 1985 r. po mszy św. w
Kościele Księży Filipinów w Tarnowie, celebrowanej w intencji polskich
oficerów w 45 rocznicę zbrodni katyńskiej, Jan Gomoła wraz z Aliną
Szymiczek i Andrzejem Fenrychem (byli żołnierze AK) zostali
wylegitymowani przez funkcjonariuszy MO za złożenie kwiatów na Grobie
Nieznanego Żołnierza i uznani organizatorami nielegalnego zgromadzenia.
Podczas trzeciej rozprawy (6.11.1985) Jan Gomoła w trakcie
przesłuchania doznał zawału serca i nie odzyskawszy przytomności zmarł
7 listopada 1985 r. Pogrzeb porucznika "Jawora" odbył się na cmentarzu
parafialnym w Krzyżu k/Tarnowa 11 listopada 1985 r. i stał się wielką
patriotyczną manifestacją społeczeństwa tarnowskiego, mimo iż klepsydry
z informacją o ceremoni zostały pozrywane przez "nieznanych sprawców".
Jan Gomoła odznaczony był m.in. Medalem "Za udział w Wojnie Obronnej
1939 r.", Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem Walecznych, czterokrotnie
Medalem Wojska Polskiego i Krzyżem Armii Krajowej.
Opracowano na podstawie: Barbara Sawczyk, Maria Sąsiadowicz, Ewa
Stańczyk "Ocalić od zapomnienia... Patroni tarnowskich ulic.", Tarnów
2003 Przez:Poczet Bohaterów
wtorek, 26 stycznia 2010
Rycerski Zakon Krzyża i Miecza, kpt. dypl. Władysław Polesiński
Nasza
Czeladź ...powołanie ![]() Rycerskiego Zakonu Krzyża i Miecza, na którego czele stanął kpt. dypl. W. Polesiński. Wśród jego członków byli m.in. ppor. pil. Jerzy Maringe i rtm. Jan Włodarkiewicz. Utworzenie i działalność Zakonu spotkało się z życzliwym poparciem Kościoła i niektórych środowisk prawicy. Natomiast zostało negatywnie przyjęt...e przez wyższych wojskowych i sanacyjne władze, gdyż głoszone hasła wskazywały, że dotychczasowe kierownictwo, zarówno wojskowe, jak też cywilne, nie uosabia postulowanych cech charakteru. W tej sytuacji rozpoczęto śledztwo i w maju 1938 r. władze wojskowe zakazały Zakonowi prowadzenia dalszej działalności.Organizacja stawiała sobie za cel zrealizowanie nauki Chrystusa w życiu państwa i zdobycie dla Polski przewodnictwa moralnego wśród narodów, rozwój sił duchowych narodu w oparciu o etykę katolicką, wychowanie mocnych i prawych ludzi – przewodników moralnych. Władysław Polesiński (1906-1939) założyciel
Rycerskiego Zakonu Krzyża i Miecza Władysław Polesiński przyszedł
na świat 8 września 1906 w Żelechowie. Jego ojciec, Jan Polesiński, był
stolarzem; matka – Paulina z Dębińskich – zmarła, kiedy syn miał 12 lat.
Uczęszczał początkowo do gimnazjum w Żelechowie, udzielał się tam w harcerstwie.
Następnie podjął naukę w Korpusie Kadetów nr 2 w Modlinie, potem w Oficerskiej
Szkole Lotnictwa w Dęblinie. Ukończył ją w 1927 w stopniu sierżanta
podchorążego; rok później został mianowany podporucznikiem, a w 1930 otrzymał
odznakę pilota. W 1931 został awansowany do rangi porucznika. Służył później w 2
Pułku Lotniczym w Krakowie, studiując jednocześnie prawo na Uniwersytecie
Jagiellońskim. W 1928 ożenił się z nauczycielką Janiną Truchlińską; mieli syna
Władysława urodzonego w 1936. Podczas lotu ćwiczebnego z Lwowa do Krakowa w 1931
miały miejsce zdarzenia, które zadecydowały o jego dalszym życiu. Polesiński
przy podchodzeniu do lądowania zmniejszył wysokość lotu do 200 m; wówczas silnik
uległ awarii i samolot zaczął gwałtownie spadać. Maszyna, zahaczając o drzewo,
spadła na ziemię. Polesiński twierdził, że po zawołaniu "Jezu ratuj!" usłyszał
wewnętrzny głos. Wykonując jego polecenia, wydostał się wraz z obserwatorem z
samolotu, po czym nastąpił wybuch. Swoje przeżycia opisał później w wierszu:
STAŁO SIĘ TO O GODZINIE DZIEWIĄTEJ WIECZOREM Noc czarna. Ziemia gdzieś pode mną
1500metrów, zgubiła się w mroku... Gdy wtem motor, me serce, bić przestaje
..."Lądować!" - ciemno, szukam, gdzież ta ziemia ... Wtem - łomot, huk, coś się
wżera w krzyże, Bucha płomień ... Szamocę się, ratunku, na próżno: Kadłub
przygniata cię-żarem do ziemi ... "O Jezu!" Krzyk ten wydarł się jak oszalały
... I wnet wyraźnie wewnątrz mnie rozkazy: "Puść klamry pasów! Pchnij tamte
dźwigary! Uciekaj!"... Spełniam ślepo, co ten głos mi każe, i - jestem wolny.
Już mnie nic nie praży. Usiadłem nad swym niedoszłym śmiertelnym zwęgliskiem i z
twarzy ocierałem krew, co się lała żywa. Nie śmiałem spojrzeć. Czułem, że ktoś
się z tych płomieni zbliża. Schyliłem kornie głowę, bo szedł do mnie On, Wielki,
Miłujący Pan z Krzyża, Jezus, Bóg! Do mnie, człowieka ... Z kolei syn Władysława
Polesińskiego (również Władysław) wspomina: Mama opowiadała mi o wypadku
lotniczym mojego Ojca. Przedstawiła mi ten wypadek jako najważniejszy moment w
ich życiu. Mama uratowanie się Ojca od śmierci określała jako cud. Kiedy Ojciec
po tym wypadku dotarł do domu i opowiedział Mamie, jak uniknął śmierci - Mama na
słowa Ojca odpowiedziała: "Żyjesz, bo przecież się bardzo o Ciebie modliłam,
żebyś wrócił cały i zdrów". A stało się to o dziewiątej wieczorem. Pod wpływem
tego wydarzenia porucznik Polesiński stał się człowiekiem żarliwej wiary.
Wkrótce też zaczął gromadzić wokół siebie grupę młodych oficerów różnych
rodzajów broni, którzy w 1937 r. napisali w "Polsce Zbrojnej" cykl artykułów,
określających podstawy nowego ruchu. Głosili ideę wykształcenia silnych
charakterów, nowej elity, czegoś w rodzaju nowoczesnego rycerstwa i wychowania
"mocnego człowieka" o żarliwej wierze i gotowości do jak najwierniejszej służbie
Polsce. Celem tego miało być dokonanie swoistej "sanacji moralnej",
powstrzymanie upadku moralności i kultury. W 1938 r. inicjatywa została
sformalizowana poprzez oficjalne powołanie Rycerskiego Zakonu Krzyża i Miecza,
na którego czele stanął kpt. dypl. W. Polesiński. Wśród jego członków byli m.in.
ppor. pil. Jerzy Maringe i rtm. Jan Włodarkiewicz. Utworzenie i działalność
Zakonu spotkało się z życzliwym poparciem Kościoła i niektórych środowisk
prawicy. Natomiast zostało negatywnie przyjęte przez wyższych wojskowych i
sanacyjne władze, gdyż głoszone hasła wskazywały, że dotychczasowe kierownictwo,
zarówno wojskowe, jak też cywilne, nie uosabia postulowanych cech charakteru. W
tej sytuacji rozpoczęto śledztwo i w maju 1938 r. władze wojskowe zakazały
Zakonowi prowadzenia dalszej działalności. Organizacja stawiała sobie za cel
zrealizowanie nauki Chrystusa w życiu państwa i zdobycie dla Polski
przewodnictwa moralnego wśród narodów, rozwój sił duchowych narodu w oparciu o
etykę katolicką, wychowanie mocnych i prawych ludzi – przewodników moralnych. W
tym celu jej członkowie codziennie wieczorem brali udział w apelu do Jezusa
Chrystusa i Maryi – Królowej Narodu Polskiego. Władysław Polesiński (syn)
wspomina: Godzina dziewiąta wieczorem była dla Ojca, a potem również dla całego
Zakonu Krzyża i Miecza - godziną, w której każdy żołnierz Zakonu w modlitwie
łączył się z Chrystusem". Kpt. Polesiński codziennie o godzinie 21 zdawał
Chrystusowi meldunek z tego, czego dokonał w minionym dniu, i prosił o światło,
czego ma z pomocą Mocy Bożej dokonać jutro. Takie są źródła Apelu
Jasnogórskiego. Teraz już nie tylko Rycerski Zakon Krzyża i Miecza, ale cały
Naród za przyczyną Kardynała Stefana Wyszyńskiego, staje do raportu przed
Chrystusem razem z Maryją Królową Narodu Polskiego. Sam założyciel Zakonu pisał:
Bo przedziwnie dotąd splatały się dzieje Narodu polskiego i polskiego oręża z
imieniem Maryi. Z Jej imieniem, z pieśnią "Bogurodzica" na ustach ruszało w bój
polskie rycerstwo. Jej oblicze z Obrazu Częstochowskiego zdobiło zwycięskie
sztandary. Jej ryngraf błyszczał na piersi praojców, widomy symbol ich ideałów
... Jej opiece oddawano Rzeczpospolitą w chwilach - zdawało się -
beznadziejnych, gdy już znikąd ratunku nie było widać. Ją to Jan Kazimierz z
wdzięczności za ocalenie Ojczyzny obwołał po wieki Królową Korony Polskiej. A
ileż wojen i bitew zwycięskich, w których krwawił się miecz polski w obronie
Krzyża, zawdzięczamy wstawiennictwu! Jesteśmy przecież uczniami i bojownikami
Chrystusa. On to sam na chwilę przed śmiercią - z Krzyża swego rzuca jedynemu
uczniowi, który wytrwał z Nim do końca, te słowa, wskazawszy na Maryję: "Oto
Matka twoja". My te słowa podejmujemy, wstępując tym samym na wypróbowaną w
Kościele Walczącym drogę, jaka prowadzi przez Maryję do Jej Syna. Uczymy się
zatem darzyć Maryję czymś więcej niż tradycyjnym sentymentem, zacnym może, ale
nie zawsze głębokim ... Uczymy się widzieć w Niej prawdziwą Hetmankę. Tę, która
"starła głowę węża" - naszego odwiecznego wroga. Uczymy się szukać w Niej tej
siły, którą znajdowało rycerstwo polskie pod Grunwaldem, Obertynem i Wiedniem,
widzieć tę siłę, która przodkom naszym dawała szaleńczą brawurę i rozmach, która
do skrzydeł husarskich przykuła tradycję zwycięstwa. Uczymy się, na przykładzie
Jej życia, takich cnót prawdziwie męskich, jak opieranie się całym swym
jestestwem o Boga, bohaterskiej, całopalnej ofiarności, dochowania wierności aż
do końca. Z synowskim tedy oddaniem - często, szczerze a z ufnością - prośmy Ją,
Królową Korony Polskiej, Patronkę Polskiej Młodzieży Akademickiej i Patronkę
naszego Zakonu, o światło dla oczu, o moc dla ramion naszych, moc na to, byśmy
zbudowali Polskę Chrystusową, w której panowanie Maryi stanie się w każdej
dziedzinie rzeczywistością ... Prośmy gorąco, a Ona nam niczego nie odmówi, jako
Matka prawdziwa, bo "od wieków nie słyszano, by kogo, kto do Niej się ucieka,
puściła"... Przez Nią więc do Syna - z Nim zaś po zwycięstwo! RZKiM nawiązywał
do tradycji rycerskich dawnej Polski. Dla członków Zakonu tradycja była czymś
więcej niż zwykłym przywiązaniem do przeszłości, ale czymś żywym. Pragnęli oni
odbudować dawny autorytet rycerza-żołnierza, który łączy swoje działania z
głęboką wiarą. Przejawem tego miała być pogarda śmierci i hańby oraz miłość do
Boga, Prawdy i Ojczyzny. Polska miała być krajem przeznaczonym do wielkich
czynów, mocarstwowej pozycji i moralnego przewodniczenia narodom. Zanim to
jednak nastąpi, musiała najpierw dojrzeć duchowo, w czym pomocna miała być etyka
katolicka. Każdy z "rycerzy" miał wypełniać swoje obowiązki w przykładny sposób,
stając się wzorem dla innych, jak też samemu kształtując w sobie zalety
niezbędne do służby krajowi. Zakon miał ponadto bardzo silny charakter
antykomunistyczny. Wydawał pismo pt. "Krzyż i Miecz". Z powodu tajności
działania do Zakonu nie można było się zapisać, a jedynie zostać przyjętym.
Członkami mogli być tylko Polacy wyznania katolickiego. Upatrzonych kandydatów o
właściwej postawie moralnej zapraszano na specjalne rozmowy przedstawiające cele
i zadania organizacji. Następnie wypełniali oni kwestionariusze rozpatrywane
przez kierownictwo. Przyjęci kandydaci przybierali sobie pseudonimy i tylko pod
nimi byli znani w organizacji. Nie ograniczano się zresztą tylko do wojskowych,
werbowano również nauczycieli, literatów, czy dziennikarzy (...).
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Król Artus. Między życzeniem a prawdą. Prof. Wolf: mit okrągłego stołu.
Die Geschichte steht im Mittelpunkt einer Studie über die Entwicklung des Artus-Mythos seit dem frühen Mittelalter, die Jürgen Wolf, Professor für Ältere Deutsche Philologie an der Technischen Universität Berlin, jetzt vorgelegt hat. Ein Schelm, wer Richards Umgang mit der Geschichte an den Maßstäben wissenschaftlicher Redlichkeit messen wollte. Es ging dem König darum, seiner Herrschaft eine unangreifbare Legitimation zu verschaffen. Und was passte da besser als das Gebein dieses berühmtesten aller englischen Könige? Artus hatte wirklich gelebt; das Grab mit der Inschrift war geeignet, alle Zweifler verstummen zu lassen. König Artus und die Ritter seiner Tafelrunde - wahr oder erfunden? Viel klüger als die Zeitgenossen des Richard Löwenherz seien wir heute auch nicht, stellt Wolf als Fazit seiner Studie fest. Allerdings greifen die pseudohistorischen Phantasien heutzutage nicht mehr ganz so weit aus, wie jene im hohen Mittelalter. Im frühen 12. Jahrhundert behauptete der Geschichtsschreiber Geoffrey of Monmouth, Nachkommen der alten Trojaner hätten auf dem Umweg über Rom nach Britannien gefunden und an der Themse ihr neues Troja gegründet. Kein Wunder, dass sich am Königshof das Bedürfnis regte, etwas materiell Greifbares präsentieren zu können. Aber natürlich wäre es zu kurz gegriffen, betont Wolf, wollte man die Faszination, die Artus und seine Tafelrunde heute wie im Mittelalter ausüben, auf solche Interessen reduzieren. Im Artushof finden vor allem jugendliche Leserinnen und Leser bis heute ihr ideales Selbstbild widergespiegelt, und die spannend erzählten Geschichten bereiten auch ganz einfach Vergnügen. "Wenn ich euch eine Geschichte vom Hof des Königs Artus erzählen will, da macht ihr die Ohren auf und lauscht begierig", ließ Caesarius von Heisterbach in den 1220er Jahren einen Abt klagen, "aber wenn ich euch von Gott reden will, dann schlaft ihr!" Auch heute noch wollen viele Leser oder Zuschauer wissen, wie es "wirklich" gewesen ist, und das war schon im Mittelalter nicht anders. Die Geschichtsepen etwa des französischen "Klassikers" Chrétien de Troyes im späten 12. Jahrhundert wurden heftig kritisiert, weil manche Leser darin zu viel Dichtung und zu wenig Geschichte zu finden meinten. Natürlich versicherten die Bearbeiter immer wieder gern, ihre Fassung sei nun endgültig die "richtige". Kein Mensch könne "vernünftigerweise leugnen, dass es einen König dieses Landes namens Artus gegeben hat", schrieb um 1470 Thomas Malory in "Artus' Tod", einer enzyklopädischen Zusammenfassung des gesamten Sagenkreises. Schließlich sei in Glastonbury sein Grabmal zu sehen, in Westminster ein Abdruck seines Siegels, in Winchester die Runde Tafel "und vieles andere mehr". Moderne Wissenschaftler, berichtet Wolf, haben solche Behauptungen penibel überprüft. So ergaben dendrochronologische Untersuchungen, dass das Holz der Tafelrunde nicht im 5. oder 6., sondern erst im 13. Jahrhundert geschlagen wurde - vermutlich im Auftrag von König Heinrich III., der seine eigene Herrschaft durch das sichtbare Relikt des Mythos stützen wollte. Skeptische Zweifel, wie sie auch im Mittelalter immer wieder vorgebracht wurden. Aber ein Großteil der Leser ließ sich damals wie heute nicht irritieren. 1493 vermerkte die "Schedelsche Weltchronik", die große Geschichtsenzyklopädie des deutschen Spätmittelalters, in aller Selbstverständlichkeit, Artus sei "der Britannier König gewesen". Heute würde man das, was der Geschichtsschreiber Hartmann Schedel da bot, "Infotainment" nennen, eine Mischung von Information und Entertainment. Oft ging oder geht es nicht nur um Information, sondern auch um praktische Orientierung. Wahrscheinlich, meint der TU-Professor, machte sich bereits Heinrich VII. Tudor, als er 1485 die Herrschaft usurpierte, eine alte Prophezeiung aus dem Sagenkreis um Artus zu nutze: Der König werde dereinst wiederkommen und erneut den Thron besteigen. Gerade damals hatte die Inschrift auf dem Bleikreuz, das Richard Löwenherz "gefunden" hatte, bei den zeitgenössischen Literaten, zum Beispiel Malory, eine leicht erweiterte Version erhalten, mit der sich auch Veränderungen legitimieren ließen. Statt "Hier liegt der berühmte König Artus" hieß es nun "Hier liegt Artus, einst und zukünftig König" - eine magisch klingende Formel, die bei Lesern und Filmzuschauern bis heute ihre Zauberkraft behauptet. Josef Tutsch Weitere Informationen erteilt Ihnen gern: Prof. Dr. Jürgen Wolf, TU Ber-lin, Institut für Literaturwissenschaft, Tel.: 030/314-23202, E-Mail: juergen.wolf.1@tu-berlin.de http://idw-online.de/pages/de/news351752
sobota, 16 stycznia 2010
Juz czas najwyzszy zeby powolac Miedzynarodowy Trybunal do spraw zbrodni komunizmu.
![]() Juz czas najwyzszy zeby powolac Miedzynarodowy Trybunal do spraw zbrodni komunizmu. Nie rozumiem ze mozna bylo powolac Trybunal do spraw zbrodni Nazistowskich zaraz po zakonczeniu 2ej Wojny Swiatowej. Przeciez minelo juz ponad 20 lat od upadku Komunizmu a nie bylo zadnego procesu za zbrodnie systemu komunistycznego, i np. Zbrodnia jak KATYN stoi w miejscu? Dlaczego Niemcy placa do dzisiaj? Wszystko jedno ile placa, komu placa, itd.? ZSRR (Federacja Rosji) nie placi nic? Przeciez Zachod ich utrzymywal przy zyciu, i tez nic nie placi? Prosze przeczytac takie ksiazki: Anthony Sutton: "Wall Street and the Bolshevik Revolution"; "Wall Street and the Rise of Hitler"; "Western Technology and the Soviet Union", a nawet "America's Secret Establishment". Wszystko jedno jak bedziemy liczyc tych co zgineli i kto popelnil "wieksze zbrodnie", to mnie sie wydaje ze KOMUNISCI zamordowali o wiele wiecej (w Chinach, Polnocnej Korei, Wietnamie, itd. morduja dalej, itd.). Przeciez Polsce sie cos nalezy za te "ZBRODNIE"? Dlaczego Polska nie protestuje? Czyzby ci sami byli u "zlobu"? ----- Original Message ----- From: Krzysztof Nowak
Sent: Friday, January 15, 2010 10:50 PM
Subject: Re: sowa magazyn europejski Wiktor Juszczenko, trybunal,
NORYMBERGA II.;
http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum1/message/1934
czwartek, 31 grudnia 2009
vše dobré v novém roce 2010 Vam přeje Radio PROGLAS
![]() Anna Macková – asistent vedení Radio Proglas Barvičova 85, 602 00 Brno e-mail: mackova@proglas.cz tel.: 511 118 851 fax: 543 217 245 GSM brána: 603 170 692 http://www.proglas.cz ----- Original Message ----- From:
Radio Proglas
Sent: Thursday, December 31, 2009 10:59 AM
Subject: Re: [sowa] Fwd: Veselého Silvestra
sobota, 26 grudnia 2009
niedziela, 20 grudnia 2009
Edward Makowiecki: Trwa akcja usprawiedliwiających matactw generała Jaruzelskiego.
Szanowna Pani Moniko From: makowiecki edward
Sent: Saturday, December 19, 2009 9:22 PM
Subject: Re: A holiday video for Bohdan Szewczyk
czwartek, 17 grudnia 2009
Prof. dr hab. Artur Śliwiński: Co sie dzieje z polskimi zasobami naturalnymi?
(..) Trzeba przypomnieć, że „prywatyzacja” ciągnie się ponad dwadzieścia lat, z kolejnymi przesunięciami granicy tupetu i bezczelności. Równolegle z tymi przesunięciami przeistacza się ustrój polityczny od obrazu „słabo zaawansowanej demokracji” do kompozycji lekceważenia interesu narodowego, sprzedajności oraz cynizmu władzy. Przeistoczenie ustrojowe nie zaślepiło polskiego społeczeństwa, które czuje się oszukane i ubezwłasnowolnione, lecz stanowi jaskrawy przykład fiaska kolonizacji Polski. Po kompromitacji neoliberalizmu torującego drogę eksploracji Polski przez korporacje i grupy interesów wspierane przez USA i niektóre zachodnie rządy europejskie, pojawia się niemożliwa do wypełnienia próżnia ideologiczna. Żadne usprawiedliwienie ideowe („wspólne wartości”) ani zabiegi propagandowe nie są w stanie przeciwstawić się dwudziestoletniemu doświadczeniu. Koncepcje prywatyzacji w Polsce były rezultatem nacisku z zagranicy, głównie Stanów Zjednoczonych i początkowo spotkały się z życzliwym poparciem jako element pożądanych reform politycznych i gospodarczych. Już w połowie lat dziewięćdziesiątych nastąpiła istotna zmiana sytuacji. Krytyka i żądanie demokratyzacji życia społecznego w Polsce było bezwzględnie tłumione, a w ślad za tym stopniowo wyłaniał się obraz kraju podporządkowanego interesom zagranicznym. Pożądane reformy sądownictwa, finansów, obronności czy służby zdrowia zostały zahamowane. Wejście Polski do Unii Europejskiej nie osłabiło tej tendencji. Przeciwnie, przywódcy unijni postanowili „skorzystać z okazji”. Podstawowym krokiem do przejmowania kontroli zasobów naturalnych przez kapitał obcy stało się celowe „rozmydlenie” pojęcia przedsiębiorstw i zasobów o charakterze strategicznym. Formalnie historia rozpoczyna się w 1997 roku, gdy „prywatyzacja” wkracza w strategiczne sektory gospodarcze. Jednak należy uwzględnić fakt, że wcześniej zostały skonsumowane przez kapitał zagraniczny najefektywniejsze polskie przedsiębiorstwa państwowe (z „okruchami ze stołu” przeznaczonymi dla przewertowanych służb specjalnych). W ślad za tym międzynarodowa oligarchia finansowa, która walnie przyczyniła się do obecnego kryzysu światowego, przejęła polski sektor bankowy. Tak więc w 1997 roku nastąpił raczej kolejny etap „prywatyzacji”, tym razem nie znajdujący uzasadnienia w konieczności „transformacji ustrojowej” Polski. O ile bowiem przy dobrej woli (lub raczej łatwowierności) można było przyjąć, iż negatywne aspekty prywatyzacji i jej tendencyjność mogły wynikać ze słabości lub niedoświadczenia rządu w Polsce, o tyle po tej dacie rozpoczyna się nowy rozdział, nacechowany cynizmem i demoralizacją funkcjonariuszy politycznych i administracyjnych. Jest całkowicie jasne, że oddanie strategicznych dla Polski przedsiębiorstw i zasobów gospodarczych zagranicznym korporacjom nie stanowi postępu w „prywatyzacji”, lecz jest akcją wyjątkowo groźną dla egzystencji i rozwoju. Nie mamy prawa przypuszczać, że było to działaniem bezmyślnym lub nieudolnym, ponieważ inicjatorzy tej akcji już znacznie wcześniej odkryli swe koneksje polityczne, a często także antynarodowe. Wrogość wobec Polski towarzyszyła im od początku, nikt nawet nie starał się jej ukrywać. Przypomnijmy jak wyglądały ówczesne deklaracje i analizy polityczne. Pisano, że „ obecnie gospodarka polska wkracza w kolejny, decydujący etap prywatyzacji obejmujący duże strategiczne dla kraju sektory”. Grunt pod owe „wkroczenie” przygotowały zmiany regulacji prawnych z 5 lutego 1995 roku o przekształceniach własnościowych niektórych przedsiębiorstw państwowych o szczególnym znaczeniu dla gospodarki państwa. Istotą tej ustawy było upoważnienie Rady Ministrów do określenia, które z przedsiębiorstw mają strategiczny charakter. Innymi słowy, Sejm RP uznał, że strategiczne problemy rozwoju kraju nie zasługują na szczególne zainteresowanie, ani nawet na kontrolę parlamentarną. W ten sposób pole do nadużyć i manipulacji zostało rozszerzone na najważniejsze, najbardziej żywotne dla Polski zagadnienia. Rząd … wykonał brudną robotę, przekazując we władanie zagranicy krajową sieć telekomunikacyjną, co było największa i najbardziej spektakularna prywatyzacją w dziejach Europy. Co z tego, że wielu ekonomistów i polityków europejskich łapało się za głowę, jak można lekką ręką było przekazać za granicę komplet danych adresowych większości obywateli oraz wszystkich urzędów państwowych, co zostało w końcu zrozumiane: Polska nie jest w stanie bronić swych podstawowych interesów politycznych i gospodarczych. To oczywiście przyciągnęło rzesze większych i mniejszych elementów kryminalno-gospodarczych, zapaliło zielone światło dla Eureko i wielu innych. Jak przed pół wiekiem pisał Joseph Schumpeter: „bezbronna twierdza zachęca do agresji”. Dalej, rozpoczęto „prywatyzację” pierwszych zakładów energetycznych. Hutnictwo żelaza i stali także wykreślone z listy przedsiębiorstw strategicznych. Nie przegapiono okazji do ostatecznego podważenia strategicznego znaczenia przemysłu obronnego, który zaczęto ostro rozparcelowywać. Ostatecznie, w 1997 roku na zweryfikowanej przez rząd „liście przedsiębiorstw o znaczeniu strategicznym pozostało zaledwie 44 przedsiębiorstwa. Później zredukowano tę liczbę do 25. Aż w końcu, za rządów Tuska w amoku rozzuchwalenia uznano, że można prywatyzować … wszystko. To jest oczywiście wykrzywiony obraz sytuacji, gdyż widoczne rozzuchwalenie jedynie maskuje przyczyny determinacji decydentów w omawianej sprawie, a ściślej – ich dyspozycyjności wobec kapitału i rządów zagranicznych. Nikt poważny nie będzie przecież twierdził, że działo się to z przyczyn ideowych lub z powodu złego rozpoznania sytuacji. Przypomnijmy proste zasady. Interesy strategiczne kraju nie są „obszarem decyzyjnym”, który można dowolnie definiować. To parlament i rząd ma dbać o rzeczywiste interesy strategiczne Polski, egzystencjalne i rozwojowe, ma je rozumieć i respektować. Naruszenie tych interesów – wcale nie trudnych do identyfikacji - jest wiarołomstwem i zdradą, niezależnie do okoliczności czy koniunktury politycznej. Po pierwsze, konieczna jest autentyczna oraz oparta na gruntownym i realistycznym rozpoznaniu strategia rozwoju kraju. Jej istota sprowadza się do przeciwdziałania ewentualnym zagrożeniom politycznym, militarnym, społecznym i gospodarczym, co oznacza nie tylko dalekowzroczną troskę o bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, ale także o bezpieczeństwo w sferze finansowej. Oznacza również troskę o własność prywatną i publiczną, w tym szczególnie o najcenniejsze zasoby naturalne kraju. Z nieukrywanym zażenowaniem musimy tutaj wypowiadać banalną prawdę, iż rząd nie ma żadnego mandatu do wyzbywania się bogactw naturalnych, tak jak nie ma mandatu do wprowadzenia niewolnictwa. Nie jest to porównanie metaforyczne, ponieważ oddanie bogactw naturalnych w obce ręce równa się oddaniu kraju w niewolę. A jednak rozpoczęto wyzbywanie się bogactw naturalnych Polski na wielką skalę, początkowo w sposób zakamuflowany, później z pełnym tupetem i rozmachem. Już w czerwcu 2005 roku uchwalono ustawę maskującą zamach na strategiczne sektory gospodarki przez podstawienie w ich miejsce określenia „ spółki kapitałowe o istotnym znaczeniu dla porządku publicznego lub bezpieczeństwa publicznego”. Każdy wie, że dla zapewnienia porządku i bezpieczeństwa publicznego nie jest potrzebne żadne przedsiębiorstwo. Wystarczy policja. Toteż podmioty zamieszczone na liście „przedsiębiorstw strategicznych” można łatwo zakwestionować jako „nieistotne dla porządku publicznego lub bezpieczeństwa publicznego”. Liczbę przedsiębiorstw o znaczeniu strategicznym zredukowano do … trzynastu. Szybko więc w te buty weszła Komisja Europejska. Uznała mianowicie umieszczenie na tej liście „Polskiej miedzi” za niezgodne z ustawą. Przypadek, że chodziło jej o kontrole nad polskimi zasobami miedzi? Nie bądźmy naiwni. W stosunku do strategicznych sektorów gospodarczych Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii z pewnością podobne działania nie miałby miejsca. Rząd Donalda Tuska jakby na to czekał, rzucając się do prywatyzacji nie tylko „Polskiej Miedzi”, ale również kopalni i zakładów chemicznych siarki („Siarkopol” S.A.). http://konserwa.blox.pl/resource/Prof._Artur_Sliwinski_Co_sie_dzieje_z_polskimi_zasobami_naturalnymi.pdf
poniedziałek, 14 grudnia 2009
THE ROTHSCHILD OCTOPUS
wtorek, 17 listopada 2009
Kalina Czartoryski: Polônia. Terra Natal de meus antepassados
Sowa Magazyn
Europejski 12 października 2009 Grodno.
Bogusława Kowalski, członek sejmowej komisji spraw zagranicznych O sytuacji Polaków na Białorusi oraz o stosunkach dwustronnych polsko-białoruskich rozmawiano podczas spotkania posla Bogusława Kowalskiego, członka sejmowej komisji spraw zagranicznych, ze Stanisławem Siemaszko nowym prezesem ...Związku Polaków na Białorusi oraz nowymi członkami zarządu związku, które odbyło się 12 października br. w Grodnie. Omówione zostały okoliczności konfliktu z grupą p. Andżeliki Borys oraz perspektywy rozwoju działalności Związku Polaków. Poruszono problemy polskiego szkolnictwa, (...)Więcej... Źródło: by.blox.pl
Kategorie: Wszystkie | Cezary Rozwadowski,
Stan Tymiński, | Wołkowysk, 27.08.2005 | Agnieszka Grędzik-Radziak | Andrzej
Dubikowski | Eugeniusz Skrobocki | FOTO | Jerzy Zurawowicz | Józef Łucznik |
Plan ...
czwartek, 12 listopada 2009
La función específica de P.M.S es la difusión del idioma a los niños de la colectividad polaca
środa, 11 listopada 2009
poniedziałek, 26 października 2009
Biskup Williamson odcierpi nie za miliony żydów, w które zwątpił, lecz za podżeganie ludu przeciw jakiejś mniejszości
Czy
biskup Williamson po to został wykształcony na księdza a następnie wyświęcony na
biskupa, żeby wciągać święty, powszechny i apostolski Kościół Katolicki w
Kabałę, czyli konflikt z żydami wierzącymi w magię liczb? Matthias Loßmann, adwokat biskupa Williamsona w Niemczech oznajmił, że otrzymał dzisiaj wyrok i że "jest w tym kilka rzeczy, których nie można ot tak pozostawić". Jeżeli biskup Williamson zgodzi się zapłacić 12 tys. euro za to, że sąd w Niemczech zakwalifikował jego zwątpienie w okrągłą liczbę 6 mln zagazowanych w KL Auschwitz żydów jako Volksverhetzung (podburzanie ludu przeciwko komuś, czy też podżeganie ludu przeciwko jakiejś mniejszości), to będzie musiał zapłacić wspomniane okrągłe 12 tys. euro za skorzystanie z konstytucyjnego jakby nie było w Republice Federalnej Niemiec prawa do wolności słowa i będzie uchodził w Niemczech za skazanego sądownie. Adwokat Losmann z Coburga ma 14 dni na przemyślenia, potem orzeczenie sądu uprawomocni się.Więcej... Źródło: digg.com
Sąd w Regensburgu skazał na 120
dni więzienia z zamianą na zapłacenie za każdy dzień wyroku po 100 euro biskupa
rzymskokatolickiego, który ośmielił się zwątpić w liczbę 6 mln żydów
zagazowanych w KL Auschwitz, ...
niedziela, 18 października 2009
Poparcie dla Prezydenta Klausa/ the Support Vaclav Klaus! Stop the Lisbon treaty! Petition
Support Vaclav Klaus! Stop the Lisbon treaty! To: the peoples of Europe
Dear Mr. Klaus,
Sincerely, We endorse the Support Vaclav Klaus! Stop the Lisbon treaty! Petition to the peoples of Europe.
You've signed, now let your friends know on Twitter. 16887
Signatures Total |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
Grab this swicki from eurekster.com Sowa Magazyn Europejski![]() Utwórz swoją wizytówkę |
From: SOWA
To: Grzegorz Niedźwiecki
Sent: Thursday, February 11, 2010 6:07 PM
Subject: Re: Re: Prośba
prosze pozdrowiec ode mnie Pana Mame
serdecznie sk
----- Original Message -----
From: Grzegorz Niedźwiecki
To: zuz@rogers.com ; sowa-frankfurt@t-online.de
Cc: husarz3
Sent: Thursday, February 11, 2010 5:41 PM
Subject: Fw: Re: Prośba
----- Original Message -----
From: Elżbieta Bartczak
To: Grzegorz Niedźwiecki
Cc: Gabriel Jez
Sent: Thursday, February 11, 2010 2:50 PM
Subject: Re: Re: Prośba
UNIQA TU SA Centrum Likwidacji Szkód, Oddział w Łodzi, w związku z poniższym pismem informuje, iż wystąpiliśmy do Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze w celu uzyskania opinii biegłych z zakresu ruchu drogowego.
Po jej otrzymaniu wznowimy postępowanie likwidacyjne
O zajętym stanowisku poinfromujemy odrębnym pismem.
Elżbieta Bartczak
----- Original Message -----
From: Grzegorz Niedźwiecki
To: Elżbieta Bartczak ; jelenia@prokuratura.jgora.pl
Cc: Gabriel Jez ; Regionalne Centrum Likwidacji Szkód w Warszawie ; Filia ; rcls.gdansk@uniqa.pl ; pok.wroclaw@uniqa.pl ; centrala@uniqa.pl
Sent: Thursday, February 11, 2010 1:38 PM
Subject: Re: Re: Prośba
Jelenia Góra, 11.02.2010 r.
Grzegorz Niedźwiecki
ul. Działkowicza 19
58-506 Jelenia Góra
Dzisiaj o godz. 11.30 nadkomisarz Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze Jarosław Nikiporowicz, który prowadził pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze dochodzenie w sprawie wypadku drogowego z dnia 26.10.2009 r. jaki miał miejsce w Jeleniej Górze z udziałem mojej mamy Antoniny Niedźwieckiej oświadczył, że Centrum Likwidacji Szkód w Łodzi UNIQA TU S.A. nie miało prawa wydać „Decyzji o odmowie wypłaty odszkodowania” wyłącznie na podstawie oświadczenia sprawcy, czyli kierowcy, ponieważ ten został uznany za winnego przez organa ścigania i epilog sprawy będzie w sądzie. Kierowca autobusu MZK linii nr 7 marki Volvo o nr rej. DJ01962 do dzisiaj prawdopodobnie jest na chorobowym i bardzo mu współczuję. Nie jestem zainteresowany skazaniem go za pechowy wypadek i Centrum Likwidacji Szkód UNIQA również nie musi czekać na finał. Wystarczy, że znane są ekspertyzy biegłych i stopień uszczerbku na zdrowiu ofiary. Wiedzę taką musi posiadać UNIQA TU S.A. ponieważ na życzenie firmy ubezpieczeniowej taką informację otrzymało[1]. Co najmniej arogancją jest autorytarne twierdzenie, że odszkodowanie... nie przysługuje. Zachodzi wręcz podejrzenie popełnienia przestępstwa przez Elżbietę Bartczak poświadczenia nieprawdy, zatajenia faktów i niedopełnienia obowiązku. Pani Elżbieta Bartczak nie może również odsyłać poszkodowanych na drogę postępowania sądowego, tylko winna przyjąć zażalenie na nieuzasadnioną decyzję. W związku z powyższym powiadamiam o tym fakcie Prokuraturę Rejonową w Jeleniej Górze.
http://www.ropoiwzk.com/gorace%20tematy/unika.html
Grzegorz Niedźwiecki
http://konserwa.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?137808