CHIP.
Oni wstrzykują nam te czipy... sowa
CHIP
data: 21-10-2010
dodał: sowa
Oni wstrzykują
nam te czipy...
Zaledwie przeczytałem dzisiaj przed południem informację w
internecie o …
Liczba
oglądających: 114
- Nie znam na pamięć - odpowiedziałem, to jest Leyboldstrasse
74, ale konsulat zajmuje się udzielaniem pomocy obywatelom polskim, a
pan mówi po niemiecku; czy mógłbym panu może w czymś pomóc?
- W Polsce zakończył się teraz Turniej Chopinowski i będzie Koncert Laureatów a ja chciałbym go obejrzeć - wyjaśnił rozmówca.
- Czy pan dzwoni z Frankfurtu i chce jechać do Warszawy, zapytałem?
- Dzwonię z Frankfurtu i chciałbym obejrzeć ten koncert w telewizji; jak to się nazywa, "Kultura"?
- Ma pan możliwość odbierania tego kanału?
- Tak mam.
- To proszę nacisnąć wideotext i przejrzeć program.
- Próbowałem - tłumaczył strapiony meloman, lecz kiedy nacisnę, to pokazują się różne rzeczy: pasmo, itd, ale nie ma programu.
Nie
mogłem rzecz jasna widzieć, kto i po co naciska z drugiej strony, więc
ubogaciłem rozmowę o rzeczowe wyjaśnienie: - Konsulat zajmuje się
udzielaniem pomocy obywatelom polskim, lecz Ambasada w Berlinie ma
Wydział Kulturalny; może oni panu pomogą?
- A czy zna pan numer do Ambasady?
- Niestety, nie znam na pamięć. Ale może informacja telefoniczna zna?
Rozmówca podziękował mi uprzejmie i tak skończyła się ta przygoda.
Zaś wczoraj rozdzwonił się telefon, kiedy tylko wszedłem w
internecie na stronę z informacją o chorym chyba umysłowo człowieku,
który myślał, że w Biurze Poselskim zastanie jakiegoś Posła i wtargnął w
związku z tym do biura europosła Janusza Wojciechowskiego, żeby się
zamachnąć na posła Jarosława Kaczyńskiego, brata Lecha Kaczyńskiego,
który zamachnął się nad Smoleńskiem na siebie zgodnie z rolą odegraną
przez Jerzego Radziwiłłowicza w edukacyjnym filmie Wajdy "Człowiek z
marmuru", gdzie murarza tak na UB skołowało, że samokrytycznie
przyznał się nie bity do tego, że tak się umówił z kolegą, że
jeden zamachnie się na drugiego i dlatego podrzucił mu tę rozgrzaną do
czerwonego cegłę.
Wczoraj odezwała się starsza kobieta po
niemiecku. - Czy pani mówi po polsku, zapytałem? Bo zaczęła mówić
nieskładnie i bez jakiegokolwiek akcentu.
- Tak, ja wysłałam do pana list?
- A jak godność pani?
- Tak i tak.
- To potwierdzam, otrzymałem ten list.
- Dziękuję panu, że pan potwierdza, bo jak tylko komuś powiem, że mnie trują, to nikt nie chce ze mną rozmawiać.
- Bo nie należy zaczynać od tego, że oni panią trują - wyjaśniłem, lecz należy mówić lekarzowi o objawach.
- Mnie dusi w gardle ta trucizna; gazy mi wpuszczają i w uchu mi wszczepili coś, ja ciągle to słyszę.
-
Oni pani powiedzą, że to jest tinitus, psychosomatyczne bóle, których
istnienia medycyna nie jest w stanie stwierdzić - orzekłem zgodnie z
powszechnie powtarzaną prawdą.
- A tak, lekarz tak powiedział.
-
Proszę pani, ja chciałbym pani pomóc, bo jestem życzliwy dla pani,
proszę iść do innego lekarza; może pani przecież zmienić lekarza.
Proszę jednak nie zaczynać od tego, że oni pani gdzieś wszczepili
czipa, a pani to rozpoznała, bo nikt pani nie uwierzy. Bo proszę pani,
kiedy oni wszczepiają czipy to nie po to, żeby zainteresowany mógł je
odkrywać i poznawać, że czip siedzi w uchu, albo w gardle. Oni pani
mogli tego czipa zaszyć w łokieć.
- A skąd pan wie? zapytała znagła strwożona kobieta.
- Nie wiem, gdzie pani wszczepili; mogli w nogę.
- Acha, mogli w nogę, od spodu, przyznała ściszonym głosem.
Nie
wiem, skąd wiedziała, że przed tygodniem spotkałem w sklepie inną
kobietę, której nie widziałem od lat a ta mi się rozpłakała w łokieć,
że ma raka w stopie, czerniak złośliwy. Wrócił się po trzech latach od
operacji przeprowadzonej w Klinice Uniwersyteckiej. Zrobiło mi się
przykro, odezwało się we mnie współczucie. Wysłuchiwałem przed laty o
kłopotach rodzinnych tej nieszczęsnej kobiety.
- Moja mama zmarła niedawno na raka - powiedziałem. Miała 83 lata. A ile pani ma lat? zapytałem chcąc ją pocieszyć.
- 77, odparła.
- Nie wygląda pani na tyle; co pani robi, że tak dobrze wygląda? spytałem.
- Jeżdżę na rowerze, odparła. - Bo wie pan, jak nie mogłam chodzić po operacji, to kupiłam sobie rower i zaczęłam jeździć.
-
No i bardzo dobrze: nie wolno się poddawać, człowiek musi być aktywny.
A w medycynie cuda się zdarzają; nie trzeba być zlej myśli. Teraz,
kiedy już pani poznała prawdę o chorobie, to przecież już nic pani nie
zaskoczy gorszego. A żyć trzeba i trzeba wierzyć. Będę się za panią
dziś modlił - zapewniłem, bo inaczej nie potrafię przecież pomóc.
- Kobieta uśmiechnęła się serdecznie i powiedziała cicho: dziękuję.
Nie wiem, kto jutro zadzwoni i z jaką sprawą, kiedy tylko wejdę do internetu.... Teraz ktoś dzwoni.
- Halo. Dzień dobry, tak to ja..., ale wczoraj rozmawialiśmy i ta
rozmowa została zakończona. Proszę pani, pani jest ograniczona
automatem, a ja jestem ograniczony innymi moimi sprawami. A nie, prosze
pani. Ja skończyłem z panią rozmowę. Ja nie widzę możliwości do pani
jechać, pomagać pani na miejscu. A przez telefon nie możemy rozmawiać
całymi godzinami, dniami. No, to dziękuję pani. Wszystkiego dobrego.
Nie wiem, kto jutro zadzwoni i z jaką sprawą, kiedy tylko
wejdę do internetu, ale to nic. - Nie trzeba się tym wszystkim
przejmować, poradziłem wczoraj kobiecie; oni zakładają podsłuchy,
podglądają komputery, ma pani w mieszkaniu osiem kamer.
- Osiem?
-
To Orwell napisał, taki pisarz, nie trzeba się tym przejmować. Nie
wolno brać sobie do serca. Oni wstrzykują nam te czipy, bo taki jest
ich zawód.
http://pl.gloria.tv/?media=104823
http://insilesia.pl/blogi/post/83/52/CHIP
Bibliografia:
Stefan Kosiewski do Ministra Sprawiedliwosci Krzysztofa Kwiatkowskiego, chip RFID, gen. Marian Janicki http://tinyurl.com/kwiatkowski2
http://pl.gloria.tv/?media=104616