Bóg, Naród, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - od 1999 jako biuletyn Konserwatysta Małopolski ISSN 1773-3946
Blog > Komentarze do wpisu
szyderstwo z okrutnego losu dziadków współczesnych Rodaków i mojej Ojczyzny

Jacek Kurski podniósł w kampanii prezydenckiej, problem służby tuskowego dziadka w Wehrmachcie. Nie wiem czy Kurski miał świadomość że oto znalazł klucz do wymiany polskich elit politycznych. Inna sprawa czy uda się tego klucza użyć, przy gwałtownym przeciwdziałaniu potężnych sił, dla których obecny stan Polski, jest idealnym stanem docelowym. Już teraz przy narodzinach tego „klucza”, podnosi się małpi wrzask w celu - wymanewrowania problemu na ślepy tor.

Spróbujmy zatem wyłuskać o co chodzi. Kurski został „wylany” z PiS, nie za to że skłamał (bo kłamią wszyscy na tym poziomie) lecz za to, że śmiał tknąć tabu naszych elit politycznych - przeszłość ich antenatów. Upublicznione wątpliwości Kurskiego co do losów Józefa Tuska (Dawidowskiego?), nazwano nie wiadomo czemu „ohydnym” naruszeniem jakiejś etykiety, (chyba zatwierdzonej przy okrągłym stole).

GW wyłaziła ze skóry aby wybielić tuskowego dziadka, wynajdując coraz to nowe dokumenty, stawiające go w szeregu bojowników o polskość. Mimo to poważne wątpliwości i tak pozostają. Tego nie da się zaklajstrować gładką wymową i wymachiwaniem przed kamerami jakimiś „kwitami”. Powstał wyłom w dotychczas zastrzeżonych jako tabu obszarach, który stanowi precedens. Prędzej czy później w ten wyłom wedrą się następni i to będzie ozdrowieńcza tendencja. Czy to ważne kim był dziadek, pradziadek czy ojciec kandydata do służby publicznej? Zainteresowani ukrywaniem informacji o swoich antenatach, krzyczą „nie można tłumaczyć się za dziadków”, „mój dziadek to moja prywat-na sprawa”.

Hola, hola panowie i panie. Prywatny dziadek może z dnia na dzień stać się dziadkiem całego narodu. Nie chodzi wszakże o przodków hydraulika albo dekarza, o ich prywatnych dziadków. A nie życzę sobie aby, moim prezydentem został potomek Bismarcka, Himmlera, Berii, jakiegoś szaulisa czy innego rezuna.

Byłoby to szyderstwo z okrutnego losu dziadków współczesnych Rodaków i mojej Ojczyzny. W PRL przywożono nam dygnitarzy „w teczkach”, ach jak nas to bulwersowało. Ale czym różni się kandydat z teczki od tego bez przeszłości? Niczym, ten jest „X” i tam-ten był „X”.

I tu pojawia się wątpliwość kategorii zasadniczej. Wszyscy najczęściej goszczący na pierwszych stronach gazet i bohaterowie dzienników telewizyjnych, pytani o stosunek do prawdy i jawności życia politycznego, bez wyjątku opowiadają się „za” w obydwu sprawach. Ba, cała transformacja od PRL do III Rzeczypospolitej, miała wypisaną „prawdę” i „jawność życia publicznego” na sztandarach. Aż nagle do-wiedzieliśmy się że Polacy nie mają prawa znać prawdy o przodkach kandydatów na „ojca wszystkich Polaków”. Jawności - STOP, dziadkowie i ojcowie polityków są wyłączeni z postulatu jawności. Tak wygląda tylko jawność warunkowa i prawda wybiórcza. Gratulacje dla twórców III RP.

Nikt oczywiście nie oczekuje tłumaczenia się i odsiadywania kary za czyny dziadków, byli tym czym musieli lub chcieli być (p. Stasińskiemu z GW - do sztambucha). Natomiast problemem nr 1, jest ocena ile czego z osobowości dziadka, przeszło na wnuka i czy ma moralne prawo wypływające z ciągłości pokoleń do przywództwa. A przechodzi dużo - widzę to po własnych wnukach, dużo dobrego ale i złego. Czyli problem nie w tym jaki był dziadek, jak to sugerują zwolennicy Tuska ale w tym, jaki jest wnuk takiego dziadka jako jego „przedłużenie”.

Pamiętacie? „Jakie drzewo taki klin, jaki ojciec taki syn” albo „Nie daleko pada jabłko od jabłoni”. To nie ja - domo-rosły filozof, wymyśliłem owe sentencje ludowe. Prawdę w nich zawartą, potwierdza doświadczenie paru tysięcy lat istnienia ludzkości. A prawda ta mówi - „chcesz poznać wnu-ka, pytaj o dziadka”. Dlaczego niektórzy bronią „tajemnicy dziadków”? Odpowiedział na to pytanie pisarz francuski P. A. Beaumarchais już w XVIII wieku, stwierdzając: Azylem dla prawdy niebezpiecznej jest milczenie.

Drugi problem to pytanie, czy nie zasługujemy na kandydatów do godności publicznych, którzy nie usiłują zakopać swoich dziadków, ojców czy stryjów, głębiej niż spoczywają? Tak, aby wszelka wieść o nich, też była zakopana głęboko.

O czyich dziadków a ogólniej przodków chodzi? Z pewnością o antenatów wszystkich ubiegających się o zaufanie wyborców, na wszystkie stanowiska. Nie może być tak, że reguła honorowa nakazująca „o zmarłych mówić dobrze albo wcale”, była stosowana wybiórczo. O nieboszczyku Hit-lerze, Stalinie bądź innych którzy według rozpowszechnionych ocen, dali się ludzkości we znaki, można mówić źle a nawet najgorzej. Natomiast o innych trochę mniej źle, a o tych którzy rzutują na naszą przyszłość - cicho sza, nie wolno ani źle ani nawet dobrze. I już samo to, jest podejrzane. Prawda może być niebezpieczna dla pretendenta do zasz-czytów.

W naszej historii mieliśmy już problemy z wyborem władzy. Naród polityczny I Rzeczypospolitej, czyli szlachta, dokonywał elekcji króla w obrębie dynastii Piastów bądź Jagiellonów.Ale nie dlatego że im się podobali pretendenci do tronu, lecz dlatego że, najmniej ryzykowano, stawiając na ciągłość cech dziedzicznych.I jakoś udawało się, aż zabrakło dynastów. Późniejsze próby z wyborem „półpolaków - półszwedów” - Wazów i obcych królów Saskich, okazały się katastrofą Rzeczypospolitej.  Czas powrócić do mądrości zawartej w systemie dynastycznym, czyli poszukiwania właściwego kandydata na podstawie cech genetycznych jego przodków.

Współczesne „autorytety” są bardzo zdegustowane, sięganiem do przodków ludzi, starających się o zaufanie publiczne. Na marginesie afery Józefa Tuska, Wnuk-Lipiński znany socjolog skażony aż do bólu ideami PO, pozwolił sobie na szydzenie z prawdziwych Polaków, sugerując jakoby i oni nie znali swoich dziadków. Nie wypada nawet przypominać, kto nie zna nawet nazwiska swego ojca. Nie będę też pytał pana Lipińskiego czy zna swego dziadka, mógłby się jeszcze poczuć dotknięty.  Nie mogę jednak jako prawdziwy Polak, puścić płazem tej prześmiewczej uwagi.

Najpierw o Wnuku-Lipińskim dobrze. Nareszcie kategoria „prawdziwy Polak” została dostrzeżona, uzyskała tym samym status kategorii publicznej i przestała być tylko podwórkowym przezwiskiem. Pan socjolog świadomie jednak sprowadza problem na manowce. Nie chodzi wszakże (co sugeruje) o znajomość swoich dziadków, co zdarza się i u prawdziwych Polaków i pozornych Polaków. Chodzi o ukry-wanie lub udostępnianie wiedzy o swoich przodkach.

I po tym poznajemy prawdziwego Polaka że bez żenady i wstydu może mówić o swoich przodkach, natomiast podszywający się pod miano Polaka, będzie ukrywał ze wszystkich sił, wiedzę o swoich antenatach. Niestety takich mamy uczonych, którym laicy tacy jak ja, muszą wyjaśniać oczywistości, które dla nich powinny być „chlebem powszednim”.

Dobromir Ostaniec – 30 października 2005 r.

----- Original Message ----- Sent: Tuesday, November 29, 2005 11:58 PM

From: "stanislas sas" <stanisas@hotmail.com>
Subject: PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI Biuletyn nr 133
> Zapraszamy Panstwa do czytania naszego Biuletynu PRP nr 133 > REDAKCJA www.patrioci.org
wtorek, 29 listopada 2005, reakcja

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
www.flickr.com
stefan_kosiewski pod ochroną prawa - unter dem Denkmalschutz * 41- 250 Czeladź, Polen photoset stefan_kosiewski pod ochroną prawa - unter dem Denkmalschutz * 41- 250 Czeladź, Polen photoset
statystyka Sowa Magazyn Europejski

Utwórz swoją wizytówkę